Blog

Przywitanie, objaśnienie działanie bloga

Witam serdecznie wszystkich odwiedzających kunstarene. W dziale, do którego właśnie zawędrowaliście, umieszczał będę artykuły związane z moja kilkudziesięcioletnią praca artystyczna na budowach Europy. Sporo anegdot krąży już o moich przygodach ze spotkań z niezwykłymi ludźmi, wielu narodowości. Pracowałem już w tylu miastach świata, iż nie jestem w stanie nawet części sobie przypomnieć. Dorobek mojej pracy prezentuje w galerii: MALARSTWO SCINENE.

Galeria ta, po wciśnięciu napisu, otworzy podstrony. Wybierając któryś z napisów lądujecie w galerii tematycznej, zawierającej zbiór zdjęć. NA zdjęciach widać zakres mojej pracy, rodzaj malarstwa dekoracyjnego wykonane na zlecenia. Określa to ich charakter.

W dziale Galeria umieszczam prace wykonane w domu i pracowni. Cześć z nich stalą się pr. własnością przyjaciół a cześć podpiera nadal ściany mieszkania, czekając na właściciela. W KONTAKT, znajdzie koniecznie informacje jak skontaktować się ze mną Mail-em lub na jaki numer zadzwoni.

Gdy wejdziecie do Galerii zdjęć, to zwróćcie uwagę na 2 małe znaczki umieszczane w dolnym prawym rogu pod obrazem. Powiększają one zdjęcia do całego ekranu , pokazując je w rozdzielczość. Zdjęcia przy oglądaniu staja się wtedy ostrzejsze.

Przy niektórych galeriach, przeglądarka ma mały panel zarządzania na zdjęciu, z prawej strony zdjęcia. Tym razem mały kwadracik powiększy zdjęcie na cały monitor. Sporo przycisków jest jeszcze nieuporządkowanych, W krotce ulegnie to zmianie.

Wracając ponownie do malarstwa, to wspomnę, iż opisywać będę moje przygody z budowy. Opowiem najzabawniejsze przygody malarskie i rożne techniki artystyczne, które wykorzystałem przy malarstwie wielkich powierzchni. Szybkość malowania zawdzięczam urządzeniom, które wykryłem zamęczając się nacieraniem pędzlami metrowych ścian.

Największym powodzeniem cieszy się moje malarstwo UV, wykonane farbami fluorescencyjnymi, świecącymi się w świetle UV.

TA niezwykła technika została już opisana prze ze mnie, w wersji niemieckojęzycznej części bloga, w paru artykułach- SCHWARZLICHTMALEREI . Wykonałem już okolo 60 filmów poświęconych malowaniu dostepnych na YouTube -KUNSTARENA.  https://www.youtube.com/user/kunstarena/featured

W malarstwie ściennym zebrałem sporo doświadczeń np.: , jak reagują farby, jak przygotować podkłady malarskie, by najmniej wysiłku kosztowała nas realizacja obraz. Takimi informacjami chętnie się podzielę.

Zaproszenie na moj wernisaz w zamku Henfenfeld

W ta niedziele 10.09.2017 odbedzie sie moj wernisaz obazow abstrakcyjnych. Kto ma czas i ochote na spacer po zamku , tego zapraszam. bedzie spro atrakcji. Na skrzypcach gra Agnieszka Wegner. tez cos zagram jakas prosta piosenke Bacha.

Tutaj tresc zaproszenia i adres.  In den Farben der Musik
Zeichnungen und Malerei in Öl und Acryl
von Künstler
Zbyszek Mrugala
VERNISSAGE
SONNTAG 10.09.2017, um 15:00 Uhr
Begrüßung
DENETTE WHITTER
Laudatio
WOLFGANG JURISCH
Musik
AGNIESZKA WEGNER, Violine
Sekt, Getränke und Kaffee und Kuchen in der Pfinzingstube
AUSSTELLUNG: vom 10.09.2017 bis 07.01.2018
ÖFFNUNGSZEITEN: zu den Konzerten und nach telefonischer

Utrudnienia w malowaniu

Pośród rożnych problemów , powstałych w czasie malowania największym jest zorganizowanie odpowiednich narzędzi, potrzebnych w czasie pracy. Różnorodne, malowane tematy, rozłożenie ścian staje się czasami trudnością nie do pokonania. Konieczne narzędzia w czasie pracy są dostępne w specjalistycznych sklepach i ich brak może całkowicie zastopować prace. Ilość plastrów do przyklejania, folia do zakrycia mebli, rodzaj farby do gruntowania podkładu, to wszystko musimy przemyśleć i uwzględnić , zanim weźmiemy się do malowania. Wiadomo, iż obiekty malowane

Stany świadomości a zaburzenia.

1.- Stany swiaodmosci.

2 Lusz, Robert Monroe

1.- Gdy ktoś nadgorliwie się rozgości w fantazji, na wiele lat, to wywołuj zmiany w mózgu, utrudniające powrót no normalnego stanu ? . Trudności w osiąganiu równowagi sa utrapieniem. Gdy mamy stresa, wieloletnie napiecia, to nasze jestestwo staje sie nad wymiar aktywne. Wtedy to co psychiczne, pochlania nas w glebiny , nie wypuszczajac na powierzchnie. Wiemy doskonale, iz rowniez substancje chemiczne potrafia nas rozklekotac, nawet gdy trzymamy sie od lat w harmoni psychicznej. Sa wiec rozne przyczyny rozstrojenia umyslu, jego zaburzen. Zastaniwmy sie nad tymi , ktore sami jestesmy w stanie wywolac. Czy sa one takie sam jak te , wzbudzone niewydolnoscia ciala fizycznego? Jezeli tak , oznaczac moze iz swiadmie przejsc mozemy podobne stany swiaodmosci jakie przezywaja osoby zdiagnizwani jako chorzy
Ilosc zaburzen jest ograniczona, co daje nam mozliwosc ich jakiejs klasyfikacji. One daja sie ogarnac. W oficialnej psychiatrii mozna przesledzic. Co z tego wynika?
Uwielbialem swojego czasu rozsypywac jazn na kawalki. Porwnywalem je do sklasyfikowanych chorob, Nie bedac zwiazannym z nauka pozwalalem sobie na calkiem odmienna ich klasyfikacje. Ale dosc tej asekuracji. Mamy wrecz te same objawy przy chorobie jak i te swiadomie wzbudzone. Co to moze oznaczac.? Najtrudniej jest wykryc, iz to co w nas zachodzi, jest substancji duchowwej, jego wypelnieniem i swiadczy o naszej niesmiertelnej naturze. Jak poradzic sobie z taka ostroznoscia, ktora strzeze nas przed ostatecznym roztrzygnieciem co jest czym. Stalowy rozsadek, by nie popasc w paszcze pseldonaki, przepelnionej zabobonem, czy zaufanie do wbitej nam do lba nauki. Duzo jest przyczyn iz wolimy przeczekac z rozstrzygnieciem. Sa jedank posrod nas osoby na luzie, podwazajace wszystko co im w rece wpadnie. Im sie wlasnie cos udalo, co psuje spokoj psychiatri. Podobne to troche to fotonu , ktory zmienia tor lotu , gdy jest obserwowany. On rowniez chrzania nastroj fizykom. Patrzysz na takiego a on chyc w druga strone. Nie patrzysz, to pojedynczy foton leci w rurakch po staremu.
To patrzenie jest rowniez w stanach swiaodmosci wazne. Obserwujesz samodzielnie wzbudzone zaburzenia i z nich wychodzisz jako zdrowy. Wciagniesz sie , lub jestes do nich zmuszony to w nich utkwisz. Gdy obserwujesz samemu, chwilowo je prowokujac, twoj foton swiadomosci omija chorobe, umozliwiajac przezywajac jedynie objawow. Nie mozemy przy ospie wzbudzic sobie pryszcze, by po chwili je usunac, ale przy chorobach umyslowach tak. Mozemy wzbudzac wszystkie objawy chorobowe bedac zdrowym.
Czym jest zawartosc umyslu wykryjemy niestety dopiero samodzielnie go testujac.

2.Lusz, Robert Monroe

Jezeli rosliny wytwarzaly rowniez lusz oznaczac by moglo iz jest to rodzaj energi z eterycznej warstwy, gdyz rosliny nie istnieja w wyzszych poziomach wieloswiata. Tu pojechali po bandach. Czzasami podgladalem rosliny w astralu , ale ledwo bylo co widoczne, jakby konczylo sie w eteryku. Nie wiadomo czym jest ten eteryk. Ludzie posiadaja niezwykle ukiejetnosci w odroznieniu od roslin. Oni moga stawac sie przezroczysci czy nawet znikac w warstwie fizycznej , pojawiajac sie wlasnie w eterycznej warstwie, jakby byl on zbudowany z antyczasteczek. Ludzie po zniknieciu w fizyku wnikaja ponownie calym cialem fiyzcznym w swiat fizyczny. . Czym moglyby wiec byc ten tajemniczy lusz, wytwarzany w dolnych poziomach rzeczywistosci i do czego bylby potrzebny w gornych, dajac sie produkowac na granicy swiata fizycznego i eterycznego. Ludzie mowia, iz wieloswiat powstawal w roznym okresie. Warstwy schodzily z gory a na koncu zaistnial swiat fizyczny. Znaczy to, iz nieskonczona ilosc istnien nie brala we wczesniejszych okresach produkcji luszu, hulajac sobie w wyzszych poziomach rzeczywistosci,czyli my rowniez jako duchy, bo nie bylo swiata fizcznego ani eterycznego. Dalczego schodza wiec w swiat fizyczny doskonale , duchowe istoty? . Z luszem mi nie styka rowniez to , iz jacys faceci konstruktorzy zrobili sobie fabryke, linie produkcyjna. Widze w tym tendencyjna interpretacje, agresywnego zycia w golnych poziomach, w ktorych sie zjadamy na wzajem. To zjadanie sie musi byc przyczyna takiej interpretacji. Warstwy rzeczywistosci stanowia nasz umysl i sa niezwykle misternie zrobione. Nasza jaznz- duchy, bedacy czastka jazni kosmosu jest ta czastka , ktora nas laczy ze wszystkimi- stan atmiczny. To o niej pewnie pisali, iz kreator dal nam cos z siebie. Oprocz JAZNI- ducha – stan atmiczny, dostalismy zdolnosc do samodzielnego ruchu jak i rowniez nasz umysl, cala zawartosc w sobie, ktora umozliwa nam czucie rozmyslanie, uswiadamianie sobie wszystkiego, To zawdzieczamy wlasnie istnieniu wieloswiata ze wszystkimi warstwami. Nie jest mozliwe grzebanie sobie na taka skale w zamierzeniach stworzonego swiata. My wszyscy go stworzylismy w nieskonczonosci, – wszystkie istoty. Nie ma jakichs podstepnych istnien, ktore by mogdy dobudowac kolejna warstwe potajemnie. Jest za to rodzaj energii, ktora mozemy podkradac.. Tak robia podroznycy w oobe, zabierajac sniacym ich energie snienia. Umozliwia to zlodziejom dluzszy pobyt poza cialem. A wiec krasc mozna cos , ale to pewnie nie ten opisywany lusz. Czyli nie wiem nadal co mieli autorzy tej historii na mysli,
Bruce Moen, kolega Monroe juz bardziej optymistycznie interpretuje swiat. Powstal on jego zdaniem by poznawac i przezywac, co mi bardziej podchodzi jako cel stworzenia dolnej warstwy wieloswiata. Przezywamy i poznajemy we wszystkich warstwach swiata i malo co sie roznimy po smierci od zywych. Umysl podobny, choc znika nam twarda materia, spowolnijaca ruch. Znikaja nam nastepstwa i konsekwencje fizyczne. Roznice sa , ale nie az tak wielkie by gebe rozwieralo. W fizyku istniejemy krotka chwile , by wrocic w wyzsze poziomy rzeczywistosci. Zabieramy ze soba mysli, wspomnienia, ktorymi zapelniamy swiat mentalny. Tworzymy jego wypelnienie . Choc wydaje sie, iz tak tutaj rozpaczliwie,to obliczajac korzysci po smierci, to zabawa jest, choc czasami gorzko smakuje. Roberta Moena spotkalem kiedys na kursie Bruce Moena. Jak zywy usiadl sobie na przeciwko mnie. Podsunal mi cos, nie mowiac o oprawcach. Stad mysle iz teorie luszowe sa zle interpretowane, moze ktos mial zly dzien. Ze sa nygusy w kosmosie to pewne, ale by sie nimi az tak stresowac? Mamy rozwoj, dojrzewamy pokonujac trudnosci. Dobrze sobie cenic tresc zycia, te cale zwiazki jednego z drugim, te psychologie, dziecinstwo, dojrzewanie, to wlasnie zbieramy w tej warstwie jednego wynikajacego z drugiego

Malarstwo przestrzenne, ścienne.

Abstarkte Wandmalerei

Abstarkte Wandmalerei

Malowanie przestrzenne. Najczęściej dekorowane prze ze mnie wnętrza są rozszerzane. Ich przestrzeń zostaje pomalowana w kształty które rozpychają je przestrzeń. Moim zadaniem jest te ściany przesunąć, w głąb, by obserwator miał wrażenie iż sięga ręka o wiele dalej niż to można rzeczywiście uczynić. Do rozsuwania ścian stosuje często geometryczne kształty, które tworzą sztuczna iluzje przestrzeni, dając wrażeni iż stojące meble w pokoju sięgają o wiele dalej.

Eksperyment mentalny

CIAŁKA, – oobe, podróże mentalne, stany świadomości, teleportacja i sztuka.

Eksperyment mentalny, Spotkania mentalne

Conchita

18.11.2007 – 18:53

OKi – dziś pomiędzy 22-23, może być ok. 23.

Artur_flyer:

23 mówicie? hmmm…., ciekawe, zobaczymy 🙂 Właśnie, przecież wszyscy możemy się umawiać na określoną godzinę i troszkę poeksperymentować.

Ale mi się podoba, uczymy się poprzez zabawę 🙂

G

e_pomarancza

19.11.2007

Chwile mi zajęło wyciszanie. Potem wibracje. Kilka zabiegów dostrajających – zwizualizowanie Conchity, poczucie jej w jwj istocie, jej sednie, nawoływanie, zaproszenie… Potem prze chwile mentalnie zrobiło sie wnętrze jakiegos klubu. Znalazłam sie na wysokim stołku przy barze. Zamówiłam dwa drinki i spytałam który wybiera Conchita. Postawiłam na barze i czekałam na nią… Opusciłam tamto miejsce by w ciemności zawisnąć w sukni białej i zawołałam znów. Przed oczami pojawiła sie twarz Conchity. I zaraz potem róża biała. Jej płatki jakby rozwijały się. Usłyszałam jak w telefonie stacjonarnym jej głos. Bardzo ciepłe wibracje lekko zachrypnięte jakby senne. jak ktoś wyrwany ze snu… Częśc, słyszysz mnie? Halo halo zawołałam ale ja straciłam. Ale,poczułam narastając e wibracje. Jak nadchodziła czułam w splocie. Wkręcałą sie energią w splot. Nagle dźwię jak przycisk aparatu fotograficznego i poczułam falę ciepła w serce się wlewającą. Jestes bardzo ładną energią Conchita. Troche było chaotycznie. Widziałam fragment drewnianego łózeczka dziecięcego (?). Uchylone drzwi. I nagle stanęła przede mną dziewczynka około 12 letnia. W koszuli długiej nocnej lub sukience. Trzymała jabłko. Ocierałą je sobie o brzuch jakby polerowała je. Myślałąm że ugryzie ale podała mi je. powiedziłam – To ja ci drinka zamawiam a ty taka mała przychodzisz…;) I nagle powrót do baru. Jest, siedzi w stylu cantry i patrzymy na facetów którzy nas wołają. Cobchita się śmieje z nich. I bierze drinka zielonego… Pijemy przez rurki. Nagle wybiło mnie uczucie zbliżania się kogoś. Przed oczami stanął mi obraz Arturka. Tak, nie myliłam się to On. Postanowiłam Podać mu jabłko. I Róże białą. Usłyszałam – poczułam wołanie Kronopia. Jakby nie z dziś (?). Poleciałam szybko. Siedziął na fotelu i przed nim telewizor albo komputer oświetlał twarz. Stanełam z tyłu i próbowałam poczuc co jest… Był cierpiący. Objełam go za głowę i serce. Kołysałam chwilę. Potem bardzo wyraxnie ujęłam za dłoń i dostrajałam sie wkładając jabłko. I położyłam różę prze nim. Cos na ksztłat stolika. Na chwile poczułam Zbyszka. Zrobiłam to samo. Jabłko i róża. Dodatkowo pacnełam go różą w głowę. Tak żeby sie odkleił od tej pracy i poczuł coś… Wracałam do Conchity na chwile jeszcze. Moje dłonie były poza ciałem. Kręciłam nimi i pomyslałąm że wyjdę astralnie, ale wibracje ustały…

Dobranoc… Bardzo dobrze sie czuję. :)))))))))) uwielbiam Was.

Artur_flyer:

Oki, postanowiłem o 23 dołączyć się do  pań. Położyłem się, nie wiedziałem czy się rozluźniać, postanowiłem od razu się na nich skupić.

Boże…… łzy zaczęły mi lecieć po policzkach bardziej niż zwykle, dawno tak nie miałem, czułem się cudownie, ciepło. Conchi , Pomarancza jesteście cudowne.

Po chwili prawa stopa zaczęła się mocno rozgrzewać.

Poczułem też coś, jakbym miał pasek założony w miejscu gdzie kończy się klatka piersiowa a zaczyna brzuch. Owinięty takim paskiem z energii. Zapadałem się coraz bardziej. Nie pamiętam obrazów, szczegółów, ale czułem ich energie.

Przepiękne uczucie.

Miałem zostawione światło.

Nagle jedna żarówka zaczęła migotać tak jakby była nie do końca wkręcona, wstałem, zgasiłem światło, patrzę na komórkę, 23:23, boże tak mało czasu minęło pomyślałem sobie, no to ciekawe, tylko 23 minuty.

Trzeba umawiać się na określone godziny.

Conchita:

19.11.2007

Nie wiem co napisać, bo trochę pomieszały mi się ciałka. Z zasady wysyłam astralne, bo lepiej odbiera informacje. Pomarańcza pojawiła się na „linii” z wesołą ruchliwą energią i potem mi gdzieś ginęla, gdzieś sobie szła i wracała:). Nie wiem w którym momencie wybrałam się za nią do mieszkania w bloku, na niewysokim piętrze – 1-2 wchodząc do pokoju przez drzwi balkonowe:). Chwilę zaraz znów wypruła, więc nie zdążyłam się przyjrzeć. Straciłam wizję – być może ciało mentalne gdzieś poszło, ale świadomość miałam w astralnym a tam czułam tylko napór energii mentalnej i brak wizji. Coś jak patrzenie pod wiatr.

Ale może to efekt mojego kombinowania z umysłem – zdominował mnie i wczoraj wieczorem walczyłam z nim. sQrczybyk bronił się i wyprodukował masę energii umysłowej. Może zrobił mi się screen – zasłaniający ekran umysłu.

Ciekawe doświadczenie:).

PS. Jakoś nie nastawiałam się na podróż mentalną i stąd pewnie te zawirowania…

e_pomarancza:

ktoś reflektuje na połączenie dziś? ;)*

Go to the top of the pageReport Post

Artur_flyer:

Pomaranczo, wiesz że ja zawsze i wszędzie :). To może o 23 co ?

e_pomarancza:

Arturrro ściągnęłam CIe mentalnie koło godzinki temu. Do tańca. Ojjjj ładny kawałek to był… Samo tak wyszło;) A teraz to dopiero około 24 bede mogła jak możesz to daj mi znać. Bardzo chetnie.:)*

Go to the top of the pageReport Post

Zbyszek:

Dokladnie 10 rano . Klade sie na pol godziny i zaczynam straszyc. Ciekawe kto poczuje.  Wiec strasze o 10 :15 do 11:00. Jesli dostane sms -zbychu to znowu ty wgramalasz sie na motyle mego serca to zaprzestane. Bede sie wgramalal i wiazal pasmami. Powinno wam byc ciezko jak pod gorke.

Conchita:

kto mnie tu ściągnął? 🙂

PS. Kto mi się wczoraj rano po domu włóczył? Jakiś śniący płci męskiej… Mój 2-letni mini radar go wykrył i zdemaskował, jako pan, który śpi.

Zbyszek:

od 10:00 zaczalem robic kawe – moze 5 minut. Zaczalem was odwiedzac. Conticha, Pomarancza,Drag. Pieczywo-facetom mowilem o filmiku . Conchi ze swoim radarem jest pierwsza, co cos postrzegla. To pewnie rodzinne.  Wywala mnie i pytam w poza co zrobic na stronie ,by bylo lepiej, czytelniej i ciekawiej.

e_pomarancza:

Wiesz Zbyszku ja dziś zaspałam… obudziłam sie o 10 30. Masakra… Przed przebudzeniem byłam w ogromnej bibliotece i myłam dziecko. Potem zaparzyłym Yerbe i przeglądałam jakąś książkę mieszając w kubku. Na stronie pojawił sie filmik. Ruchomy jak w necie. Moja siostra stanęła nade mną i powiedział : „jak to ludzie zawsze źle zinterpretują wszystko”! ;))

edit: na filmiku ktos kopał w ściane. I mówil o braku kultury w stosunku do opinii innych ludzi. Nie było to w Polsce. Miejsce egzotyczne.

edit 2

przypomniałam sobie twoje słowa Zbyszku żeby nie linkowac sie kiedy może to spowodować niebezpieczeństwo. Ty wiązałeś ludzi o 10 rano, kiedy mogli prowadzić samochód lub być na ważnych zebraniach itp. Tylko wspominam Twoje słowa jakby co…

twistoid:

Ja dziś miałem chętke na odwiedzenie kogoś o 9 nie udalo sie ale za to nauczyli mnie dwóch nowych trików z sejwowaniem rzeczywistości i rozbudzaniem wibracji otoczenia a poprzez to pogłębiania swoich:)Miałem też wczoraj potężną lekcję miłości bo zapomniałem o jej wibracji dostało mi się…podwójnie kocham was.Hej a co Wy na to żeby prowadzić parę eksperymentów na raz co sie komu podoba żeby wprowadzić dodatkowo element synchronizacji np dwa na raz?:)

Zbyszek;

hej Pomarancza . Teraz linkowanie idzie mi calkiem bezpiecznie. Patrze czy upadajac wpadna pod samochod czy prosto pupa na krzeslo. Dobrze ze napisalas o twoim

zaspaniu. Wiem teraz jak sie czuje spiacych. ciekawe doswiadczenie. Sa jak glucha guma i inaczej odpowiadaja.Przylinkowaniu nie jest zbyt dobrze wlazic w kogos z cialami astr.mental, z silnie okreslonym celem. Usmiechnac sie i w nogi. Niebezpieczne sa natretne wizyty ,gdy chcemy komus cos powiedziec .lub gdy mamy zal do niego. Borujemy mu dziure pretensjami ,psujac humor. Kaleczymy i zasmiecamy.

To znaczy nalezy byc ostroznym.W codziennosci ,linkujemy sie tysiace razy a tylko czasami jestesmy bandziorami,.W jakich okolicznosciach sobie szkodzimy.

Musimy to okreslic. kiedy sobie szkodzimy

e_pomarancza:

Masz racje. Jednakze nie wiem co masz na myśli mówiąc :”jesli chcemy cos komus powiedzieć” – ja czasami ide cos powiedzieć świadomie. raczej rzadko, częściej sa to zabawy.

Ale to fakt co mówisz – np. bardzo ciężko odbieram połączenia Leona mimo sympatii do niego. A np. Arti , Kronopio, Conchita to błogi Raj – każdy inaczej. Darka S i Nobla raczej unikam (nie z antypatii). Koszmarnie w połączeniu. Najgorsze klimaty;( Z Toba i Draq’iem mam wesoło… Dzis Sonic3 mi wskoczył energetycznie – mądrze, lekko. Jak Z Piro. Pieczywo jeszcze nie wyraźnie… Zalezy od intencjii… nawet nieświadomych

Conchita:

Twistoid: popieram – dwa eksperymenty równolegle, na różnych płaszczyznach, np. jeden astralny, jeden z połączeniami/ podróżami mentalnymi i może jakiś jeden duchowy dla ambitnych? Żeby zgodnie z nastrojem wziąć udział w odpowiednim dla siebie.

– Jeden może być związany z OOBE – jakiś cel… np. zwracanie fazy do środka, czy badanie Dysku, Szczeliny i co za nią, lub inne – napiszcie Wasze pomysły…

– Jeden to może być dalej linkowanie mentalne (i/lub wspólne podróże mentalne)

– A duchowy dla ambitnych: metoda dowolna – próba znalezienia w sobie wibracji MTJa i podążanie za tym (np. w OOBE – ciekawe doświadczenia gwarantowane…)

Ja jestem za…

PS. Pomarańcza: ja linkuję astralnie (przez serce), a podejrzewam, że Ty mentalnie (czyli 3 okiem). Być może z mojej perspektywy wygląda to inaczej: Darek S. wygląda bardzo dobrze – świeci jasno na kilometr i serce otwarte błyszczy jak latarnia:), lubi te energie czerwone, mocne to i bluzgi mu wyskoczą, emocje też silne, ale wszystko jakieś oczyszczone. Ma dołki i „górki” jak każdy.

Draq – to jest zagadka – jak chłopak w jego wieku może promieniować fioletem??? Moje ciało duchowe bardzo się zdziwiło, gdy się zlinkowaliśmy, bo tak aktywne jak u niego to niestety nie jest…A chciałoby być:)

Kronopio i Anulka:) – sama wysokowibracyjna przyjemność (serce-niebieski w różnych odmianach i fiolet).

Zbychu i Pomarańcza – też przyjemność, pomarańczowo-indygowa:) Pomarańcza – ten pancerzyk… Założę się, że nikt (oprócz Artiego może) nie jest w stanie dopchać się kontaktu na poziomie serca.

Pieczywo:

Ja jestem chetny na dzisiaj… w ogole teraz przyszedl mi do glowy pomysl, by najpierw spotkac sie na Skypie co moze troche bas przylinkowac.

Bede sie staral byc jedna rzecza, postaram sie cala swoja swiadomoscia zostac np. guma Orbit moze tak zadziala. Jesli bedziemy uwazali sie za gume Orbit, a innej osobie uda sie polaczyc, moze odczyta mnie przedmiot. Sprawdzic nie zaszkodzi. Zobaczymy jako „co” mnie zobaczycie 🙂

e_pomarancza:

A jaka jest nagroda? ;))))

dzieki za wytłumaczenie Zbyszeńku – noooo, ja wchodzę. Wyższa szkoła jazdy…

(Mam nadzieje że dam rade wstawać do pracy rano.)

Pieczywo, tez będe przedmiotem ale ostatnio zauwazyłam, że to sie słabo sprawdza. Dawanie konkretnych przedmiotów lub bycie nimi. każdy odczuwa nas symbolicznie. jak COnchitę odebrałam jako różę – 0na -dla mnie- była tym skojarzeniem…Ale może sie mylę. próbujmy dalej.

e_pomarancza:       

Masz racje Conchita – na poziomie serc kontakt złapałam z dwiema osobami ale spoza forum. Ja raczej kontakt indygowo sercowy, lub indygowy i w dół… A Draq to jest dla mnie zaskoczenie stulecia! ;))) Jego zaangażowanie mi imponuje. Leci jak kometa.;) pozdro dla Drqa…;)*

Draq:

Dziękuje za miłe słowa :). Ostatnio dużo wychodziłem i ledwo miałem energi by pisać na tym forum. Dzisiaj mogę zająć sie mentalnymi ćwiczeniami, więc będę otwarty i dostępny :). Wczoraj i dzisiaj rano gdy patrzyłem w lustro to widziałem twarz Zbyszka, przez ułamek sekundy i poczułem jego specyficzną osobę. Kiedyś nawet na przystanku autobusowym go poczułem i coś zza pleców mnie pchało leciutko do przodu, coś jak magnez, stawialem lekki opór, a to dalej pchało. Dzisiaj chcę pomarańczy coś wysłać i conchicie to samo, nie tyle wysłać co dotknąć pewną cześć na ciele energetycznym. Jestem ciekaw efektów, bo u innych osób jak to robiłem to było nawet przyjemnie. Mam nadzieje ze wszystko pójdzie gładko. Pisałem kiedyś conchicie nawet zaraz po tym, gdy badałem twoją czakre serca. Poczułem coś dziwnego, mimo iż czakra jest duża to takjakby miała trudności z pracą. Nie wiem jak to opisać, ale jakbyś miała wtedy blokade, jakies 2 tygodnie temu. Kiedyś się linkowałem z pewną osobą wszystkimi czakrami. Efekty były dosyć ciekawe, bo odczowalismy na sobie wlasne emocje i czasami mysli. Dobry pomysł z mentalkami bo tak nie wyczerpują jak podróże astralne a efekty też są ciekawe. hehe na zlocie Zbyszkowi wypiłem cześć soków mentalnych, otwieram oczy patrze a biedak lezy na stole i śpi hehe. Tym razem będe ostrozny Zbyszku, dla Ciebie mam bonusa specjalnego hehe :). Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło :)* (fajna buźka, chyba ją sobie pożycze pomarańczo hihi 🙂 ).

Conchita:

Kiedy chcesz to zrobić? No wiesz, żeby wiedzieć, że to Ty, a nie coś innego…

Ale chyba już trochę do mnie zajrzałeś bo mi się coś rozświetliło nagle nad głową, nawet lekkie wibracje przez chwilę poczułam, a dzień miałam dość nieciekawy energetycznie:).

Hmmm

Chyba znów linkujemy:)

Draq:

Wczesniej sie położyłem i połaczylem sie z Toba na poziomie czakry serca, tak wstepnie, mozliwe ze jest to to co opisujesz. Dzisiaj w nocy sie skupie bardziej i odwiedze także pomarańcze :).

o 23:00 będe to robić 🙂

e_pomarancza

20.11.2007 –

Będę czujna o 23 ;)* mam jeszcze w kolekcji buźkę z jęzorem to jest e-buźka :)~

Conchita:

O to serce to też Ty? Myślałam, że mnie tak OBEmaniak przytulił haha:). A fiolet to Ty normalnie, tak Ciebie odbieram…

I powiem, że znów ciało duchowe zaserwowało mi „wizje” co uwielbiam, bo niczego nie muszę wypierać i kombinować. Masz nad głową takie fajne coś – jak to opisać – rurę/kanał (ale słowo) rozszerzającą się w głowę i potem zwężającą się i biegnącą w jakieś super wibracje, energie, no chyba Dysk – nie poszłam świadomością za tym zbyt daleko, ale normalnie jakbym kanał Dyskowy wykryła… Wibracje ultralekkie i coraz lżejsze…

Chętnie wezmę udział w eksperymencie o 23:). Ciekawe, co też zamierzasz..:)

Draq:

Niedawno puscilem cos tajemnego, teraz idę się położyć i przez 2 godziny będzie kontakt bezpośredni hehe :), mam nadizeje ze weryfikacja będize uderzająca. Nie wiem czy będe mieć czas jutro na opisanie doswiadczenia, jakby co to pojutrze odwiedze forum. Pozdrawiam.

Conchita:

Mnie trochę przycisnęło, czemu moje WJ nie podrzuca mi takich fajnych wysokich wibracji i wiesz co się przed chwilą stało? Wessało mnie w drzemkę i poczułam jakieś dziwne energie, takie no nie da się określić, bo nie mamy na to odbiorników, w samym środeczku w rdzeniu siebie odebrałam, bez emocji, bez mentala, w ogóle nic sensownego – i za tymi dziwnymi wibracjami były sobie istotki – takie złotawo-białe kształty… Kilka sztuk.

I w sumie oczekiwałam czegoś na poziomie wysokowibracyjnej miłości a tu dostałam takie nie-wiadomo-co. Dlaczego tego nie czułam – bo niby jak i czym, a szukałam w tą stronę? Nie! Szukałam wysokowibracyjnych odmian tego co mam w sobie…

Hmmm…. Teraz to mnie zagięło:)

Conchita:

Uderzające to są Twoje energie:). Jak dotąd nikt mnie tak mocno nie poczęstował…

Nie ma co – nie da się tego wszystkiego opisać… Draq:) …..!!!! A złoty odwrócony wir widziałeś – przeszła energia z wyższych obszarów, bo mnie od tego indygo w czarną nockę wrzuciło. Zamknęło się i mam wrażenie, że potem Ty otwierałeś to przejście. A potem w tym miejscu jakaś błyszcząca kula energii świeciła i nie chciała zniknąć. Przesyłałam z serca, ale spokojną i łagodną. Ktoś raz wrzucił z serca ale taką emocjonalną podkręconą, nie jestem pewna, czy Ty, chyba nie… Co jeszcze pamiętam? Granatową trawę… Skok z energią duchową gdzieś w jakieś obszary…

Pomarańczka – wreszcie odebrałam Cię na czysto – poprzednio jednak miałam screena, teraz było czysto. A że byłam wybiegana mentalnie z Draqiem, to było krótko. Znowu mnie do klubu z Tobą zniosło:) Nie wiem, co mi odbiło, żeby sobie skrzydełka przyczepić, fantazja mnie poniosła:). Najpierw motyla, potem wielkie orła, złapałam Cię i porwałam…

Urwijcie mi głowę, ale czy nie ma tam jakiegoś ciała jeszcze pośredniego – astral, mental i ponad mentalem jeszcze jedno ruchome podróżujące ciało niezwiązane jakoś z fizycznym bezkształtne i potem dopiero duchowe obserwujące… Może mi się wydaje… Muszę to pobadać jeszcze. hmmm

Go to the top of the pageReport Post

Pieczywo:

Czy odczytal ktos czym bylem?

Dzis bede tym samym, nawet w ciagu dnia 🙂

e_pomarancza:

Ja miałam dziwnie. O 23 silnie zaangażowałam sie w dostrojenie. Poszłąm mentalnie do Draqa. Jednak chciało być inaczej. To sie poddałam. Przeszłam gładko w prace nad duchowymi obszarami w medytacji. Opadały na mnie pierścienie wibracji wysokich. Złotych. Było mi tak dobrze, że oderwałam sie od tematu. Gdzieś któreś ciało skupiało sie na tym gdzie uaktywni sie Draq. Ale nic z tego. Bawiłam sie światłem w sobie i tym podobne. Przez chwilę zaprojektowałam stolik w knajpce jednej i biały kwiatek w szklance. Tam wysłałam siebie i zasnęłam.

Przez cały sen przewijała się mi RYBKA. Akwaria, i ta rybka za którą płynęło widmo rybki transparentne siatkowane jak z programu graficznego 3d. Zastanawiałm sie czy Pieczywo nei był rybką ;)))

Obudziłam sie o 5 i byłam super rozbudzona. Więc postanowiłam wyjść. lezałam godzinę w wibracjach. Non stop wibrowałam, prosiłam niefizycznych o wyjście, ale cały czas nici z wyjścia. Trans bez żadnej projekcji bez niczego. Raz tylko przemkneła mi twarz Darka S. i to bardziej energetycznie niz wizyjnie. Tkwiłam w srebrnej przestrzeni bez żadnej myśli. to mnie doenergetyzowało ale nie rozumiem czemu nie udało mi sie wstać Świadomie…;(

Pieczywo jak nie jesteś rybka to daj znać na priv i spróbuje sie dostroić co jakis czas i sprawdzić czym jesteś. (raz dziś przemknęło mi przez myśl że banknotem 50-złotowym, a dugi ze soczkiem „kubuś” – jakieś jaja normalnie, się uśmiałam)

Artur_flyer:

Pamiętacie jak kiedyś pisałem o dawno niewidzianym kuzynie?

O tym, że często mi się śni, że nie daje mi spokoju.

Dziś znowu miałem taki sen.

W ogóle to było tak.

Umówiłem się ze znajomą z forum na 3. Popisaliśmy trochę na gg i przed 4 do łóżka.

Oczywiście metoda Obemaniakowa hehe.

Niestety szybko zasnąłem, z pewnością jest to związane, że wcześniej za mało spałem, tylko 3 godziny.

Tak to u mnie jest, że dopiero jak pośpię sobie dłużej to zaczynają dziać się cuda.

Cudów nie było, ale był mocny, wyraźny sen z moim kuzynem w roli głównej. Nie chcę pisać o szczegółach gdyż to troszkę osobiste.

No i wiecie co się stało?

Szok!!!!!!!!

Napisał do mnie sms’a około godzinki temu. Potrzebował pomocy, chciał się poradzić.

Wychodzi na to, że jakoś się połączyliśmy.

On śnił mi się ostatnio naprawdę bardzo często.

Conchita:

Pomarańcza! No to ładnie Cię porwałam…

Wklejam mój tekst z zewnętrznego bloga…

CYTAT

Później zasiadłam do medytacji i wywindowało mi świadomość w jakieś ciało – świadomość ponad głową. Widziałam jasne złotawe moje połączenie z czymś dalej i na tym „kablu” wirowały w różne strony niezależnie koła – odniosłam wrażenie, że to obszary świadomości. Połączyłam się świadomością z kablem i wirowały we mnie te kuliste lub eliptyczne płaszczyzny. Spojrzałam w dół – pod spodem było moje ciało – a właściwie ja ziemska w komplecie. Zobaczyłam mrok w sobie – ciemność i niskowibracyjność moich energii. Jaka ja jestem gęsta! Jakie to wszystko ciężkie i nieruchawe energetycznie! I zaczęłam tym złotawym „śrubokrętem” wkręcać się w moje ciało fizyczne i rozświetlać. Wszystko było jasno widoczne jak na dłoni – emocje, myśli, z tamtą energią rozbijałam je i wyrzucałam z pola. Aż nieoczekiwanie przełączyła mi się świadomość w niższe ciało i spojrzałam na siebie już nie z góry, ale od środka, zapanowała cisza wynikła z odgrodzenia i ciemność. Z ta moja świadomość zaczęła skakać jak głupia po różnych punktach – to miałam ją w brzuchu to w głowie, to w sercu.

Potem nagle poczułam znów Draqa (umówione spotkanie) – uderzenie energetyczne godne huraganu:). W sekundzie całe moje niefizyczne pole widzenia zrobiło się granatowe, postanowiłam przeczekać pierwszą falę. Skoncentrowałam się na jego świadomości, co poczuł i jeszcze mnie doklepał tym indygiem czy granatem:). Przesłąłam mu trochę miłej energii miłości, ale potem postanowiłam rozświetlić naszą chmurę i koncentrując się na wyższych wibracjach stworzyłam przejście do tamtych poziomów – złoty kanał rozszerzający się do dołu – płynęła z niego superlekka energia. Wystarczający – by rozświetlić się. Zamknął się dość szybko, ale Draq go otworzył na nowo. Zamknął się i w tym miejscu była jakaś jasna błyszcząca kula.

Kombinowaliśmy jeszcze trochę z energiami, pozwalałam, by trochę mnie pouczył percepcji z poziomu mentalnego. Takie już drobniejsze rzeczy. Potem weszła Pomarańcza – zaświeciła wyraźnie i też zrobiłyśmy małą podróż mentalną (trochę już koncentrację miałam gorszą po wszystkich tych wydarzeniach)… I zakończyłam eksperyment.

Koła nade mną oczywiście były właśnie złote, jasnozłotawe. To się nazywa podróż (dostrojenie), czy mentalna? Nie wiem:)

PS. Ja też obudziłam się o 5 – z budzikiem. To pewnie już zbieg okoliczności:)

Pieczywo: mentalnie dopiero się uczę, ale czym Ty jesteś… ołówkiem z czerwoną gumką? srebrnym śledziem???? Nie no, też wymiękam:)

PS”. Na koniec okaże się, że Draq nas gdzieś dotknął i porobiło nam złote kręgi nad głowami:):):) Kto wie?

Pieczywo:

CYTAT(Conchita @ 21.11.2007 – 11:06) *

Pieczywo: mentalnie dopiero się uczę, ale czym Ty jesteś… ołówkiem z czerwoną gumką? srebrnym śledziem????

Nie 🙂

Draqowi wystalem wczoraj najwiecej moze do niego jakos dotarlo…

Co do tej rybki i akwarium to dostalem jakiegos olsnienia jak to przeczytalem, bo tez mialem jakas faze w tym temiacie… tylko cholewcia nie pamietam co dokladnie. Ktos mi jakies akwarium pokazywal i porownywal do czegos. hmm…

Conchita:

21.11.2007

Ostatnia próba: drewnianym czarnym pieskiem z czerwonymi uszami i niebieskimi oczami:) hahaha:) Może to taki smok a nie piesek, bo te czerwone uszka w stylu chińskim:).

Tak mentalnie to nie jest łatwo odczytać Twoją myśl.

Kronopio:

CYTAT(Zbyszek @ 20.11.2007 – 14:11) *

To znaczy nalezy byc ostroznym.W codziennosci ,linkujemy sie tysiace razy a tylko czasami jestesmy bandziorami,.W jakich okolicznosciach sobie szkodzimy.

Musimy to okreslic. kiedy sobie szkodzimy

hej wszystkim. Ostatnio opuściła mnie kompletnie energia- Co parę osób wspaniale wyczuło:) nawet na forum kukam tylko na kilka minut.

Po przeczytaniu tego postu Zbycha coś mi się przypomniało.

Otóż w sobotę chodziłem sobie po mieście, spiesząc się bo wiele spraw do załatwinia. W pewnym momencie stojąc na czerwonym przed przejściem ktoś do mnie wpadł (?) i wywaliło mnie na 2 minuty! kompletnie przemieściłem świadomośc (jak w obe) Kiedy wróciłem od razu przypomniały mi się Zbyszkowe jazdy:) To musiał być osobliwy widok dla przechodniów: światła się zmieniają, nie będą juz bardziej zielone a ja stoje czekając na „zbawienie”. No i faktycznie to może być bardzo niebezpieczne. Choć z drugiej strony prowadzac samochód też czasami zdaża mi się to- jednak zostaje w ciele fizycznym na tyle świadomości żeby prowadzić dalej. Powstają z tego kilkuminutowe wyrwy w pamięci z trasy. brrr jak sobie o tym pomyslę to aż ciarki przechodzą…

ciepło dla wszystkich (:})

Zbyszek:

21.11.2007

Latwo czytelne dla innych w wyprawych ment. jest przyjmowanie czyjejs postawy. Np Chaplin ze smiesznym chodem. Udawanie niedzwiedzia. Zmiany w naszym ciele powinny byc wtedy dla nas wyrazne rozpoznawalne.. Przybierajmy specjalny chod lub gesty. Znkladajmy na cialo fizyczne jakies klamoty ,czapki ,okulary . Swiadomosc ich w kontakcie mentalnym utrzymuje sie w nas dlugo, rzucajac sie jako pierwsze w oczy w astralu czy mentalu. .Lepiej trzymac cos wielkiego na ciele fizycznym- czy w rece i wyobrazic sobie ze niesie sie to cos do kogos,.Gotowe rzeczy maja juz astralne twory i nie trzeba ich robic, tylko zrobic im oobe.

Draq:

 21.11.2007

O 22:30 rozpocząłem trans i linkowanie, przez 20 minut umacnialem link z wami. Opowiem od początku. Przywolalem ident pomarańczy i conchity. Gdy skupiłem się na conchicie, to czulem jak pulsuje mi czakra serca, skupilem sie na pomarńczy, to czakry serca momentalnie przestalem czuć, natomiast włączyla się czakra sakralna hehe. Postanowilem ze wlasnie na tych czakrach się z wami połącze. Wysylalem conchicie energie do czakry serca, lekko ją tylko udroznilem, nie chcialem by conchi byla zaatakowana emocjami. Mozna powiedizec, ze ta energia zawierala w sobie takjakby mantre relaksacyjną, ktora miala na celu rozluźnienie i opanowanie emocji u conchi. U pomarańczy było odwrotnie, „wyslalem”:P energie z poziomu czakry seksualnej. Przy tym incydencie, wyskoczyla różowa pantera hehe. Nie wiem dlaczego, skupilem sie znow na ciele energetycznym pomarańczy. Do tej 23:00 chcialem sie porządnie zlinkować z wami, ale przed 23:00 zasnąłem. Za bardzo zaangazowalem się w doswiadczenie. W miedzy czasie tez urwałem głowe Zbyszkowi, hehe. Mu wystarczylo tylko dać cynk, sam zaczął sie laczyc co doprowadzilo do kontaktu mentlalno-astralnego pare godzin później. Obudzilem sie o 3:00 i wyszedłem z ciala, odrazu znalazłem się ze zbyszkiem w jakimś dziwnym miejscu, chocby katedrze gotyckiej. W innym pomieszczeniu było dużo malowideł. Zastanawialiśmy się ze Zbyszkiem jaki eksperyment przeprowadzic z ciałkami. Ja powiedizlaem „wiem, sprawdzimy jak bardzo przekonanie o egzystencji pośmiertlnej wpływa na otoczenie, w ktorym faktycznie sie znajdziemy. Zbyszek wzial mnie za reke i polecieliśmy na jakąś wielką górę, z ktorej mnie zrzucił i spadł razem ze mną. Chcielismy oszukać podswiadomośc upozorując śmierć. Nasze przekonanie, ktore wczesniej sobie postawilismy to takie, że po śmierci ludzie trafiają do pociągu, ktorym kieruje Bóg kolejarz. Zbyszek sam to wymyślił. Gdy zderzyliśmy sie ze skałami w chwili lądowania, to przeniosło nas do pociągu. Było tam pełno osób, było czuć w nich świadomość. Spytaliśmy się, dlaczego są tacy poważni, a oni powiedzieli „cichoo… zaraz nasz wielki miłosierny Pan przemówi”. Chcieliśmy wejśc do przedniej kabiny, ale ludzie nam zabronili. Powiedziałem do Zbyszka „patrz… istnieje na świecie wagon ludzi o przekonaniu że po śmierci się trafia do boga kolejarza, co też się dzisiaj wpaja tym ludziom? <ironia>”. Zbyszek się lekko uśmiał wydając swój speficzny dzwięk. postanowiliśmy stamtąd pójść, ale nam zabroniono więc uciekliśmy. Nie mogliśmy biegać. Pytaliśmy się innych uciekinierów, dlaczego tak wolno chodzimy, a jeden z nich powiedzial „to sprawa tego bożka”. Upadłem na ziemie i pewna osoba się zatrzymala by podać mi ręke. Złapałem się jej, była bardzo gorąca, spojrzałem w twarz i zobaczyłem człowieka ktory wyglądał jak r_m. Tą samą bezwarunkową miłosć nawet było czuć. Gdy wstawałem to widzialem 4 ciał Zbyszka, ktore gdziej latają i cos robią. Dziwne doswiadczenie, pierwszy raz mialem tego rodzaju. W zaden sposob nie moglem zmienic otoczenia, ani nawet siebie ze tak powiem. Jakbym był uwięziony, emocjonalnie tez sie nie angażowalem, dzialalem czysto astralnie. Przy ciele potem chodziłem i wypierałem ciała niefizycznie, ostatecznie zawieszając się duchowo.

Zbyszek:

To mnie zaskoczyles dynamika twojego snu.Obudzilem sie nad ranem majac w glowie przerozne przygody. Hm poduszka zatarla ostrosc..Masa ludzi przewijala mi sie jak w monitorze. Jedna rzecz pamietam, jak przecislkalem sie przez zwezajacy sie tunel. ,ktory zawezilo sie do 10 cm. Poddalem sie wtedy myslac ze utkne. Obudzil mnie AP o 8 godz i analizowalismy moje przekonania na tym przykladzie. Dlaczego nie bylem w stanie zawezic sie do grubosci sznurka i przecisnac przez ten maly kanalu.Czego mi brakowalo , jakiej wlasciwosci umyslu ,by byc tak kreatywnym jak przy pelnej swiadomosci.

Rozmawialismy o utknieciu po smierci w astralu. Analizowalem potem cialo fizyczne i jego przymioty.

Conchita:     

A mnie fascynuje sprawa tych pierścieni, wirujących kół i jeszcze je pobadam.

A powiedzcie mi, co to za ciałko – bez kształtu skacząca kulka świadomości jakoś połączona z czakramem czubka głowy. Może ja wydzielam część duchowego i tworzę sobie mentalny pojazd dla niego… Mentalny sam jest z głowy, z 3 oka i ma się odczucie siebie, ze środka siebie, poza tym inaczej się widzi świat mentalny, jest się w nim i są interakcje, a tu byłam poza sobą nad sobą i wibracyjnie dużo szybsza, lżejsza i widzę dobrze nim całość mentalno-astralną, a samym mentalem kiepsko widzę. Pewnie to było coś duchowe, albo mentalno-duchowe, bo się świetnie przemieszczało i miało wolę. A szczegół… Będę badać, jak raz już trafiłam to nie popuszczę!

Draq;

Hmm wdg mnie te wszystkie ciala są tworzone przez jedną konkretną czakre. Mentalne-3 oko, eteryczne-czakra serca, astralne- splot itp. Tak wiec ciał powinno być TEORETYCZNIE 7. Jednak nie zakłądam tego, trzeba dokladnie to zbadać conchi. To co ty opisałaś, to doświadczam tuż przed doświadczeniem czystej duchowości, gdzie moge analizować. Opis pasuje, moglabyś to dokładniej opisać? :). Pozdrawiam ciepło.

Conchita:

22.11.2007

Dokładniej opisać? Hmm… Teraz trudniej trochę, bo siedzę w niższej percepcji. Jakoś udało mi się wyciągnąć energię i świadomość z dolnych ciałek i wepchnąć właśnie w czakram korony, właściwie nad niego – ale tak naturalnie, przez oglądanie swojego połączenia z wyższymi świadomościami (tego kabla z głowy). I porobiło mi się tak, że mogłam patrzeć na siebie z góry jak na strukturę energetyczną, która „gadała” do mnie swoją energią. Niższe ciałka odbierałam jako coś zewnętrznego, i to było bardzo wyraźne odczucie, bo przy sklejaniu wciągnęło mnie w dół we mnie gęstą i ciemną. W ogóle z góry te moje ciałka to mało zachęcająco wyglądały – takie powolne, ciemne, gęste, buuu…:). A najgorzej to jakieś smutki, negatywne myśli – no moczary i błotniste bagienko:). Czernidło! Tfu! Jak byłam tym rdzeniem kablem z kółkami znad głowy. Ale nie byłam rozciągniętym nieruchomym obserwatorem, ale żywą i szybką świadomością. Dlatego się zastanawiam, czy nie pomijamy jakiegoś ciałka…

Eteryczne – dałabym mu czakram splotu, astralne – serca, mentalne…? czakramu środka głowy…? a korony to jakie? Może ten obserwator to niekoniecznie taki nieruchomy, albo no właśnie, nie wiem…

Buddyści badają wyższe ciałka, ale one już nie są tylko nasze, to wspólne z wyższą/szerszą świadomością. Ale też muszą być w nas, bo by nie były nasze… No nie wiem…

Zbyszek:

Czakr jest tyle ile sobie zrobimy.Robie sobie teraz jedna zbiorcza na ramieniu.Sprawdzam energetyka od pol roku. Bedzie ciekawiej niz sie pisze o niej .Ale o tym jak skonczymy eksperymenty. Cos mojemu AP nie spieszno z tymi wyjasnieniami na forum .Czesc z nas ma poklejone 5 cialka. To sa ci spokojni i mili.Reszta gubi aspekty jak szalona po astralu. Zakotwicza w roznych miejscach swoje zeby i przy byle okazji rozdrabnia swiadomosc na strzepy.Ty sa te nieuswiadomione w pelni mysli .Widzimy jablko i lecimy do sadu w ktorym spadlismy z drzewa. Im wiecej wrzodow w pamieci tym wiecej niepokoju. Odzyskiwanie zagubionych aspektow ,czy wybaczanie bliznim scala nas .Gumowate 5 cialko -obserwator .swiadomosc-nie chybocze sie jak gumiak z byle powodu i otwiera .Rozwijanie 5 ciala jest celem . Conticha dobrala sie do 5-ki i ja otwiera ja zamkniety kwiatek.

Brakuje nam w AP tematu z aspektow.

Kiedys mialem otwarta 5 .Wyglada to ja zastepcze cialko.Ulatwia dostep do dysku i oobe i cala mase niedostepnych zjawisk. Ostatnio polaczylem sie z wieloma i namalowanymi prze ze mnie wnetrzami. Mam na laczach setki obrazow. Korzystam z nich jako zbior doswiadczen.Sa jakby moim dorobkiem technik malarskich.

Uporzadkowane w nieznanej mi plaszczyznie podsowaja mi pomysly,gdy pracuje na szybkosc,akord i musze dokonac wyczynow w krotkim czasie.

Z Brusem przy kawie zastanawialismy sie, czy duch potrzebuje cialek by latac do dysku.- stwierdzilismy ze nie .Tylko dlaczego jednym lata a innym nie?

Oczywiscie tak na 100% z tym 5 to nie bylismy pewni.

Conchita:

CYTAT

Z Brusem przy kawie zastanawialismy sie czy duch potrzebuje cialek by latac do dysku.- stwierdzilismy ze nie .tylko dlaczego jednym lata a innym nie?

Oczywiscie tak na 100% z tym 5 to nie bylismy pewni.

Moim zdaniem gdy samoświadomość rośnie to człowiek zauważa to połączenie z Dyskiem i zaczyna z niego aktywnie korzystać. Problem właśnie jest od strony człowiek-Dysk. Z drugiej strony Dysk-człowiek dostęp jest nieustanny, ale świadomość tego u człowieka może być nikła lub żadna. Czasami Jaźni nieuwarunkowanej zależy na uzyskaniu wpływu, być może w celu rozwoju, więc człowek doznaje „olśnienia”, albo „musi coś zrobić” – pojechać lub nie gdzieś tam, spotkać kogoś, zachować się nieracjonalnie…

Dlatego też w religiach mówi się, że człowiek musi „wznieść się” do poziomu Boga, a Bóg cały czas czeka gotowy i przemawia…

Wibracje

set.h:

Wibracje – świadoma Próba Ich Wywoływania 29.12.2007

Wibracje są niejako bramą do osiągniecia OBE. Oczywiście wiem że można wychodzić bez wibracji np. poprzez wybudzenie z LD czy nawet bezpośrednio lekko lub nieznacznie je jedynie odczuwając. W moim przypadku sa niezbędne do wyjścia. Czasem są silne czasem lekkie odczuwalne jako jakby ścierpnięcie ciała. Z moich dotychczasowych doświadczeń wybija się kilka wniosków i pytań.

spostrzeżenia:

1. Wibracje pojawiają się znacznie częściej gdy pracuję z czakrami.

2. Zauważyłem ciekawy efekt wplywu jedzenia. Wibracje udaje mi się wytworzyć częściej gdy nic nie jem już od 17 lub 18. Czyli w nocy po wybudzeniu odczuwam lekki głód.

3. Energetyzowanie czakry serca już w czasie koncentracji powoduje wytworzenie lekkich wibracji ale sa one troszkę inne i niestety nie nadaja się do wyjścia.

4. Podnoszenie energi z czakry podstawy wydaje się pomagać ale wtedy gdy mam jakby zwyżkę formy i jestem na „fali” wyjść.

pytania:

1. Dlaczego niejednokrotnie pomimo energetyzowania czy popołudniowego postu nijak nie udaje mi sie wytworzyć wibracji.

2. Zjawisko jest ulotne i nie potrafię złapać jego systematyki. Jeżeli jestem śpiący wibracje nieraz wybudzą czyli pojawiają się mimo wszystko czy przysypiam czy nie wiec nie mogę wytłumaczyć sobie że zasnąłem i dlatego ich nie czułem.

3. Sztuczne wybudzanie czasem nie jest konieczne dla osiągnięcia wibracji bo dawniej kiedy miałem więcej czasu zdażało mi się zdrzemnąć po południu i pojawiały się spontanicznie (fakt że żadko). To samo w nocy przez przypadkową pobudkę przy zasypianiu też się czasem pojawiały.

Może macie jakies inne metody lub obserwacje jak wytworzyć wibracje.

Go to the top of the pageReport Post

set.h:

Dzisiaj w nocy przeprowadziłęm doświadczenie. Po w miarę dobrym wybudzeniu położyłem sie i stwierdziłem dzisiaj żadnych dzwięków Hemi Sync tylko czysta niczym nie zakłócona koncentracja na czakrach. Postanowiłem przetestować jedną metodę która polegała na tym że w czasie koncentracji zmieniałem położenie punktu świadomoscu lokując go naprzemian w doładowywanych czakrach. Robiłem to pierwszy raz i punkt świadomości co chwila uciekal mi w okolice głowy i szyi. Efekty jednak miałem ciekawe. W przypadku doładowywania czakry serca zaczynałem odczuwac coraz wyraźnieksze wibracje a w przypadku czakry podstawy lekkie pieczenie w tym rejonie. Doładowywałem sie włącznie z podnoszeniem energi z czakry podstawy do góry jakieś 25 min. Potem położyłem na bok i oczekiwałem na wyjście. Pierwsze wibracje pojawiły się już po kilku minutach ale miałem problemy z oderwaniem (prawdopodobnie przez przyczepione do mnie gadziaństwo… opis w blogu). Wyrwałem się z ciała w sposób który jak dotąd udał mi się pierwszy raz. Podczas trwających wibracji skupiłem się w pewnym momęcie na czakrze 3 oka. Poczułem nagle płynące z tamtąd wibracje i ciąg jakby z komina. Wydarło mnie z ciała przez jakby tunel z niesamowitą siłą. Ciekawa sprawa może przesuwanie punktu świadomości jest tutaj pomocne.

Go to the top of the pageReport Post

r_m:

Też kiedyś ten temat drążyłem ale pozapominałem niektóre sposoby ;]

1. symulacja zapadania się w łóżku – kładłem się na plecach chwilę się uspokajałem, robiłem głęboki oddech i se mówiłem i wyobrażałem że coraz bardziej zapadam się w łóżku, każdy oddech powodował odczucie kinestetyczne, zapadałem się coraz bardziej i pojawiały się wibracje.

2. napełnianie ciała energią – ładowałem w siebie oddechami energię wyobrażając się że jestem zbiornikiem na wodę i po jakimś czasie jak byłem w znacznym procencie napełniony to pojawiały się wibracje.

3. przemieszczanie świadomości – leżąc z zamkniętymi oczami wyobrażałem se punkt nad moją głową na suficie i ten punkt przemieszczałem wokół mojego ciała po osi X – inną wariacją tej metody było wyobrażenie sobie że jestem jak kłoda na wodzie i się obracam całym ciałem wokół osi X obie wywoływały wibracje ale nie za każdym razem.

Z tych opisanych metod najlepsza wydawała mi się 1 tylko ważne jest aby dokładnie to robić i był całkowicie na tym skupionym. Wiadomo że są jeszcze dodatkowe czynniki niezależne od nas jak choćby stopień zmęczenia które też wpływają na wibracje.

e_pomarancza:

Mam małą sugestię. Wibracji sie nie wytwarza – na częstotliwośc wibracji sie wchodzi. Funkcjonując na niższych – dążysz do wejścia w wyższe. To funkcjonowanie na pewnych częstotliwościach wibracji powoduje że masz pewne zdolności. pisałam kiedys o tym równiez, że zalezy to od tym na jakich falach sie funkcjonuje – Theta, Alfa… (Delta?)

Sposobem na podniesienie wibracji może byc nawet modlitwa. ale z takich przyziemniejszych, mechanicznych to mam dwie które sprawdzają sie w 99 %

1. skupiając się na czakrze 3 oka rozkręcasz małą spiralkę (wizualizacja oczywiście) przed tym okiem. spiralka jest koloru fioletowoniebieskiego. kreci sie i wkreca między oczy. Watpie czy ktos nie poczuje w tym miejscu mrowienia w tym momencje. Kiedy mamy te spiralke między oczami starajmy sie to mrowienie rozciągnąc na skronie i ciągnąć wokół głowy jak czapke , mi dalej nie trzeba wizualizacji bo juz jestem na wyższych. (często wizualizuje wczesniej dolne czakry tak samo ale nie zawsze)

2. drugi sposób sam sie ostatnio pokazał. leżę bez ruchu na plecach i wyobrazam sobie jak dookoła mnie po torze , zarysie jak mumii egipskiej, lata elektryczny mały punkt. Kulka taka. leci po torze az trze o swietlisty tor. leci na 3 sekundy okrązając całą mnie. Co 3 sekundy. wczuwam sie w te kulkę rytmicznie przebiegającą od stóp do głowy. Od razu wchodzę na wyższą częstotliwość…

jak cos mi sie przypomni to dodam, hejka!

Zbyszek:

Sprawdzalem na sobie przesuwanie punktu uwagi w przerozny sposob.Nie bylo to dla moich celow zbyt przydatne.Przesuwanie punktu jest ruchem jakiejs czesci ciala mentalnego.Po wielokotnym powtarzaniu punkt( lub uformowane wybrzuszenie) ten jest aktywny w 2 cialach.Ast-mental. Moze dojsc do eterycznego -astr-mental-a nawet fizycznego i beda rany Chrystusa.

Zasypiajac ogarnia mnie przyjemne cieplo. Taka drzemka 5 minutowa jest wspanialym relaksem.Czuje sie odswierzonyi zdatny do roboty. Samo sie to robi jak troche przysne lub odpoczne w bezruchu.

Jesli koncentracje zwieksze( koniecznie bez bez wyobrazania sobie czegos) to zaczynam pulsowac..Omijam punktowa obserwacje po czakrach a tylko zwiekszam odrobine napiecie w miesniach i przygladam sie biernie calemu cialu jako jednosci. Wibracje pojawiaja sie niepostrzezenie.Iskrzace cieplo zwieksza sie w roznych czesciach ciala za kazdym razem inaczej. Przyjemny stan wywolujacy natychmiastowe wizje.

Do tej pory nie wiem co tak sie chybocze.Przeczytane wyjasnienia jakos mnie nie zadawalaja.A ziemia ,woda powietrze ,ogien usypiaja mnie w sekundzie.

Jedyne co zrobilem otatnio to rozmawialem z elektrykiem o energi. Co to jest i jak sie poslugiwac tym pojeciem.Gdy zyczalem sie denerwowac na jego wyjasnieniato to przywalil mi reka w ramie mowiac; TO JEST ENERGIA.!!!

Obiecywalem sobie przypatrzyc sie z AP temu zjawisku ale ciagle nie mam na to czasu.

Gdy wyjasni sie te wibracje,oczekiwac mozna ze popchnie sie teorie mocno do przodu.

To czakrowanie !!!

e_pomarancza:

Wiesz, Zbyszek, ty tak mówisz, bo masz to naturalnie. Ja tez mam naturalne wibracje i nie muszę stosować technik bo samo przychodzi. Tu pytają ludzie, którzy nie maja tego daru naturalnie tylko muszą go sprowokować. podajemy więc sposoby które sprawdzają się. I te mechaniczne i te uduchowione, żeby każdy miał wybór.

Ja stosuje te mechaniczne czasami jak chce wyjść na zawołanie. Mam plan naumieć się wychodzić zawsze, kiedy zechcę 😉

set.h

CYTAT(e_pomarancza @ 28.12.2007 – 23:27) *

drugi sposób sam sie ostatnio pokazał. leżę bez ruchu na plecach i wyobrazam sobie jak dookoła mnie po torze , zarysie jak mumii egipskiej, lata elektryczny mały punkt. Kulka taka. leci po torze az trze o swietlisty tor. leci na 3 sekundy okrązając całą mnie. Co 3 sekundy. wczuwam sie w te kulkę rytmicznie przebiegającą od stóp do głowy. Od razu wchodzę na wyższą częstotliwość…

jak cos mi sie przypomni to dodam, hejka!

Dzięki pomarańcza sposób u mnie zadziałał i wywołal pulsujące na przemian od nóg do głowy wibracje 😀 Ciekawe czy się uda powtórzyć.

Zbyszek:

29.12.2007 – 19:43

Kochana Pomaranczo nie czepiam sie krecacych atomow .Sam robilem sobie kiedys wirki i ciagnalem glowa-stopy ,przerozne obrecze. Ubieralem czasami nawet wielkie rozciagniete portki co mi same samo spadaly.

PO tych udziwnieniach ulatwilem sobie .Dla mnie najleprze jest teraz wywolywanie odczucie napiecia w calym ciale bez napinania miesni.Konieczne jest przeprowadzenie paru wstepnych cwiczen.Zamrozic ruch zanim sie go wykona . Byc gotowym ,odczuwac gotowosc do ruchu bez jego wykonania.Ogniwo polecen zostanie przerwane a gromadzaca sie energia nie bedzie pochlonieta przez cialo fizyczne.

e_pomarancza:

Tak to wyższa szkoła jazdy. dla początkujących to co mówisz to magia…;)* miałam przed chwilą fajne wyjście po medytacji krótkiej 😉

Amen:

wypróbuję ten sposób, Zbyszek, wydaje się sensowny…

Dzisiaj miałem dwa ldeki. Może to przypadek, ale nie rozbudzałem się 4+1 (czasem robię sobie przerwy jedno, kilkudniowe by zapobiec habituacji) tylko obudziłęm się sam, bez budzika. Potem chwilę leżałęm na plecach i następnie na boku, przypominając sobie słowa Draq tzn nie medytując ani nie mając żadnej intencji. Sny pojawiły się później najpierw jeden potem po krótkiej przerwie drugi. Latałem sobie nad drzewami, było super:)

Wracając do tematu… Przy moich kilku jak na razie wyjściach nie miałem żadnych wibracji, nie bardzo w mojej sytuacji widzę sens ich wywoływania.

Conchita:

30.12.2007 – 23:29

U mnie wibracje potrafiły się pojawiać nawet w ciągu dnia w pracy jedynie pod wpływem „zasłuchania się” w rzeczywistość energetyczną czy pod wpływem muzyki czy w ogóle czegokolwiek. Zawsze wtedy wewnętrznie jakby cofało mnie w odbiorze świata. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o związek wibracje-oobe – ma to związek ze zwiększeniem świadomości ciała niefizycznego, czego objawem są wibracje. Cały ten paraliż czy jak go zwią to tylko usztywnienie ciała, gdy świadomość przełącza się na drugie ciało i nie widzę sensu by go wywoływać czy koncentrować się na tym.

A pamiętacie, jak mnie zesłało w ciemności i oddzielenie od ducha niedawno? Pojawił się też jakiś wpływ/lokator na mojej głowie. Właśnie w czasie Świąt miałam kontakt z osobą w depresji, która to ma na codzień od kilku lat. Miałam zajawkę – może uda mi się jej pomóc. Inaczej nie wiedziałabym, o czym mówi, co czuje…

Go to the top of the pageReport Post

Draq:

31.12.2007 – 10:30

Conchita, jeżeli jesteśmy świadomi wyższych wibracji, to automatycznie przestajemy być świadomi niższych i na odwrót. Gdy nie jesteśmy świadomi niższych, to przechodzimy na wyższe, dlatego paraliż stanowi funkcje „zrzucenia” ciała fizycznego. Hmm ja zaczynam poprostu odczuwać wibracje i ciężko jest powiedziec w jaki sposób to robię. Są 2 czynniki, często, gdy wspominam sobie o jakies sztuce, miejsca do którego chciałbym się udać, to wywołują się wibracje, takjakby mentalnie mimo iż odczuwam je na ciele. Drugi sposób to napięcie tak jakby wszystkich mięśni niefizycznych, jakbym się skupiał sam w sobie, dziwne jest to do opisania, ale robie to tak jakby fizycznie (czyt. astralnie) nie ruszając się przy tym. Po pewnym czasie mam potrzebę ruszenia się, chocby wyladowania tej energii, jeżeli zdołam powstrzymać się i nie ruszyć do pewnego czasu, to popadam w paraliż i wypycha mnie poza ciało. Ten pierwszy to jest eteryczny, ten drugi astralny.

set.h:

31.12.2007 – 11:30

Widze Draqu że zaczynasz powoli stosować retorykę jaką zainicjował Zbyszek. Jak czytam o wypadaniu z ciała itp w każdej niemalże chwili to widzę że już nie jest dobrze bo zaczynasz się motać pomiędzy tym co sobie wyobrasz a tym co faktycznie się dzieje. Już widze jak protestujesz …:).

Co do wibrcji to nie wiem czy próbowaliście wywoływać je w poza. To co się wtedy dzieje to trudno nawet opisać :d.

e_pomarancza:

Czym sa wibracje… ? ja je odczuwam najczyściejsi jako ZACHWYT, jak wzruszenie i zachwyt, zachłysniecie sie duza partią światła-energii i wessanie jej po każdy kwark i antykwark… Zauważyłam że te wibracje mechaniczne faktycznie mało mi są potrzebne, ale specjalnie ostatnio skupiłam sie na nich i obserwowaąłm je…

Zbyszek:

Hej Set jesli chcesz sobie troche zrozumiec o czym mowimy wskakuj do Bardona,Tam dosyc jasno jest wyjasnono struk. osobowa czlowieka. Ale badz ostrozny ,bo oni rowniez nie zajmuja sie wyjasnianiem podstawowych pojec tylko leca nawysokosci .Zakladaja ,ze to nasza broszka sie troche wysilic i zrozumiec podstawy.W tej sytuacji ,jedyne co zostaje intelektualnym leniuszkom to kpina. Nie zmieni ona jdnak naszego postepowania i nie damy ci tego, czego bys od nas tak oczekiwal.

jeje nowego !!

Conchita:

31.12.2007

CYTAT

Co do wibrcji to nie wiem czy próbowaliście wywoływać je w poza. To co się wtedy dzieje to trudno nawet opisać :d.

A dziś mi się właśnie zrobiły:):). Ciekawe, kto za tym stoi? Ale były jakieś powierzchniowe – na powierzchni ciała niefizycznego – wyładowania elektryczne, drapiące i szczypiące. Najlepiej i tak było, jak mi poszedł prąd środkiem głowy – gdyby to miało temperaturę, to pewnie zagotowałaby mi się górna część głowy jak w mikrofalówce… O drapiąco kłująco paląco wibrujących odczuciach nie wspomnę… Ale to było właśnie na powierzchni ciała niefizycznego, które było kształtem z energii z wyraźną powłoczką, która trzymała wszystko w kupie. Nie lubię wychodzić tym ciałem, bo zawsze mam jakieś niemiłe doznania elektryczne – dotyk czegokolwiek wtedy przypomina trzepanie prądem o niskiej częstotliwości, cholernie nieprzyjemne. Co to za ciało? Eteryczne?

Moje oobe, stany świadomości

CIAŁKA, – oobe, podróże mentalne, stany świadomości, teleportacja i sztuka ,-

1.GRUPA AP podsumowanie

2.Przygody w oobe

28.03.09

1- To już ostatni tekst, jakiego się doszukałem jeszcze na oobe.pl. zamkniętym dziale Astralnych Podróżników – AP.

Tematem MTJ, zakończam kilkanaście artykułów, które wspólnie napisaliśmy. Kilkanaście opasłych tekstów będą nas inspirować do kolejnych indywidualnych badan stanów świadomości.
Musze przyznać, ze ze wzruszeniem czytałem je powtórnie. Sporo się zmieniło od tego czasu.
By uzyskać odpowiedz od W.J, należny spełnić pewne warunki..Wiele odpowiedzi na zadane przez nas pytania są niemożliwa dla nas do przyjęcia.
Co uniemożliwia nam zatrzymanie w pamięci niefizycznej nauki?
Ona nie mieści się w ramach naszego pojmowania.
.Do zadanych pytań należy być przygotowanym a wtedy pojawiająca się odpowiedz oprze się o znane nam pojęcia. W innym wypadku prześpimy tylko kolejne wyjaśnienia naszej W.J., odpowiedz przeleci nam przez palce i zrozumiemy ja jedynie w w planie przyczynowym i to przez krotka chwilkę, bez możliwości zapamiętania jej, i wykorzystania tej wiedzy w życiu

W czasie wspólnych ćwiczeń, szukaliśmy możliwości spotykania się w czasie snu. Testowane przez nas rożne techniki śnienia zaskakiwały nas swoja absurdalnością. Praca w grupie umożliwiła nam wyszukanie wspólnych elementów rożnym formom świadomego śnienia. Wielokrotnie krzyczeliśmy , tak się nie da, to jest nie możliwe, rozkapryszeni własnymi doświadczeniem. Każdy dokładał jakiś dobrze znajomy sobie element do całości, co zaowocowało dla wielu z nas wspaniała synteza.
JESTESMY DUCHEM i wszystko co się w nas wydarza jest jego manifestacja.

Naszym sukcesem były potwierdzane niefizyczne spotkania i zrozumienie szalonych reguł wspólnego śnienia.
Odmienna postawę pośród nas prezentowali pobłażliwie nazwani przez nas sceptycy.
Byli to ci, co starali się zachować trzeźwe myślenie i wspierali swoje poszukiwania zdobyta już wcześniej wiedza. Ciężko im było brać udział w szaleństwach, gdyż tracił szybko grunt pod nogami. Wypracowane przez nich wnioski, stawały się grzęzawiskiem na którym nie dotrzymywali pozostałym kroku. Rozbieżność postaw, utrudniała współprace, hamując wielokrotnie grupowe poczynania.
Drogi czytelniku, czytając nasze teksty, zachowaj niezależność. Samodzielnie ocen nasze wysiłki. Zapewne spotkałeś się z pojęciami duszy i ducha. Te dwa bardzo ważne dla nas pojęcia oznaczają nasza psychikę i nasza Jaźń. Uogólniając to całokształt zjawisk umysłowych zachodzących w tobie, jakich jesteś świadkiem i jakie doświadczasz.
Kierowany ciekawością może pokusisz się na szperanie w zaledwie naszkicowanej płaszczyźnie, karykaturze naszych myśli o nas samych. Rozbijając te pojęcia na drobne elementy, zamienisz te gotowce w mnóstwo pytań, na które my w AP szukaliśmy odpowiedzi. Nie zasklepiaj się w tym co zastałeś i czego się już nauczyłeś. Nie zasypiaj i nie zadowalaj się już zdobytym.

28.03.2009

Swiadek, jazn, obserwator, rdzen swiadomosci.

Bezruch nie jest celem a twórcza praca.
Nasza jaźń,, nasz rdzeń swiadomosci, jest jałowym biegiem przy zmianie biegu na wyższy. Gdy dojrzejemy, to łączymy się z nasza wyższą częścią wspólna wola, zachowując własny podmiot. Wspólna tożsamość , jeden cel ale nadal ziarniści w swej naturze.Sporo relacji krąży po świecie o tym stanie, gdy wchodzi w człowieka Bóg i staje się jego narzędziem, współodczuwając jego decyzje jak swoje.
Nie jest łatwo go zaprosić i stać się fragmentem całości, Najmniejsza nieskoordynowana decyzja czy brak zrozumienia, wywołuje w nas protest. Budząc własną, pragnącą czegoś wole, zrywamy łącza, co natychmiast kieruje nas nas na indywidualne tory.
Przestrzegając przed pragnieniami, ma się na myśli ciężkie negatywne emocje, które przezywamy wciągnięci w partnerska konkurencje. Gdy się jej pozbędziemy staniemy się bardziej twórczy. Wrozwojowych programach nikt nie wzywa do utraty wszystkiego, ale jedynie tych brzydkich przywar, dla naszego dobra, bo będzie nam lżej, lepiej i piękniej.

Kazdy z nas jest świetlista i złocista postacią duchpowa. Nie widać tego, gdyż nasz blask jest zakryty, otaczającą go substancja ciał niefiz. Słuchać świetlistych znaczy słuchać kogoś okrytego jednym z dymensyjnych okryc mniej. Podróżnicy mentalni świeca się dla tych w ciele astralnym. Nie ma co wiec robić nazbyt sensacji, gdy się ktoś pojawi w naszym pobliżu i świeci jak neon. Cokolwiek by on nie powiedział, to należy zawsze samemu sprawdzac, i rozpoznajac jego intencje po czynach a nie po rozsypanych cukierkach.
Dobrze prosić świetlistych o pomoc. Pozbawieni ciała astralnego są wolni od emocji, Wchodząc w nas, wnoszą w nas swoje odczucia, delikatne doznania.
Moga przejrzeć nasze wnioski i wyłapać blednę skojarzenia, poprawia i podsuną nowe rozwiazania.
Ich pomoc jest dla nas bardzo cenna i warto z niej korzystać.
Nie ujmuje nam to naszej samodzielności ani nie dyskwalifikuje w biegu do mety.
Naszym celem jest wspólna twórczość i poznanie logicznych powiązań a nie szukanie za wszelka cenę samodzielnie rozwiązań.

OBE W KNAJPIE

Wylazłem z ciała i rozmawiałem dalej z kolega. Przez 5 minut mnie obserwował słuchając parę zdań , które wybełkotałem w tym czasie bez sensu.
Gdy staraliśmy się ustalić chronologie zajścia to okazało się, ze parę razy lądowałem w ciele fiz, i kontynuowałem dalej rozmowę, niczego nie postrzegając. ba nawet fizyczne mi gadało z sensem gdy ja świadomością bylem obok kumpla i mówiłem swoje.
Przypominając sobie zajście dostrzegłem różnice 2 stanów. .Dalo mi się wyraźnie rozpoznać przy zmianach delikatna dźwięczność, gdy bylem w ciele fiz. i lekkość. łatwość gdy mówiłem poza ciałem.
Kolega ma sztuczne zęby, co się świeciły trochę demonicznie na biało, inaczej niż jego ciało. Dodawało to piekielnego i szalonego uroku całej rozmowie. Zjadłem mu 3 kręgi cebuli i trochę kotleta , rozlewając przy tym sos. Niczego nie postrzegł w fizyku.
ZAJADAŁ W TYM CZASIE KOTLETY I ZANIM OTWORZYŁ BUZIE TO OTWIERAL CALA BUZIE ASTRALNA O 15 CM. SZERZEJ, NIŻ TEGO WYMAGA ETYKIETA , JAK JAKIŚ MONSTRUM POCHŁANIACZ.
Kolega nic nie słyszał tym razem co mówiłem do niego, ale opowiedział mi dzień potem swoje rozmyślania. Dotyczyły one moich wypowiedzi w poza. Wziął je za swoje mysli .
Potem stwierdził jednak, ze jakoś czul treść mojej wypowiedzi w czasie tych dymensyjnych zajsc.

OBE W SWIECIE RZECZYWISTYM- relacje

W czasie pracy na budowie, spotkałem starego Greka. Rozgadał się o mitologi greckiej , doszukując się w niej prawdziwych wydarzeń. Razu pewnego zrobiło mu się samo oobe i wylądował w gnieździe wielkich żmij. Wrzeszczac z przerażenia , postrzegł przybliżająca się świetlista postać . Chwyciła go ona pod ramiona i przeniosła w sielankowa scenerie miedzy pasącymi się owieczkami. To był chyba Jezus,- powiedział , cały w ekstazie. To jego światło!!!
Wracając do domu , rozpamiętywałem ta wesoła historyjkę , zapominając ze jadę samochodem na autostradzie z duża prędkością. Wyobrażałem sobie jak opowiem ja dziwiącemu się koledze .
Nagle ocknąłem się, postrzegając jak przez powiekszajaca lupę cala przestrzeń na autostradzie . Zakołysało mnie przy tym w ciele astralnym nie zaburzając stabilności pędzącego samochodu. Gdzieś w oddali usłyszałem ostrzeżenie. MUSISZ UWAŻAĆ !!

Przemykając przy ciężarówkach , odzyskałem pełna świadomość i pojechałem dalej już bez żadnych udziwnień.
Za kilkanaście minut zadzwonił do mnie Wolfgang . UUUU ale było . Wyrwałeś mnie z krzesła , szarpiąc za ramiona z tylu. Wypadłem z ciała niefizycznie a po chwili moje ciało fizyczne runęło na podłogę plecami,- zapiszczał podniecony.

Parę dni potem, spotkałem przyjaciela na innej budowie ,ubolewającego na stanem swojego zdrowia. Chorował tydzień na zaburzenia żołądka, nie znając przyczyny. Ostatni tydzień nie miał w ogóle siły się ruszać .Stal cały spocony i umęczony.
Ok, robimy czarowanie,- powiedziałem. Stan tutaj ale się nie ruszaj jakiś czas.
Po paru sekundach udało mi się osiągnąć wgląd w jego niefizyczny strukturę. Oooo co to są za dziwne sznureczki ,przy kręgosłupie.
Pierwszy raz coś takiego widzę na oczy. Ciągnąca się , rozerwana struktura czegoś przypominającego jak rozprute wnętrzności.
Sprawdzając czy uruchomiło mi się ciało astralne, dotknalem go reką astralna w podbródek i naciągajac jego ciało niefizyczne. Postrzegając go w niefizycznej płaszczyźnie, dostrzegłem jego mało świadoma reakcje na moje ruchy w astralu. Odwrócił on swoja ast. głowę dokładnie w tym momencie, gdy go dotykalem.
Ok – pomyślałem jestem na łączach.
Okręciłem go białym bandażem energii pod ramionami , dokładnie zwracając uwagę by przykryć rozerwane miejsca.
Pokleję cię bratku jak trzeba. Juź ty będziesz pracować z ochota!!
Nie postrzegłem przy tym, ze zmieniłem kat patrzenia. Stalem teraz z boku , przyglądając się mu z profilu. A TERAZ ZRÓB TO INACZEJ- usłyszałem głos niefizycznego przyjaciela gdzieś obok. Przelałem mu wewnętrzna radość i zamarłem w bezruchu.- wyklikniecie.
Postrzegłem w którymś momencie przesuwające się postacie w pomieszczeniu ale mnie ponownie wykliknelo. Wyraźnie rozpoznałem percepcje świadka- obserwatora -bycie tylko w ciele duchowym , bez możliwości jakiegokolwiek ruchu we mnie .Przed kolejnym kliknięciem, wchłonąłem w siebie jakieś ciało, umożliwiające mi już świadome postrzeżenie tego niezwykłego zjawiska.
Ale stoisz kolego w przejściu i tarasujesz drogę a my tu pracujemy-, usłyszałem gdzieś za plecami. Nagle znalazłem się przy ścianie,w stojącym tam ciele fizycznym . Cierpiący na lenistwo znajomy, gipsował już jakiś czas dziury w ścianie a prze de mną stal inny facet ,niosący pełne wiadra gruzu.
Uf ale wstyd. Znowu mnie nie było na czas w ciele.
Najprzykrzejszy był powrót. Co sobie pomyśleli? Jak długo tak stałem jak ten palant pod ściana. Dobrze, ze mnie nie przewraca gdzieś na podłogę jak starego pijusa i zastaje mieszkanie jak przed wyjściem.
Prawdopodobnie ciało astralne pozostaje na ten czas eterycznej wycieczki w ciele fizycznym utrzymując je ciągle w takiej samej pozycji.Gdy by to było wyjście astralnym ciałem to nie rozumie dlaczego w tym czasie ciało fizyczne nie runęło na podłogę. Na wyjście mentalne to mi nie wyglądało ,gdyż zachowałem obrazy jak w rzeczywistości i postrzegałem ruszające się osoby, rozróżniając w nich odcień ciała astralnego- od czerni do bieli.

Spontaniczne obe

Wchodzimy do przedszkola. Stojąc na korytarz, wołam wewnetrznym glosem córkę. Wstaje jak strzała, przy swoim stoliku, zastawionym kolorowymi literkami. Hannelore nie wytrzymuje, wykrzykując wręcz rozsierdzona,- „córka ciebie słyszy a mnie nie”. Też ją przecież zawołałam w drzwiach, językiem cieni.. Dostrajam się błyskawicznie do ciała fizycznego, uśmiechając z przekąsem. Hannelore jeszcze drga, starając się uspokoić Powiedziała to zdanie fizycznie, wzbudzając zdziwienie w mojej żonie i personelu. Wycisza się, zacierając zażenowanie. Oni nie słyszą przecież, spoglądają jedynie ironicznie, lustrując wzrokiem przybyszów. Ha, ha, wpadłaś, pomyślałem uśmiechając się szczerze od ucha. Odwróciłem niewinnie głowę w stronę żony, pytając,- co ta, twoja koleżanka miała na myśli?

Hannelore strzeliła płomieniem,- wieeeesz dobrze.

*

Siedzimy przy stole. Znajoma prezentuje masaże energetyczne na mojej czuprynie. Łaskocze za bardzo i chwytam sobowtórem jej ręce fizyczne. Gulgocze coś we mnie i wybucham wewnętrznym śmiechem. Znajoma odskakuje przerażona i wtyka ręce do wody w zlewaku. Słyszałam cię, słyszałam ciebie wyraźnie,- pierwszy raz potwierdziła.

Przeżyłam śmierć kliniczny, później się zwierzyła, teraz ich słyszę. Mówią najczęściej głupoty, zaczepiają mnie z rożnych stron. Gdy ktoś siedzi czytając gazetę, w kawiarni, to może się też do mnie odezwać. Mówi najczęściej bez znaczenia, bzdury. Oni ze sobą rozmawiają, robiąc w tym czasie coś innego. Każdy może być czymś zajęty a pomimo tego ze sobą rozmawiają, słyszę ich, zaczepiają mnie przecież czasami.

*

Znajomek na koncercie w Afryce, stal przy barku, dygocząc w rytm transowej muzyki. Przy drugim kieliszku wszyscy mu zniknęli. Rozejrzał się zatroskany i poszedł na pustynie ich szukać. Ocknął się, gdy sąsiad zaproponował trzecia kolejkę.

*

OBE.- Kolejne spodnie nie pasują. Myśląc o żonie, przeszedłem przez zasłony do wielkiego sklepu. Sporo się w nim zmieniło, inne oświetlenie, stragany z innym ubraniem i pusto, nikogo nie ma. Halo jest tam ktoś?

Krzyczę jak obdarty ze skóry. Przecież nie mogli tak wszyscy zniknąć?

*

W knajpie, Wolfgang zajada obiad, skosztuj mówi do mnie, zachęca mlaskając. Nie, przecież nie wypada. Przyglądam się mu znudzony. On się zmienia, jaśnieje jakoś, oczy nabierają mu blasku i te neonowe sztuczne zęby. Chwyciłem krążek przysmażanej cebuli z jego talerza i wpycham do buzi.

Smaczny, mówię i trzymam w zębach już kalamary.

Dziwnie się ciągną, jak guma, a przecież miała być cebula.

*

Gdy babcia zmarła, staliśmy przed trumną, ja pięciolatek, w nogach dorosłych, sięgając im do pasa. Postrzegłem siedząca babcie na łózko, przy oknie. Trumna zniknęła, ona do mnie kiwa ręka, pozdrawia serdecznie. Obok niej stoją jacyś mężczyźni, nachylają się nad nią, mówiąc z uśmiechem. Cała sala była zapełniona dziwnymi, strzelistymi postaciami, przetkanymi dziwna strukturą, to oni, goście żałobni, ci co przyszli na pogrzeb, jak dziwnie wyglądają. Mój ulubiony wujek, jest również jednym z nich i mama również. Ze strachu zaczynam płakać.

Nie płacz, rozlega się obok mnie łagodny głos, uspokaja mnie mlecznym oddechem, budzę się rozpogodzony.

Na środku pokoju stalą nadal trumna.

*

Grubo po północy, pędzę szybko autostrada. Monotonia jazdy i znowu się mi to przytrafia. Postrzegam jak wysuwa się do przodu szarawe auto, zostawiając mnie na asfalcie. Stoję bez ruchu, nie rozumiejąc co zaszło. Auto samo mi odjechało, zostawiając mnie na drodze. Wpadając w panikę pędzę za nim, cucąc się wkrótce za kierownica. Nic się nie stało, minęła zaledwie chwilka i auto jechało nadal równiutko, trzymając się swojego toru.

Wynudzony szarością asfaltu, przesunąłem się obok kierownicy na boczne siedzenie. O, nie teraz, przecież prowadzę szybko auto na autostradzie. Nie słucha się mnie ciało, huśtając niesfornie rozkołysane. Szyby mnie powstrzymują, czuje ich ostrą powierzchnie, staram się trzymać kierownicę ze wszelkich sił, przecież z tyłu na siedzeniach śpi żona z dziećmi. Nieznośne huśtanie po chwili ustaje.

Jakie to jest niebezpieczne!!!

*

Maluje obraz, potykając się na nieudolnych decyzjach. Z oporem,… nie wyszedł mi kolejny obraz.

Fala żalu mnie usypia.

Jest, dostaje wsparcie, ktoś jest we mnie i mnie wspomaga. Śmieję się, potrafiąc o wiele lepiej postrzegać, i ten żar w sercu i ta łatwość przy podejmowaniu decyzji. Przemalowuje w pospiechu obraz, dobierając pięknie kolory, wiem, ze nie będzie trwać wiecznie , spieszę się.

Po wielu latach poszukiwań, rozumiem coraz lepiej otaczające mnie duchowe zjawiska. Wyciszyła się we mnie chciwość ciekawości, umożliwiając większy oddech.

Poza pełniejszym wglądem w rzeczywistość, nie wyniosłem jakichś szczególnych korzyści, z przeżywanych, odmiennych stanów swiadomosci.

Wieloświaty przestały mnie już interesować, nie robią na mnie wrażenia. Również dzielenie siebie na wiele poziomów swiadomosci akceptuje bez sprzeciwu, potrafiac harmonijnie zintegrować swoje dolne plany osobowe.

Zastanawiam się teraz, jak najpiękniej przeżyć kolejne chwile w życiu i na co zwracać większą uwagę.

Szczególnie interesujące stały się dla mnie spotkania ze światłem.

W górnych planach wieloświata robi się coraz jaśniej, cała przestrzeń się świeci, rozjaśniając zmysłowe mroki.

Właśnie tam ogarnia mnie wspaniała radość i wesołość.

ŚWIADOMOŚĆ

Opublikowano 10/02/2010, autor: Zbyszek

Aktualizacja wątku
Wczoraj znowu odwiedziłem obcięte drzewo. Sporo się zmieniło. Nie było już wszystkich drzew. W miejscu serca strumyka, piętrzyły się stratowane gałęzie. Ławka choć ta sama, to reszta uległa jednak drastycznym zmianom.
Oto fotoreportaż


ŚWIADOMOŚĆ DRZEWA
Komentarz z 03.04.2009
Odwiedziłem ścięte drzewo. Nie było po nim już żadnego śladu . Na jego miejscu wyrosła wieża ze stali, dokładnie w tym miejscu, w którym się uniosłem duchem w górę, jak prześwitujące teraz słońce.
Czy przyczyna lotu był mysloksztalt pozostawiony przez drwali, czy ścięte drzewo?



Przypadkowo wyszło mi zdjęcie z sercem lasu w strumyku, na tle drzewa z podniesiona ręka, tak jak ja, wtedy, gdy fotografowałem pniaka. W czasie robienia zdjęcia, niczego kolorowego nie dostrzegłem w wodzie. Udało się tylko raz , pomimo, ze fotografowałem ten sam motyw dwukrotnie, z odstępem kilkunastu sekund. Czym jest ta czerwona plama? Refleksem światła na obiektywie, starym ,czerwonym workiem z foli, porzuconym przez dziada, czy mysloksztaltem, uchwyconym kamera? Fotografując za drugim razem, przekonany bylem, ze pierwsza fotka nie wyszła. Usłyszałem gdzieś w głębi umysłu, ze jest nieostre, JESZCE RAZ, powiedział bezszelestny glos. Trzęsąc się wewnętrznie, trochę zaniepokojony niepowodzeniem, ustrzeliłem sercowa fotkę. Zona doszukała się nawet kształtu krzyża z lewej strony zdjęcia a zamiast serca róży.. Czyżbym nieświadomie dostrzegł ten chrześcijański symbol i wytworzył obok niego serce, przypasowany mu element? Hm.- a może drzewa się poskarżyły?
Uuu zrobiłem cudowne zdjęcie.


27.11.2008

Siedząc na starym pniaku, pacnąłem gałęzią w potoku. Rozpryskująca się woda, chlapała pociesznie na boki. Wysunąłem astralne stopy ,zanurzając je w zimnej wodzie. Leniwie płynąca woda, dawała się odczuć rwącym chłodem. Doznanie było zbliżone do fizycznego, choć odbywało się w niefizycznym planie. Zanurzyłem ręce w potoku, wskoczyłem cały w niego. Uniosłem się jak balon na jego powierzchni, kręcąc jak roztańczone liście na wietrze. Zamierając w bezruchu, mam skupione oczy w jednym punkcie, ale przesuwam postrzegająca uwagę w miejsce, w którym unosi się na wodzie moje ciało astralne. Nie widzę go, ale doskonale czuje jego pozycje i ruch w jaki został wprawiony płynącą, chłodną woda. Znikające za zakrętem potoku wyobrażona cześć mnie, wprawia mnie w panikę. Gdzie jestem, nic już nie widzę, ruch , kręcenie i zimna woda. Zaniepokojony wpadam na chwilkę świadomością w to miejsce, ale niczego nie potrafię rozpoznać. Jakieś rozedrgane zamazane plany i bezszelestna pustka. Powrót do ciała.
Siadam wygodnie na pniaku, rozluźniam się i obserwuje ruch zielonkawej wody, zagraconej po brzegi mchem .
Czy można widzieć z zamkniętymi oczyma?
Kieruje głowę do tylu, starając się wywołać pod powiekami obraz otoczenia. Dwie szare , bezkształtne linie, pojawiają się mi nagle przed oczyma, wprawiając w zdumienie. Otwarłem je szybko, chcąc sprawdzić, co się tam znajduje. Dwa wielkie drzewa stoją dokładnie w tym miejscu. Rozbawiony, sprawdzam ponownie, tym razem spoglądając w przeciwna stronę. Pod powiekami pojawiają się mi tym razem trzy szare , rozmazane pnie,- rozpoznaje ich proporcje. Dwa razem i jedno pochylone z lewej strona. Sprawdzam, znowu trafienie. Robię to wielokrotnie. Drzewo przy strumyku ma złamanie na wysokości 2 dwóch metro, widzę je dokładnie, schylone korzeniami w wodę. Sprawdzam,- kolejne trafienie. Śmieje się do rozpuku, ponieważ tak się nie da. Nie można przecież widzieć z zamkniętymi oczyma.

Oczywiście, przyglądałem się drzewom i gdzieś w pamięci siedzi ich obraz. Przywołuje go teraz i wydaje mi się, ze je widzę. Ha ha, nie nabiorę się.
ŚWIADOMOŚĆ DRZEWA.
CO NIE WIERZYSZ- wesoły głos narratora. Nie dostrzegam go , przejęty sytuacja.
Jeśli to działa to przejdę się po lesie, przeskakując strumyk z pniami z zamkniętymi oczami. Wydawał mi się trochę szeroki, pełno dziur, można złamać nogę, -pojawia się ostrzeżenie.
NIE ROBIŁBYM TEGO- teraz uświadamiam sobie obecność niefizycznego towarzysza.
Ha ,ha ,śmiejemy się złączeni w jednym.
TRZEBA W INNYM MIEJSCU SPRÓBOWAĆ, podszeptuje, ALE TYM RAZEM NIE ROZGLĄDAJ SIĘ PO OKOLICY.
A jak można być drzewem, ziemia , ptakiem? Czytałem, ze ludzie utożsamiają się z przyroda , wyczuwając ich świadomość, ruch, ich energie.
Podchodzę do gigantycznego drzewa i staram się do niego przytulic. Nie idzie mi to zbyt dobrze. Czuje gruba korę jak papier ścierny na dłoniach, błoto pod stopami i wilgoć. Cos wciąga mnie pod obrzydliwa ziemie, zapadam się niknąc w ciemności. Brr ,brr, paskudne doznania.
Eh to jakaś lipa, z tym byciem drzewem. Chciałem z tym drzewem porozmawiać, jak rosło, jak padał deszcz i otulał je zimny śnieg a wciągnęło mnie jak pokarm w korzenie. W odpowiedzi ściąga mi oczy na rosnące drzewko, rosnące niedbale w cieniu wielkiego olbrzyma. Jest karłowate i zżółknięte.
DLATEGO.
Przedzieram się przez las aż znajduje polankę z wyciętymi drzewami. O jak pięknie. Można usiąść wygodnie na powycinanych pniach i się powygrzewać jak kocur na słońcu. Siadam na półmetrowym , podciętym przy ziemi olbrzymie.
Sprawdzam widzenie z zamkniętymi oczami. Tym razem widzę wszystko odwrotnie. W miejscach gdzie postrzegam grube pnie, rosną same kije a w miejscu widzianych poszarpanych patyków rosną potężne drzewa. Dziesięć prób , wszystkie chybione.
TEZ DZIWNE.
Ach to ty to robisz. Nie poznałem, zagapiłem się.Ha ha ha.
Spoglądam na wprost z zamkniętymi powiekami. Pojawia mi się obraz rozmazany, obraz dwóch, cienkich, zrośniętych drzewek. Spoglądam w tym kierunku, nie postrzegając niczego co by je przypominało. Gdy to sobie uświadamiam, moja uwaga zostaje przeciągnięta o 30 stopni w prawo. Widze je, dwa bliźniaczo zrośnięte drzewka, tak jak sobie je wyobraziłem
A TERAZ JE WIDZISZ ?,- ach to ty to robisz ☺)) Nie rozpoznaje twojego głosu, jego dźwięczna barwa wydaje mi się anonimowa,- kim jesteś?
STAN NA PNIU,- wstaje z niego posłusznie i wskakuje zabłoconymi buciorami.
JESTEŚ DRZEWEM- wypowiadamy wspólnie. Natychmiast jak na rozkaz , unoszę astralne ręce do góry i ruszam nimi, starając sobie wyobrazić jak z nich wyrastają małe gałęzie. Kołysze się na boki, wewnętrznym nakazem, rozciągam ręce, mam ciągle dwie, rosnące wielkie balony o nieokreślonym kształcie.
Trace poczucie mojej formy, nie odczuwając już fizycznego ciała. Jakas pustka wnętrza , staje się moim kształtem. Jestem rura, balonem, wyplenionym szarością, bez wnętrzności. Wyczuwam wyraźnie moja granice, jakąś otoczkę udzielającą mnie od zewnętrznego świata. Jestem ślepa świadomością Zbyszka w stanie atmy, bez woli. Odczuwam siebie jako monolit z jedna dolna częścią, to moja noga, gruba i potężna.
Czy ono ma ducha? Gdzie się on znajduje. Wyczytałem, ze każda istota, włącznie z roślinami go posiada, włącznie z minerałami. On ma być zalążkiem życia, przyczyna istnienia napędzająca swoja energia wzrost roślin , zwierząt i człowieka.
W odpowiedzi unoszę się na parę metrów i spoglądam pod swoja mocarną stopę. Z wysokości, dostrzegam otoczenie na 360 stopni. Jest rozmazane ale da się z tego obrazu wyciagnac jakieś spostrzeżenia. Jedna wielka powierzchnia z zarysowanymi i ledwo widocznymi małymi kształtami.
Rozpoznaje w sobie percepcje duchowa. Obserwator, postrzegający całym polem widzenia, bez zdolności koncentracji uwagi na fragmencie widzianego obrazu.Tak ma drzewo? On tak ma?
Stawiam pytania, co zmienia moje postrzeganie, tracę pozycje świadka, biernego obserwatora, stajać się sobą, porównującą i myśląca istota. Czy zapamiętam- wpadam w panikę. Dlaczego się wyrwałem, chcąc zapamiętać, zgubiłem stan odczucia się drzewem. Nie wiem teraz jak odczuwa się wole drzewa, zmieszałem ja z moja, moja jest inna , wartka i samodzielna. Masa pytań ciśnie mi się na usta.
Gdzie jesteś?

Stojąc na pniu porządkuje myśli. Odczuwam szelest z prawej strony,- idą, zatrwożenie. Odwracam spontanicznie głowę z szeroko otwartymi oczami, kierowany impulsem, koniecznością, wychwytuje wzrokiem spacerujących w oddali. Sto metrów, to za daleko, by usłyszeć cichutkich po sześćdziesiątce spacerowiczów, trzymających się za rękę. Zamykam oczy, skupiam się na wrażeniach, słyszę jak idą. Ach jak głupio, stoję jak lampa na pniaku, co tez oni sobie o mnie pomyśleli.
Uff , jak dobrze, ze nie widać przyrośniętych do mnie gałęzi:)))

FRUWAJĄCY PIES- spotkanie w parku.

Opublikowano 25/09/2008, autor: Zbyszek

Siadając na sparciałej desce, oparłem się leniwie o iglaste drzewo i zatopiłem w rozmyślaniach. Wspaniale pachniało podstarzałym lasem, strumyk szeleścił i ptaszki śpiewały.
W ciągu kilkunastu sekund, zaczęła mi się otwierać percepcja niefizyczna,- znajomy szum i poszerzające się odczucie przestrzeni przed oczyma. Gdy ogarnął mnie spokój to coś niepostrzegalnego wytrąciło mnie z tego stanu. Usłyszałem przytłumiony szept niefizycznego przyjaciela.
BĘDZIE TAK!!!
Spoglądałem w stronę czterech, ciasno rosnących drzew, przy strumyku.
Treść wypowiedziana była telepatycznie. Tłumacząc, przekształciłem ją we własne słowa i powtarzałem wielokrotnie. Brzmiały one tak cichutko, ze zignorowałem je, nie widząc w nich żadnego sensu.
Po raz któryś nie doceniłem dowcipu mojego wewnętrznego towarzysza. Po chwili wybiegły 4 wielkie psy skacząc okrakiem w strumyk. Za nimi pędził, ledwo nadążając, malutki ,niezwykle ruchliwy psiak.
Jeden z nich podszedł do mnie, przypatrując się co robię.. Zaciekawił mnie. Stojąc bokiem, wykrzywił zabawnie głowę, zaglądając mi prosto w oczy,- jakoś rozweselony, beztroski. Odwzajemniłem się mu tkliwym uśmiechem i zaczęliśmy się rozumieć w ciszy. Starając się rozpoznać jego usposobienie, wpadłem w niefizyczna przestrzeń. Jego oczy uśmiechały się i bilo od nich przyjacielskim entuzjazmem. Nie postrzegłem, ze opuściłem ciało I przyglądam się mu teraz naprzeciwko. Nie zwróciłem uwagi na zmianę kata postrzegania, będąc zajętym naszymi powitalnymi gestami. Siedziałem na ławce w odległości metra od ciała fizycznego i obserwowałem pozostałe psy, stojące bez ruchu w oddali. W momencie gdy kierowałem na nie uwagę, mój przyjacielski towarzysz, znikał mi z pola widzenia. Bylem ograniczony w postrzeganiu zawężonym polem widzenia. Spójrz (pomyślałem) do nieludzkiego przyjaciela, wysuwając jedno z niefizycznych ciał do najbliższego z jego towarzyszy.

Cale zajście przebiegało bardzo szybko. Przypominając je sobie wielokrotnie, trafiałem na puste miejsca w pamięci. W momencie, gdy przyglądałem się przyjacielskiemu psu, zaszło coś miedzy nami . Postrzegałem jego wesoły grymas na pysku. Promieniował z niego podobny entuzjazm jaki postrzec można w dobrodusznym człowieku, szczerze roześmianym od ucha do ucha. W jego oczach dostrzegłem chęć kontaktu i nieme pozdrowienie. Znajdując się poza ciałem, zaskoczony bylem przejrzystością i klarownością tego doznania, nie rozumiejąc jak może taka istota promieniować taka dobrocią i serdecznością .Przecież to pies!!! A wiec ty jesteś świadoma istota jak ja- pomyślałem. W tym momencie rozbudziła się we mnie figlarna natura. Spójrz na swoich kolegów, wyszeptałem do niego mentalnie. Skierowałem uwagę na wielkiego i wyniosłego samca, stojącego do tej pory na uboczu. Zaprezentował mi się on nieufnie, spoglądający w pobliskie krzaki. Wyskoczyłem z siebie niefizyczna częścią i stanąłem naprzeciw niego. Będąc już poza ciałem i chcąc go obserwować z bliska, wysłałem coś z siebie, coś co stanęło obok niego i zaczęło się z nim przekomarzać. Zaszła wtedy we mnie wyraźna zmiana stanu swiadomosci. Wyskakujący, mleczno szary myślokształt, wysunął się ze mnie, stajać przed wyniosłym psem. Gdy miejsce przy nim rozjaśniało złotym światłem to zacząłem tracic zmysł wzroku. Zanim to jednak nastąpiło to widziany prze zemnie pies uległ wyraźnej przemianie. Utracił swa grozę, iskrząc się w promieniach słońca. Pod Stopami zaczęła się mu wznosić strzelista górka.
Ach wiec jestem teraz w astralu?

Chwilka na rozmyślanie,- wyobrażałem sobie jak czochram go palcami po szyi. Płynące we mnie odczucia były bardzo zbliżone do tych z reala, z ta różnica , ze były wyraźniejsze z przetłaczająca wręcz przejrzystościom.
Wyobrażanie w tym stanie było rodzajem bardzo zmysłowego i przestrzennego rozmyślania a sekwencja tego wyobrażania byla natychmiast odtwarzane przez ta osobowa cześć, która mnie opuściła.Tak jak by podmiot zdarzenia utknął gdzieś w mglistej przestrzeni i zmyślając coś, wprawiał w ruch zastępującą go, śnieżnobiała kukłę, wykonywającą za niego zażyczone ruchy i dostarczająca mu zastępczych wrażeń.
…..nie ruszając się z miejsca samemu, przezywać ruchy zastępczego ciała jako własnego z którym się teraz on utożsamia.
Temu stanowi towarzyszyła gwałtowna utrata wzroku. Utracenie wgladu w astral oznaczało dla mnie brak kontroli zdarzenia, niski poziom energetyczny i powolne zapadniecie w bezruch. W tym momencie pies przejął inicjatywe w swoje łapy i chlapnął zębiskami moje ciało niefizyczne drapiące go bez przyzwolenia za uszami, .

Łącząc w całość moje osobowe części, wyraźnie odczuwałem jeszcze ciepło pyska na mojej astralnej ręce.Na krotka chwilkę bylem scalonym sobą. Gwałtowne ruchy szalejących zwierzaków naprzeciw mnie, rozerwały mnie ponownie na fragmenty. Zamarły w stalowym uścisku stałem się niemym świadkiem szybko zmieniających się scenek. Pies wściekł się i ujadając złowrogo, pędził w moja stronę. Postrzegając go, gdy jak strzała wyskoczył w powietrze, usunąłem się samoczynnie nie kontrolując tego odruchu świadomie. Odpłynąłem w stronę ciała fizycznego, nie chcąc blokować drogi lecącemu w powietrzu zwierzęciu. Pies przeskoczył wielkim lukiem ławkę w miejscu w którym siedziałem cały czas i sterowałem wypartym ze mnie moim niefizycznym duplikatem. Bylem jednym słowem tu i tam.
Jedno bycie było jednak pełniejsze. Miejsce w którym się znajdowałem, było dla mnie wyraźnie rozpoznawalne. Bylem tam świadomością a miejsce w którym się ruszałem było miejscem be zemnie i poza mną , dostarczające mi wrażenia ruchu. Trwanie w wielu miejscach jednocześnie jest wielokrotnie już opisywane przez podróżników. Nie zwracana jest w tych opisach uwaga na różnice jakie wynikają z posiadania rożnych ciał niefizycznych, gdyż żonglowanie nimi zdarza się podróżnikom sporadycznie i jest ciężkie do potworzenia. Moze moje opisy zmobilizuje kogoś do przeprowadzenia samemu prób i odczucia tych mieszanych doznań.
Tego wieczoru, projekcja eteryczna zamieniła się u mnie na chwilkę w astralna, by stać się bezcielesna wycieczka mentalna z zamarciem na krotko w stanie atmicznym. Zmiany w tym oobe następowały błyskawicznie i pomimo żmudnych przypominań nie moglem ustalić chronologii zdarzenia.Gdy pies znalazł się po drugiej stronie ławki, wytraciło mnie w całkowity bezruch. Nie rozpoznałem czy bylem wtedy w ciele fizycznym czy utknąłem samym duchem gdzieś w jego pobliżu. Usłyszałem tylko wyraźnie glosy właścicieli psów. Rozmowy odbywały się z dala, na drodze, ale brzmiały jakby mi ktoś wymawiał je wprost do ucha przez cudownie krystalicznie brzmiące głośnik.
Przecież to są psy!!
Gdy dochodzili do mnie to bylem już połączony , dysponując w całości moim ego i należytym stanem swiadomosci z całym wachlarzem odczuć wypływających z posiadania ciała fizycznego.
…..następuje połączenie z niefizycznym przyjacielem. BĘDZIE TAK: Co to miało oznaczać? Raz dwa trzy cztery wielkie drzewa. Dokładnie tam gdzie się zagapiłem, po wgramoleniu na ławkę. Przecież przyszły 4 psy ……i ten malutki. A wiec razem 5 a sa tylko 4 drzewa. Co to znaczy ? Co miał NP na myśli, mówiąc, ze BĘDZIE TAK i wytrzeszczył mi oczy na drzewa rosnące na przeciw mnie.
……….nawet ilość drzew się nie zgadza.
W tym momencie odczułem ponowne połączenie z NP i moje oczy utkwiły na 5 drzewach. Jedno mniejsze znajdowało się za strumykiem. Aha ,- wiec byleś cały czas przymnie i ja cie nie postrzegłem. Teraz wyraźnie rozpoznaje jak drapałeś zemną tego dumnego psiaka za szyje. Nawet rozpoznaje ta inicjatywa, wychodząca od ciebie. Ach, jak trudne jest do rozpoznania 2 w jednym. Nie rozpoznajemy przestrzeni w jakiej się to połączenie rozgrywa ani osoby która się z nami na chwilkę łączy.
Gdy odwiedzający mnie goście opuścili strumyk, to postanowiłem wniknąć niefizycznie w najbliższe drzewo. Wsunąłem się w w znajdującego za plecami olbrzyma.Nie odzyskałem wzroku ale trwałem w nim chcąc rozpoznać napływające wrażenia. Po chwili odczułem silne objawy alergii. Skąd pojawiły sie we mnie objawy pieczenia oczu poza ciałem fizycznym…. Pieczenie w okolicy nie istniejących oczu, wyrwało mnie z drzewa i wstałem szybko z ławki.

Odwracając głowę utkwiłem wzrok w wyciekach żywicy. ONE MAJA TO, usłyszałem wyjaśnienia NP-ka, jak zwykle w niewyczuwalnej przestrzeni. Aha,- odparłem i poszedłem do domu.
Wielokrotnie zdarzały mi sie podobne przygody. Przez wiele lat nie rozpoznawałem tego stanu. Gwałtowne zmiany miejsca mojego podmiotu nie zwracały zbytnio mojej uwagi. Ważniejsza była dla mnie rozgrywająca się szybko akcja.Te przedziwne wyjścia cechowało zaburzenie postrzegającej uwagi i błyskawiczne zmiany perspektywy patrzenia, wynikające ze zmian dymensji. Uwalniane ciała niefizyczne szybowały w otaczającą mnie przestrzeń, stajać się nawet niezależnym partnerem prowadzonych dialogów.

Wielokrotnie nie bylem w stanie rozpoznać momentu wyjścia z ciała fizycznego jak miejsca rozgrywającej się akcji. W jakim planie się znajduje? W eteryku, astralu, mentalu ciele buddycznym czy atmie?
Zbyt szybko następowały zmiany i zbyt często brakowało mi czujnej swiadomosci, umożliwiającej z dystansem postrzegać obiektywnie zjawisko.
Setki razy dziennie zamyślamy się nie zwracając uwagi na utratę kontaktu wzrokowego z otoczeniem. Jest to dla nas najzwyklejszym doznaniem. Wyobrażając sobie coś lub przypominając, szybujemy myślami do zaszłych wydarzeń lub odwiedzamy znajome nam osoby. Wspominamy dialogi, szukając błędów w wypowiadanych przez nas zdaniach, często komentując ich następstwa.
To i to można było zrobić lepiej.
W takich momentach doszukać się możemy śladu w nas naszego wyższego elementu- źródła, lub naszego anioła stróża. Ten niefizyczny, osobowy opiekun, stara się zmienić nasze przyzwyczajenia, podsuwając nam niepostrzeżone przez nas alternatywne rozwiązania.
Czy można nasze wewnętrzne monologi odróżnić od rady naszych niefizycznych przyjaciół? Może to się okazać bardzo trudne, gdyż on lubi się z nami zespolić wola, zatajając w tym swój udział. Daje nam to poczucie niezawisłości i uciechy z samodzielnie wypracowanego sukcesu.

DYWANIK MAMUNI- nocne przygody z NP

Opublikowano 09/09/2008, autor: Zbyszek

Pracując na solarium po kilkanaście godzin dziennie, odczuwałem coraz częściej zmęczenie. Odpoczywając po kilka minut, wprawiałem ciało w delikatne i odżywcze drgania. Po takiej przerwie, nabierałem ponownie ochoty i malowałem kolejne obrazy. Z konieczności musiałem pracować przez noce, co szczególnie mnie męczyło.
Nadwyrężony monotonia, usiadłem wygodnie na krześle i wywołałem podroż mentalna. W ciągu kilkunastu sekund znalazłem się w niefizycznej przestrzeni szukając jakichś wyraźnych kształtów. Wszędzie była pustka. Poruszałem się bez konkretnego celu oczekując jakichś niezwykłości. Nic, absolutnie nic, żadnych napływających postaci i całkowita nuda. Brak wyczucia ciała i nierealność przygody, uśpiła moja czujność. Zamyśliłem się, – chwila ciszy.
Nie ustaliłeś celu i niczego sobie nie wyobraziłeś, zaszeleściło znajomym szeptem w otaczającej mnie przestrzeni.
W pomieszczeniu solarium były kabiny z leżakami do opalania, super power-Ergo Line, Sonnenengel S46. Przepyszne i najnowsze modele do kąpieli solarnej nadawały się wyśmienicie na drzemkę.
W butach wskoczyłem na wyfroterowana powierzchnie zapadając w sen. Gderające radio terkotało jeszcze dłuższy czas mi w głowie, zanim straciłem poczucie swojej obecności. Jak przez mgłę usłyszałem głośne trzaski na przeciwległym końcu pomieszczenia. Hm, znowu sprzątaczka, mnie znajdzie na leżaku, – skomentowałem do siebie, – wykliknięcie.
Nagle żółtofioletowe, pulsujące światło ocknęło mnie na chwilkę, ale je również zignorowałem. Co ono tu robi? Takie samo przecież spotykałem wybierając się mentalnie do dysku, – wykliknięcie.
W radiu jakaś pani o kryształowym glosie rozprawiała coś z zacięciem o zmiennych stanach świadomości. Skąd ona to wie pomyślałem, nie zwracając uwagi na wspaniała polszczyznę na niemieckiej stacji, -wykliknięcie.
Kolejny obraz rozbudził mnie natychmiast. Znalazłem się całkiem świadomy na dywaniku z dzieciństwa.Przyglądałem się mu z zachwytem. Zielono żółte paski, pamiętam, miałem kilka lat, gdy rodzice sadzali mnie na nim bym się bawił. Po zabawkach nie było ani sladu, za to dywanik wydal mi się wspaniałym placem pod astralne eksperymenty. Chwyciłem go rękoma chcąc zrobić w nim dziury. Ledwo wgniotłem palca w twarda podłogę. A wiec nie chce się dąć przeniknąć ręka. A co ze szczegółami, warto się im przyjrzeć. Były wspaniale widoczne. Zmieniałem perspektywę patrzenia, obserwując jak wyciąga się przede mną przestrzeń astralna . Koncentrując się na szczegółach ugrzązłem w jego małym fragmencie, tracąc cały dywanik z przed oczu. Nie było go już, zniknął. Wnikając dalej, zawężałem postrzeganie jak przez teleobiektyw, wdzierając się coraz głębiej w strukturę włókna tkaniny.
Pol metrowe włosy jak trawa wyrastały na moich oczach. Pasiasty dywanik stal się zagajnikiem z ciągnącymi się z niego nitkami donikąd.. Zabawa zakończyła się, gdy pomyślałem, ze to jest przecież niemożliwe, bo, bo bez okularów nawet czytać dobrze nie potrafię. To chwila zwątpienia wystarczyła by cały obraz rozmiękł i zaczął się rozmywać.
Za plecami znajomy narrator snu wypowiedział wyraźnym glosę. Teraz wiesz, dlaczego tak się dzieje.
Znowu pusto w polu widzenia, – zamyślenie i wykliknięcie
Hm, nie mam żadnego celu a wiec muszę coś ustalić by to oobe nie zakończyło się na siedzeniu w pustce i rozmyślaniu jak to jest, gdy się jest poza ciąłem.
Dziewczyny, – podpowiedział narrator, możesz podglądać, chłopcy przecież tak robią.
Ledwo wyraziłem zgodę to wykształciły się na wprost mnie parawany z paskudna wisząca folia. Odżyło moje wspomnienie z dzieciństwa, gdy brałem lecznicze kąpiele borowe. Zaglądając zaciekawiony, co za nimi się kryje, postrzegłem otyłego mężczyznę. Zmieszany zajrzałem za kolejne. Przy każdej próbie trafiałem na coraz większego człowieka.Ostatni wylewał się jak budyń, wręcz pod sam sufit. Miedzy kolejnymi zmianami obrazów, nie dostrzegałem już jak się kształtowały. Pojawiały się one gwałtownie na wprost mnie….. zaczęły się rozmywać.

Cos się stało! Moje zmieszanie wymazało całkowicie obraz i nastąpiła wyraźna zmiana mojej percepcji, -zamyślenie i kolejne wykliknięcie.
Szedłem tym razem na rancie brodzika, chlapiąc stopami po wodzie. Zamaszyste kroki były pewne i dostarczały mi sporo uciechy. Byłem w przestrzeni bez obrazów z ledwo ukształtowaną forma brodzika tuz pod stopami a pomimo tego wiedziałem, ze jestem na basenie i brodzę w wodzie po kostki. Gdzieś w oddali rozległ się głos z głośników. Zamarłem w bezruchu ,wsłuchując się w treść komunikatu. Znana mi przestrzeń załamała się i przestała istnieć. Rozpoznałem głos znajomego Przyjaciela…… należy zdjąć buty przed wejściem i umyć nogi.
Gdy chciałem ubawiony zignorować to ogłoszenie i pomaszerować dalej to z głośników rozległo się tym razem o wiele głośniej. Hej tyyyyy, do ciebie mówię!!!!
Zamyślając się strąciłem świadomość.
Odzyskałem ja ponownie maszerując z grupka ludzi w jakimś ośrodku wypoczynkowym. Wzrosła mi ona gwałtownie tak, ze z łatwościom postrzegłem jej zmieniająca się jakość. Kilkakrotnie się to jeszcze powtórzyło. Za każdym razem to samo doznanie. Śniłem i się budziłem w śnie. Zmieniała się tylko moja trzeźwość a dekoracja pozostawała ta sama. Tak jak by nie było żadnej różnicy dla śnionej przestrzeni, czy ja śniący jestem jej świadomy. Czasami postrzegałem obrazy bardzo wyraźne a czasami ledwo widoczne w zarysach. Jakakolwiek by nie była moja percepcja to za każdym razem bylem z niej zadowolony i wystarczała mi ona w zupełności by nie trącić orientacji. Nawet, gdy całkiem zanikała rozpoznawalna mi przestrzeń to sama treść myśli stawała się dla mnie wystarczająca, by świadomie w niej uczestniczyć. Na końcu usłyszałem jeszcze parę uwag od NP., dotyczących jego udziału w tej serii snów.
Przy rozbudzeniu zachowałem wszystko wspaniale w pamięci, zapamiętując z moich nocnych przygód parę dających się rozróżnić jakościowo staw świadomości, osiąganych tej nocy w rzeczywistości niefizycznej.
Interesujące wydało mi się podobieństwo osiąganych stanów w podróżach mentalnych, rozpowszechnianych przez Bruce Moena a rodzajem stanów świadomości osiąganych w czasie oobe. Ta sama niewrażliwość na kształt i podobny stopień świadomości osiągałem przy zmyślanych eksploracjach niefizycznych światów, oobe jak i w normalnych snach. Gdy traciłem w snie precyzje pojawiających się obrazów, to błąkałem się w niewidocznych i szarych kształtach , doskonale dających się pomimo tego rozpoznać.
W czasie spotkań niefizycznych z przyjaciółmi, często traciliśmy widoczność siebie.Przebiegały one w rożnych sekwencjach snów. Pomimo, ze jeden z nas nie mógł już drugiego postrzec to był dla niego doskonale widoczny. Dekoracja w tym czasie nie musiała ulec w ogóle jakiejkolwiek zmianie. Dochodziło nawet do tego , ze traciliśmy świadomość trwania spotkania i dowiadywaliśmy się od znajomych o ich dalszym przebiegu. Wyglądało to tak ,jak by ten wykluczony z akcji tracił kontakt ze śniącym ciałem astralnym, które samodzielnie kontynuowało dalej przygodę. Brało ono odział w bardzo skomplikowanej i rozbudowanej fabule snu, reagując dokładnie tak jak by jego świadomy właściciel w takie sytuacji postąpił. Było nawet w stanie udzielać bardzo szczegółowych wyjaśnień na temat swojego świadomego reprezentanta , opowiadając fragmenty z jego życia. Nasuwa się od razu pytanie czy może ciało astralne samodzielnie i to za naszymi plecami kontaktować się z innymi śniącymi osobami , czy robimy to nadal my, zapominając potem o tym z jakiegoś nieznanego nam powodu. Po wielu próbach postrzegłem, ze gdy tracę kontakt z kimś w przygodzie to zamyślam się i tracę świadomość snu. Znika mi z przed oczu akcja gdy zajmuje się kontemplacja. Rozmyślam o osobie z jaka się spotkałem przed chwila i wyobrażam sobie dalszy jego przebieg. Wygląda to jak dialog ze sobą samym. Partnerem tego dialogu jest pojawiająca się myślo-odpowiedz, powstająca w moim umyśle. Zastępowało to w zupełności brak widocznego partnera, gdyż jednocześnie zanikała we mnie potrzeba przedmiotowego postrzegania.
Ten rodzaj wewnętrznego dialogu wystarczał by nasze śpiące ciało rozgrywało bardzo skomplikowane akcje w astralu. Brak odczuć w tym czasie ruchu astralnego ciała świadczy o tym, ze następuje wtedy jego zanik lub rozdzielenie ze świadomym duchem.Wielokrotnie dochodziło we mnie do kolejnego rozdzielenia, ciała mentalnego a nawet ciała przyczynowego. Zamierałem wtedy w bezruchu odczuwając bezczasowe trwanie.
Kontemplując w ten sposób w ciele fizycznym, słyszałem wielokrotnie od znajomych, ze odbyło się właśnie w tym czasie niefizyczne spotkanie. Widziany byłem w astralnej warstwie przez fizyczne osoby lub brałem udział w czyimś śnie.

Kiedyś opisze nasze przygody.

STUKANIE W POKOJU i LOT W PRZESTWORZACH
Przygotowując się do medytacji nie liczyłem, ze dzisiaj coś ciekawego się zdarzy. Pełen byłem energii i zatapianie się w kontemplacji, wydawało mi się strata czasu. Oczekując niespodzianek w bezruchu, usłyszałem w 2 miejscach głośne stukanie. Wielokrotnie obserwowałem to zjawisko, nie potrafiąc rozsądnie go wytłumaczyć. W dzieciństwie , przy pierwszym wyjściu z ciała, przeżyłem straszna huśtawkę astralna a gdy chciałem powtórzyć to po raz drugi świadomie, to usłyszałem głośne trzaski rozsiane w pokoju. Rozglądając się w około , szukałem sprawce tych łomotał. Cos trzaskało w rożnych miejscach, usadawiając się głownie przy wyłączniku światła.
Tym razem było inaczej. Trzaskało przy fotelu, w dużym, ogrodowym oknie i w kuchni przy mikrofalówce.
Gdy harmider stal się nieznośny to zwróciłem na niego szczególna uwagę. Trzaski pojawiały się gdy osiągałem wewnętrzny bezruch z typowym dla niego zanikiem wszelkich świadomych procesów. Oczekując ruchów energii w ciele, doznawałem w rożnych jego częściach silnych doznań ciepła i pulsowania wibrującego ruchu.
Tym razem wysunąłem subtelne zmysły na zewnatrz ,przypatrując się szelestom. Puk , puk , rozległo się ponownie w oknie. Aha, jesteś znowu. W momencie gdy uświadamiałem sobie miejsce z którego dobiegały trzaski wszystko milkło, tak jak by w samym penetrowaniu wnętrza krył się wyciszacz hałasu. Dźwięki pojawiały się gdy trawlem w stanie Atmy , bez ruchu ,oczekując jedynie jakiejś niespodzianki. Gdy skierowałem uwagę w domniemane miejsce trzasku to natychmiast hałasujące punkty zalewała bezszelestna cisza.
Zona przyznała mi się skrycie, ze będąc w ciąży obawiała się nagminnie włamywaczy. Zawieszony automat do papierosów na fasadzie naszego domu, był często używany przez nocnych spacerowiczów. Trzaski ocierających się metalowych części, były bardzo nieznośne.
Pewnego razu, przysłuchując się hałasom ulicznym, była wręcz pewna zbliżających się kroków na cieeeeemnym korytarzu. Otwierając w panicznym strachu drzwi, stwierdziła ze zdumieniem, ze nie ma za nimi nikogo i ze prawdopodobnie zmyśliła sobie ta cała niezręczną sytuacje.
Czym są te strzelające szyby i zbliżające się do nas kroki włamywaczy.
Pamiętając, ze w dzieciństwie hałasy rozlegały się w kontakcie światła a teraz w oknie , na fotelu i przy mikroweli , dostrzegłem pewien ich związek.W dzieciństwie starałem się wywołać oobe w całkowitej ciemności. Trzaskało wtedy w miejscu włączania światła i czasami w szafie. Tak jak by ,ktoś chciał się ubrać i wstając z łózka i włączał światło.
Tym razem, ten ktoś zmienił przyzwyczajenia. Siedział na krześle, podgrzewał sobie mleko do kawy w mikroweli a następnie przenikał przez szybę do ogrodu. Jakoś znajome wydało mi się to wszystko.
Koncentrując się ponownie na trzaskach postrzegłem ,ze moje niefizyczne ciało oddziela się niepostrzeżenie i przygotowuje sobie kawkę z przerwa na papieroska w ogródko, na świeżym powietrzu . Włącza światło gdy jest ciemne i ubiera się gdy jestem w pidżamie..
Mam znajomego, czującego niezwykle nieprzyjemny zapach, gdy dochodzi do dotyku ciał niefizycznych. Na codzien pozbawiony jest on prawie całkowicie zmysłu zapachu. Gdy aktywowało mu się to dziwo,mówiąc często,- hoho, zła energia jest uwalniana . Ktoś kogoś leczy. Nie słyszy trzasków a nieprzyjemny zapach, nie odczuwając go zupełnie w świecie fizycznym. Potwierdzaliśmy to wielokrotnie, symulując niefizyczne kontakty. Rodzaj doznania zależy prawdopodobnie od interpretacji niefizycznego zjawiska. Na ułamek sekundy, gdy tracimy kontakt z ciałem fiz., to rozpoznajemy nasza duchowa postać, przezywając niefizyczne wrażenia. Sam trzask jest rozpoznawalny prze zemnie jako dźwięk, choć zawiera w sobie glebie, nieosiągalna w zwykłych doznaniach. Ta glebie, mógł bym w rożny sposób starać się określić, zmuszając się zawsze do jej interpretacji. Te trzaski były czymś więcej. One były wrażeniem niefizycznym ,nie mającym fizycznego odpowiednika i wywołane uwolnionym astralnym ciałem, wykonywającym moje codzienne czynności w swojej wyśnionej rzeczywistości.

Leżąc w czasie kontemplacji, często zarzucałem sobie wygodę. Wpadając wystarczająco w trans, siadałem nie uświadamiając sobie tego ciałem subtelnym na krześle, przystępując w domniemanej dla mnie idealnej pozycji do medytacji.

Wczoraj w czasie malowania, przytrafiła mi się niezwykła sytuacja. Planując ten tekst i mając na uwadze przykład z krzesłem , przeniosłem się w wyobraźni do Wrocławia. Siedziałem na swoim bujanym fotelu, rozkoszując się huśtaniem. Hm ,- szkoda ze go teraz nie mam. Przydałby się wyśmienicie. Kierowany impulsem wszedłem do mieszkania i usiadłem wygodnie naprzeciw zony, rozmawiającej wesoło z sąsiadka. Zbyszku , zapytała sąsiadka. Siedzisz teraz wygodnie?
Czy siedzi ci się teraz wygodnie,- powtórzyła pytanie. Bo, bo …. mój znajomy ma fotel bujany i chce się go pozbyć.

Wieczorem w czasie medytacji, zawitał do mnie niefizyczny przyjaciel. Elooo,- chciałbym poszybować w przestworzach i zobaczyć planety z całym ogromem wszechświata. Proszę pokarz mi toooooo.
Niespodziewanie pojawiłem się w kosmicznej przestrzeni, naprzeciwko kręcącej się z zawrotną szybkościom ziemi. Ogromna iskrząca ręka, wprawiała je w przyspieszony ruch. Żonglujące nią palce, świeciły żółtym światłem przenikając ja iskrami błyskawic. Tak byś chciał,- zabrzmiało mi w uszach. Z osłupienia wyrwał mnie zbliżający się statek kosmiczny, otoczony niebieska łuna światła. Utracił on wkrótce rozpoznawalna dla mnie formę a ja otworzyłem oczy u siebie w pokoju.
Rozmawiając przed chwilka z Conticha , usłyszałem ciekawa historyjkę . Ah wczoraj widziałam ziemie i jakiś statek kosmiczny. Całkiem wyraźnie , ale było fajnie. Wokół ziemi kręciła się jakaś szara substancja, – jeje.
Drugi dzień maluje pejzaż morski. Czy jest ktoś, kto śnił dzisiaj o niezwykle błękitnym morzu? Jedna osoba już się zgłosiła.

Obe historia

Parę dni temu wyrzuciło mnie z ciała. Stałem obok kolegi i rozmawiałem z nim dalej. Nie zwróciłem uwagi ,ze nogi mam elastyczne, bo tak bylem zajęty wyjaśnianiem komunikacji mentalnej.Jak długo kolega był świadomy to widziałem go na ławce i rozmawiałem z jego pakietem wszystkich ciał. Słyszał mnie doskonale i reagował gdy skakałem z miejsca na miejsce.Kłopot się zaczął jak wyparł ciało astralne zamyślając się nad czymś. Wtedy ciało fiz, stało się dla mnie przezroczyste a astralniak stojący obok mnie był partnerem dalszej rozmowy.Oddaliliśmy się do 4 metrów od ciał fizycznych a on nadal słyszał. Oczywiście byl w malignie w astralu i zrobił normalne wyparcie ciał niefiz.Słyszał chyba tym fizycznym.Zanim mi się energia skończyła wróciłem na ławkę i rozmawialiśmy dalej.Często starcza mi do paru minut .Przy głośnym gadaniu ,jej szybkie wyczerpanie zaskakuje mnie i wcina minie na jakiś czas, aż się pokleję to znaczy wrócę wszystkimi częściami. Na ogol są one porozrywane i tkwią w bezruchu.Temu rodzajowi wyjścia towarzyszy inny przydzielanie energii-

ODZYSKIWANIE DUCHOW

Jak bolesne mogą być historie przy odzyskaniach ,zrozumiałem już na warsztatach. Rozmawiający ze mną sąsiad wspomniał mi raz i jaka mu się smutna rzecz przytrafiła w rodzinie.Następnego dnia przy próbie nawiązania grupowego kontaktu z przewodnikami ,przyleciał mój stary druh. Teraz będzie rzeźbienie. Pojawiło mi się narzędzie rzeźbiarskie przed oczyma.Latami spędzając z nim na rozmowach nie zdziwiłem się ani trochę. Zabrał mnie do pomieszczenia z lezącymi pokotem istotami na podłodze.Rozeźliłem się trochę bo kroiła mi sie wizyta w piekle.Zaprotestowałem.
Znalazłem się następnie w pracowni rzeźbiarskiej z czasów szkolnych.Zacząłem rzeźbić głowę.Jak w oobe ugniatałem modelinę rękoma.Twarz formowała mi sie rozciągając na wszystkie boki.Rozglądałem się a ducha ani saldu. Pytam trochę zmieszany a gdzie ona jest? Z lewej strony wyrośl mi stojak z rzeźba ,przypominający trochę organy kościelne a trochę futurystyczny kościół. Wejdź do niego-zabrzmiało. Wlazłem bez bez pytań. W górnej części było mieszkanie z wielkim, przestronnym ,na pól zaokrąglonym oknem. Całość spowita w szarościach. Gdzie jesteś zapytałem zaskoczony ta maskarada.Przewodnik opowiedział w skrócie. Joasia ma 16 lat.Zobaczyłem zalęknione oczy przyglądające mi się z cieniem niedowiedzenia.
Ha, a czy wiesz ,ze nie żyjesz! Myśląc ,ze to figle astralne chciałem być dowcipny.Przez ciebie nie żyje,cos powiedziało i zalała mnie fala żalu i pretensji.Poczułem się jak bezimienny mężczyzna. Ej , co ty opowiadasz!.Ja cię nie znam !!!Czego ty chcesz ode mnie.Troche obruszony ,chciałem już wracać po tym nie życzliwym przywitaniu. Wtedy włączył się przewodnik. Tak się tego nie zostawia. Skleiliśmy się w myślach.Kierowany przez niego zacząłem opowiadać ,ze znam menadżera sztuki ,ze chętnie po niego zadzwonię. Jeśli coś ma ciekawego to pewnie się nią zainteresuje.Podeszła bliżej trochę zaskoczona. Zadzwoniłem. Tel. komórkowy pojawił mi się w ręce.Z lewej strony wyrosły drzwi i ktoś się w nich natychmiast pojawił. Rzucili sie sobie w ramiona.Wtedy wydawało mi się to trochę naciągane.Teraz myślę ,ze była to jej mama.Siedząc metr obok mnie, brała w tym na pól świadomie udział.

Za jakiś czas zapytałem sąsiada -a jak się twoja córka nazywa. Joasia, a ile ma lat -16, zainteresowania artystyczne.Opowiedział jej smutna historie z chłopcem.
Całość przemilczeliśmy na warsztatach,
Pisza to na forum tez mam wątpliwości -ale może ta historia pomoże innym

Dziwne spotkanie

-18.10.2007 – 20:56 Śniąc, wylądowałem na ławce przy starych murach obronnych. NP szwedal sie nieopodal mnie. Nagle pojawiło się dziecko, dziewczynka a AP przysiadł po jej stronie.Dziewczynka ,cudownym głosem mówiła mi o mojej przeszłości. Odzyskałem świadomość i wtedy zaczęła przepływać miedzy nami niezwykła energia.
Odczuwałem ja jak mieszankę miłości z opiekuńczością. Intensywność była tak wielka, ze schyliłem głowę przed nieznanym ,myśląc ze mnie pochłonie na wieczność..Oślepłem ,czując jak pędzę z niezwykła szybkością w nieznanym kierunku. Intensywność doznania była tek wielka ,ze się jej poddałem nie mogąc złapać tchu. Wyrwałem się i powróciłem do ciała. Sprawdzałem pospiesznie czy łzy leja mi się po twarzy ,bo tam w tej niezwyklej przestrzeni ,wyłem z radości tryskając czymś nie możliwym do określenia
Twarz była sucha.

PRZYGODY Z POMARANCZA

PIERWSZY DZIEN
Omówiliśmy się na czacie na 3 dniowe eksp.Przygoda w astrali o 5 godz..Pracowałem do 3 w nocy i słodko zasnąłem.W śnie wylądowałem w zmilitaryzowanym mieście.Deko typowe dla 2 Wojny światowej.Lek ,strach o życie…..żołnierze. Biegnąc po niekończących się schodach napotkałem siedząca dziewczynę. Przyglądała mi się z zainteresowaniem.Jej inność na tle zniszczonej dekoracji,zdziwiła mnie na tyle,ze odzyskałem częściowo świadomość, tracąc dziewczynę z oczu.Sen zamienił sie w wyprawę mentalna.Odczuwałem ruch mojego ciała astralnego uwięzionego w konkretna akcje.Za jakiś czas wylądowałem potwornie w astralu ,śniąc w w jakimś wnętrzu dalsze przygody wojenne. Pokój był zagracony walającymi się śmieciami. W którejś ze ścian,w pojawiających się drzwiach wkroczyła uśmiechnięta dziewczyna.Zrobiło mi się wstyd za szpargały wojenne i ze zwiększona świadomości zapytałem. Czy nie widzisz ,ze jest wojna?-,oczekując zrozumienia. Podeszła zbyt blisko i jej obecność potwornie wywaliła mi świadomość do ciała mentalnego. Znowu znalazłem się w ciemności, odczuwając raczej akcje niż postrzegając ja wzrokiem. NP szepnął- to zrób to. Zirytowało mnie to bo bylem ślepy jak kret a coś się ze mną działo. Odzyskałem wkrótce oczy kierując uwagę na stertę śmieci pod którymi ukryta była płyta Darka.
Pomarańcza potwierdziła dwie wyprawy mentalne.Za drugim razem czyściła mnie raikami bo jakiegoś s…miałem pełno do okola siebie.
Dobrze ,ze choć płytę Darka chwyciłem, bo mi cala deko wojenna zepsuła.

DRUGI DZIEN
Nie mając pewności czy spotkałem pomarańcze ,przypominałem sobie pedagogów ze szkoły, planując scenerie następnej przygody.W jednym ze snów wylądowałem w szkolnej ławce.Nauczyciel pokazywał akwarele jako przykład do naśladowani. Znajome twarze ,zapomnianych przyjaciół pojawiały się w rożnej części klasy.W ławkach było pełno szarych atrap.Czując NP za plecami, malowałem malutka muszelkę ,trzymana w lewej ręce na ciemno zielono.W tym momencie odzyskałem świadomość we śnie.
Jest szósta godzina powiedział NP,gdy w pospiechu zapamiętywałem rozkład klasy ,szukając znajomych twarzy.
Pomarańcza wysłała smsa,ze o 6 godz.jakaś babka wyrwała ja z ciała i umieściła w ławce. Znalazła tam kartkę z notatka,ze zajęcia są odwołane .Potem malowałem paznokcie lewej reki na zielono.

O 6 było juz po wszystkim,klasa opustoszała haha

TRZECI DZIEŃ
Dopiero trzeciego dnia nabrałem pewności ,ze z pomarańcza nawiązałem kontakt.

Wysłała smsa o niecnym snie(wyprawie mentalnej o 20 godz.) info w jej notatniku.Stala się mała dziewczynko-chłpoczykiem zabawiająca się swoim ….

Tego wieczoru natrafiłem na opisy Freuda ,dotyczące kompleksów seksualnych.Jak to Freud ,dopatrywał się wszędzie świntuszeń. Czytając objaśnień dotyczących kompleksów członka małych dziewczynek, pękałem ze śmiechu. -ups.Wprawiony w super nastrój wyobrażałem sobie miny znajomych jak im to opowiem-włącznie z Pomarańcza.

CZWARTEGO DNIA
Załorzylem słuchawki na uszy z rytmami dysko, kolebiąc się w rytmie. Czując Pomarańcze na głowie chwyciłem ja za ręce, rozpoczynając harce po astralu. Wiry śruby ,wywijasy. Moja ulubiona zabawa.
Wczoraj wieczorem ,przepraszała za zakłócenia mentalne, o 13 godz.czując się ich sprawca nie poznala ,ze szalała niefizycznie w tym czasie ze mną w alpach szwajcarskich, na dyskotece.

19.06.2007 – 10:54
Wczoraj znajomi astr. pokazalimi mi t.z. uderzenie smoka .Wystrzeliwalismy oderwana dlon jak z kuszy wbijajac w sciane.
Dobrze ,ze to malo kto umie.

obe na mszy sw.

W czasie swiat wybralismy sie cala rodzina do kosciola. Kosciolek maly i przytulny w srodkowej Polsce.Stalism okropnie stloczeni.Od rana bolal mnie kregoslup.To co sie zaczelo w kosciele bylo iscie meka piekielna.Natlok ludzi pogarsza zawsze bule.I gdy tak wylem straszliwie zaczelo mnie wyciagac z ciala.Bedac jeszcze w ciele otworzylem oczy wewnetrzne.Zaczalem sie rozszerzac przygladajac sie otaczajacym mnie modlacym.Zawstydzilem sie troche bo wszystkim zle sie wiodlo. Metr ode mnie mlodzieniec zaslabl ,chwiejac sie na nogach.Przechwycilem jego maslane spojrzenie wzrokiem i pewien jestem ,ze mnie postrzegl.Jakas istota astralna powiedziala wyprowadzcie go. Zareagowal na to najblizszy czlowiek i zajal sie chlopcem.Nie smiem przypuszczac co ten mlodzieniec zobaczyl. Astr.przyjaciel powiedzial. On nie zapomni tego widoku do konca zycia.
Probowalem z przyjacielem emanowac uczucie milosci po kosciele ale nie mialem na tyle sily. Udalo mi sie jedynie wzniesc 3 metry nad glowami, falujace , piekne, blekitne niebo.Gdyby bylo to grzechem ,nie dostal bym o dziwo , pierwszy komuni w calym kosciele i nie zobaczyl pieknej istoty o ciemnej karnacji, wyrastajacej ponad tlumem.Chyba tez jej nie zapomne.Hm A moze ona tez…

ZEMSTA LASU .
Jako dziecko uwielbiałem tłuc patykami obsychające gałęzie z drzew. Toro walem sobie
miedzy nim drogę ciesząc się powstającym przejęcie którymś momencie coś wlazło mi do głowy i spytało karcąco .Dlaczego je tak bijesz. Czyszczę je bo poschnięte, odpowiedziałem z duma. Zatrwożyłem się troch ,ze może z tym czyszczenie to trochę coś nie tak i odszedłem z tego miejsca zdziwiony. Zapomniawszy to upomnienie, jeszcze wielokrotnie rozbijałem się w lesie.
Tuz przed ślubem wybrałem się na przejażdżkę rowerowa. Jechałem dosyć szybko delektując się pędem mijanych drzew. Nagle las strasznie zaciemnia i nabrał tajemniczej,oślepiającej mocy. Przestrzeń się załamała i sosny wydały mi się wielokrotnie większe i znajomo poobrywane. Pomimo szybkiej jazdy zamarłem w bezruchu ,obserwując to dziwo. C hoc droga była szeroka ,coś jak pokrzywa dotknęło mnie w udo. Otrząsłem się rozglądając. W domu ślad po pacnięciu miał już 10 centymetrów,był czarny i palił okrutnie. Wyraźnie widziałem jak coś w nim wiruje. Następnego dnia dostałem zastrzyk .Czarna plama ,skwiercząc, zmieniła się wkrótce w olbrzymi pęcherz wodny i to przed sama ślubem.

WYSTEPY MAGA
Pol pobliskiej kamienice wynajmowali Świadkowie Jehowy. Nad drzwiami wisiał potężny,czerwony szyld. Dziwnym trafem, na dole budynku,miało się odbyć przedstawienie znanego maga. Przed występem, asystenci, zasłonili czarna tkanina na fasadzie domu,wszystko co kolorowe. Gnany ciekawością ,postanowiłem ich odwiedzić. Ubrałem córkę w cudowny, czerwony, płaszczyk i poszliśmy na tajemnicze spotkanie. Większość była ubrana w czarne garnitury i nie zwracała na nas uwagi. Czarodziej rozwiązywał sznurki i wsysał uchem papierosy,wyskakujące mu nosem..Rzucał również sylikonowymi, smażonymi omletami do góry. Nie wiedząc skąd biorę,dałem córce zimnego ognia. Podgrzewając go wysłałem ja na środek sali by pomachała nim do publiczności. Zapalił się majestatycznie dokładnie na środku sali. Cos się nie spodobało czarodziejowi bo ,córka straciła równowagę ,przewracając się na pupę. Musze nadmienić ,ze w tym czasie z łatwością przemieszczałem się w 2 płaszczyznach. Wstając niefizycznie,podirytowany tym zajściem, przegnałem zbliżającego się asystenta,chcącego pomoc córce przy wstawaniu. On, zataczając się pognał natychmiast ze skarga do mistrza. Pozostawiono nas w spokoju. Byly jeszcze ciekawe wydarzenia w w astralnej odbitce rzeczywistości, które przemilczę.
Pełen obaw ,zaprowadziłem dziecko do domu szykując się na pomstę.
Po powrocie, rozdrażnienie mi przeszło, widząc jak wspaniale publiczność się bawi. Na zakończenie wystraszyłem brzuchomówstwem maga i o mało nie poprzewracałem garnków pełnych gotowanego mięsa. Słuchając na końcu wyjaśnień astralnych przyjaciół na temat magi, musiałem czarodzieja wprawić w osłupienie. Widoczne było ,ze słyszy ale nic nie rozumie, bo mówiliśmy po polsku,
.Raz jeszcze ,tym razem we Włoszech, przeszkadzałem grupie magom. Z nimi nie poszło mi tak gładko i musiałem uciekać z ciała,wychylając się na bok.

ODWIEDZINY BYBCI
Wszyscy babcie strasznie kochaliśmy. Przytulała ,kołysała i była zawsze gdy coś się złego z nami działo Teraz staliśmy,stłoczeni starzy i młodzi, popłakując. Wyraźnie przypominam sobie jak wyjąc z żalu zmieniłem świadomość. Pomieszczenie rozjaśniło się i wszyscy zniknęli. Została tylko babcia siedząca na łózko obok mglisty tego martwego ciała. Schylało się nad nią parę postaci, pokazujących na mnie ręką. Pokiwała mi wesoło i w głowie usłyszałem. Zapamiętaj ,to jest ciało. To coś leżało bez znaczenia na łózku. I nie płacz!. Ogarnęła mnie euforia. Znajdując się ponownie w rozpaczającym tłumie,chciałem wszystkim powiedzieć .Dlaczego płaczecie ,przecież ona tam siedzi. Zamilkłem wystraszony, bo wyglądali jak przytłaczające,strzeliste strzępy.
Jakiś czas później,tęskniąc za babcia,znalazłem się nagle na korytarzu w piwnicy. Śmiało wchodząc w rozrastająca się ciemność spotkałem ja przykucniętą na końcu przestrzeni. Ciesząc się przywitałem ja okrzykiem . To ty żyjesz!Co robisz babciu w tej ciemnicy?,Opowiadała coś ze już,już jest gotowa ,3 w kolejce gdy nagle z boku wyszła męska sylwetka, zatrważający mnie cię ,sporych rozmiarów,zaczynający coś ze mną robić. Trzymał mnie w potrzasku a ja zrozumiałem pytanie . Co tu robisz! Zły bylem okrutnie na niego bo popsuł wszystko a na dodatek groził. Długo unikałem w myśli ta dziwna ciemność, planując jak wykraść babcie temu facetowi.

MAMINE OPOWIESCI
Ciotka pracowała na kolei. W nocy wciskała guziki w skrzynce ,przestawiając pociągi. Jedna minute w nocy nie mogła w żadnym wypadku przegapić. Towarowy na jednym torze z pospiechem i zasnęła. Obudziło ja energiczne szarpanie ,wysokiego mężczyzny w ciemnym płaszczu. W panice zdążyła wcisnąć ten zapomniany guzik. Zwolniła się potem z pracy a rodzinie opowiedziała. Drzwi były na klucz zamknięte,pokój 3x3metry i nikt nie mógł wejść….i..i to jest niemożliwe. Uwierzyliśmy,choć bo było wiadome w rodzinie ,ze jeśli COS jest to jej się ostanie ukarze.

SKOK W SZCZELINE
Jako dzieci często bawiliśmy się w starym,poniemieckim bunkrze. Jako próba odwagi służyło nam skakanie przez szczelinę. Na dnie jak w grocie piętrzyły się się potężne wielometrowa,strzaskane bryły cementu. Tych którym kolana zmiękły, wyśmiewaliśmy gromkim śmiechem. Chcac poprawić swoja odwagę wybrałem się samotnie na skakanie. Szczelina wydawała mi się od raz dziwna. Chcąc ja przeskoczyć odzieliśmy się od ciała i wpadłem na dol. Jakież było moje zdumienie gdy wstałem z głazów nie postrzegając śladów skaleczeń .Bylem wystarczająco mały by uznać to za szczęście a nie za szaleństwo. Powciskałem się jeszcze w wąskie szczeliny co rusz niknąc w ciemnościach. W którymś momencie bylem w drodze do domu i przedzierałem się przez wysokie trawy. Nie zdziwili się nawet, gdy ponownie znalazłem się na skałkach. Zapominając częściowo wydarzenie, zniechęciłem się do dalszego skakanie i zawróciłem do domu, idąc rzeczywiście przez ta wysoka trawę. Gryzło mnie trochę i nie dopuszczałem nawet myśli ,ze spadłem .Co powiem mamie,ze się zabiłem! .Jakiś czas potem myślałem, ze mnie Bóg uratował,
Przypomina mi się ze studiów,znany profesor, psychologi ,rozprawiający z cieniem kpiny o dzieciach, nie myślących analitycznie, przeskakujących w marszu przeszkody wysokie na kilkanaście metrów.


LABORATORIUM CHEMICZNYM
Przypominam sobie jak w szkole podstawowej bez obecności nauczyciela, wrzucalismy co się dało do rożnych kwasów . Ilość wydobywającego się chloru przegnała nas z laboratorium. Zdobywajac się na odwagę ,wszedłem spowrotem. Zdarzylo się coś dziwnego, co jest do tej pory dla mnie lamiglowka. Zatykajac nos i usta odczulem dlawiacy smrod chloru. Wtedy opuściłem cialo. Pomieszczenie rozjaśniało a ja zacząłem oddychac. Hm ,dziwiąc się odrobinę pobiegłem do stolika z przezroczysta mikstura. Do flaszki nie weszły szczypki, bo były za duże. W głowie coś mi powiedziało. Przelej to. Podniosłem butelkę z dwu centymetrowym otworem i wsadziłem zniecierpliwiony rękę , wyciągając ze środka szaroa masę..Kładąc ja na spodeczku ucieszyłem się ,ze po tragedii i nie oberwę za to od nauczycielki. Przestalem się spieszyc. Cieszylem się ze tak fajnie widać przez ten chlor. Przestrzen się nadymała i była inna. Wreszcie opuściłem laboratorium spotykając za drzwiami przerażona nauczycielkę .Opowiadałem chaotycznie,ze posprzątane bo ja mogę oddychać chlorem. A to ,wyciągnąłem ręka bo szyjka była za mala. Ktos skarżył ,ze bylem tam 4 minuty. Nie spodziewałem się ,ze tak potrafi skakac. W ułamku sekundy, nauczycielka była przy mnie, obmacując ze wszystkich stron. Jakimś zmienionym glosęem powiedzialem powaznie,ze zartowalem a w glowie powiedzialo mi niech sama to zrobi i otworzcie okna…..Przypomniałem sobie ta kretyńską butelkę i nie bylem już pewien,ze wyciągnąłem ręką coś z flaszki do której wejdą zaledwie moje dwa palce nie mówiąc już o chlorze



WIZYTA U MISTRZA
Przyjaciel od dawna opowiadał mi o duchowym mistrzu. Razu pewnego zaprosił mnie do niego. Mistrz kilkadziesiąt razy bywał w najwyższych strefach i opowiadał ze Pan Bóg zaproponował mu powrót do macierzy lub misje. Nauczac ludzi. Wchodzac do sali spotkań , zaskoczony bylem wewnętrzną uroda jego uczniow. Atmosfera była uroczysta. Nie znając nikogo stanąłem na środku sali mocno zmieszany. Pierwsza pozdowila mnie uśmiechem mila, starsza pani. Ktos z boku pocałował mnie astralni w policzek. Zmieszalem się troche. Robiac poziomkowe oczka, zacząłem zapadać się w środku. Zobaczyłem cale wnętrze lsniaco na żółto i ogarnęło mnie wspaniale uczucie. Ktoś mi chyba przypiekl mnie ddawkąbezgranicznej,czystej miłości Brucea Moena, prowokując we mnie wyjście z ciała. Postrzegałem osoby,zwracając bardziej uwagę na panie,chcąc znaleźć ta niezwykłą przyczyne. Zobaczylem za plecami mistrza. Przygladal mi się jak na intruza, wywalając przy tym galy. Jakos zaświeciły mu się oczy płomykami i odwrócił się bez zainteresowania. Odczulem śmieszność swojego ciała fiz. stojącego na środku sali i usiadłem fiz. obok przyjaciela. Wszystko zajęło to 3 minuty. Mistrz zaczął opowiadać bardzo zaangażowanie, cały czas pochrzakujac. Zaczelo mi się nudzic. Mowil rozwlekle, skakajac w podnieceniu po sali. Pomyslalem sobie . Zrobię mu psikusa. Jeśli taki mistrz to się postrzeze. Zaczalem go ciągnąc mentalnie za nogawki. Jakos nie reagował co mnie rozzloscilo. Wzrastajace emocje uwolniły we mnie dodatkowa energie Dokuczałem mu już astralni, pozostając nadal w ciele..Cos takiego nawet ślepy postrzeże. A on nadal nic. Wytracilem go tylko parę razy z koncentracji ,gdyż zgubił watek. W czasie przerwy poprosiłem go o rozmowe. Wytwarzal tak silne zaburzenia ,ze w odległości metra, nie mogłem sklecić prostych zdań. Po godzinie słuchania wspólnych nauk poprosiłem przyjaciela byśmy wyszli bo nudno. Zegnajac uroczego sąsiada ,wślizgnąłem mu się do głowy,przelewając mu silna dawkę sympatia. Zaskoczony zapytal. A czy my się nie znamy z poprzedniej reinkarnacji?.Bulgocząca odpowiedz przyjął z dezaprobata. Chyba nie rozpoznał,ze bylem przyczyna tego serdecznego uscisku. W takich chwilach myślę sobie o wszystkich zakochanych od pierwszej chwili .Opuszczając dom uważałem by się nie poślizgnąć bo była zmarzlina. Cos mnie nagle chwyciło,grzmocąc w pośrodku w głowie zadźwięczało ,MIALES NIE PALIC!..Runąłem jak kłoda na snieg. Przed samym uderzeniem z astralna wręcz zręcznością zamortyzowałem rękoma upadek..Dopiero wtedy rozpoznałem swojego astralnego przyjaciela,który po raz któryś uratował mnie przed stluczka. Skarcil mnie trochę za głupoty pokazując coś jak porozwieszane światełka choinkowe na domu, których tak naprawdę to nie było .Wstając wygrażałem astralnymi rękoma pozostawiając je tym razem grzecznie przy sobie a w duchu się rechotałem. Dobry mistrz,pomyślałem!!!

OBECNOSC W PRZECZKOLU
Na festynie w przedszkolu dzieci wybierały losy,wygrywajac zabawki stojące na polce. Moje dwie córki wróciły rozżalone nic nie wygrawajac. Czujac obecność w sobie zabrałem je na ponowne losowanie. Pokazując im palcem najciekawsze zabawki zaczęliśmy losowac. Wybraly pierwsze z brzegu. Oddalem je bez otwierania wybierając inne. Zrzucajac mnie w bezczasowa otchłań,przejęto,kontrole nad moja ręka, wybierając pewnie losy. Wygralismy najlepsze zabawki. Widzac zazdrosne dzieci było mi wstyd i prosiłem by więcej mi tej laski w życiu nie robiono.
Innym razem tez w przedszkolu, astralni przyjaciele,pomagali mi w rozwiązywaniu pętli na grubej linie.. Wyraźnie rozpoznawałem szybkie ruchy cieni przy sznurze gdy sznurek robił się bez węzłów. Nosili ze mną tez ciężkie stoly. Tym razem dyskretnie. Nie licząc pewnej pani, której stół zrobił się nagle ciężki i nie mogła go więcej przesunac. Jakis czas nosiła sama składane stoły, śmiejąc się z mezczyzn,ze robią to w 2 osoby. W

RATUJACA REKA
Wracałem 800km do domu po 3 dniach pracy bez spania. Z zepsutym grzaniem w samochodzie,okręcony kocem parłem byle do domu. Walczac z sennoscia ostatnie.40km ,pamiętam jak mi się głowa zapadła i było mi wszystko obojetne. Nagle z lewej strony wyskoczyła świetlista ręka, przekręcając gwałtownie kierownice .Wyprowadzające się auto na prosta rozbudziło mnie wystarczająco bym zdążyłem zobaczyć zgrzytające na mnie bajerki autostrady .Pamiętam ,ze ręka przenikla przez szybę stajać się powyżej łokcia nie widoczna. Do tej pory nie rozumie co zaszlo. Po latach przypominam sobie doskonale wchodząca wtedy we mnie obecność, której wtenczas nie rozpoznawałem. Nie jestem tylko pewny czy wykorzystała ona moja fizyczna rękę ,zrzucając moja świadomość w inne ciałka czy wykonała ruch kierownicy swoja konczyna. O dziwo,przed samym zasnieciem pomyslalem jak bardzo jestem nierozsadny.Przypuszczam ,ze cale zajscie zostalo sprowokowane bym sie czegos nauczyl.Rozpoznawal kiedy sie glowa zapadnie.Teraz gdy postrzegam w czasie jazdy dziwne cienie na autostradzie, pozdrawiam je zabobonnie skinieniem reki. A niech sie nie nudza.

Mieszanie kolorow

Mieszanie kolorów

Meszanie kolorow

Koło barw

Trudności przy zakupie materiałów malarskich.
Jakie kupić farby akrylowe, by malowanie szlo nam łatwiej. Czy od zakupu farby zależy nasze malowanie, efekty w pracy? Kupować drogie czy tanie farby? Jaka jest miedzy nimi różnica?
A może mieszać je rożne ze sobą?
Sporo pytań i wątpliwości miałem, gdy zaczynałem malować. Farby były wtedy drogie i pochłaniały cale moje fundusze. Do tego jeszcze jakie pędzle używać, jakie podkłady, czy papier gładki, półbłyszczący, gruby, czy cienki?

Pierwsze, wielkie zakupy.
W Liceum Plastycznym, chcąc się przygotować do zajęć, pojechałem do sklepu wybierać farby plakatowe. Pięknie poukładane w szklanych słoiczkach stały napółeczkach.

malarstwo iluzyjne muralmalarstwo iluzyjnemalarstwo iluzyjne mural

Ach, gdybym je miał, to  malowałbym  o wiele lepiej. Spoglądając na odcienie zieleni, pewnie ze 20 rodzajów, marzyłem o

Rozrabianie farby

swiecace malarstwo uv

Rozrabianie farby woda.
Jak rozrobic farbe by dobrze sie nia malowalo?
Wode mam w wiielkich wiaderkach, w ktorych zamaczam pedzel zanurzony w farbie. Kiedys rozrabialem jej konsystencje wczesniej, w pojemniczkach plastykowych. Dzieki temu osiagalem szybciej delikatne odcienie, mogac je zawsze wybrac, powtorzyc, wybierajac je ponownie z tego samego pojemniczka. Dobre to bylo, zwlaszcza przy obrazach, w ktorych walczylem o dobra jakosc koloru. Ostatnio stalem sie wygodny i szkoda mi czasu na mieszanie. Robie to bezposrednio na deklu od farby sciennej. Ograniczylem kolory do zotej, czerwonej , niebeiskiej i bialej, ucierajac je do pozadanych odcieni.