SZAMANIZM, stany świadomości, oobe, podróże astralne.

Magiczne zwierze

1- DROGA SZAMANA

2- MISSING 411

3-MALOWANIE OBRAZÓW W LEWITACJI.

Zbyszek 20.09.2022

To już chyba ostatni wpis z grupy podróżników astralnych. Dopiero teraz przeczytałem tekst set.ha, dziwiąc się jego długim podróżom astralnym. Jego przygody zaskakują . Jedynie paru osobom zdarzają się one tak długo.

Na opisanych przez niego przygodach, widać wyraźnie jak się je odczuwa. Wiele osób bez doświadczeń oobe, zastanawia się czym one są i co się w nich tak na prawdę dzieje.

Swoim przebiegiem przypominają one sny, ubarwione wspomnieniami. Różnią się jednak od nich wyostrzona świadomością. Podróże takie zostawiają na zawsze w pamięci i nawet po latach można je dobrze sobie przypominać. Zapisane one są w duchowej pamięć, a ta towarzyszy nam aż do po śmierci, wręcz w niezmienionej formie.

Oobe astralne, swoja bajecznością budzą wątpliwości, czy aby na pewno eksterioryzacja jest zjawiskiem realnym a nie jedynie rozgrywającym się w naszej głowie, naszej wyobraźni. Jak dla mnie to jest obszar wyobraźni ale istniejący realnie, mający swój obszar w przestrzeni kosmicznej.

Moje podróże są krótkie. Interesowałem się więc w nich czymś innym. Nie przygoda mnie zajmowała a stany świadomości. Stad tez nie zawsze się dobrze rozumiałem z maratończykami. Długotrwale podróże wymagają dużego zacięcia i przygotowania.

To często godziny szlifowania ducha przed każda wyprawa. Malo kto sprosta wymaganiom.

1- DROGA SZAMANA

set.h:

Wyjście z dnia 20.I.2008: Cel – Zejście do dolnego świata.

Wyjście bardzo długie i wszystko zaczyna mi się mieszać. Zaczęło się od tego że wyszedłem i jakby wyrzuciło mnie na starym osiedlu gdzie dawniej mieszkałem. Czułem wibracje na całej skórze i uczucie mocy. Zacząłem się temu poddawać i stawałem się coraz lżejszy. Moc we mnie pulsowała i zacząłem się unosić do góry.

Nagle znalazłem się w domu ktoś zapytał mnie o coś na komputerze. Wyjście przerodziło się jakby w półświadomy sen. Nagle pojawił się synek i zaczął coś nawijać i w rezultacie miałem pójść do łóżka. Więc poszedłem i położyłem się. Wtedy mnie cofnęło. W tym momencie poczułem szybki ruch. Ktoś się nagle zerwał z łóżka. Złapałem to za ręce. Niestety nie miałem wizji. Trzymałem z całej siły. I zastanawiałem się co zrobić.

I wtedy przypomniałem sobie o wyjściu w którym miałem krzyczeć w taki sytuacjach 911. Więc krzyknąłem i poczułem że ktoś się zbliża. Faza zaczęła się spłycać ale odczułem że ktoś coś ze mnie jeszcze ściąga. Jakby to co trzymałem za ręce było dużo dłuższe i po części na mnie leżało.

W momęcie kiedy to ściągali pojawił się taki dziwny dźwięk. Jakby „szzzzzzzu”. Wróciłem do ciała i leżę na boku jak wcześniej. Full świadomość. Kamień w dłoni mocno zaciśnięty. Leżę tak z 5-8 min i czuję znajome stężenie ciała i lekkie drżenie. Wibracji już nie mam od kilku wyjść jest tylko uczucie podobne do tego kiedy załóżmy ktoś przestraszy i czuć jakby gęsią skórkę i mrowienie. Bardzo podobne uczucie tylko nie ma strachu ale absolutny spokój. Wyszedłem w łóżku jakby dalej leżąc. Wstałem. Znów czułem znajome uczucie lekkiego mrowienia i mocy. Dom już nie był mój ale zupełnie inny.

Wyszedłem przed niego. Uczucie mocy mnie normalnie porażało. Zacząłem siła woli poruszać i przesuwać przedmioty. Coraz większe. Unosić w powietrze i przewracać. Uniosłem się jeszcze powietrze przepełniony tym wspaniałym uczuciem. Po chwili wylądowałem. Pojawił się przewodnik. Nie wiem dlaczego ale nie mogę go dokładnie zaobserwować. Nawija coś szybko czasem telepatycznie. I przebiega gdzieś koło nóg jakby rozmazana smuga. Mówi ze musze iść. Wyrwałem się z tego zatracania i zacząłem znów myśleć logicznie. Poszedłem za nim i znalazłem się w jakimś jakby parku. Były tam drzewa i jakieś domki. Patrzę na około biegają jakby małe koty i próbują się okręcać wokół nóg. W pewnym momencie miałem ich chyba ze 3 owinięte koło nogi. Złapałem jednego i zacząłem trzymać.

Przewodnik do mnie mówi że do podróży „tam” (chodzi o dolny świat) będę potrzebował kość. Czuje że w dłoni coś mam. Otwieram i zacząłem się temu przyglądać. Wyglądało to coś jakby breloczek z kości tylko miało nieregularny kształt przypominający głowę kota. Trzymałem to w dłoni i zacząłem iść. Jednak przewodnik nawija do mnie, że muszę schować do kieszeni. Bo jak nie schowam to w kolejnym wyjściu tego nie będę miał. Zacząłem grzebać w kieszeni i okazało się że mam tam chyba z 3 takie breloczki już ale o innych kształtach. Schowałem i ten i poszedłem.

Idę przez park i patrzę niemal w każdym drzewie dziupla. Ale czuję że w niemalże każdym ktoś mieszka. Przypominam sobie z drogi szamana że mam się czuć przechodząc przez tunel bezpiecznie. Zbliżam się do jednej z dziupli a tam wysuwa się z niej jakiś robako-waż. Cały zielony. Oddaliłem się i twierdziłem że lepiej poszukam jakiejś dziury. Wszedłem na jakąś uliczkę. Patrzę studzienki kanalizacyjne. Pomyślałem że do kanału to lepiej nie schodzę. Rozglądam się i widzę w załomie krawężnika i jezdni coś w rodzaju spływu na deszówkę.

Nie zastanawiając się długo wskoczyłem tam na szczupaka. Poczułem że wciskam się w wąski tunel. Zacząłem się czołgać. Było ciemno. Po chwili zobaczyłem światełko dnia. Pomyślałem jest inaczej bo w poprzednim świecie było ciemno. Wyczołgałem się z tunelu i rozglądam się. Niby w pierwszym momencie pomyślałem że nic z tego nie wyszło bo na pierwszy rzut oka świat wyglądał podobnie i wydawało mi się że doczołgałem się do wyjścia na następnej ulicy. Po chwili zacząłem jednak dostrzegać coś dziwnego. Wszędzie panowała taka dziwna różowawa poświata i do tego co chwilę widziałem siebie. Tylko nie jak teraz ale jakbym miał ok. 10lat. Zacząłem słyszeć urywane strzępki rozmów. Dźwięk był też dziwny bo towarzyszyło mu metaliczne echo. Zacząłem iść wzdłuż drogi.

Co chwile widzę siebie. Jakby mamę, ojca jakaś kłótnia. Zaczynam kojarzyć że to strzępki wspomnień z mojej podświadomości. Idę dalej ulicą i jestem tym coraz bardziej zafascynowany. Normalnie niesamowite to było.

Przypominam sobie, że jak widzę drogę, to mam nią iść i nie zbaczać. Idę więc i widzę skrzyżowanie. Znów przypominam sobie z książki że ma iść prosto. Patrze na wprost kościół taki olbrzymi. Schody wysokie a drzwi chyba z 4m.

Owieram je. Czuć ich ciężar bo otwierają się powoli. Wchodzę do środka. Kompletna ciemność. Słyszę że drzwi się zamykają. Czuję obecność w środku dużej liczy ludzi. Zaczynam powoli odzyskiwać wizję. Ludzie stoją na około. Znów widzę siebie w tłumie. Po chwili widzę kolegę z podstawówki. Zarówno ja jak i on mamy góra po 10 lat. Widzę że do mnie podchodzi. Przypomina mi się że nie za bardzo za nim przepadałem.

Nagle czuję palący ból w nodze. To sygnał z ciała. Czuję że chyba musze wracać i zastanawiam się czy kontynuować z bólem czy jednak wrócić. Po chwili stwierdziłem ze wracam. Wszystko zaczęło się jakby błyskawicznie cofać a ja pokonywać całą drogę w szybkim tempie jakby do tyłu. Szybki ruch przez ulicę. Wejście w dziurę. Wyjście w pierwszym świecie i powrót do ciała. Otworzyłem oczy było po 7. Oczekiwanie na wyjście rozpoczęłam przed 5. Trochę czasu minęło. :D. Poprawiłem się ból nogi był standardowy wywołany uciskiem na biodro w którym mam jakiś stan zapalny.

DROGA SZAMANA

set.h:

Wyjście z dnia 22.I.2008. Cel – Odzyskanie zwierzęcia mocy:

Najpierw pojawiły się wibracje. Potężne wypełniające całe ciało. Źródłem wibracji było serce. Rozchodziły się po całym ciele i słyszałem dzwonienie w uszach niczym z dzwonka mechanicznego szkole. Oddzielenie jednak okazało się niemożliwe. Po chwili wibracje ustały. Leżałem dalej i czekałem.

Po kilku minutach powróciło znajome uczucie jakby napięcia i poczułem że jestem niemalże wydzierany z ciała przez jakąś potężną siłę. Siła ta ciągnęła mnie za ręce. Zacząłem poruszać się z olbrzymią prędkością. Coraz szybciej w górę i na boki gwałtownie zmieniając kierunek. Poddawałem się temu jedynie obserwując i czekając co będzie dalej. Właściwie nie wiem czemu to miało służyć. Pewnie jakiś cel temu przyświecał bo lot był długi i w całkowitej ciemności.

Po chwili poczułem że znalazłem się znów w łóżku. Czułem olbrzymią energię zgromadzoną podczas tej podróży. Wystrzeliłem w niebo z olbrzymią prędkością. W czasie lotu pomyślałem ze miałem się udać do dolnego świata a naparzam w niebo.

Po chwili poczułem że tracę impet. Wykonałem jeszcze jeden taki skok w górę ale czułem że już daleko nie polecę. Po chwili wytraciłem prędkość. Leciałem wzdłuż jakby jakieś konstrukcji. Była to jakby olbrzymia wysoka dzwonnica. Złapałem się konstrukcji u jej szczytu i chwilę wisiałem na rękach. Wysokość była olbrzymia. Widziałem odległy horyzont i w dole małe domki. Musiałem być na dobrych kilkuset metrach.

Pomyślałem, że teraz muszę skoczyć. Stwierdziłem może wbije się w ziemie i dotrę w ten sposób do dolnego świata. Skoczyłem na szczupaka. Zacząłem napierać oszałamiającej prędkości. Po chwili wpiłem się w ziemie. Zacząłem przez nią przenikać i pomyślałem że brnę dotąd aż się da. Do samego jądra. Czułem że przenikam najpierw piaski, potem jakąś skałę, wodę znów skałę, oleistą warstwę ropy znów skałę i w pewnym momencie gwałtownie zahamowałem.

Poruszanie stawało się coraz trudniejsze. Zacząłem odczuwać jakby gigantyczne ciśnienie oddziałujące na moje ciało. Brnąłem dalej. Warstwa twarda się skończyła i znów trochę przyśpieszyłem ale uczucie ciśnienia i zagrożenia zaczęło narastać. Po chwili czułem że jeszcze chwila i dłużej tego nie wytrzymam. Skręciłem i pomknąłem pod kontem 90 stopni. Znów minąłem poprzednie obszary i wyleciałem na powierzchnię. Cofnęło mnie do ciała. Nie byłem jednak silnie związany i normalnie wstałem z łóżka. Poszedłem do przedpokoju. Z przyzwyczajenia zaglądnąłem do pokoju synka czy leży przykryty. Okazało się że tak i zszedłem na dół do salonu. Wszystko było jak w realu.

Wyszedłem z domu wszedłem na drogę. Ulica już nie była ta sama. Zrozumiałem że jestem na ścieżce i muszę nią podążać by i odnaleźć cel dzisiejszej wyprawy. Zacząłem biec Zaczęło się przejaśniać. Chociaż dalej panował półmrok. Po chwili dobiegłem do skrzyżowania. Miałem dwa warianty w lewo albo w prawo. Podbiegłem prosto na przełaj. Po chwili pojawił się jakiś płot. Przeskoczyłem przez niego, następnie jakieś deski ułożone w wysoki stos. Nie zbaczałem i biegłem dalej.

Wdrapałem się na deski przebiegłem wzdłuż nich potem wskoczyłem na dach jakiegoś domu i zeskoczyłem. Patrzę na wprost znów droga a na drodze dwóch strażników przejścia. Po chwili wbiegłem na jakiś chodnik. Po bokach była siatka z jakimś żywopłotem. Przebiegłem tym tunelem może z 20 metrów i ukazał się po drugiej stronie olbrzymi dom. Trwało jakieś przyjęcie. Wszedłem do środka. Było bardzo dużo ludzi. Zacząłem delikatnie wypytywać czy nie mogą mi udzielić informacji o moim zwierzęciu mocy. Skrzętnie omijałem osoby mnie zaczepiające i zwracałem się do tych które odwracały wzrok gdy na nie patrzyłem albo starały się mnie unikać. Przepraszałem i prosiłem. Nikt jednak nie był w stanie udzielić mi informacji.

Podszedłem do baru. Za ladą była dziewczyna w krótko obciętych włosach i jasno niebieskich oczach. Patrzę na nią a ona na mnie. Zastanawiam się czy odezwie się pierwsza. Jednak nie. Pytam więc o zwierzę mocy. Ona odpowiada że oczywiście wie i żebym wyszedł przed dom tam na mnie czeka ksiądz który mnie do niego zaprowadzi. Podbiegam szybko do okna i wiedz go rzeczywiście.

Przed domem idzie ksiądz ale wcale nie czeka tylko idzie dalej. Szybko wyskakuje przez okno i podbiegam do niego. Proszę i pytam o zwierze mocy. Odpowiada mi żebym za nim poszedł. Idę i wchodzimy do jakby altany tylko zrobionej z krzewów. Wszędzie zieleń i uporządkowane ręką ogrodnika krzewy. Ksiądz na chwilę znika i po chwili podchodzi do mnie ze zwierzęciem mocy. Zwierze ma twarz człowieka. Coś do mnie powiedziało, ale nie pamiętam co. Jestem kompletnie zaskoczony i zdziwiony. Nie tego się spodziewałem. Podchodzę do zwierzęcia i się przytulam. Czuję więź biegnącą miedzy nami ale i jakieś dziwne uczucie jakby instynktów. To pewnie myśli zwierzęcia.

Wchodzimy razem do domu. Tym razem impreza trwała gdzieś dalej przy stole. Zwierzak gdzieś odszedł. Zastanawiam się co teraz. Postanowiłem się z nim połączyć i odtańczyć taniec by uczcić jego odnalezienie. Zawołałem. Podbiegł. Widziałem drzemiąca w nim siłę i mięśnie potężnie rysujące się pod skórą. Przycisnąłem do piersi i czułem że łączymy się w jedną całość. Pojawiła się nagle myśl że zwierzę jest potężna siła bojową i muszę uważać podczas połączenia bo przejmuje kontrolę i może doprowadzić do zniszczeń. Po chwili rozpoczął się opętańczy taniec. Straciłem w nim świadomość. Po chwili gdy ją odzyskałem otoczenie było kompletnie zrujnowane. Połamane stoły wszędzie porozrzucane jakieś strzępy. Mury niemal pozbawione tynku. Totalny chaos i zniszczenie. Oniemiałem, zwierze w połączeniu ze mną okazało się oszałamiającym mechanizmem bojowym. Martwił mnie tyko brak nad tym kontroli. Ale wraz z poprzednią informacją przeszło też ostrzeżenie że takie połączenie powinienem robić tylko w krytycznych sytuacjach.

Cel wyjścia został osiągnięty. Wstąpiłem na ścieżkę szamana wojownika.

Postanowiłem pocieszyć się jeszcze wyjściem i zwierzęciem. Poszybowałem w niebo. I tu dziwna sytuacja. Poczułem że jestem jakby kompletny i złożony z trzech istot. W czasie lotu poczułem na swoich ramionach czyjś dotyk. Jakby potężnych rąk. Po chwili wyciągnęły się wzdłuż moich i tak lecieliśmy razem. Czyżby to była wyższa jaźń. Słyszałem jego głos. Coś mi objaśniał. Było mi dobrze i przyjemnie. Czułem się bezpiecznie. Robiliśmy zwroty i szybowaliśmy z zawrotną prędkością pomiędzy jakimiś blokami.

Szkoda że nic nie pamiętam z tego co mi mówił. Prawdopodobnie wiedza przyjdzie kiedyś z czasem. Po chwili wylądowaliśmy na jakimś balkonie. WJ zniknął. Siadłem na jakieś ławeczce i zastanawiam się co zrobić. Budzik jeszcze nie dzwonił tak że prawdopodobnie miałem jeszcze chwilę czasu. Najwyżej wstanę parę minut wcześniej pomyślałem. Porozglądałem się jeszcze po otoczeniu i stwierdziłem że wracam.

Otworzyłem oczy w CF i spojrzałem na zegarek. 15 minut przed czasem. Poleżałem jeszcze chwile i zacząłem przypominać sobie wyjście by go nie zapomnieć. Czuje teraz obecność zwierzęcia w sobie. Czuję jak mnie wypełnia. Dziwne uczucie. Ręce, tułów, czuje moc i siłę od niego pochodzącą. Zbliża się czas zejścia do najniższych światów. Przygoda dopiero się zaczyna.

Conchita:

Kiedyś pytałam też o mój zwierzęcy totem pod wpływem lektury szamańskiej i pojawił mi się jakiś 2 metrowy brązowy niedźwiedź, który ludzkim głosem podał mi swoje imię:). Niestety nie zjednoczyłam się z nim a z czasem zapomniałam, co to było za imię (i czy to było moje imię z jakiegoś indiańskiego wcielenia czy faktycznie imię tego niedźwiedzia). Czyli w sumie lipa:). Trochę się go bałam, bo faktycznie była w nim jakaś pierwotna siła…

Teraz się trochę zawzięłam na moje WJ, żeby lepiej ją/ich poznać. Ale trudno jest, cholibka trudno…

Amen:

set.h gratuluję, zawsze chciałem podążać szamańską ścieżką, niestety na razie nie udaje mi się wychodzić za bardzo w astral. Wg mnie dla mnie szamanizm to najbardziej naturalne wykorzystanie obe, do tego bardzo ciekawe. Może kiedyś ja też dołączę?

Noble:

amen tu się nie ma nad czym zastanawiać ? wskakujesz na ścieżkę i gitara gra ? Jak się spotkamy na żywo to zaczaruje Cie tak że będziesz wchodził w astral baaaaaardzo często ?

Seth czekamy na dalsze relacje ?

set.h

Cel wyprawy to próba uzdrowienia pewnej osoby z ciężkiego nałogu.

Wyjście zaczęło się standardowo i wyszedłem bez większych problemów.

Zaraz przed wyjściem zacząłem jednak odczuwać jakiś dziwny niepokój. Przed oczami pojawiały mi się maski jakichś dwóch jakby demonów. Było to upierdliwe ale jakoś wyszedłem. Niestety nie zdążyłem nawet wyrazić celu misji i mnie cofnęło.

Kolejne próby to kilkusekundowe wyjścia rwane szybkim powrotem.. Po kolejnej cofce musiałem odczekać już dłużej na wyjście. Po chwili pojawiło się znajome uczucie stężenia. Nagle łup coś spadło w okolicach moich nóg. Czułem silne uderzenie w kołdrę i nacisk na stopy. Pomyślałem oho mam towarzystwo. I próbowałem się zerwać szybko by złapać intruza. I tu niespodzianka. Nogi były całkowicie unieruchomione i podniosłem jedynie tułów. Wyciągnąłem ręce że by go złapać i kolejna niespodzianka w tym momencie poczułem silny ucisk na dłoniach.

Myślę katastrofa. Dodatkowo wszystko toczyło się bez wizji w kompletnej ciemności. Czuję że obok jest przewodnik jakby lekko wychylony ze mnie wołam o pomoc a przewodnik się schował, zwierze mocy nawet nie odpowiedziało. Widać przybysz nie był byle chochlikiem. Postanowiłem zawołać ekipę która kiedyś też ściągała coś ze mnie ale też żadnej odpowiedzi. Zostałem sam. Dobrze że już dawno przestałem odczuwać strach w poza i staram się działać zawsze metodycznie.

Wyprężyłem się z całej siły chcąc wyrwać dłonie z potrzasku i złapać cholerstwo.

Napięcie było jednak tak silne że poruszyłem ręką w ciele fizycznym co spowodowało powrót do ciała. Próbowałem dalej wyjść nie zmieniając jeszcze chwilę pozycji ale już nie mogłem. Po prostu pięknie. Już drugi raz zdarzyło mi się coś takiego przy próbie uzdrawiania tej osoby. Albo jest rzeczywiście opętana i na tym etapie nie daję rady albo sam nie wiem.

Dzisiejsza lekcja nauczyła mnie większej pokory do mocy istot z poza. Czuję że przede mną jeszcze wydarzenia przy których to dzisiejsze to tylko miłe towarzyskie spotkanie.

Conchita:

Chciałeś dolnych światów i niezwykłych mocy to masz…

Mi też dali w kość kiedyś i to całą zgrają, cały tłum się zgromadził by mi radośnie dokopać i nie mogłam wrócić do ciała żeby było śmieszniej:). I zrobili mi to kilka razy zanim się uporałam. I też nikt mi nie pomógł. Ale wszystko do przerobienia. Też ciekawa lekcja, szczególnie gdy się już zakończy:)

Każdy człowiek ma swoiste „dziury” – są to różnego typu słabości, niższe instynkty, miejsca ucieczki energii, które przyciągają takie typy, szczególnie, że poprzez różne doświadczenia masz więcej energii i świecisz dla nich. Jedyny sposób to zacząć pracować z tymi dziurami i je naprawiać. Każdy szaman to też robi – poczytaj Castanedę, też o tym wspominają. O nieskazitelności:) Wtedy nic się nie przyczepi, bo nie ma dojścia – powierzchnie energetyczne są szczelne. Nieskazitelność i świadomość – trudne, ale cóż z tego, nagroda kusi, więc warto się starać?

set.h:

Tak wszystko jest do przerobienia :D. Nauka nie idzie w las i czuję coraz większy szacunek do poza. Patrząc wstecz jestem zdumiony swoją przemianą w okresie kilku miesięcy. Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjścia.

r_m:

też staram się czasem wplatać szamanizm w codzienne życie ale nie tylko w odmienne stany świadomości ale również w podejście do świata Tutaj ;] najbliższe jest mi to co Castaneda w swoich książkach chce przekazać

spotkałem kiedyś swoje zwierzę mocy był nim guziec ale jakoś bardziej nie drążyłem tego tematu jakoś nie czułem takiej wewnętrznej potrzeby przyjdzie czas i miejsce jeszcze

widziałem Set.h że polecasz książkę Droga szamana muszę jej poszukać po księgarniach bo w e-bookach nigdzie nie znalazłem dziwne, że tyle lat trzeba było czekać na jej spolszczenie…

Zbyszek:

Ciekawe Set ,kiedy odkryjesz ciałka. Już widzę jak opisujesz, przesuwanie świadomości w ciele eterycznym z myślą o unicestwianiu przedmiotów i ponownej materializacji.

GROZA MISSING 411.

Ginące za plecami dzieci, wspinający się inwalidzi na wózku, na sam szczyt niezdobytej góry, czy tracący świadomość turyści w dziwnej mgle, powracający z niej nawet po roku i w wiele, w wiele innych niezwykłych historii, obfitują akta Missing 411.

Tajemnicze zaginięcia osób, które znikają na długo, powracając bez pamięci czegokolwiek, lub nawet martwym.

Pozbawieni obuwia, maja często odwrócone ubranie na lewa stronę. Bez butów a nawet nadzy są odnajdywani w pobliżu zbiorników wodnych. Niektóre martwe ciała lezą w wodzie po kolana, co wydaje się szczególnie nieprawdopodobne, by się było można w niej utopić.

Czy te przypadki maja coś wspólnego z szamanizmem, z odwieczna magia przenikająca najdalsze zakątki świata? Czy są to właśnie te stany świadomości do których dobijał się Set,h, szukając swojego zwierzęcia mocy. W przypadku zaginionych to raczej jest odwrotnie. To zwierze mocy znalazło ludzi, zanim oni to zrobili. Powracające osoby wspominają wrzeszczących wielkoludów, wzbudzających w nich panikę.

Sam również spotkałem kiedyś w lesie wielkoluda, przechylającego drzewa w marszu, istotę potężna jak dęby, niewidzialna w świecie fizycznym. Wiele osób w stanach oobe zachowuje się jak drapieżca. Myśląc, iż jedynie graja w świecie wirtualnym, posuwają się do brutalności. Czy jest jakiś związek w opisach zaginionych, ze spotkań z osobami pozbawionymi hamulców?

Missing 411 to już nie są niewinne zabawy w stany świadomości a groźne dla ludzi zjawisko paranormalne.

Wielokrotnie słyszano wołanie o pomoc osób zaginionych, znikających z naszego świata.

To wołanie niewidzialnych kojarzy mi się z brzuchomówstwem.

Nikogo nie widać a słychać wołanie. Słowa brzmią wyraźnie a krzyk przepełniony jest autentycznym lękiem, czy rozpaczą, choć otoczony dziwnym echem, jakby wydobywał się zza pleców a jednoczenie przed nami.

Pytałem znajomych od OOBE, czy postrzegli coś podobnego, podejrzewając, iż za takim wołaniem skrywają się stany świadomości.

Znajoma po operacji klinicznej opowiada skrycie, iż słyszy jak coś z ludzi mówi do niej, jakby każdy z nas miał w sobie drugiego siebie, paplającego o sobie. Siedząc w kawiarence jest zaczepiana tymi drugimi my, którzy pytają się o coś lub mówią do niej, jakby żyli we własnym świecie, kontemplując na głos własne problemy. Rzecz dyskretna, zahaczająca o wariactwo, stad mówiła niechętnie.

Czasami ktoś wspomniał, iż słyszy krótkie wypowiedzi zawierające jedynie polecenia.

Ci nie mogli określić skąd one napływają, gdyż pojawiały się znikąd, polecając zrób to albo tamto.

Słyszących wiec jest trochę, ale mówiących ugłośnionym, wewnętrznym głosem w świecie fizycznym prawie żadnego.

Ludzie ćwiczą się wydawać polecenia mentalnie, by inni wykonywali je bez sprzeciwu. Z taką formą niesłyszanych wypowiedzi już się zetknąłem. W ich przypadku wdzierają się myślą w umysł słuchającego polecenie, by coś wykonali.

Mogąc ocenić pojawiająca się myśl, czy jest przydatna, możemy się jej oprzeć, ale coś wewnętrznego jednak nas nakłania, by sprawić rozmówcy przyjemność. Tak mam czasami w rozmowach z dynamicznymi klientami, którzy walczą o cenę usługi, wytężając się bym uległ ich presji. Intencje ich słyszę podobnie jak osoby ćwiczące się w ugłaśnianiu wewnętrznego głosu. Temat trochę żenujący, gdyż tyczy się uległości, właściwości której każdy chciałby uniknąć, gdy spiera się o własne interesy.

W ich przypadku nie zetknąłem się z żadną osoba , która potrafi udźwięczniać wewnętrzny głos, by stać się słyszalnym. A wiec mamy do czynienia z niezwykle rzadkim zjawiskiem.

Pisze o tym tak wiele , gdyż swojego czasu udawało mi się wypowiedzieć krótkie zdania na głos, choć nie wprawiałem w ruch strun głosowych. Dźwięk był niezwykle dziwaczny a coś w gardle drgało mi o wiele bardziej, niż bym to mówił, w normalnym stanie świadomości. Bylem słyszany przez ta osobę słyszącą glosy w kawiarence, co dało mi dowód, iż jest coś z tym brzuchomówstwem prawdą.

Parę razy wypowiedziałem krótkie zdania będąc słyszanym przez córkę i inna znajoma. Miąłem wiec dowody, iż daje się mówić duchowo, szeptem cieni, będąc słyszanym w świecie fizycznym.

Nie miałem kontroli nad tymi wypowiedziami i mówiło mi raczej, niż sam to robiłem.

W czasie wypowiedzi nabierałem dystansu od tego co to robił, jakbym mówił, nie zastanawiając się co chce powiedzieć, jedynie myślałem o czymś , co zostało zwerbalizowane i ugłośnione w moim gardle.

Dlaczego więc zaginione osoby mogą mówić tak głośno, mową cieni, osiąganą w stanach świadomości, nie będąc do tego widzialnym?

W jakim stanie, czy warstwie wieloświata jest to możliwe?

Przypomina mi to trochę wypowiedzi w OOBE, gdy poszerzałem wrażliwość ciał duchowych i każde grało swoja role, niezależnie od pozostałych.

Taki swoisty dyskomfort, zawierucha miedzy obserwującym a robiącym. W przypadku wołających zaginionych, to myślę iż właśnie oni są dostrojeni do kolejnej warstwy rzeczywistości, mówiąc w ten sposób, co ja.

Na ten poziom rzeczywistości mówią w OOBE świat przy-cielesny, miedzystan, świat eteryczny. Jest to pierwsza warstwa , gdy opuszcza się ciało fizyczne, będące świetlistszym duplikatem świata fizycznego.

W OOBE nie odejdzie się za daleko w tej warstwie od ciał fizycznego, gdyż tajemnicza siła ściąga podróżnika w jego pobliże. Mówi się nawet na to ciało gumo-ciasto, gdyż ciało to wydaje się oporne w ruchach w porównaniu do kolejnego ciała astralnego, które jest już lekuśkie.

Świat eteryczny jako pierwsza z warstw wieloświata daje się rozpoznawać w OOBE , lub po śmierci, gdy opuścimy ciało fizyczne.

Ile jest warstw na prawdę to nie wiemy , rozpoznając jedynie te w ilu ile możemy MY jako istoty duchowe przebywać.

To wygląda jakby były one do nas dopasowane, lub skonstruowane z myślą o nas.

Mówienie w OOBE jest powszechne. Ludzie mówią w tym stanie są również słyszani przez żywych znajomych. Rzecz w tym, iż mało kiedy udaje się komuś wejść w ta warstwę rzeczywistości, gdyż prawie zawsze lądują w ciele astralnym, świecie snów.

Stad tez trudno znaleźć osoby dające nam dowody słyszalności mowy eterycznej.

Samo brzuchomówstwo powstaje , gdy ktoś się dostraja do kolejnej warstwy rzeczywistości, pozostając częściowo połączonym odczuciami z ciałem fizycznym.

Posługuje się wtedy eterycznymi duplikatami strun głosowych. On ma możliwości z TAM , będąc tutaj.

Osoby zaginione są moim zdaniem jakoś złapane w świecie eterycznym, obserwując to, co się dzieje w świecie fizycznym, ale nie mogące powrócić. Jest parę cech łatwych do wyłapania w tej warstwie, które trochę przybliżają wyjaśnienie tej zagadki.

To ta tajemnicza silą sklejania z ciałem fizycznym. Nie mogąc odejść zbyt daleko od ciała fizycznego ściąga nas coś spowrotem w jego pobliże. Nie daje się rozdzielić obu ciał fizycznego , od eterycznego, by nie zostały one ponownie połączone.

Te osoby, które dalej odeszły w OOBE postrzegają jak im się coś oderwało od pleców, jakby przymocowana gumka się zerwała. Oni opuszczając wtedy ciało eteryczne wychodząc z niego kolejnym ciałem astralnym.

Różnie to robią ludzie. Znajoma nawet rozcinała kokon własnego ciała od środka siebie a wtedy wypływała z niego lżejszym ciałem, mogąc się swobodnie przemieszczać.

Prawdopodobnie ginące osoby robią na początku OOBE eteryczne i oddalając się zbyt daleko rozrywają tą ściągającą ich sile i dzieje się coś odwrotnie. To ciało fizyczne znika, rozpuszcza się lub w postaci energetycznej dosuwa do chodzącego w oddali ducha, w ciele eterycznym.

One się łącza, ale świadomość pozostaje nadal w tamtym świecie.

Słyszałem już, ze osoby w OOBE pragną tej umiejętności, ćwicząc teleportacje, chcąc przemieszczać się duchem , by ponownie pojawiać się w oddalonym miejscu fizycznie , w którym się znajdują. Takie umiejętności są ćwiczone.

Podobnie to wygląda , gdy ktoś podróżuje w oobe , w świecie mentalnym a na końcu lotu wykształca ciało astralne, by odzyskać swoje zmysły astralne.

Ciągle się głowie, dlaczego niektórzy nie powracają, lub robią to będąc już martwymi.

Postrzegam parę cech ich charakteru, które mogą narobić kłopotów, ale nie znam za dobrze samych mechanizmów.

Ciągle odnoszę wrażenie, iż im ciało fizyczne w którymś momencie odpada, przyklejone do zbiorników wodnych czy skał a oni idą dalej , tracąc zdolność utrzymania przy sobie ciała fizycznego, czy tracąc umiejętność ponownego jego wykształcenia.

Co jest ciekawe?

Zdolność zawieszania się w dwóch warstwach rzeczywistości przedłuża nam życie. Czas upływa inaczej dla osób w świecie eterycznym. Reakcje chemiczne w ich ciele fizycznym inaczej przebiegają.

Jak dla mnie możliwe jest całkowite ich zatrzymanie , co daje możliwość przeczekania w tym świecie i pojawienie się po wielu latach takim, jakim się było, zanim zaczęła się cala przygoda. Dobry sposób na długowieczność.

Zastanawiam się, czy były okresy w dziejach ludzkości, iż wkroczyliśmy w obszary kosmiczne o odmiennych właściwościach, umożliwiające inne parametry naszym umysłom.

Może i byli kiedyś tysiącletni staruszkowie, podglądający ten świat innym wzrokiem.

Jak spowolnić stanami świadomości reakcje chemiczne w naszym ciele, by pożyć 800 lat?

1- Zetknąłem się już kiedyś z taka historia. Człowiek zniknął na lodzie, ślad się urwał i chyba nie było w tym miejscu również przerębli. Rytmiczne kroki, wzmocniony wysiłek wskazuje na zmianę stanu świadomości. Przy wielu podobnych przypadków mowa, iż ludzie byli niezwykle wysportowani, jakby ta właściwość odgrywała duża role przy zaginięciach.

Kiedyś na forum oobe pojawili się naukowcy szukający podobieństwa zaburzeni świadomości osób robiących oobe do zaburzeń sportowców wyczynowych. Idąc tym tropem również zauważyłem, iż pracując intensywnie, tracę odczucie ciała i choć jestem już po 60-tce, to pracuje wtedy niezwykle szybko, nie odczuwając jego ciężaru. Rozkręcam się pól godziny, by nabrać prędkości.

W moim przypadku szybkie ruchy pojawiają się, gdy robię coś bezgranicznie oddany czynności.

3- MALOWANIE OBRAZÓW W LEWITACJI.

Malując raz wielki obraz na ścianie, tak się rozkręciłem, iż nie zauważyłem, ze skacze po stolach stojących przy ścianie, bo ułatwiały mi sięgniecie górnych części obrazu. Same stoły traktowałem wtedy jak lezące deski, nie bacząc, iż są od siebie oddzielone.

Kolega obserwujący mnie przy pracy powiedział, iż jakaś nieznana silą uniosła mnie z podłogi a ja skakałem po stołach bezkarnie, wbrew grawitacji, aż się nagle zatrzymałem.

Pamiętam ta chwile, gdy zdałem sobie nagle sprawę, iż tak się nie da i może się stół załamać. Wtedy odzyskałem swoja równowagę schodząc zmieszany ze stołów, w obawie o ich zniszczenie. Brak utrudnienia w ruchach nazwałem początkiem zjawiska teleportacji.

Parokrotnie posunąłem się dalej nie zwracając uwagi na anomalie.

Fazowałem się jak w oobe do kolejnej warstwy rzeczywistości idąc na nogach , lub płynąc w bezbarwnej przestrzeni do upragnionego celu.

Jestem przyzwyczajony już do zmiany stanów świadomości i traktuje takie chwile jako coś normalnego, nie dziwi mnie wiec gdy to się mi przytrafia a kontynuuje czynności dalej.

Najczęściej powracałem świadomością do zamarłego w bezruchu, stojącego w punkcie wyjściowym ciała fizycznego. Czasami jednak wyłaniałem się w świecie fizycznym w miejscu do którego dożyłem. To wydobywanie się ponownie w świecie fizycznym przebiegało etapami.

Na początku stawałem nagle w nowym miejscu, zastanawiając się co tutaj robię. Znowu się zagapiłem jak lunatyk, myślałem. Po wielu latach takich udziwnień udawało mi się powoli dokonywać teleportacji. Nie skakałem w ułamku sekundy do celu a przemieszczałem się na nogach, lub płynąłem w przestrzeni.. Mogłem obserwować zmiany świadomości, obserwując różnice w otoczeniu. Wyraźnie dawało się postrzec etapy teleportacji.

W pierwszej chwili traciłem ciężar ciała fizycznego idąc nadal na nogach. Dostrajałem się wtedy powoli do ciała eterycznego postrzegając nadal zmysłami fizycznymi. Był to stan podobny do chwil gdy pracowałem intensywnie. Po chwili jedna lądowałem w szarości idąc nadal na nogach.

Zadziwiała mnie zmiana otoczenia a brak wyraźnej formy budynków ulicy, zastępowałem wrażeniami odczuwania ich przeznaczenia. Miejsce w którym byłem, rozpoznawałem innym zmysłem, już nie wzrokiem fizycznym a wewnętrznym rozpoznaniem myślowym. Gdy nie bylem pewny, czy już jestem w znanym miejscu, to wnikałem ponownie we wzrok fizyczny, rozpoznając fragmenty architektury czy same skrzyżowania ulic, na mojej drodze. W niektórych przypadkach przesuwało mnie zbyt daleko od celu, ale chcąc sprawdzić, czy już jestem tam gdzie chce, postrzegałem syntetyczne kształty znanych mi budynków . Mogły one nawet przypominać rysunki architektoniczne.

Dzięki nimi dokonywałem korektury miejsc w których chciałem się znaleźć. Nawigacja taka przypomina surfowanie w stan oobe.

Dla zainteresowanych zaginięciami, opisze sam proces wyjawiania się w ciele fizycznym z odmiennej dymensji w świat naszych realiów.

Następuje to błyskawicznie lub etapami. W drugim przypadku możliwe jest dłuższe utrzymywanie się w świecie eterycznym, mając już w pełni odtworzony wzrok fizyczny. Niezwykły stan przezroczystości naszego ciała, w naszej rzeczywistości, z możliwością obserwowania tego co się w niej dzieje.

Wyjście z tego poziomu świadomości następować może błyskawicznie.

W tym przypadku pojawiamy się nagle pośród żyjących, bez jakichkolwiek sensacji. ObserwujCcy pojawienie się ludzie odnoszą wrażenie, iż przymknęli na chwilkę własne oczy.

Osobiście myślę iż spontaniczne teleportacje często się ludziom przytrafia. W większości przypadków pojawiają się oni nagle, nie pamiętając jednak co się z nimi działo, podobnie jak u osób u których występują spontaniczne oobe.

Myślę, iż od ilości podroży i dojrzałości świadomości zależeć będzie, czy pozostanie ślad w pamięci.

Często jest mowa, iż są tajemnicze portale, przez które przemieszczają się wtajemniczani. Nic z tego, ludziska.

SÓ za to okoliczności sprzyjające zmianom stanom świadomości, dzięki którym może zostać rozbudzona naturalna zdolność człowieka do teleportacji.

Parę razy przytrafiło mi się coś odmiennego, łączącego się jednak ze tym zjawiskiem Siedząc na sofie, wpadłem w medytacje. Zapragnąłem odczytać zawartość komputera stojącego na stole, obok mnie. Siadając wygodnie zamarłem w bezruchu, czekając aż się otworzą mi oczy wewnętrzne.

Coraz głębiej wnikając w stany świadomości utknąłem w białej mgle. Otaczała mnie dookoła a ja resztkami sił pokręciłem jedynie wzrokiem. To było wszystko co mogłem uczynić, gdyż resztkami świadomości odczuwałem obezwładniający bezruch, bez możliwości koncentracji na czymkolwiek.

Wybudzanie następowało powoli. Odzyskiwałem czucie w ciele, z dokuczliwym prażeniem w głowie, jak przy niedotlenieniu.

Widząc jak przez mglę kolegę, usłyszałem, iż mnie nie było.

No tak nie było, bo się zawiesiłem. Opowiadał, iż mnie nie było w ogóle, czego w pierwszej chwili nie zrozumiałem, mając na myśli medytacje. Gdy doszedłem do siebie ,kolega opowiadał, iż robił kawę i gdy śie odwrócił mnie już nie było na sofie. Robienie kawy trwało kilkanaście sekund a wiec nie mogłem niepostrzeżenie opuścić pomieszczenia. Zdziwiony okolicznościami mojego zniknięcia, szukał mnie po hali produkcyjnej, myśląc iż się gdzieś szwendam bez pozwolenia kierownictwa. Ponownego pojawia się na sofie nie dostrzegł. Był odwrócony a wiec gdy znowu na niej siedziałem postrzegł mnie z jeszcze większą trwoga. Nie było mnie na sofie 5 minut.

Przygoda ta umożliwia mi zrozumienie, co dziać się może z zaginionymi osobami na dłuższy czas- Missing 411.

Oni mogą w tej mgle trwać dziesięciolecia, powracając w takiej samej kondycji fizycznej jak z przed zaginięcia.

Parę razy udawało mi się, medytując w grupie, spontanicznie osiągać podobne stany zanikania ciała fizycznego.

Zanim jednak to nastąpiło i wniknąłem we wszechogarniającą mnie mgłe bezruchu , to słyszałem zatroskane wypowiedzi znajomych „a gdzie jest Zbyszek“.

Mogłem jedynie postrzegać bez możliwości dania jakichkolwiek znaków, iż jestem obok. Brakowało mi chęci ich wykonania.

W oobe określam taki stan rozbiciem jaźni na części, gdy nasze ciała subtelne się uzależnią od jaźni, nie dostarczając jej wystarczająco energii, czy woli do ruchu.

Zjawiska rozdartej duszy występują również często po naszej śmierci.

Osoby zmarłe mogą znajdować się na pograniczu możliwości reagowania, przeczekując, czy czekając na zmianę. Nic im się nie dzieje wtedy złego. One po prostu czekają, aż się połączą, czy ktoś inny to im zrobi. Trwanie w bezruchu określa się stanem atmicznym świadomości, która czeka na wzniecenie się światła duchowego, umożliwiającego zastąpienie energii ciał subtelnych światłem ducha.

I tutaj trafiliśmy dosłownie na stan oświecenia duchowego, to do czego człowiek naprawdę dąży. Co się dzieje, gdy to nastąpi mogę się jedynie domyślać. Wtedy się dopiero chyba zaczyna to co istotne.

Jednej rzeczy nie ogarniam, co utrudnia mi zrozumieniu całości opisywanych zjawisk. Osoby w oobe, podróżujące w ciele eterycznym, pozastawiają ciało fizyczne w bezruchu , tak samo jak podróżnicy astralni w ciałach astralnych czy mentalnych.

Nic się szczególnego z tym ciałem nie dzieje. Ono nie reaguje na bodźce, choć informuje często podróżnika, gdy pojawi się przy nim zagrożenie.

Dopiero gdy wystąpi częściowa teleportacja, odejście ciałem eterycznym na większa odległość, to może ono zniknąć. Podróżnicy w oobe relacjonują, iż gumo-ciastem nie da się zbyt daleko odejść od ciała fizycznego, bo tajemnicza silą ich ściąga do ciala. Gdy się im udaje oddalić, to dzieją się prawdziwe cuda

I tutaj mam zagwizdke, gdyż ciało fizyczne może nam wtedy zniknąć i pojawić się w miejscu w którym zaszliśmy gdzieś duchem, albo ponownie pojawić się w tym samym miejscu w którym zniknęło. Nie zależy to wiec od woli podróżującej osoby, by je utajnić a od braku w nim obecności ducha z ciałem eterycznym.

Czym jest wiec to ciało eteryczne, bez którego fizyczne na swój sposób dziwaczeje.

Co się z nim dzieje w czasie podróżowania świadomości i jaki może mieć związek z tajemniczymi zaginięciami ludzi?

Z niezrozumiałych przyczyn stać się ono może przezroczyste, czyli zniknąć nam z pola widzenia.

Nikt nie sprawdzał z moich znajomych, czy dotykając miejsce w którym winno się ono znajdować, wyczuwalna jest nadal materia ciała fizycznego. Wiaznia chemiczne pozostają niezmienione, gdyż po wyłonieniu mamy takie samo ciało fizyczne.

W kwantach jednak coś szwankuje i zmieniają one swoje właściwości.

Rzecz się dzieje, gdy oddalone zostaje od ciała czy przedmiotu jego eteryczna cześć. Ciało fizyczne człowieka jak i przy nim znajdujące się przedmioty mogą zniknąć.

Nie maszyna a świadomość tego dokonuje.

Pomimo, iż jest to niezwykle frapujące, to jednak dla podróżującego człowieka mało przydatne. Jedynie w przypadkach zaginięć,- Missing 411 odgrywa to kluczowa role.

Mało kto wnika w ta warstwę, podróżując najczęściej w wyższych obszarach. Tam z kolej inne zjawiska są ważne, niż fizyczne reguły materii. Wygląda to jakby w kolejnych poziomach świadomościowe zagadnienia, humanistyczne odgrywały kluczowa role.

Stad tez myślę iż w wieczności obecna fizyka stanie się bezużyteczna a psychologia nabierze większego znaczenia..

Istotniejsze będzie kto jakie ma nerwice niż historia rozwoju fizycznego przedmiotu, ale to dopiero później , gdy odejdziemy częściowo w zaświaty, w procesie teleportacji.

Z moich obserwacji wynika, iż jesteśmy bardziej użytkownikami niż projektantami zjawisk fizycznych. Te są na swój sposób zautomatyzowane, podlegające procesom gdzieś z za miedzy.

Możliwe, iż wiedzę o funkcjonowaniu świata fizycznego zdobędziemy samoczynnie, wzbijając się w górne jego poziomy. Jest ona wpisana w sama przestrzeń i wystarczy jedynie skoncentrować uwagę, bo ją w pełni objąć.

Samo-zrozumienie występuje w świecie mentalnym, gdy pragniemy ogarnąć jakaś idee, czy działanie zjawiska. Pojawia się przy nas ta wiedza do wglądu a ogarniecie jej następuje w momencie, samej koncentracji na chęci zrozumienia.

Przypomina to rozwiązywania zagadki, tyle że nie musimy żmudnie śledzić jej okoliczności, by wnioskować a zobaczyć możemy cały proces z gotowym rozwiązaniem. Nie da się jednak tego zbytnio wykorzystać w świecie fizycznym, bez przyswojenie naukowych pojęć, czy wyobrażeń. Bez nich, po powrocie śmigają jedynie bezkształtne myśli po głowie, bez wzbudzania echa.

Domyślam się, iż jest jakiś sposób by wyciągać zaginionych ponownie w świat fizyczny. Jest to moim zdaniem możliwe i mam parę pomysłów, jak to przeprowadzić. Możliwe iż nie trzeba być zaangażowanym bezpośrednio w ich losy a zrobić to nawet anonimowo. Winno się ich znaleźć TAM i odzyskać tak jak zmarłych.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.