Rozwijanie wyobraźni
Troche dla zainteresowanych ezoteryka.

W artykule tym umieszcze wyniki wspolnych cwiczen, prob wspolnego snienia ze znajomymi. Bede wklejal codziennie kolejne fragmenty dlugich artykulow, spisanych przez nich przed laty. Opowiadaja oni o podrozach przez wysnione poziomy wlasnej swiadomosci, o sukcesach i niebezpieczenstwach rozbudzenia wyobrazni, o zaletach wspolnego snienia jak   i wlasnych utrapieniach, zmaganiach sie w stanie ograniczonej swiadomosci.
Czy sa duchy?
NA starosc nie boje sie juz opowiesci o strasznych duchach. Moze dlatego ze co rusz mnie , w czasie pracy zapadam w sen wedrujac w wirtualne swiaty i traktuje napotkane tam osoby  jak kolegow z pracowni artystyczne j.

Niebezpieczny przy badaniach jest przede wszystkim strach. Kto potrafi wlaczyc swieczke w nocy i spogladajac w zlowrogie lusto powiedziec z calego serca,- szalenstwo przyjdz i by sie nie pokaleczyc przy tym.
Gdy pojawia sie paskudne wizje, mlodemu wlasa deba stana a stary, zmeczony nowosciami powie ,- ooo i zawolane przyszlo.
Ten stary moze dalej badac. Poradzi sobie, gdy porozrywa wlasne czesci osobowe w strzepy. Pokleji ponownie i powie roztropnie . O i pokleilem co rozerwalem.

Czasami interesuje mnie stuktura przestrzeni duchowej, kto gdzie laduje po smierci. Gdzie kogo mozna spotkac i co on tam robi. Jest sporo osob posrod nas , ktorzy sa mentalnie dojrzali, ci rzeczywiscie w ulamku sekundy moga sie polapac jak z duchami sie rozmawia, gdyz wykryli, iz to robili od dawna, ale nie wiedzieli o tym. Brali rozmowy z duchami za wlasne mysli. Gdy je odrzucali mysli te nie zamienialy sie u nich w slowa, czyli nie wnikali w tresc rozmowy dalej, zajmujac sie swoim.
Dlaczego sa duchy?
One sa tak samo jak my, tyle ze bez ciala fizycznego. Normalnie nie daje sie ich slyszec, z wielu powodow. Raz, ze goni ich gdzies indziej niz my siem kierujemy, czyli nie spotykamy sie na drodze a dwa, to iz w normalnym stanie swiadomosci przenikamy przez nie, nie rejestrujac tego. One maga nas dotykac a nas jedynie zalaskocze, czy cos sie w nas obruszy, Przy bezposrednim kontakcie stajemy sie ciapowac, nogi sie ciagna w poprzek, z reki cos wypadnie I tyle . Co innego, gdy czelk sie dowie iz one sa i mamy wszyscy co jakis czas z nimi kontakt. Staje sie czujny, rejestrujac delikatne doznania plynace z pozostalych cial. Kto wpada szybko w trans moze je rejestrowac wewnetrznym wzokiem , czyli percepcja duchowa, czyli oczami albo myslow- telepatycznie , czyli w planie mentalnym. Jako ze jestesmy we wszystkich dymenjach jednoczesnie , to I tez duchy z roznych poziomow mozemy rejestrowac. Przyjdzie w astralnym to postrzegamy go astralnymi zmyslami. Przyjdzie w mentalnym ciele to mentalna percepcja go postrzegamy. Zalezy jak zawita do nas. To jak chadza do nas swiadczy oj ich kondycji umyslowo duchowej. Cmoki pchaja sie astralnym, niekulejac w mentalnych dyskusjach. Rozmowa mentalna to jakby czytac ksiazke,gdy wie sie co sie czyta, W telepati mentalnej ma sie partnera, ktory odpowiada. Czytajac tekst ksiazki nie wymawiamy wyrazow a mykamy mysla po kartkach. To cos co zostaje w mysli, jakby idea zdan, to wlasnie petrcepcja mentalna, tyle ze tam jest to tak wyrazne jak wyraznie dzwieczne sa dla zywych wypowiedziane glosno buzia.
Duchy sie nie postrzega. Tak zrobili, budujac swiat,. Ma to swoj cel. Nie znaczy to iz jak ktos sie uprze nie bedzie mogl uzywac telepatii, percepcji mentalnej za zycia.
Ze niebezpieczne I pachnie okultyzmem?
A i dobrze, ma choc jakis zapach.
Jak wspominalem mi nie szkodzi a pomaga, bo urozmajca.
Nie pisze o tych swiatach, gdyz nie interesuja mnie az tak bardzo, bym czas na spisanie wnioskow poswiecal. Zresza naklad pracy zbyt wielki a owoce cierpkie. Pojawiaja sie zaraz sprzeciwy, ze to tylko twoja wersja, a inni pisza inaczej, wiec sie pewnie mylisz. A czy masz racje?. E zniechecam sie wtedy, rece mi opadaja I rezygnuje.
Zajalem sie zwykla praca codzienna, w niej sie sprawdzam i starczy mi zajecia do smierci.

JEDYNIE ZASWIADCZAM, IZ SA DUCHY, SA ZASWIATY I TAKIE TAM.
A reszte kazdy niech sam szuka albo sie gdzies o to tym naczyta.
Czasu za zycia jest sporo, starcza dla kazdego.

Co do odczytywania zamknietych kopert, to czym ma to niby czym pachniec? Naciaganiem , szwindlem okultystycznymi technikami? Jesli rozbudzanie wyobrazni jest okultystyczne, to szkoda iz juz w kolysce sie dzieci tego nieuczy. E one same potrafia:)))
A tak!!
Prawie wszyscy sluyszac o odczytach mysla zaraz iz koles zamknie oczeta, popatrzy zamydlonym wzrokiem na wskros I poczyta co napisane. Nie odczytasz , to nie ma dowodow!!!
Tak bylo z wszelowiedzacym Orsonem na tym forum, przed laty.
To tylko zimy , czy cieplawy odczyt, tralala tralala snul jak z rekawa wyjasnienia obnarzajac podstepnych oszustow. szukajacych tanich oklaskow naiwnej gawiedzi.
To wszystko sztuczki chohstaplerow, Tak mowil, tam wiekszosc ludzi mowi.
A jaka jest rzeczywistosc ?
Opisze wam moj pierwszy odczyt zamknietej koperty, byscie sobie troche naswietlili sytuacje w temacie. Dostalem zamknieta koperte z nazwiskiem zmarlego. Zadaniem moim bylo go odnalezc , rozpoznac wykyc z jego zycia co sie da,

Bylo sporo obwarowan w tym eksperymencie. Koperte mogl dotykac jedynie jej wlasciciel. .gdyz w innym wypadku mialo sie cos tam narobic.
Tak ja trzymalem , starajac sie zajrzec do niej. Myslac, iz zobacze literkia tu nic. Lipa, nie dzialalo. Zaczalem dociekac , ze jakis bladyn, cos mi sie usmiechnelo w umysle, ale ciagle nic . Gdy sie juz troche poddalem, przysypiajac ze znurzenia , to zobaczylem niewyraznie dwie osoby w warsztacie samochodowy, Mniejsza i wieksza postac. No mam cie, pomyslalem mowiac . FACET JEST MECHANIKIEM. I co?
A wlasciciel troche kpiaco powiedzial ze nie, Lipny odczyt, Stlaamszony spuscilem glowe, myslac ze widac nie mam zdolnosci. Potem sie dowiedzialem iz mechnikiem jest , tyle ze wlasciciel koperty., ten co mi ja dal w reke. To on byl mechanikiem,.
Innym razem juz wiedzac co sie jak czyta, tak rozpuscilem wyobraznie, iz kojarzylem tysiace spraw , dazac do celu.Czasami mialem jednak szybkie odczyty , bez pobocznych skojarzen, trafaiajac bezposerdnio do osoby. Trafialo mi sie to, gdy osoba z rodziny zmarlego byla w moim poblizu.
Postrzeganie obazow oczyma wyobrazni jest bardzo pomocne w zyciu. Jako malarz szczegolnie sobie cenie taka umiejetnosc. Mozna widzeic nienamalowane jeszcze obrazy, realizujac je potem na scianach.
W tym wypadku wyobraznie jest podstawowym narzedziem.
I tutaj mozna podziekowac wszystkim panikarzom, straszacym okultystycznymi technikami za ich glupote. A tak,- winno sie o tym opowiadac I ich publicznie potepiac, by sie zawstydzili i zamilkli zanim jape otworza, gdyz ich smieszki, czy zaslyszane jednym uchem zagrozenia, maja nastepstwa. Ludzie sie boja i nie dowierzaja temu czym sa i czym dysponuja z natury.
Jak to dziala?
A zlozone bardzo i zwiazane z dymensjami wieloswiata.

WYŻSZA JAŹŃ
01.09,2016

WSPÓLNA JAŹŃ – PODSUMOWANIE ROKU 2008 czy prawdą jest, – dlaczego tak a nie inaczej?
WSPÓLNA JAŹŃ.
W czasie warsztatów u Brusa Moena, zdałem sobie w pełni sprawę z prowadzonych miedzy nami nieświadomie rozmów i po raz pierwszy nadałem moim pobytom poza ciałem fizycznym jakiś cel. Wcześniej bylem jedynie obserwatorem, niegroźnym podglądaczem dziwnego zachowania się współtowarzyszy. Nie wiedziałem wtedy, ze to podglądanie możne być tak przydatne.
Nie liczyłem się z możliwością leczenia chorób i nie interesowała mnie również praca z energia czy niefizyczna pomoc. Starając się zrozumieć czym jest duch, przedzierałem się przez przemyślne ćwiczenia, dotyczące wyłącznie stanów swiadomosci mojego podmiotu, zależnego od kondycji ciał niefizycznych.
Mając u boku Staszka, niefizycznego przyjaciela, wychodziłem z ciała, wielokrotnie w ciągu dnia, dziwując się zobaczonym obrazom.
Ich różnorodność wręcz mnie druzgotała. Nie miało to zbyt wiele wspólnego z przygodami , podróżników astralnych. Nie tkwiłem w wykreowanej rzeczywistości a znajdowałem się w rożnych planach, najczęściej w wielodymensyjnej przestrzeni, obok ciała fizycznego.
W tych szalonych wyskokach, postrzegałem ludzi na przeróżne sposoby. Znikali mi z przed oczu lub pojawiali się w odmiennych postaciach, potrafiąc zamierać w stalowym bezruchu lub stawać się świetlista rura.
Patrzyli dziwnymi szklistymi oczami nie reagując na moje słowa czy jakiekolwiek gesty.
Wiedziałem ze jestem poza ciałem i dotarłem do jakich ich innych planów. Bardzo dziwiło mnie ich znikanie i pojawianie się obok miejsca w którym stali fizycznie. Byli wtedy mlecznobiali i odrobinę przezroczyści, jak świeca, trochę wibrujący, przybierający dziwne pozy.
Na ich twarzy widoczne były grymasy, które powstrzymywali w ciele fizycznym przezywając emocje. Szydercze czy pełne ironii miny, robiły na mnie upiorne wrażenie.
Przybierając rożne pozycje ciała astralnego, sygnalizowali swoje zamiary, które po chwili wykonywali w ciele fizycznym. Często wychylali głowę astralna w miejsca koncentracji swojej uwagi. Wszystko wskazywało mi na to, ze ciało astralne zawsze przebywa w człowieku a tylko w momencie jakiejś silnej podniety, lub maskowania uczuć, stawało się aktywne i wychylało się poza jego powierzchnie, robiąc grymasy. Postrzegając je dokładnie połączone i zsynchronizowane z ciałem fizycznym, miałem na to wystarczające dowody.
Przytrafiało się to ludziom szczerym lub nie potrafiącym utrzymać emocji na wodzy.
Rozróżniałem w ludziach ciało eteryczne od astralnego. Świetliste rury ciała przyczynowego czy rozmyte kształty nieostrego ciała mentalnego, chmurki były dla mnie wielka niewiadoma.
Podglądając ciałko duchowe ryby, bylem wstrząśnięty jej złocistym plackiem, znajdującym się pośrodku jej ciała.

Do tej pory nie potrafię z pewnością określić w której z warstw postrzegam kogoś, gdyż w każdej z warstw zdarzało mi się rożnie podglądać żywe istoty. W każdej z warstw czekają pułapki, utrudniające klasyfikacje postrzeganego obrazu.
Utrapieniem okazało się moje oczekiwania, gdyż wytwarzałem zbijające mnie z tropu obrazy astralne.
W momencie, gdy obserwowani stawali się aktywni umysłowo , wysuwali z siebie swoje duplikaty stojące obok lub wysyłali je w sina dal, nadając im jakieś cele. Bylem cały czas przekonany, ze mamy po jednym ciele z każdego planu. Dziwiłem się wielokrotnie, ze nie widzę ich powracających do ciała fizycznego. Co się z nimi dzieje, pytałem zaskoczony, Wyskakują ale nie powracają.?

Uchroniło mnie to od wizji przeludnionego astrala, zapełnionego po brzegi natarczywymi tworami.
Czyżby traciły energie, stajać się dla mnie niewidocznym i wracając puste, bez wypełnienia, staja się dla mnie przezroczyste?
Za każdym razem gdy z człowieka wyskakiwał astralniak, fizyczne ciało zamierało w bezruchu. Wysuwając się powoli z ciała ficz. nabierał szybkości i znikał w odległej przestrzeni.
Zapytany przez bankowca gdzie zbieram swoje pieniądze i dlaczego chce u niego kredyt, zauważyłem ze pognał przez ściany i to w momencie, gdy wyjaśniłem mu, ze zbieram u konkurenta na rogu ulicy, dokładnie w ta stronę gdzie za ścianami znajdował się konkurencyjny bank.
Nie przejmował się grubością muru i pognał na skrót.:)))
Było to dla mnie zagadka i ciekawiło mnie, czy jest możliwe zdobycie w ten sposób info o moim pustym koncie. Kredytu nie dal. Zapewne wyczul moja niepewność i puste kieszenie.
Pojawiające się w nas doznania ruchu, towarzyszące takim astralnym posłańcom, były dla mnie ciężkie do wyjaśnienia. Cos brały z nas ze sobą, coś co odczuwamy jak odrywająca się uwagę a nawet szybująca myślami obecność. Towarzyszymy im przytwierdzeni do nich celem
W czasie rozmowy z e Staszkiem, dowiedziałem się, ze one nie muszą wracać. Mogą utracić energie i najzwyczajniej zniknąć lub zakotwiczyć w jakimś miejscu. Wtedy pomyślałem, ze my nie mamy tak naprawdę ciała astralnego tylko wytwarzamy je sobie, jedno dwa albo więcej. Sporo osób to potwierdzało.
Znajdując się w ciele fizycznym duchem- jaźnią, wtłaczamy w nas wyobrażone sobie o nas twory z przenikającej świat modeliny astralnej. Czerpią one energie na rożne sposoby, dostarczając nam doznania.
(Tak naprawdę jest tylko modelina, przedziwna substancja, przenikająca dolne warstwy wielodymensyjnego świata. O możliwości pokrywania się obrazów astralnych, ze światem fizycznym w warstwie eterycznej, rozpisze się w następnych artykułach.)
Gdy myślimy o sobie a nawet gdy zanika nam poczucie trwania, wtłaczamy samoczynnie w siebie wyobrażony duplikat naszego fizycznego ciała. Jest on pomostem miedzy tym co pomyśli nasz duch a tym co zdarza się w świecie fizycznym. Wspaniale pomyślane. Jedno z ciałek umożliwia nam myślenie w mentalu a inny to wykonuje w astralu. Gromadzona w ciele astr. energie, wpływa bezpośrednio na ciało eteryczne a to na fizyczne. I tak staje się możliwe wykonanie w świecie fizycznym tego co pomyślane w duchu. Jak wiatr porywający liść, ciągnie się polecenie wytworzone w najwyższej warstwie mentalnej, poprzez astral, eteryk do ciała fizycznego, stajać się głównym narzędziem w centrum planowania przyszłości.
Gdy to zrozumiałem to nadal się głowiłem nad ta częścią duchowa( Jaźń) połączoną z wypartym ciałem astralnym. Jeśli zabierają ze sobą cześć ciałka duchowego, to możne on wytwarza sznur, przyjmując rożne kolory na zewnatrz( izolacja) w zależności od gęstości ciałka w jakim się znajduje. Sznur byłby wtedy dowodem, ze ciałko duchowe nie chce się rozłączyć a jedynie rozciąga jak guma do żucia. Sznury ciągną się od podmiotu do każdego z ciałek a nie z ciała fiz. do pozostałych jego części.
Dopatrzyć się można głównego sznura, łączącego nas z dyskiem. Znaczy to prawdopodobnie, ze sznur jest rozciągnięta atma ze źródła, naszym ciałkiem duchowym, jak przewód z porozrzucanymi skupiskami jaźni- supełkami.

Dzisiaj zadzwoniła do mnie córka, informując o wypadku samochodowym.
Trzy dni temu, Staszek powiedział mi coś , zaciągając moja uwagę w dwa miejsc, pokazując przód niskiego auta na ulicy i wysoki budynek na rogu z charakterystycznymi napisami, przypominający moja ubezpieczalnie.
Będzie tak a po krótkiej pauzie dodał. Rozumiesz coś z tego? Nic a nic, odpowiedziałem, szukając rozbawiony wyjaśnienia jego slow.
Córka wyjaśniała plącząc,- jechałam pierwszy raz ta droga, chciałam zakręcić i jakieś auto wyrosło mi wprost przed oczyma. Skąd Staszek mógł wiedzieć o przyszłym wydarzeniu? Cos co się jeszcze przecież nie zdarzyło! Co działo się za kulisami postrzeganej prze zemnie rzeczywistości?
Ups, to nie żarty,pomyślałem z ta nasza nieświadoma ,niefizyczna aktywnością.
Parę tygodni wcześniej ,wymyśliłem coś paskudnego, chcąc sprawdzić czy podziała. Stachu spytał mnie dwukrotnie ,-CZY TEGO CHCESZ. Tak Odpowiedziałem. Zbyt pochopnie coś postanowiłem, nie spodziewając się takich następstw. Stałem się teraz niezwykle ostrożny w życzeniach, nawet gdybym miał zdobyć przy tym wiedzę wszechświatów.

W momencie gdy nasze ciało astralne znajduje się poza nami, zerwany jest kontakt z ciałem fizycznym. Tkwimy w zamyśleniu. Cucąc się w ciele fizycznym, cześć duchowa powraca z rozładowanym ciałkiem astralnym lub go porzuca. W momencie otrzeźwienia, wytwarzamy sobie kolejne ciałko astralne wtłaczając je w ciało fizyczne, doładowując je natychmiast brakująca energia. Powtarzanie wielokrotne tego twórczego aktu kosztuje nas sporo siły.
Przy wielogodzinnym wyobrażaniu czujemy się śpiący i zmęczeni. Interesujące wydają się losy tak wytworzonych przez nas ciał astralnych. Posiadają one nasza formę i przyjmują zadany im przez nas cel. Pracując w ciągu dnia w kombinezonie roboczym, postrzegany bylem wieczorem przez znajoma w takim samym kombinezonie , pomimo ze go już dawno zdjąłem. Pewna dziewczynka postrzegła mnie w słonecznych okularach, których już od wielu godzin nie miałem na nosie. Myśląc o kimś potrafimy zawędrować do niego niefizycznymi czesciami, zabierając w nich cześć naszej świadomej jaźni. Dostarcza ona nam doznań z tego wojażu, wielokrotnie pozostawiając wyraźne ślady w pamięci. Skryte rozmowy miedzy śpiącymi ciałkami, bez udziału naszej swiadomosci są nam niedostępna częścią naszej rzeczywistości, w której klątwy czy nasze pobożne życzenia staja się możliwe.
Pozbywanie się potrzeb jest najważniejszym elementem połączenie z Wyższa Jaźnią. Nie by nam zabrać co smakuje. Tylko w ten sposób pozbędziemy się nieświadomych i niewłaściwych posunięć w astralnym planie. Rozbudzone potrzeby wabia wilka z lasu. który się drze i robi w naszym otoczeniu strasznego wrzasku. Wyższa Jaźń nie paraduje w swej chwale przed obliczem takiego łapczywego śmiałka.
Ciarki mnie przechodzą, gdy czytam teksty o programowaniu umysłu i dążeniu przy pomocy intencji do korzyści materialnych. Chcesz zarobić pieniądze. Dużo,dużo ,jeszcze więcej to choć na kurs do nas. Nauczymy cie jak czynić sprawne intencje. To działa!! Zrobisz w konia kolegę i odda ci swoja żonę. Be,be staje się to krokiem do tylu w biegu do mety..
W traumatycznych przeżyciach możemy zawędrować, w czasie ich wspominania w miejsce nieszczęścia i utknąć tam na dobre. Rozsypujemy wtedy zagubione aspekty, pochłaniając nasza życiowa energie.
Nie potrafię określić czy ich długotrwale istnienie i połączenie z przebywającym w ciele fizycznym duchu, wymaga zawsze oderwania odrobinki naszej świadomość( ciałko duchowego), czy w ich utrzymaniu wystarczy jedynie dopływ naszej energii.
Przy odzyskiwaniu własnych aspektów, odczuwa się często radość a nawet euforie jak przy powitaniu z kimś bliskim . Tak jak by było to czymś więcej niż odświeżenie baterii.
Możliwe, ze następuje rozdzielenie naszej substancji duchowej i uwiezienie jej w miejscu nieszczęścia. W takim wypadku niezwykle ważne jest poklejenie siebie w całość i doglądanie nieznośnych wspomnień. Słuzą do tego wystarczająco mentalne techniki podróżowania z ograniczona świadomością. W innym wypadku, zapomniane a dręczące wydarzenia rozłożą naszego ducha prawdopodobnie na części. Odczujemy osłabienie naszej żywotności,
Nieszczęsne aspekty zanikają, gdy uwolnimy się od nurtujących nas problemów. Jak się pozbędziemy nieszczęścia, zależeć będzie od naszej fantazji i inwencji twórczej.
Ciekawostka jest zanikanie ciała astralnego lub pozostawiania go w astralu w czasie lotów w gore , tak jak by modelina astralna nie znajdowała się w całym wszechświecie a tylko w jego dolnych partiach.
Podróżnicy automatycznie odczuwają się wtedy w ciele mentalnym, gdyż nie ma substancji astralnej w ich otoczeniu, z której byliby w stanie go wytworzyć. Podobnie jest z ciałem mentalnym. Wzbijając się jeszcze wyżej, opuszczamy warstwę mentalna, odczuwając się w ciele przyczynowym.
Najdalsze podrożę ukazują nam strukturę świata, przenikania się jego wymiarów i ich proporcjonalnego rozłożenia w jego wnętrzu.
Spotkałem się z podziałem świata na dwie części, ten nasz fizyczny i złowrogi astral. Opowiedział mi to ktoś przepełniony strachem i oczekujący pochłonięcia duszy podróżujących śmiałków przez szatana i jego zgraje demonów.
Ten naiwny pogląd jest rozpowszechniany przez podróżników spędzających swój czas poza ciałem na przygodach w warstwie modeliny astralnej. Ilość napotkanych tam widocznych tworów umysłu i nierozgarniętych bytów, możne przyprawić o zawrót głowy niejednego.
Pojecie fazowania, dobrego lub złego dostrojenia wprowadza dodatkowo chaos. Nie uwzględnia on współistniejących rożnych planów i nadaje im wyobrażenie jednolitej astralnej przestrzeni ciągnącej się w nieskończoność.

W ostatnich latach coraz częściej spotykam się ze Staszkiem, niefizycznym przyjacielem. Towarzyszy nam czyjaś obecność, ktoś kto mnie w niezrozumiały dla mnie sposób uzupełnia i staje się częścią mnie samego
W momencie, gdy stawiam sobie pytania, napływają do mnie od niego odpowiedzi. Jest jakimś elementem mnie samego, tak jak bym stawał się w czasie naszych rozmów jeszcze czymś czego nie potrafię dokładnie rozpoznać, będącym gdzieś poza mną. Od niego zależny prawie wszystko, mój nastrój, samopoczucie a nawet moje cele życiowe.
W momencie gdy rozmawiamy to zamieram w bezruchu , nie mając w sobie wystarczającej mocy, by zareagować świadomie. Nie chodzi mi o jakiś protest, czy chęć wyrwania się z jego więzi. Tkwię wtedy najczęściej oczarowany serdecznością i roztropnością jego wypowiedzi.
Kim jesteś? Pytałem wielokrotnie nie otrzymując jednak wyraźnej odpowiedzi
Staszka rozpoznaje, choć do końca nie wiem kim jest i jaki jest miedzy nami związek.

Powiedział mi kiedyś:
„JESTEŚMY DWIEMA JAŹNIAMI Z JEDNYM CIAŁEM PRZYCZYNOWYM”

Często żartuje, czy teraz tez?
Potrafi się znaleźć w moim pobliżu niewidoczny i udzielić mi porady.
Nie wiem skąd i jak rozpoznaje chwile gdy coś potrzebuje. Słyszy i zawsze reaguje, często się przy tym przekomarzając.
Zadziwiające są te chwile.
Postaram się opisać zachodzące we mnie zmiany, jakie nastąpiły od chwili ,gdy sobie uświadomiłem ich obecność w moim życiu. Te wszystkie nasze przygody, dzięki którym odważnie teraz pisze. ze nie jestem sam i składam się z części.
Pomoże to dopatrzyć się wielu z was podobnych związków z kimś kogo nie podejrzewacie, ze istnieje.
Wielokrotnie czując wpływ tej osoby w sobie, potrafiłem z łatwością dokonywać zmian w strukturze moich ciałek niefizycznych. Towarzyszyła mi w ustawieniach rodzinnych, dając się odczuć jej przychylne wsparcie, kończące się potopem współczującej miłości.
Pomimo tylu dociekań to nadal wydaje mi się niezrozumiały ten związek.
Wielokrotnie odczuwałem siebie jako samojaźń- istotę duchowa pozbawiona ciała fizycznego i potrafię ocenić kiedy jestem sam. Gdy znajduje się poza ciałem fizycznym, to odczucie mojej jaźni jest niezwykłym doznaniem. Cos wiruje i się burzy samoświadomym doznaniem. niespotykanym w ciele fizycznym. Stan swiadomosci godny życzenia na stale w świecie fizycznym. Klarowność i łatwość z jaka posługuje się myślą , oceniając jej ciężar, treść, jest fascynująca. Wszelki jej ruch jak i przemieszczanie energii w nief. ciałkach jest dla mnie wtedy z łatwością rozpoznawalny. Staje się ona dla mnie dotykalnym przedmiotem i moja realną rzeczywistością.
Ta wyrazistość w postrzeganiu myśli jest nasza duchowa właściwością, nasza zdolnością towarzyszącą nam od zarania, przytępiona doznaniami płynącymi z twardej materii ciała fizycznego.

Co zrobić by zaskarbić sobie upiekę stróża i jak reagować by wyższa cześć dala man znać o swoim istnieniu?
Jak rozpoznać ja od nieprzychylnych nam bytów zasłaniających się przyklejonymi skrzydłami anioła?
Główną przyczyna jest nieznajomość symboli i języka jakim się ona posługuje.
Ta nasza wyższa cześć towarzyszy nam w każdej chwili i jest filarem wspierającym nasza świadomość. Zarówno w dobrych jak i paskudnych czynach, towarzyszy nam na horyzoncie naszego jestestwa. Jest ostrzeżeniem przy błędach, gdy je robimy jak i wiatrem orzeźwiającym gdy się poddajemy.
Sporo już pisano o wewnętrznym glosie sumienia, wydobywającym się nie wiadomo skąd, gdzieś z otchłani naszego umysłu, stajać się pożywka dla przeróżnych domysłów.
Dosyć jasne stało się to dla mnie gdy po raz pierwszy, w czasie leżenia na podłodze, wyciągnęła ona do mnie rękę.
JESTEM

– zabrzmiało w moich uszach, wprawiając mnie w straszne osłupienie.
Gdzie , skąd, jak wydobywa się ten głos znikąd. Brak wyraźnie rozpoznawalnej przestrzeni. w której mógłbym, określić kierunek jej przybycia wstrząsa mnie do tej pory .
Po wielu latach wspólnych ćwiczeń ze Staszkiem, zrozumiałem, ze mamy standardowe połączenie z Wyższa Jaźnią, którego nie sposób się dopatrzeć. Jest one nam dane od początku naszego życia, odkąd sięgamy pamięcią. Dostrzega się je w zmianach naszego zachowania, nastroju, delikatnego ruchu w naszych niefizycznych ciałkach czy wzmożonej trzeźwości naszego umysłu.
Jest ciągłą opieka nad nasza pamięcią i doglądaniem naszych postępów.
Większość czyta to zapewne z nie dowierzaniem, i przytacza w myślach setki nieszczęśliwych przypadków, świadczących wręcz coś przeciwnego.
Co zrobić i jak postępować w życiu, by ta cześć stała się dla nas dostrzegalna a nawet możliwa stalą się świadoma wymiana z nią myśli?
Dlaczego nie postrzegamy jej pomimo naszych usilnych prób i co stoi nam na przeszkodzie, ze umyka nam ta opieka uwadze?
Po prostu nie wiemy jak ja zobaczyć, na co patrzeć i jak słuchać.
Zagonieni treścią życia ,nie nauczyliśmy się rozpoznawać zmieniających się nieustawicznie stanów naszej swiadomosci. Nie wiemy kim ani czym jesteśmy. Malo czasu, bo trzeba pędzić do roboty, uzbierać na samochód, mieszkanie, telewizor i godziwy urlop w lecie.
Nie chce tego oczywiście nikomu odebrać ale zachęcam do spędzania krótkich chwil w ciszy własnego umysłu, by zdobyć odrobinkę swiadomosci własnych ciał niefizycznych . To w nich znajdziemy zrozumienie czym jesteśmy i usłyszymy gdy nasza wyższa cześć , nasz anioł nas wzywa i budzi do wyższych celów.
Przeglądając ćwiczenia rożnych medytacji, doszukałem się wspólnego im celi. Znalezienie środka ciszy i praca z energia. Eliminowanie w nas napięcia- ruchu poprzez godzinne ślęczenie na kucaka i dotarcia w chwale do źródła.
Ten szczytny cel poprzedzane jest często wieloma upiornymi ćwiczeniami fizycznymi.
Przyznam się wam , ze niczego takiego nie robiłem a moje życie toczy się bardzo dynamicznie i jest pełne przygód. Nie stronie od ciężkiej pracy fizycznej, często tłukąc zaciekle
siekiera rzeźby z kamieni. Chętnie pomagam zatroskanym i nie mogę przejść obojętnienie gdy kogoś chwyta kurwica. Nie znoszę gdy ktoś płacze lub się nad innym pastwi. Nie cierpię wręcz pyszałkowatości i wykorzystywania naiwnych ludzi. To wszystko mi starczyło, by otworzyć niefizyczne oczy i zobaczyć dlaczego taka postawa jest tak ważna, ważna by Go usłyszeć.
Jako pierwsze pozbyłbym się poczucia krzywdy i nie zwracał uwagi, ze muszę zapieprzać w pracy a inni maja łatwiej i lepiej. Potem nauczyłbym się pracować bez wytchnienia bez nadgorliwej troski o zapłatę. Pracowałbym dwukrotnie więcej niż inni, aż rozbolą mnie kości i przestane czuć ból mięśni.
Oduczył się dumy i pozbył niesprawiedliwych roszczeń.
Nauczył rozmawiać serdecznie z obrzydliwym pijakiem jak i wspaniałomyślnym, rozdającym

pieniądze milionerem .
To by starczyło na początek.
Gdybym to osiągnął, wywołał wielkie zmiany w swoich wszystkich ciałkach. Oczyściłbym płaszczyk mentalny z narośli a ciało astralne doprowadził do bieli, ucząc się w międzyczasie wspaniale koncentrować na jednym celu i zatrzymywać myśli w umyśle . Odcinał się od ciałek osiągając szybko stan atmy.
A wtedy usłyszał ;
TY MASO, JA JUŻ Z TOBĄ WIĘCEJ NIE WYTRZYMAM.
Właśnie coś takiego  mnie się przytrafiło.

„Nie dziwmy się gdy z jakiegoś powodu, otrzymując pomoc od kogoś niefizycznego, możemy przeżyć wielkie uniesienia czy zmiany stanów swiadomosci. Jest to łatwe technicznie do wykonania i jest uwarunkowane jedynie czyjaś dobra wola.
Gdy się to nam przytrafi, dobrze byłoby znać ich przyczynę, by zareagować wlasciwie. Gdy nam się to częściej przytrafia, przypisujemy to swoim zdolnościom, co możne być przyczyna powstrzymania pomagającej nam osoby, od dalszych działań.

Parę dni temu, przyśniła mi się niezwykła przygoda o skomplikowanej akcji.
Wielobarwne sceny, zakończyła pojawiająca się przed moja twarzą wyciągnięta ręka o ciemnej karnacji, z wysuniętym wskazującym palcem. Przypominała ona fragment obrazu Michała Anioła.
Usłyszałem wtedy ta sama i ciągle tajemniczą dla mnie osobę.
JA ROBIĘ TAK.
Tego wieczoru dostałem maila od Herbiny ze w Norymberdze, wkrótce pojawi się Hinduska, która uwalnia w ludziach energie samym dotknięciem reki.???????????????????????????????????????????????????????
W ten sposób, już setki razy zwracano mi uwagę na wydarzenia, mające miejsce w przyszłości. Zdarza się to często we śnie jak i na jawie. Rozumiałem je jako wskazówkę. Ha, na to warto zwrócić uwagę, to będzie dla mnie dobre.
Stala za tym zawsze jakaś nierozpoznawalna osoba , posługująca się obrazem jak i słowem, zwracając mi uwagę na istotne dla mnie informacje.
Sposób komunikacji wydaje mi się teraz stosunkowo prosty. Jeśli mój rozmówca korzysta z obrazów, rozpoznaje ich odmienność od tych wytwarzanych samemu w czasie mojej codziennej aktywności. Zdolność ta wyćwiczyłem surfując mentalnie i kreując wspólne przygody z przyjaciółmi.
Sprezentowane obrazy są bardzo wyraźne i poprzedzone delikatnym ruchem w ciałkach niefizycznych. Cos wnika we mnie, wywołując szuranie i kołysanie uwagi. Delikatny ucisk krzepnącej na ten czas mojej woli umożliwia mi zrozumienie przelewanej we mnie myśli.
Gdy się zagapię lub nie zwracam uwagi na napływające myśli, to wstrząsa coś moja jaźnią od środka, koncentrując mnie natychmiast na treści myśli. Czynie to natychmiast, wiedząc, ze coś się we mnie dzieje, coś za czym tkwi jakaś niefizyczna osoba, pragnąca mnie o czymś poinformować. Bardzo przydatna jest umiejętność całkowitego zamierania w bezruchu, wnikniecie w stan atmy, czyniąca słuchanie możliwym. Przyrównać to można do zapadnięcia się w pustkę, nasączona oczekująca czujnością. Stan atmiczny jest również możliwy do osiągnięcia w ciele fizycznym. Nie wyczuwa się co prawda stalowej mocy swojej jaźni, ale niezwykły spokój, umożliwiający postrzeżenie wnikającej w nas obcej energii. Gdy niedosłyszymy czegoś i staramy się zrozumieć co zostało powiedziane, lub gdy ledwo słyszymy jakaś wypowiedz, nie mogąc jej zrozumieć, byłoby dobrym porównaniem tego oczekującego stanu, w jaki się wprawiam, słuchając niefizyczne osoby.
Po takim zaproszeniu, kolej na niefizycznego przyjaciela. Na ułamek sekundy wnika on we mnie i przelewa myśl, która staje się wtedy dla mnie bardzo czytelna. Nie zakłócam jej interpretacja, tylko ja rejestruje. Odczekuje na zakończenie nie zakłócając monologu. Po czasie, doskonale mogę sobie wszystko przypomnieć, każde wypowiedziane słowo, czy idee. W przypadku obrazu mam później

sporo czasu na jego interpretacje.
Wszelka próba oceny treści czy powtarzanie jej w czasie kontaktu kończy się często gwałtownie przerwaniem połączenia, To jest bardzo ważne, by komentarzami nie wytracić się ze stanu atmiczego. Bierne czekanie aż skończy się przemówienie myślą, astralnym obrazem lub słowem.
Nie potrafię opisać technicznych sztuczek jakie musi dokonać mówiąca osoba i od czego zależny rodzaj komunikacji. Pracując pełnym tempem, mało kiedy zwracam uwagę na pojawiające się w ten sposób we mnie myśli a nawet obrazy. Często używane jest wtedy słowo, tak jakby energia mojego rozpędzonego ciała utrzymała we mnie obca jaźń, mogąca swobodnie we mnie myszkować i wytwarzać wrażenie mowy.
Wielokrotnie sam przetwarzam pojawiające się we nie obce myśli na słowa, wytwarzając mentalnego tłumacza.Wypowiadam je wtedy bezgłośnym tonem, nie posiadającym rozpoznawalnej barwy. Głos ten jest przytłumiony i często słyszalny przez innych niefizycznymi zmysłami.

Wytwarzam go również, myśląc często o czymś intensywnie lub czegoś się bojąc. Fobie przyjmują często taka werbalna formę w momencie drażniących mnie sytuacji , stajać się dla mnie znakiem, ze borykam się z jakimś zagubionym aspektem. Przy czytaniu książek, wielokrotnie udało mi się to zdolność zaobserwować. Starając się czytać wyraźnie teksty, koncentruje się na udźwięcznieniu czytanych wyrazów.
Trik ten jest wspaniałym wsparciem w sztuce hipnozy.
Inaczej się ma sprawka gdy zawita u mnie W.J
W tym wypadku, zostaje natychmiast wprawiony w stan atmiczny i staje się biernym obserwatorem. Mam wtedy ułatwione, gdyż umiejętności jej są zadziwiające. Dysponuje wszelkimi znanymi mi środkami technicznymi, nadzmysłowej komunikacji. Nie pojawia się bez powodów. Podejmując się jakiś celów, niemo z nią współpracuje. Ona dogląda mojej postawy, często ingerując w nieporadnie wytworzone prze zemnie sytuacje. Dogląda jak gąsiora na pastwisku skubiącego wysuszona trawę, gdy parę metrów dalej wspaniale się zieleni.
Wspiera w nieuwadze, wzmagając nasilenie się odczucie jaźni, mojej koncentracji, ułatwiającej mi rozwiązanie samodzielnie moich problemów.
Parokrotnie miałem przyjemnostka stać się jej aktywna umysłowo częścią.
Pomimo, ze przyjmuje ona męski głos w moim umyśle, określam ja żartobliwe ona, Wyższa Jaźń, -W.J
Rożnica miedzy rozmowa ze Staszkiem a nią jest ogromna. Staszka traktuje jako starszego roztropnego brata, mającego ciągły wgląd w niefizyczne warstwy. Potrafiącego doskonale ocenić wielodymensyjnie każdy problem,
Zna przyczynę i rozwiązanie.
W.J manifestując swoja obecność, wtrąca mnie w podglądacza.Przejmuje z łatwością wszelkie moje środki umysłowe, uniemożliwiając mi jakikolwiek protest. Nie jest on nawet konieczny, gdyż stapiając się z nią przyjmuje jej cele jako własne. To jest najpiękniejsze w tym połączeniu. Tracąc samodzielną wole, staje się cząstka większej części, doskonale rozumiejąc co należny wykonać i co mamy wspólnego w planie. Liznę często przy tym niezwykle rozjaśnienie umysłu, mając chwilowo wgląd w solidny intelekt. Kwiczę wręcz ze szczęścia, gdy nabieram prędkości myślenia i słowa wypowiadam z zawrotna szybkością.
Pojawiająca się fala zrozumienia i bezpieczeństwa w czasie takiego zespolenia, rozładowuje we mnie największy nawet stres, spowodowany niepewnością i troskami codziennego życia. Gdy zapomnę o czymś, co nadal mnie nieświadomie trapi, to jednym kiwnięciem jej woli zostaje usuniecie napięcia. Przypomina to usuwanie czernidła przez Brusa tyle, ze jest o wiele intensywniejsze i możne towarzyszyć temu przewartościowanie negatywnych wspomnień a nawet ich wymazanie.
To tyle o luksusach duchowego skarbca.
Co należny zrobić, by usłyszeć niefizycznych przyjaciół i nawiązać świadomy kontakt ze swoja W.J. Należy się rozeznać we własnym grajdołku. Przejrzeć dokładnie swoja postawę i rozpoznać własne umiejętności.

Czym jestem wyposażony w tym życiu. Dysponuje doskonalą pamięcią i wspaniałym intelektem, czy lepiej mi idzie bezmyślne zamiatanie miotła poszczerbionej podłogi .Kimkolwiek bym nie był i czym dysponował, to jestem taką sama jaźnią jak każdy, miej lub bardziej obrośnięty wadami czy obsypany zaletami. Porównując się do innych, powinniśmy określić nasza aktualna pozycje. Bez szczególnej dumy czy samoubolewającego upokorzenia, szczerze rozpoznać własną kondycje. W naszym wyposażeniu rozpoznamy ograniczenia jakie przejęliśmy na siebie i doszukamy się celu naszego życia.

Prezydentów jest stosunkowo mało, nie liczmy ze staniemy się jednym z nich. Przepięknym królewiczem, -chyba już nieaktualne.
Trafiło się nam zapewne jakieś nieznaczące miejsce z odstającymi uszami czy nieznośnym zgiełkiem huczącego tramwaju za nieszczelnym oknem. Standard o który najłatwiej przy tylu milionach ludzi.
Jak dobrze czy źle by nie było, to powinniśmy znaleźć nasz główny cel pobytu na ziemi. Chce być księdzem, ślusarzem czy artysta.
Na określenie celu maja wpływ zgromadzone przez nas wspomnienia. Zobaczony film, lub przygoda z kimś stającym się naszym autorytetem, określa nasze plany. Pamiętajmy, ze cokolwiek by się nie działo to najważniejszy jest głos naszej W.J, koordynując nasza rzeczywistość. Wiem z pewnością, ze ona nie chce, by wypadały nam zęby z próchnicy czy paliły nas wrzody na dwunastnicy.
Wiem również, ze możemy się zacietrzewić i mieć po dziurki w nosie jej wspomaganie. Kręcimy wtedy kierownica na zgrzytających kołkach, ledwo ja mogąc utrzymać z wysiłku w rekach.
Bądźmy wtedy pewni, ze naszym celem jest znalezienie naszego związku ze źródłem. Gdy je znajdziemy i nauczymy się z nim zlewać wola to podejmiemy się większych celów, stajać malutkim, wykonawczym trybikiem ogromnej struktury świadomego ducha, złączeni jedna wola, z prześwitującym nadrzędnym celem w życiu, -współdziałania i kreacji.
Wybierając się na poszukiwanie celu, nie potrzebujemy rozwieszania plakatów na ścianie z hałaśliwymi obietnicami- obudź się.
Nie potrzebujemy wychodzić z ciała, okupionego nocnymi męczarniami.
Nic z tych rzeczy!
Robotę rozpoczynamy od rozbudzenia ciekawości.Che się dowiedzieć i zrozumieć co się dzieje. Nie pora mówić o wierze, gdy możliwe jest uchwycenie tajemnicy istnienia rozumem. Odczucie jej na własnej skórze, ja przeżyć i osobiście doznać. Odrzucenie wszystkiego co wiem i co zgromadziłem do tej pory jest odrobinkę wskazane. Uwolni to nas od natłoku sprzecznych informacji, od wszelkich wyjaśniających świat systemów.
Chce się dowiedzieć , niech zadźwięczy w eterze!
Nie lękam się własnego strachu, bo wiem ze nic mi nie grozi i ze nie czyhają na mnie żadne niebezpieczeństwa wtłaczające złowrogo w otchłań piekielna.
Śmiało wrzeszczę myślami w otaczająca przestrzeń.
Gdzie jesteś, jak cie znaleźć!!!
Prawdopodobnie nic szczególnego się nie wydarzy. Nawrzeszczymy się jedynie i tyle.
I tu się mylicie. Nasza niebiańska nauka się już rozpoczęła. Krzyczeliśmy w myślach i jeśli był to rzeczywiście wrzask, to nauczyliśmy się niefizycznie wrzeszczeć
Zamykając oczy trafiamy na ciemnice. Widzę, widzę ciemność jak Stuhr po hibernacji w windzie. W tej ciemnicy, powinniśmy się dopatrzyć wszelkich, tajemnic wszechświata, Ba, dobrze by było, gdyby tak się stało.
Wielka lipa i strata czasu, gdyż można tak siedzieć miesiącami i nic szczególnego nie musi się nam przytrafić. Możemy utracić entuzjazm do życia i rozmażemy się na całego, stajać niezdolnym w działaniu.
Pierwszym moim wspólnym wypadem ze Staszkiem, było przejrzenie filozofii Tatarkiewicza. Zaglądając do środka jakiegoś tomu, nie zrozumiałem zbyt wiele.

Same zagadnienia były mi znajome, choć nie przywiązywałem wielkiej wagi w szkole ,by je zapamiętać. Natrafiłem na setki pojęć, których nie znalem. Ślęcząc nad słownikiem, wyszukiwałem ich definicje. Szykując się na wiele lat nauki ze zdziwieniem stwierdziłem, ze Staszek odradził mi to, zniechęcając ilością skomplikowanych pojęć, nie mających w swej złożoności końca.
Zaczęliśmy wyszukiwać słowa potocznie używane a których znaczenie przemykało mi przez palce. Uczyłem się ich na pamięć. W każdej definicji znajdowałem kolejne, których również nie znalem zbyt dobrze.
Tak zgromadziłem słowa, którymi się codziennie posługiwałem. Co mi to dało?
Zrozumiałem, ze używając słów, nadaje im odmienne niż powszechnie przyjęte znaczenie.
Przenicowanie znaczenia wyrażanych slow, już jako dorosły, uporządkowało mi mętlik pojęć i dodało pewności siebie. Dociekając definicji definicji trafiłem na niewyrażalne idee słowem. W tych ćwiczeniach, po raz pierwszy, zrozumiałem, ze nie da się łatwo wyrazić złożoności myśli i powinienem maksymalnie znormalizować znaczenie używanych slow. Inna osoba boryka się pewnie tak samo ze swoimi wyobrażeniami, nie uświadamiając sobie w pełni z różnicy miedzy tym co mówi a chciała by wyrazić.
Nabrałem szacunku do owoców pracy innych ludzi, nie potrafiąc sobie przyswoić nawet znikomej cześć ich umiejętności. Pozbawiło mnie to reszty pychy i nieuświadomionej dumy z siebie, która z łatwością wytworzyłem mając sporawe sukcesy jako malarz.
Zacząłem się odkleszczać z mniemań i przyzwyczajeń myślowych. Boleśnie trzeszczało mi na duszy, gdy przemieszczałem zrogowaciałe myslokształty gotowych wyobrażeń po płaszczu mentalnym. Po odgraceniu zaśniedziałej pamięci, odzyskałem szczera postawę pokornego słuchacza. Nie była ona wymuszona wysiłkiem woli a trzeźwym ocenieniem owoców naszej wspólnej pracy.
Pozbyłem się muchomora, którym zasłaniałem sie przed deszczem niezrozumienia. Zamiast stanąć odważnie naprzeciw mętlikowi pojęć to zasłaniałem się nakrapianym parasolem. Wielokrotnie młodzi ludzie pytają, czy pokora jest konieczna w medytacji i jakie ma znaczenie. Starana pokora jest moim zdaniem bez wielkiego znaczenia, choć warto o nią zabiegać. Chęć zmiany jakiejś przywary, czyni nas na nią czujnym i gdy ja ponownie odczujemy, to możemy ja obserwować i znaleźć jej przyczynę. Pracując wytrwale, możemy skorygować jakieś urojone mniemanie, i wymienić je na leprze, zmieniając tym samym nasze nieświadome reagowanie niefizycznych ciałek.
Nie da się samemu siebie przymusić, powtarzając na okrągło: jestem pokorny, jestem pokorny, siląc się na wymuszona uprzejmość. Jest to lipna pokora, nie zmieniająca zbyt wiele w naszej postawie i nie mająca związku z zachowaniem się naszych ciał niefizycznych. Chodzi przecież o pohamowanie nieświadomie zachowujących się naszych niefiz. ciałek.
Łagodząc przywary charakteru wysiłkiem woli, wywołujemy powolne zmiany. Wymuszona usłużność jak manifestowana pokora nie zapewni nam jeszcze połączenia z W.J
Nie chodzi o to, ze pyszałkowatość jest be, be, i wstyd w kosmosie.
W momencie, gdy je odczuwamy, stajem się uciążliwi i nieosiągalni dla innych. Stajemy się obrzydliwi w bezpośrednim kontakcie duchowym.
Przeceniania swoich możliwości, uniemożliwia ingerencje z zewnatrz. Nie znaczy to, ze W.J nie potrafi się dobrać do skory takiemu typkowi, znaczy to tylko, ze ona tego nie robi. Pozostawia mu standardowe połączenie, z którego on może korzystać wedle widzimisię.
W najzwyklejszych kontaktach mentalnych, osoby cierpiące na te wady, pozostawiają bolesny ślad na odwiedzających ich śmiałkach. Powstające w kontakcie takim doznania, można przyrównać duchowym poparzeniom.
Gdy ktoś w niego wnika, niosąc pomoc, druzgocze mu wzniosłe mury na której wybudował on swoja wspaniałość i pewność. Broni on wtedy jej swym śpiącym ciałem , nie stroniąc od przemocy, częstując odwiedzających nawet uderzeniami pieści.
W momencie gdy W.J podsuwa nam rozwiązania, często zresztą bardzo bolesne, to w umyśle takiego chuligana pojawia się nieuświadomiony protest i zostaje natychmiast zerwane delikatne połączenie. Nie utrzymuje on koniecznej koncentracji – bezruchu, by wysłuchać do końca, cierpkich uwag.
Popędzany kieratem przekonań, czyni kontakt niemożliwym.
Nie rozpoznaje nieborak, ze za tymi serdecznymi uwagami, kryje się ktoś z zewnatrz niego, biorąc jego doradztwo za tyranie, jako coś zmyślone przez siebie, alternatywne rozwiązanie, będące jedynie przejawem chwilowej słabości mięczaka.

Wszystkim poszukiwaczom duchowym, zalecam aktywna formę medytacji. W ciągu naszej codziennej działalności, zwróćmy szczególna uwagę na wszystko co się dzieje dookoła. Zamiast siedzenie w lotosie, w zagraconym pomieszczeniu, wyruszmy na podglądanie świata i czynnego udziału w jego kształtowaniu. Przedzierajmy się przez największe burze dziejowe i obserwujmy co się z nami dzieje. Czy jestem smutna(y) czy nadyma mnie energia do działania. Nie obawiałbym się śmierci za tydzień, tylko rozłożyłbym swoje siły i cele na wiele lat do przodu. Będąc dyrektorem , postrzegał, ze brakuje mi wieczorami siły a gdy bym samemu wykonywał żmudne czynności, bez obwieszania obowiązkami innych, tryskał żywotna energiom. Wspólnie realizował przeróżne cele, ucząc się pracy w grupach, szukając korzystnych dla wszystkich rozwiązań. Założył w odpowiednim czasie rodzinę i przekomarzał się z teściowa, nie zapominając oczywiście kwiatka dla zony na urodziny. W żadnym wypadku szukałbym tajemniczej niezwykłości i niezdrowej podniety w grupach nawiedzonych szaleńców. Jednym słowem przyjmował cały czas to, co niesie mi codzienne życie. Stałoby się wtedy coś niezwykłego, coś co nie jest możliwe do przeżycia w tradycyjnej medytacji. Zebrałbym masę doświadczeń i przeżył wszystko co jesz możliwe. Ciągle obserwując pojawiające się niespodziewanie doznania, zauważyłbym, ze rożnie się ze mną dzieje.
Jest mi raz źle a czasami dobrze.
Bez intelektualnych spekulacji rozpoznałbym, ze ból jest zły a miłość dobra. To jest wielkie odkrycie, bo to odkrywając, rozpoznajemy najważniejsze. Starając się zrozumieć istotę nagrody, rozpoznajemy radosna energie przenikająca nas na wskroś, gdy współpracujemy w harmonii z innymi ludźmi. Odkrywamy jeden z rozstawionych drogowskazów.

By śmierć nie zaskoczyła nas w starczym wieku, przerywając to życiowe zbieractwo, rozpocznijmy analizę doznań i ich segregacje jeszcze za życia.:))
Nie zapominajmy, ze przezywając cokolwiek, bierzemy udział w zdarzeniach rozgrywających się w wielodymensyjnym świecie i to co postrzegamy jest stopione dla nas w jeden widocznym dla nas fizyczny poziom.
Oczywiste jet wiec, ze za zebranymi doświadczeniami skrywają się nieznane nam jeszcze inne przygody, do których nie mieliśmy wglądu. Aktywnie przezywając wspomnienia. odnajdziemy ta cześć zakryta naszej przeszłości, która przeoczyliśmy.
Istnieje możliwość rozbudzenia postrzegania nadzmysłowego i rozbicie tego pozornie jednolitego monolitu na wiele współdziałających ze sobą planów. W każdym z nich dzieje się coś wedle panujących tam reguł, które są podporządkowane naszemu duchowi. Znajomość ich umożliwi nam zrozumienie czym jesteśmy i w czym trwamy. Zaoszczędzi nam to szukanie po omacku i trwonienie czasu na rzeczy nam zbędne i nietrwale.
Oczywiste się staje dla nas po śmierci, co ma dla nas znaczenie . Rzeczy pyszne, tracą swój blask, gdyż można je wytworzyć wysiłkiem woli. Sztaby złota czy wory diamentów, nadają się jedynie na śmietnisko i nie daj Boże, by wspomnienia z nimi związane, wisiały nam wtedy jak nóż na gardle.
Mając ciągły wgląd w to co już przeżyłem, stwarzałbym sytuacje na które się jeszcze nie natknąłem. Dałbym się napędzać ciekawości, szukając co rusz nowych doświadczeń.
Symulując sztuczne sytuacje, postrzegać towarzyszące mi emocje i wewnętrzny ruch we mnie, który byłyby kluczem w zrozumieniu mojej struktury niefizycznej. Dostrzec w sobie ruch ciał niefizycznych jest wspaniałym celem a ich pielęgnowanie i rozwijanie, gwarantem dotarcia do mety. Meta to zjednoczenie ze źródłem wola i wspólne działanie.Przez kilkadziesiąt lat życia, często wnikamy w siebie niefizycznie, ćwicząc przyszłe zjednoczenie.

Cześć z nas się przed tym broni, widząc w tym ingerencje w prywatna sferę a cześć odpowiada uśmiechem, zapraszając serdecznie gości. Ci drudzy znaleźli kolejny drogowskaz.
By nawiązać świadomy kontakt z W.J, powinniśmy uporządkować nasze przywary, eliminując wewnętrzne zgrzyty. To co się wydaje na zdrowy rozsadek bez znaczenia, może odgrywać wielka role. Male kaprysy mogą okazać się porażającym piorunem a na pozór bez znaczenia uśmiech, międzygalaktycznym pomostem.
Brak znajomości ciałek niefizycznych, zaowocowało zbudowaniem przemyślnych systemów wierzeń. Postrzegane są podstawowe zjawiska oddziaływanie miedzy ludźmi, którym przypisywane są wyjaśnienia, wspierane słoneczna twórczością. Telepatia, uzdrawianie czy niewyjaśnione co nieco, dostarczało od wieków pożywki ludzkiej ciekawości. By się rozeznać w tych dziwach a nawet stać się narzędziem opatrzności nie wystarczy czynić bliźniemu co nam mile, ale jeszcze dopatrzeć się wielości tam gdzie niczego nie widać..
Pragnę w ten sposób podkreślić, ze o porozumieniu z W:J decyduje stan wiedzy i serdeczność a nie tajemniczej i psim swędem zebranej zdolności. Doszukiwanie się magicznych a nawet demonicznych mocy, w podstawowych niefizycznych zjawiskach, jest potężnym czynnikiem hamującym nasz rozwój. Przystępując do samopoznania, powinniśmy się uwolnić od strachu, zachowując jednocześnie czujność, by nie zrobić jakiegoś miażdżącego błędu. Przelewanie swiadomosci poza ciałem jest ekstremalnym sportem i możne być bolesnym przeżyciem,

„Prościej jest się zająć obserwowaniem zmian naszej jaźni i dopatrzenie się w umysłowych procesach jej przemian. Zanim znajdziemy niepodważalny dowód naszego duchowego bycia, nasza jaźń i dalsze jej elementy, musimy się sporo natrudzić, obserwując rzeczy proste”

Podsumowując, by usłyszeć W.J należy :
-narobić się aż przestanie bolec
-pozbyć się naprawdę przywar charakteru
-mało co chcieć i cieszyć tym co wspólne
-nauczyć się znaczenia używanych slow
-rozpoznać się w myśleniu
-podjąć sensowne cele
-rozpocząć nadsłuchiwanie

„Gdy ktoś zdecyduje się na ten heroiczny gest, to zostanie mu wszczepiana dodatkowa jaźń, przejmująca kontrole nad nieuświadomionymi procesami. Jest ona ukrytym partnerem, niwelującym przerażenie, wywołane wzmocnionym połączeniem z wyższa jaźnią. Obecność na stale kogoś, kto kieruje się odmiennymi wartościami, możne dostarczyć sporo kłopotów. Nie rozumiejąc motywów postępowania decyzji doklejonej jaźni, można się strasznie wystraszyć. Wątpliwości wyjaśniane są z biegiem lat, gdy jaźń nabierze wprawy i zrozumie cel takiego połączenia”

Stajać się zbzikowanym szaleńcem, borykać się trzeba z wieloma niespodziankami, zajmującymi nasza cala uwagę. Nie znajdziemy kompromisu i prawdopodobnie będziemy chcieli całkowicie podporządkować się W.J, robiąc innym z życia piekło.
W.J zadba jednak o nasz równomierny rozwój, dając nam również czas na spełnienie naszych życiowych obowiązków. Gdy trafimy na niepożądane byty, podające się za przyjaciół , pamiętajmy, ze na horyzoncie tkwi gdzieś ich właściciel , ich W;J, doglądająca postępy swoich podopiecznych. Delikatne ich wyobrażenie uwolni z nas mysloksztalt meldujący skargę, stająca się prośba o pomoc.
Przychodzi ona w nieoczekiwanym dla nas momencie, poprzedzona wieloma uciążliwymi przeżyciami. Jakiekolwiek by one nie były, pamiętajmy, ze są często konieczne, byśmy zrozumieli zjawiska niepostrzegalne dla nas.

Zapoznawanie się z nimi trwać możne wiele lat i zapomnimy wielokrotnie o naszym celu takiej nauki. W.J zadba o spontaniczność, autentyczność i rzetelność takiej nauki. dostarczając nam wystarczających podniet w życiu. Jest to w jej interesie, byśmy jak najszybciej nauczyli się zasad, niezbędnych do przyjęcia jakichkolwiek duchowych funkcji.
Zdając sobie sprawę, ze otaczający nas świat jest naszym wspólnym tworem, przypominający hologram, zalecam ostrożność w braniu czegokolwiek za poważnie. Nic nie możne nas zniszczyć. Nasza Jaźń jest wieczna, nie potrafiąca się nieodwracalnie rozpuścić a jedynie połączyć w większa jednostkę. Wszelkie maso-biadolenie i rozpacz jest cennym doświadczeniem i nie trwa w nieskończoność.
Biorąc udział w życiowym spektaklu z pozycji atmy, mamy wrażenie uczestniczenia w nim realnie. Zacierając granice miedzy podglądającym widzem a rozgrywająca się iluzoryczna akcja, nie powinniśmy utracić rzeczywistego celu tych działań, jakim jest nasz wzrost.
Powinniśmy odnaleźć nasza jaźń. Jest to trudne i zajmujące sporo czasu, wyjaśni nam to wiele i umożliwia zrozumienie podstaw wielodymensyjnie zaplanowanego świata.
Z pośród wielu ćwiczeń na rynku, rozbudzających nasza wrażliwość, parę wydaje mi się szczególnie interesujących. Są łatwe do wykonania i prowadza do celu. Przyglądanie się ze wzmocnioną czujnością zachodzących zmianom w realu i wyprawy mentalne z przewodnikiem.
Eksploracje niefizycznych światów z ograniczoną świadomością są chyba najlepsze i proste do wykonania. Z ukrytym i życzliwym towarzyszem, przedzieramy się przez zasieki nieznanego, zdobywając rozeznanie w wieldymensyjnm świecie. Tu jednak czyha na nas pułapka.
Początkującym takie myszkowanie w wyobraźni wydać się może czymś nierealnym. Mogą nie postrzec co istotne i stwierdzić jak większość, to tylko zmyślane haluny.
Ludzie wchodzą w eksploracje jak w przysłowiowe masło. Umiejętnie prowadzone warsztaty, muszą ukończyć się sukcesem.
Osoby niesłyszące wewnętrznego głosu, nakłaniającego ich do poszukiwań zajmują się swoim indywidualnym życiem. W odpowiednim czasie, pojawiają się deja vu dając znać o możliwości wyjścia z Matrixa.
Moje niefizyczne eksploracje trochę sobie udziwniłem i nie trzymałem się zbytnio zaleceń Bruca Moena. Przechodząc jego trzy kursy, poznałem tego wspaniałego człowieka. Spędzone wspólnie chwile dostarczyły mi brakującej wiedzy i stałem się poniekąd jednym z milionów spadkobierców Roberta Monroe. Wynik badan niefizycznych światów, kontynuowanych przez Bruca wręcz mnie poraził. Znał moje wypieranki ciałek i potrafił je do czegoś zastosować. Nie wpadłem samemu na pomysł, by wykorzystać te częściowo świadome wojaże do jakich celów.
Wuw, to było dla mnie odkryciem. Od tego momentu potoczyło się u mnie jak z górki. Zdobyłem szybko doświadczenie w tych podróżach, rozwiązując podstawowe trudności. Znikające obrazy i doznania rozpoznawałem z łatwością, dzięki wcześniejszym, wieloletnim obserwacjom.
Przy pierwszym podejściu, poszybowałem do zmarłej tragicznie osoby. Staszek udzielił mi wyjaśnień słowem, bym nie miał wątpliwości. Sprawdziłem informacje, zdobyte w czasie eksploracji niefiz,
Zgadzały się, trafienie. Kolejny wyprawy w czasie warsztatów, trochę się komplikowały, zwiększając stopnień trudności.
Coraz ciężej było mi uzyskać nachalna weryfikacje. Utrudniała to bogata symbolika i zmieniające się szybko obrazy astralne. Włączałem interpretatora, doszukując się wyjaśnienia symboliki. Szukając ich, szperałem w pamięci. Co rusz wyskakiwały mi jakieś wnioski, nie mające zbytnio wspólnego z wydarzeniem.,

 

Aha , teraz rozumie. Zanim dojdę do celu, kołuje w pobliżu właściwego wyobrażenia. Cos jest trafione, idea ogólna, za sprawka ciała przyczynowego ale źle dopasowane przykłady z ciała mentalnego.
Ciało mentalne go tworzy.Interpretator tam się ukrywa.
To nie uporządkowane myśli i chaos pojęć w głowie. Napływające chaotycznie myśli, to rozpaczliwy skowyt naszego ducha, nie mogącego się przedrzeć przez wyobrażenia zebrane w ciągu dnia.
To, to co tak ćwiczyłem zacięcie z Tatarkiewiczem,- porządkowanie wyobrażeń i wzmacniane rozumienie prostych slow z mojego słownika.
Za tym kryło się trzepanie płaszczyka mentalnego i latanie dziur w jego podszewce.

Czy ktoś słyszy głos w głowie w czasie eksploracji?
Pustka na sali i dziwne spojrzenia. Ah a wiec cicho sza, będę milczał, bo jeszcze co pomyślą, a Staszek , gdzie się podział, Wywiało go jak jest potrzebny! Przecież może nagadać ludziom by mieli dowody!!
Wyszedłem z ciała i usiadłem naprzeciw znajomej. Kopiąc ja w nogę, spytałem czy wierzy w duch. Noga jej podskoczyła, rozejrzała się na strony.
Za drugim razem gdy z nią rozmawiałem spytałem czy mnie słyszy.
Kiwnęła zmieszana niby tak przypadkowo, bo jeśli ktoś patrzy to sobie dopiero pomyśli, ze ma takie kiwanie zawsze. Staszek wyskoczył ze mnie, wymachując moimi astralnym łapami jak opętany. Wuw, wuw, kręcąc młyńca nad moja głowa. Tego było już za wiele mojej słuchaczce.
Wyskoczyła w powietrze, zatrzymując się z przerażeniem parę kroków od krzesła. Ah, a wiec słyszysz tylko nie chcesz się przyznać bo zwariowałaś.
A wiec to jest powodem naszego milczenia gdy się W.J do nas dobija!
Obawa przed zwariowaniem, bo mama i tata i pani w szkole a potem koledzy w pracy.
Nie wstydzę się przyznać, ze mam niefizycznego przyjaciela i jeszcze kogoś o kim zbyt wiele nie mogę powiedzieć. Nie straszne mi posadzenie o wariactwo, którego się wielu z nas obawia.
Również utrata zmysłów wydaje mi się teraz zabawnym określenie i nie zbyt adekwatna do tego co czuje i jak postrzegam swoje ciało i otaczający mnie świąt. Pisze o tym otwarcie, gdyż Staszek wielokrotnie dala mi dowody swojego realnego istnienia.
I jeszcze raz i jeszcze raz, kolejna wspólna wyprawa. Każdy eksperyment trafiony. Nie widzę tego od razu bo coraz trudniejsze są ćwiczenia
Przy jednym z ćwiczeń postrzegłem nonsensy, pojawiające się astralne obrazy bez sensu. Co za bzdurna i pokręcona logika, istne wariactwo.
Rozczarowanie….. Dopiero parę tygodni później dostrzegłem ukryte znaczenie. Odczytałem pamięć kogoś siedzącego za moimi plecami. Nie postrzegłem tego, nie wiedziałem, ze to jest możliwe. Staszek potwierdził.
Rozpoczęły się wspólne wyprawy, grupowe odzyski i podglądanie co kto robi. Staszek ciągnął mnie za ludźmi bym podglądał. To tak się da, można polecieć za kimś mentalnie tylko o nim myśląc? Wyobrazić sobie, ze bierze się go za rękę i porwać do jakiegoś miejsca w astralu?
To wystarcza?
Tylko kto leci wtedy z nami?
Podmiot niekoniecznie jest tego świadomy. Przecież siedzimy na krzesłach, i wiemy o tym ze tam siedzimy. Krzesła są niewygodne i pupa boli. A jednak mamy odczucie, ze się spotykamy i rozmawiamy na pól ślepo ze zmarłymi, znajdując potem potwierdzenie.
Istne szaleństwo. To co my robimy to…, za to nas pozamykają, każdy z osobna w białym kitlu .Ha ha ha….śmieje się na głos, sam do siebie. Ktoś się również śmieje. Cały czas się podśmiechuje, na głos, od samego rana. Heh, mówimy tak otwarcie o duchach i co, i nic! Ha ha , powtarza ze śmiechem.

 

Aha , teraz rozumie. Zanim dojdę do celu, kołuje w pobliżu właściwego wyobrażenia. Cos jest trafione, idea ogólna, za sprawka ciała przyczynowego ale źle dopasowane przykłady z ciała mentalnego.
Ciało mentalne go tworzy.Interpretator tam się ukrywa.
To nie uporządkowane myśli i chaos pojęć w głowie. Napływające chaotycznie myśli, to rozpaczliwy skowyt naszego ducha, nie mogącego się przedrzeć przez wyobrażenia zebrane w ciągu dnia.
To, to co tak ćwiczyłem zacięcie z Tatarkiewiczem,- porządkowanie wyobrażeń i wzmacniane rozumienie prostych slow z mojego słownika.
Za tym kryło się trzepanie płaszczyka mentalnego i latanie dziur w jego podszewce.

Czy ktoś słyszy głos w głowie w czasie eksploracji?
Pustka na sali i dziwne spojrzenia. Ah a wiec cicho sza, będę milczał, bo jeszcze co pomyślą, a Staszek , gdzie się podział, Wywiało go jak jest potrzebny! Przecież może nagadać ludziom by mieli dowody!!
Wyszedłem z ciała i usiadłem naprzeciw znajomej. Kopiąc ja w nogę, spytałem czy wierzy w duch. Noga jej podskoczyła, rozejrzała się na strony.
Za drugim razem gdy z nią rozmawiałem spytałem czy mnie słyszy.
Kiwnęła zmieszana niby tak przypadkowo, bo jeśli ktoś patrzy to sobie dopiero pomyśli, ze ma takie kiwanie zawsze. Staszek wyskoczył ze mnie, wymachując moimi astralnym łapami jak opętany. Wuw, wuw, kręcąc młyńca nad moja głowa. Tego było już za wiele mojej słuchaczce.
Wyskoczyła w powietrze, zatrzymując się z przerażeniem parę kroków od krzesła. Ah, a wiec słyszysz tylko nie chcesz się przyznać bo zwariowałaś.
A wiec to jest powodem naszego milczenia gdy się W.J do nas dobija!
Obawa przed zwariowaniem, bo mama i tata i pani w szkole a potem koledzy w pracy.
Nie wstydzę się przyznać, ze mam niefizycznego przyjaciela i jeszcze kogoś o kim zbyt wiele nie mogę powiedzieć. Nie straszne mi posadzenie o wariactwo, którego się wielu z nas obawia.
Również utrata zmysłów wydaje mi się teraz zabawnym określenie i nie zbyt adekwatna do tego co czuje i jak postrzegam swoje ciało i otaczający mnie świąt. Pisze o tym otwarcie, gdyż Staszek wielokrotnie dala mi dowody swojego realnego istnienia.
I jeszcze raz i jeszcze raz, kolejna wspólna wyprawa. Każdy eksperyment trafiony. Nie widzę tego od razu bo coraz trudniejsze są ćwiczenia
Przy jednym z ćwiczeń postrzegłem nonsensy, pojawiające się astralne obrazy bez sensu. Co za bzdurna i pokręcona logika, istne wariactwo.
Rozczarowanie….. Dopiero parę tygodni później dostrzegłem ukryte znaczenie. Odczytałem pamięć kogoś siedzącego za moimi plecami. Nie postrzegłem tego, nie wiedziałem, ze to jest możliwe. Staszek potwierdził.
Rozpoczęły się wspólne wyprawy, grupowe odzyski i podglądanie co kto robi. Staszek ciągnął mnie za ludźmi bym podglądał. To tak się da, można polecieć za kimś mentalnie tylko o nim myśląc? Wyobrazić sobie, ze bierze się go za rękę i porwać do jakiegoś miejsca w astralu?
To wystarcza?
Tylko kto leci wtedy z nami?
Podmiot niekoniecznie jest tego świadomy. Przecież siedzimy na krzesłach, i wiemy o tym ze tam siedzimy. Krzesła są niewygodne i pupa boli. A jednak mamy odczucie, ze się spotykamy i rozmawiamy na pól ślepo ze zmarłymi, znajdując potem potwierdzenie.
Istne szaleństwo. To co my robimy to…, za to nas pozamykają, każdy z osobna w białym kitlu .Ha ha ha….śmieje się na głos, sam do siebie. Ktoś się również śmieje. Cały czas się podśmiechuje, na głos, od samego rana. Heh, mówimy tak otwarcie o duchach i co, i nic! Ha ha , powtarza ze śmiechem

.
Parę razy wyszedłem w eterycznym ciele i rozmawiałem z kursantami.
Nie zawsze to postrzegłem. Nic się przecież szczególnego nie zmieniło, wypchnęło mnie trochę w bok ale niepostarzenie. Nie zwróciłem uwagi, ze znikają obrazy, rozmawiałem przecież jak zawsze. Bez ciała fizycznego, znika rozsadek. Mam pełna świadomość ale prowadzę dalej rozmowę jak bym był nadal w ciele. Dotykam parę osób, chcąc by zwróciły na mnie uwagę. Parę osób mnie widzi, dostrzegam to w ich zdziwionych oczach.
A możne to atrapy, wstyd pytać, bo jeśli nie to będzie obciach. Hej ty, ja rozmawiałem z tobą, pamiętasz co mówiłem, bo mi się wydaje, ze bylem poza ciałem. Gdy pytam zmieszany, znowu wychodzę z ciała, kończąc pytanie niefizycznie. Oh, co za cholera nawet spytać nie idzie. Zniechęcony rezygnuje z weryfikacji.
Mowie zachrypłym i strasznym głosem, to Staszkowi ktoś podpadł. Chce go postraszyć.No dobra myślę sobie, idę na to. Akcja się potoczyła w szalonym tempie. To samo na zlocie. Stachu miał w planie pisanie artykułów ale ja się opierałem. Zrobił mi psikusa i od razu chwyciłem za pisaka. Och mądry jest ten mój przewodnik , wie jak człowieka podebrać.
Ludzie pytają czy oobe jest niebezpieczne.Czy eksploracje niefizycznych światów są niebezpieczne. Myślę, ze w pewnym stopniu tak. Można nabawić się czasami biedy, ale może tez być bardzo pomocne gdy bieda u nas zawita bez uprawiania oobe.
Stajać w pracy przy zaryglowanych drzwiach, zatrzymałem się bezwiednie. Przyczepiony do testowania magnes magnes na plecach, zajarzył się światełkiem. Wypadłem z ciała fizycznego nie wykonując żadnego ruchu.. Moje ciało astralne odwróciło się do drzwi a ja świadomością w ciele mentalnym, rozszerzyłem swoja percepcje w kręgu, do paru metrów. Czując przestrzeń dokoła siebie, reagowałem na zachodzące w niej zmiany.
UWAŻAJ KTOŚ PRZYSZEDŁ
-powiedział Staszek.
Dostrzegłem teraz, ze mój wyskok z fizycznego ciała spowodował intruz, astralne ciało przechodzące przez zamknięte drzwi i stojące przy mnie
Na plecach świecący magnesik przybrał silna żółta barwę, świecąc jak szalona latarka i pulsując chroniącym mnie polem. Zafascynowało mnie to i zająłem się przyglądaniem temu dziwu. Skąd w magnesiku taka moc. Zrobiłem talizman?
Nie bylem przygotowany na akcje, wiec nie zdarzyłbym tego wytworzyć umysłem, tym bardziej ze za drzwiami czekał zniecierpliwiony kolega, rozmyślający czy zastukać, o czym przecież nic nie wiedziałem.
Przeniknął ciałem astralnym przez zamknięte drzwi choć o oobe nic nie wie. Wywalił mnie z ciała swoja energia niepewności a dopiero wtedy załomotał w drzwi.
W czasie rozmowy z nim, dostałem nieprzyjemnych drgań, spowodowanych wyjściem z ciała. Jeśli by to się zdarzyło na autostradzie byłoby już po mnie. Nie jestem pewien czy zdążyłbym na czas się ponownie pokleić, kierowany obawa o życie. Parę sekund nieuwagi i można wylądować w rowie.
Ne wiem również czy moja histeryczna rekcja była następstwem rozbudzanej percepcji niefizycznej, i czy by się to mogło przytrafić osobie bez takich doświadczeń. Myślę, ze tak. W końcu jednym ze sposobów wychodzenia z ciała dla początkujących jest energetyzowanie ich przez innych ludzi. Wnikają w nich swoja energią, wywołując wytrącenie swiadomosci z ciała fizycznego.
Ten trik wykorzystywany jest w grupowych ćwiczeniach i znajduje powszechne zastosowanie w hipnozie.
W tym wypadku możliwe, ze znajomość takich doznań, ułatwia szybko poklejenie się z ciałem niefizycznym.
Możliwe jest również, ze nie dałbym się zahipnotyzować z taką łatwością w czasie rozmowy koledze w pracy, gdybym nie wyćwiczył samemu szybkiego wchodzenia w trans.
W takim wypadku, ćwiczenie eksploracji niosłyby w sobie sporo niebezpieczeństw, szczególnie w komunikacji miejskiej.
W innym wypadku nie powstają raczej szkody, no może to paskudne trzęsienie się i możliwość podczepienia czyjejś intencji do naszego ciałka mentalnego. W przyszłości opisze, wzmacnianie pola ochronnego i jak wychodzić z astralnych opresji.
Są miedzy nami ludzie, na których wnikania ciałek i ich radiacja nie robi żadnego wrażenia.
Swojego czasu potrafiłem twardnieć i byłem mi na takie ingerencje obojętny. Nie dawałem sobie wytracić uwagi i miałem szampański humor. Nie jestem tylko pewien czy innym było wtedy ze mną dobrze.
Omawiając się ze znajomymi na określona godzinę, szarpaliśmy się za części ciała. Wpadające w nas mało świadome ciałka, odczuwaliśmy jak czyjaś obecność w naszym pobliżu. Ten ktoś był u nas. Dawało się go zobaczyć a nawet wspólnie spędzić króciutka przygodę.
Jego energia z łatwością budziła nas ze snu, otrzeźwiając w ułamku sekundy. Byliśmy doładowani przez odwiedzające nas osoby. Jest to już wielokrotnie sprawdzonym przez podróżników faktem.
Pamiętajmy, ze możemy wesprzeć w ten sposób chore i zmęczone osoby, doładowując ich energia serdeczności. Zatroskane i strasznie wystraszone czyimś losem osoby, powinni się wystrzegać takich dobroczynnych gestów, ponieważ doniosą im coś przeciwnego niż zamierzają. Nie potrzebne jest nawet jakieś konkretne wyobrażanie sobie sposobu przelewania energii, ona się sama przeniesie z pełnego w puste. Obecność w nas czyjejś jaźni jest częstym źródłem orzeźwienia. Mamy wtedy w nas przylepę, podglądacza, czyjaś świadoma substancją doładowująca nas energie .
W takich sytuacjach wspaniale sprawdzają się nasze wyćwiczone umiejętności obserwowania myśli. Możliwe staje się rozpoznanie identa gościa. Gdy rozmyślamy w grupach o tym samym czasie, to wspomagamy się energia naszego wspólnego celu. Dotaszczymy do siebie nawet rożne idee, inspirując znajomych naszymi pomysłami. Wspomagamy się myślami, stanowiąc siec współpracujących ze sobą przyjaciół.
Rozpoznawanie obcych elementów w naszej myśli dobrze jest wyćwiczyć, poprzez wspólne spotkania mentalnej Łącząc się z innym jaźniami, wyostrzamy nasza świadomość :)) mogąc postrzec czym dysponuje nasz partner. Jak cenne są takie wewnętrzne wglądy, przekonujemy się przy pierwszej sposobności. Skostniałe przyzwyczajenia dają się porównać i staja rozpoznawalne.
Praca z wyobraźnią a zwłaszcza wyobrażanie siebie w ruchu,- gimnastyka niefiz, poprawia nasza kondycje. Wprawiając się w ruch wirowy, chronimy przed niepożądaną wymianą energii. Takie ćwiczenie chroni wspaniale przed wnikaniem w nas astralnych turystów.
Jednoosobowe ustawienia rodzinne staną się pomocne, gdy nie możemy znaleźć okularów, bo zapodzialiśmy je gdzieś, nie wiedząc gdzie.
I tutaj znajomość odczuć płynących z ruchu ciała astralnego nadadzą nam się wspaniale. Zdobywamy w ten sposób kompas w życiowej dżungli.
Ukryje się za nim chętnie W.J, niefizyczny przyjaciel, czy chwilo wytworzony przez nas aspekt. W czasie ustawień Hellingerowskich, zdałem sobie w pełni sprawę z istnienia W.J i jej znaczenia w naszym życiu na codzien. Kierując moim ciałem astralnym nawiązał z mną zabawę- porozumienie, odczuwane jak przewodnictwo bez slow. Ten wiaterek za plecami w astralu, o którym Darek się tak chętnie rozpisywał, również w świecie fizycznym potrafi przestawiać nam ciałka niefizyczne, określając jego pozycje względem innych uczestników ustawienia. Wprawiając je nam w ruch potrafi nam podsunąć rozwiązania, zmuszając do spontanicznego wykonanych fizycznych ruchów. ratując przed spadającą cegła z dachu.
Gdy myślimy o ruchu czy o jakiejś idei, to koncentrujemy się na ciele astralnym lub mentalnym. Pomyśleć by pomyśleć lub zmyślać by ruszyć ruszenie. (Draq). W ten sposób gromadzimy energie myśli w ciele mentalnym lub ruchu w ciele astralnym. Co z tym zrobimy i czemu przeznaczymy, zależny od naszej fantazji.
Jeśli nawiążemy z kimś udane połączenie, dobrze jest natychmiast to potwierdzić telefoniczna. Weryfikując unikamy fałszywych podejrzę, zastępując ja pewnością. Nie zawsze taki kontakt jest dla wszystkich eksperymentujących postrzegany. Pytanie w odpowiednim momencie, daje nam możliwość szybkiego wglądu w pamięć zanim się nam ona zatrze, kolejnymi doznaniami.
Wspaniała zabawa jest zapraszanie gości do naszego umysłu i tutaj mamy możliwość dotaszczenia ich dobrowolnie lub zaciągnięcia na sile. Prowadzać wewnętrzne z nimi dialogi zapraszamy na mentalny spacer a łapiąc za rękę zaciągamy gdzieś na sile w astral. Zanim się postrzega to już z nami wyląduje w pięknym pejzażu lub na odludnej wyspie.
W grupach jest to zaciąganie utrudnione, gdyz uwagą nie nadążymy za większa ilością osób. Wtedy by nam się spotkanie udało, powinniśmy ich serdecznie zaprosić. Zaciekawieni sami przylecą.
Pamiętajmy, ze za każdym podróżnikiem stoi jego W.J, doglądająca swojego ślimaka. Ma ich co prawda dużo ale jak będziemy robić komuś niesmaczne psikusy, to może nas dyskretnie od tego zniechęcić. Wspólne podróże uczą doskonalić percepcje niefizyczna. Współpraca z przewodnikiem, znacznie nam ten proces nauk przyspieszy.
Prósząc opiekunów o pomoc, możemy dostać wiedzę od środka, przekraczająca wszystko co wyczytane czy usłyszane.
Metoda taka nadaje się super, by poznać ciałka niefizyczne. Przewodnik potrafi nas przefazować od dołu do samiuśkiej góry, udzielając przy tym wyjaśnień. Należy uważać z prośbami i nie pchać się z byle czym, bo często traci cierpliwość i daje nam coś przeciwnego, choć na to początkowo nie wygląda.:))…………………………
By zrozumieć czym jest WJ posłużę się przykładem, przybliżającym nam jej związek z nami. Naszej podświadomości, szemranemu pojęciu, możemy przypisać masę czynności, Będzie koordynować spawki, na które nie zwracamy uwagi, lub nie mamy świadomie wglądu. Personifikując ja, doszukamy się niesfornego i niezbyt rozgarniętego dzieciaka, odruchowo postępującego i nie potrafiącego samodzielnie się przebić przez zakazy. Pamiętamy, ze przelewając świadomość, rozdzielamy ja na niezależne od nas ciałka- części, współdziałające ze sobą. Można przecież być w dwóch miejscach naraz, w kilku ciałkach świadomym, gdy się porozrywają i od nas uzależnią, zabierając cześć naszej jaźni. Każde z nich może być nosicielem swiadomosci.
Miejsce przebywania większej cześć ciała duchowego, umożliwia nam rozpoznanie naszego miejsca pobytu podmiotu,- te skupiska naszej jaźni pogubione w aspektach są dla nas przecież niewidoczne. Również nasza podświadomość ,odrobinka naszej jaźni przywiązana i odpowiedzialna za ciałka: fiz. eter. astr. gubi nam się z przed oczu, stajać wspomagającymi nas czesciami, odpowiadająca za mnóstwo doznań, elementarnych zjawisk psychicznych. Jako podmiot mamy wglad w to co się dzieje a dzieje się przecież równocześnie w każdej z dymensji, z przytroczona cząstka naszej jaźni do każdego naszego przedstawiciela dymensji,
Mówimy, myślimy , czujemy i trwamy.
Wedle zamiarów korzystamy z tych dobrodziejstw wybiórczo.
Poprzez  koncentracja aktem woli , zwiększamy udział każdego z tych rodzajów bycia. Lądując w nim uwaga możemy dokonywać w nich zmian i trwać w nich do woli.  Jest nas więcej a pomimo tego czujemy jednolitość w sobie. Nie postrzegamy naszych członów. Gdy nam brakuje sporo Jaźni to czujemy się nie zbyt dobrze. Nasza świadomość kruszeje, stajać się niespójna. Nie jesteśmy w stanie często określić źródła  tego osłabnięcia, dostrzegając jego przyczynę w zdarzeniach. Choć cala mechanika jest przed nami zakryta, to wiemy , ze coś paskudnego  nam się w życiu przytrafiło, coś co nas zdruzgotało, wprawiając w zły nastrój przygnębienia. Porzucone nasze zagubione aspekty, muszą być w dosyć w opłakanym stanie. Z relacji podróżników wynika, ze potrafią sobie one uświadomić swoje indywidualne trwanie.
Prawem dzielenia się substancji duchowej na części i wytwarzaniem z większej samodzielnych jaźni, ożywają one, poza naszymi plecami,  stajać się niezależnymi bytami.  Choć są naszymi węzełkami zawiązanym przypadkowo na promieniu swiadomosci, to trwają indywidualnie. Nie powinniśmy odmówić im realności istnienia, samemu je tworząc.
Te osierocone szkraby pożerają nasza energie w walce o poprawę swojej egzystencji. Nie wiedza ze tata pijany,  zagapił się  i jest  nieświadomy zguby, Choć ja odczuwa szybującymi  myślami,  wspominając nieszczęsne miejsca.
Będąc  samo rozpoznająca się  jaźnią, jesteśmy samemu częścią jeszcze większego węzełka na wiązce światła ze źródła, skierowanego w ciężka  materie,
Mowie zachrypłym i strasznym głosem, to Staszkowi ktoś podpadł. Chce go postraszyć.No dobra myślę sobie, idę na to. Akcja się potoczyła w szalonym tempie. To samo na zlocie. Stachu miał w planie pisanie artykułów ale ja się opierałem. Zrobił mi psikusa i od razu chwyciłem za pisaka. Och mądry jest ten mój przewodnik , wie jak człowieka podebrać.
Ludzie pytają czy oobe jest niebezpieczne.Czy eksploracje niefizycznych światów są niebezpieczne. Myślę, ze w pewnym stopniu tak. Można nabawić się czasami biedy, ale może tez być bardzo pomocne gdy bieda u nas zawita bez uprawiania oobe.
Stajać w pracy przy zaryglowanych drzwiach, zatrzymałem się bezwiednie. Przyczepiony do testowania magnes magnes na plecach, zajarzył się światełkiem. Wypadłem z ciała fizycznego nie wykonując żadnego ruchu.. Moje ciało astralne odwróciło się do drzwi a ja świadomością w ciele mentalnym, rozszerzyłem swoja percepcje w kręgu, do paru metrów. Czując przestrzeń dokoła siebie, reagowałem na zachodzące w niej zmiany.
UWAŻAJ KTOŚ PRZYSZEDŁ
-powiedział Staszek.
Dostrzegłem teraz, ze mój wyskok z fizycznego ciała spowodował intruz, astralne ciało przechodzące przez zamknięte drzwi i stojące przy mnie
Na plecach świecący magnesik przybrał silna żółta barwę, świecąc jak szalona latarka i pulsując chroniącym mnie polem. Zafascynowało mnie to i zająłem się przyglądaniem temu dziwu. Skąd w magnesiku taka moc. Zrobiłem talizman?
Nie bylem przygotowany na akcje, wiec nie zdarzyłbym tego wytworzyć umysłem, tym bardziej ze za drzwiami czekał zniecierpliwiony kolega, rozmyślający czy zastukać, o czym przecież nic nie wiedziałem.
Przeniknął ciałem astralnym przez zamknięte drzwi choć o oobe nic nie wie. Wywalił mnie z ciała swoja energia niepewności a dopiero wtedy załomotał w drzwi.
W czasie rozmowy z nim, dostałem nieprzyjemnych drgań, spowodowanych wyjściem z ciała. Jeśli by to się zdarzyło na autostradzie byłoby już po mnie. Nie jestem pewien czy zdążyłbym na czas się ponownie pokleić, kierowany obawa o życie. Parę sekund nieuwagi i można wylądować w rowie.
Ne wiem również czy moja histeryczna rekcja była następstwem rozbudzanej percepcji niefizycznej, i czy by się to mogło przytrafić osobie bez takich doświadczeń. Myślę, ze tak. W końcu jednym ze sposobów wychodzenia z ciała dla początkujących jest energetyzowanie ich przez innych ludzi. Wnikają w nich swoja energią, wywołując wytrącenie swiadomosci z ciała fizycznego.
Ten trik wykorzystywany jest w grupowych ćwiczeniach i znajduje powszechne zastosowanie w hipnozie.
W tym wypadku możliwe, ze znajomość takich doznań, ułatwia szybko poklejenie się z ciałem niefizycznym.
Możliwe jest również, ze nie dałbym się zahipnotyzować z taką łatwością w czasie rozmowy koledze w pracy, gdybym nie wyćwiczył samemu szybkiego wchodzenia w trans.
W takim wypadku, ćwiczenie eksploracji niosłyby w sobie sporo niebezpieczeństw, szczególnie w komunikacji miejskiej.
W innym wypadku nie powstają raczej szkody, no może to paskudne trzęsienie się i możliwość podczepienia czyjejś intencji do naszego ciałka mentalnego. W przyszłości opisze, wzmacnianie pola ochronnego i jak wychodzić z astralnych opresji.
Są miedzy nami ludzie, na których wnikania ciałek i ich radiacja nie robi żadnego wrażenia.
Swojego czasu potrafiłem twardnieć i byłem mi na takie ingerencje obojętny. Nie dawałem sobie wytracić uwagi i miałem szampański humor. Nie jestem tylko pewien czy innym było wtedy ze mną dobrze.
Omawiając się ze znajomymi na określona godzinę, szarpaliśmy się za części ciała. Wpadające w nas mało świadome ciałka, odczuwaliśmy jak czyjaś obecność w naszym pobliżu. Ten ktoś był u nas. Dawało się go zobaczyć a nawet wspólnie spędzić króciutka przygodę.
Jego energia z łatwością budziła nas ze snu, otrzeźwiając w ułamku sekundy. Byliśmy doładowani przez odwiedzające nas osoby. Jest to już wielokrotnie sprawdzonym przez podróżników faktem.
Pamiętajmy, ze możemy wesprzeć w ten sposób chore i zmęczone osoby, doładowując ich energia serdeczności. Zatroskane i strasznie wystraszone czyimś losem osoby, powinni się wystrzegać takich dobroczynnych gestów, ponieważ doniosą im coś przeciwnego niż zamierzają. Nie potrzebne jest nawet jakieś konkretne wyobrażanie sobie sposobu przelewania energii, ona się sama przeniesie z pełnego w puste. Obecność w nas czyjejś jaźni jest częstym źródłem orzeźwienia. Mamy wtedy w nas przylepę, podglądacza, czyjaś świadoma substancją doładowująca nas energie .
W takich sytuacjach wspaniale sprawdzają się nasze wyćwiczone umiejętności obserwowania myśli. Możliwe staje się rozpoznanie identa gościa. Gdy rozmyślamy w grupach o tym samym czasie, to wspomagamy się energia naszego wspólnego celu. Dotaszczymy do siebie nawet rożne idee, inspirując znajomych naszymi pomysłami. Wspomagamy się myślami, stanowiąc siec współpracujących ze sobą przyjaciół.
Rozpoznawanie obcych elementów w naszej myśli dobrze jest wyćwiczyć, poprzez wspólne spotkania mentalnej Łącząc się z innym jaźniami, wyostrzamy nasza świadomość :)) mogąc postrzec czym dysponuje nasz partner. Jak cenne są takie wewnętrzne wglądy, przekonujemy się przy pierwszej sposobności. Skostniałe przyzwyczajenia dają się porównać i staja rozpoznawalne.
Praca z wyobraźnią a zwłaszcza wyobrażanie siebie w ruchu,- gimnastyka niefiz, poprawia nasza kondycje. Wprawiając się w ruch wirowy, chronimy przed niepożądaną wymianą energii. Takie ćwiczenie chroni wspaniale przed wnikaniem w nas astralnych turystów.
Jednoosobowe ustawienia rodzinne staną się pomocne, gdy nie możemy znaleźć okularów, bo zapodzialiśmy je gdzieś, nie wiedząc gdzie.
I tutaj znajomość odczuć płynących z ruchu ciała astralnego nadadzą nam się wspaniale. Zdobywamy w ten sposób kompas w życiowej dżungli.
Ukryje się za nim chętnie W.J, niefizyczny przyjaciel, czy chwilo wytworzony przez nas aspekt. W czasie ustawień Hellingerowskich, zdałem sobie w pełni sprawę z istnienia W.J i jej znaczenia w naszym życiu na codzien. Kierując moim ciałem astralnym nawiązał z mną zabawę- porozumienie, odczuwane jak przewodnictwo bez slow. Ten wiaterek za plecami w astralu, o którym Darek się tak chętnie rozpisywał, również w świecie fizycznym potrafi przestawiać nam ciałka niefizyczne, określając jego pozycje względem innych uczestników ustawienia. Wprawiając je nam w ruch potrafi nam podsunąć rozwiązania, zmuszając do spontanicznego wykonanych fizycznych ruchów. ratując przed spadającą cegła z dachu.
Gdy myślimy o ruchu czy o jakiejś idei, to koncentrujemy się na ciele astralnym lub mentalnym. Pomyśleć by pomyśleć lub zmyślać by ruszyć ruszenie. (Draq). W ten sposób gromadzimy energie myśli w ciele mentalnym lub ruchu w ciele astralnym. Co z tym zrobimy i czemu przeznaczymy, zależny od naszej fantazji.
Jeśli nawiążemy z kimś udane połączenie, dobrze jest natychmiast to potwierdzić telefoniczna. Weryfikując unikamy fałszywych podejrzę, zastępując ja pewnością. Nie zawsze taki kontakt jest dla wszystkich eksperymentujących postrzegany. Pytanie w odpowiednim momencie, daje nam możliwość szybkiego wglądu w pamięć zanim się nam ona zatrze, kolejnymi doznaniami.
Wspaniała zabawa jest zapraszanie gości do naszego umysłu i tutaj mamy możliwość dotaszczenia ich dobrowolnie lub zaciągnięcia na sile. Prowadzać wewnętrzne z nimi dialogi zapraszamy na mentalny spacer a łapiąc za rękę zaciągamy gdzieś na sile w astral. Zanim się postrzega to już z nami wyląduje w pięknym pejzażu lub na odludnej wyspie.
W grupach jest to zaciąganie utrudnione, gdyz uwagą nie nadążymy za większa ilością osób. Wtedy by nam się spotkanie udało, powinniśmy ich serdecznie zaprosić. Zaciekawieni sami przylecą.
Pamiętajmy, ze za każdym podróżnikiem stoi jego W.J, doglądająca swojego ślimaka. Ma ich co prawda dużo ale jak będziemy robić komuś niesmaczne psikusy, to może nas dyskretnie od tego zniechęcić. Wspólne podróże uczą doskonalić percepcje niefizyczna. Współpraca z przewodnikiem, znacznie nam ten proces nauk przyspieszy.
Prósząc opiekunów o pomoc, możemy dostać wiedzę od środka, przekraczająca wszystko co wyczytane czy usłyszane.
Metoda taka nadaje się super, by poznać ciałka niefizyczne. Przewodnik potrafi nas przefazować od dołu do samiuśkiej góry, udzielając przy tym wyjaśnień. Należy uważać z prośbami i nie pchać się z byle czym, bo często traci cierpliwość i daje nam coś przeciwnego, choć na to początkowo nie wygląda.:))…………………………
By zrozumieć czym jest WJ posłużę się przykładem, przybliżającym nam jej związek z nami. Naszej podświadomości, szemranemu pojęciu, możemy przypisać masę czynności, Będzie koordynować spawki, na które nie zwracamy uwagi, lub nie mamy świadomie wglądu. Personifikując ja, doszukamy się niesfornego i niezbyt rozgarniętego dzieciaka, odruchowo postępującego i nie potrafiącego samodzielnie się przebić przez zakazy. Pamiętamy, ze przelewając świadomość, rozdzielamy ja na niezależne od nas ciałka- części, współdziałające ze sobą. Można przecież być w dwóch miejscach naraz, w kilku ciałkach świadomym, gdy się porozrywają i od nas uzależnią, zabierając cześć naszej jaźni. Każde z nich może być nosicielem swiadomosci.
Miejsce przebywania większej cześć ciała duchowego, umożliwia nam rozpoznanie naszego miejsca pobytu podmiotu,- te skupiska naszej jaźni pogubione w aspektach są dla nas przecież niewidoczne. Również nasza podświadomość ,odrobinka naszej jaźni przywiązana i odpowiedzialna za ciałka: fiz. eter. astr. gubi nam się z przed oczu, stajać wspomagającymi nas czesciami, odpowiadająca za mnóstwo doznań, elementarnych zjawisk psychicznych. Jako podmiot mamy wglad w to co się dzieje a dzieje się przecież równocześnie w każdej z dymensji, z przytroczona cząstka naszej jaźni do każdego naszego przedstawiciela dymensji,
Mówimy, myślimy , czujemy i trwamy.
Wedle zamiarów korzystamy z tych dobrodziejstw wybiórczo.
Poprzez  koncentracja aktem woli , zwiększamy udział każdego z tych rodzajów bycia. Lądując w nim uwaga możemy dokonywać w nich zmian i trwać w nich do woli.  Jest nas więcej a pomimo tego czujemy jednolitość w sobie. Nie postrzegamy naszych członów. Gdy nam brakuje sporo Jaźni to czujemy się nie zbyt dobrze. Nasza świadomość kruszeje, stajać się niespójna. Nie jesteśmy w stanie często określić źródła  tego osłabnięcia, dostrzegając jego przyczynę w zdarzeniach. Choć cala mechanika jest przed nami zakryta, to wiemy , ze coś paskudnego  nam się w życiu przytrafiło, coś co nas zdruzgotało, wprawiając w zły nastrój przygnębienia. Porzucone nasze zagubione aspekty, muszą być w dosyć w opłakanym stanie. Z relacji podróżników wynika, ze potrafią sobie one uświadomić swoje indywidualne trwanie.
Prawem dzielenia się substancji duchowej na części i wytwarzaniem z większej samodzielnych jaźni, ożywają one, poza naszymi plecami,  stajać się niezależnymi bytami.  Choć są naszymi węzełkami zawiązanym przypadkowo na promieniu swiadomosci, to trwają indywidualnie. Nie powinniśmy odmówić im realności istnienia, samemu je tworząc.
Te osierocone szkraby pożerają nasza energie w walce o poprawę swojej egzystencji. Nie wiedza ze tata pijany,  zagapił się  i jest  nieświadomy zguby, Choć ja odczuwa szybującymi  myślami,  wspominając nieszczęsne miejsca.
Będąc  samo rozpoznająca się  jaźnią, jesteśmy samemu częścią jeszcze większego węzełka na wiązce światła ze źródła, skierowanego w ciężka  materie,
Możemy się jedynie domyślać czym dysponuje nasza WJ, mając samemu swoje części do dyspozycji. Zapewne ma ona nas wielu, na których może się koncentrować. Kto zwróci jej szczególna uwagę na siebie, ten zasłużył na kieliszek szamana i zamroczenie radością.
Może zostać przez nią uprowadzony i z nią się zjednoczyć. Odkryje ona nas jak swój zagubiony aspekt i się ucieszy z naszego powrotu tak jak my z naszych, odzyskanych aspektów.
Jeżeli my wytwarzamy te nieszczęsne aspekty, druzgoczące nasze szczęście i poczucie pełni, to pewnie niepoprawni rozbójnicy, klasyfikują się  do zagubionych  aspektów W.J.
Możliwe ze W.J nie ma takiej mocy sprawczej o jaka ja posądzam i czeka  cierpliwie, aż my ja znajdziemy. Każdy odnajdujący ja byłby zawracającą się inwestycją.
Słyszałem już o tysiącach jaźni znajdujących się w dysku. O tym ze wszystko to hologram a my nie opuściliśmy źródła. Zebrałem sprzeczne informacje i nie udaje mi się ich zweryfikować. Niezrozumiała wydaje mi się konieczność utrzymywania takiej liczby odseparowanych jaźni, gdy one potrafią się z łatwością łączyć w większe skupisko, tworząc zwiększoną jednostkę, potężniejsza i wspanialsza.
ROZBICI MOŻEMY WIĘCEJ DOŚWIADCZEŃ ZEBRAĆ ALE JESTEŚMY ROZSYPANYM PIASKIEM NA KTÓREGO POWIERZCHNI NIE UTRZYMA SIĘ NASZ  WSPÓLNY ŚWIADEK
Również konstrukcja WJ  jest mi nieznana, Jak zgromadzona jest w dysku szczegółowa pamięć cykli reinkarnacyjnych, każdego z jego elementów?
Czy MTJ- INSPEKTOR ,istota scalona ze swoich  elementów, które ukończyły cykle, stanowi formę tego nadzoru, będąc samemu malutka cząstka jeszcze wyższej części?
A może MTJ  Darka Sugiera był  scalona już inna W.J doglądająca kolegi, w czasie jego rozbicia na fragmenty?
Uf, brbrbr,  głowa pęka od pytań.
Atma bez ruchu, jak się połączy z innymi, to stanowi wykonawcza cześć W.J,j nie biorącą udziału w cyklach, tej rozbitej ,indywidualnie przezywającej świat,
Rozbite części określić by można poszukującymi aspektami W.J.:))
O talencie rozbitych elementów świadczyć dorobek całej grupy, co udało mi się wielokrotnie doświadczyć na własnej skórze, wykorzystując te umiejętności w rożnych momentach mojego życia.
MOCARNY INSPEK  TO GRUBY INSPEKTOR, mający sporo wchłoniętych drobin z zakończonym cyklem.
Stajać się oddzielona cząsteczką od W.J, tracimy jej władzę umysłowe. odzyskując zastępcze i aktywujące się wniknięciem w wielowymiarowy świat.
Energia poziomów dostarcza nam coś w zamian, co tracimy, odcinając się od źródła. Stajemy się kropelka kondensacji swiadomosci wyszczególnionej z wszech -przenikającego zbiornika substancji duchowej. Będąc maciupka cząstka duchowego środowiska ,mamy zawsze możliwość się z nim połączyć w jedno i to szczególnie w niezwykłych chwilach naszego życia.
Mały otworek sznura, przytwierdzony na czubka głowy lub ramionach, otwiera wrota, sugeruje nam kierunek podroży w głąb siebie.
Stan atmicznego bezruchu, nie powinniśmy brać jako ostatni z dostępnych nam stanów naszego bytu. Jest on jedynie ostatnim stanem z możliwych do wyszczególnienia w naszym jednostkowym trwaniu,  przed wywróceniem podszewki jestestwa na odwrotna stronę. Cześć znajdująca się poza stanem atmicznym jest rdzeniem naszej JAŹNI, filarem jego drzemiącej istoty.
W jego byciu bez treści trwania , zatracone zostaje wyobrażenie naszej indywidualnej  przestrzeni, która staje się na tym poziomie ledwo postrzegalnym punktem, ostatnim tchnieniem przed zlaniem się w jedno. Nie kłopoczmy się wiec, że jest bez czegokolwiek, gdyż nawet ona jest złudzeniem, reprezentantem czegoś, co się skrywa gdzies indziej i wygląda jeszcze inaczej, niż nam się daje rozpoznać przed złączeniem ze źródłem.
Pełniejsze opisy atmy,-
JAKO KOLEJNĄ ILUZJE,-PUNKT ZWROTNY Z NIEWYRAŻALNA ZAWARTOŚCIĄ ,  staną się treścią następnych  moich artykułów.
Można przypuszczać że za słowami” MÓJ SYNU” kryje się źródło, zwracające na nas swoja uwagę , Poprzez nasza W.J.  Bóg będący matka i ojcem rozsypanych swoich części, dogląda nas a my o tym nie wiedząc, zaliczamy w drodze do NIEGO coraz większe supełki, na wypuszczonym ze źródła strumieniu naszej jaźni.
p.s
O reagowaniu naszych ciel niefizycznych pisałem wielokrotnie na blogu. Wklejając wkrótce eksperymenty przeprowadzone z przyjaciółmi dostarczę wam ciekawych opisów zachowań naszych niefizycznych części, spisane przez różnych autorów.

1. Zbyszek
NIE UDAŁO MI SIĘ ZNALEŹĆ SKASOWANEGO PRZYPADKOWO KOŃCA TEKSTU I DOPISAŁEM GO NA NOWO, WKLEJAJĄC DODATKOWO NOWA PRZYGODĘ Z DZISIEJSZEGO DNIA. TROCHĘ ZMIENIŁEM ZAKOŃCZENIE CO JEST I TAK BEZ ZNACZENIA:))
Odpowiedzi na pytanie xxx :
Z tego co wiem by się złączyć, to trzeba trochę poskakać i przejść cykle indywidualnie. Wygląda mi to na wielkie polowanie lub bieg do mety. Musi być z tym sporo pracy i nie ma konieczności wchłaniać takiej części ponownie w większy zbiornik jaźni. U Powella wyczytałem , ze śmierć składa się z odpadania ciałek, aż do mentalnego. W przyczynowym składne są przemyślenia i wskakuje się ponownie w cykl życia. Wtedy bratnie dusze to byłyby nasze jaźnie, co nie dotarły do końca cyklu. Prawdopodobnie jak się już ukończy cykle to można po sklejeniu z ciekawości, ponownie wskoczyć i popatrzeć sobie co się dzieje.
Co do tego czy to jest wtedy to same kilo jaźni to chyba bez znaczenia a nawet jest niemożliwe wyszczególnienie tej samej jednostki swiadomosci. Pamięć jest czymś doklejanym, określającym podmiot, przetrzymywanym pieczołowicie w dysku. Pojawiające się i wyszczególnione, nowe jaźnie, uczestniczące w gromadzeniu doświadczeń , rozpoczynają od podstaw, nie będąc chyba jeszcze człowiekiem.
chodzi o dorobek wszystkich naszych części. Słyszałem o doklejaniu wiedzy i wspomaganiu talentami . Zdarza się to gdy szykujemy coś szczególnego w danym cyklu, lub chcemy brać odział w szczególnych wydarzeniach na skale ziemi.
Nie jestem tego oczywiście pewien, bo nie mam na tyle osobistych doświadczeń w temacie a Staszek milczy, często robiąc sobie żarty.
http://www.muttermeera.de/
śpiewa Ania 4 latka
http://de.youtube.com/watch?v=frFRMAUCNOk
2. Anula
Swietny tekst Zbyszku! Nasunęło mi sie też w trakcie czytania… Już kiedyś wyłapałam „mieszanie sie” swiadomosci mojej z cudzą w trakcie rozmów z kimś, czy po prostu przebywania z drugim czlowiekiem. Łatwo wtedy wyłapać i empatycznie wczuć sie w czyjeś doznawanie, przezywanie, czy odbieranie swiata czy jakiejs konkretnej tresci. Ale i cięzkie zarazem, bo łatwo pogubić sie – co jest moje a co cudze. Tworzy sie jakiś gęsty niezidentyfikowany sos, z którego niewiele wynika a pożera sporo energii. To pewnie ta pułapka o której wspominasz, ze przelanie swiadomosci na zewnatrz moze gubić poszkiwacza.
Dzięki… ! Pozdrawiam.

 

  1. Herbina 30/12/2008 o 04:24Jeszcze nie doczytalam do konca, ale juz cos napisze.
    Tekst jest wspanialy, zawiera wiele watkow wiec w jednym komentarzu trudno sie odniesc do wszystkiego.
    Jest tu jeden framgent, ktory jest dla mnie niejasny:
    „Pozbywanie się potrzeb jest najważniejszym elementem połączenie z Wyższa Jaźnią. Nie by nam zabrać co smakuje. Tylko w ten sposób pozbędziemy się nieświadomych i niewłaściwych posunięć w astralnym planie. Rozbudzone potrzeby wabia wilka z lasu. który się drze i robi w naszym otoczeniu strasznego wrzasku. Wyższa Jaźń nie paraduje w swej chwale przed obliczem takiego łapczywego śmiałka.
    Ciarki mnie przechodzą, gdy czytam teksty o programowaniu umysłu i dążeniu przy pomocy intencji do korzyści materialnych”.Jakos ciezko mi przyjac pozbywanie sie potrzeb jako najwazniejszy element polaczenia z Wyzsza Jaznia.
    Skoro jestesmy stworzeni na obraz i podobienstwo Stworcy to niby czemu sami nie mielibysmy byc Stworcami?
    Dlaczego czlowiek aby miec to, czego potrzebuje musi sie napracowac „recami”, napocic sie i zyc na minimum, skoro ma do dyspozycji najwspanialsze narzedzia, ktore nadaja mu moc bycia kreatorem, czyli swoja wyobraznie, intencje?!
    Wedlug mnie roznica miedzy tym, czy ktos sie napoci czy zastosuje intencje polega glownie na tym, jak sie czlowiek z tym czuje.
    Jezeli ktos wybiera role ofiary to musi cierpiec, jezeli ktos chce miec radosc zycia, a te zapewniaja mu rzeczy, sprawy, ktore naleza do potrzeb to dlaczego mialby sie pozbawiac mozliwosci ich posiadania? Mysle, ze zarowno posiadanie potrzeb, ich realizowanie i radosc z realizacji sa dobre jak i dobre jest nieposiadanie potrzeb. Nie stawialabym jednej z tych opcji za lepsza. Kto wie, jakie zycie, jakie doswiadczenia dany czlowiek sobie na to zycie wybral; jeden moze musi nie miec potrzeb aby byc czysty, nie targany potrzebami przez to skupiony na tym, co dla niego najwazniejsze , na rozwoju duchowym chociazby a drugi moze musi miec radosc tworzenia, radosc bycia na kazdym poziomie tak, jak mu dobrze , moze musi miec potrzeby , podczas ktorych sie uczy , rozwija a w swej radosci laczy sie ze zrodlem.
    Moze sa w zyciu ludzi rozne fazy, czasem dobrze jest dla nich nie miec potrzeb a czasem dobrze miec.
    Kiedys tez chcialam zyc skromnie, staralam sie nie miec potrzeb ale nie czulam sie przez to polaczona ze zrodlem, wrecz przeciwnie, dopiero wtedy kiedy zobaczylam jakie sa zaleznosci miedzy moja intencja i moim realem zaczelam czuc to polaczenie mocno i sprawia mi ogromna radosc mozliwosc ogladania rzeczy pieknych ( na to trzeba kasy), nie chce toczyc zycia wypelnionego harowa ani takiego, w ktorym skromniutkie zycie mnie doprowadzi do swietosci przez brak potrzeb.
    Podobno (tak mi kiedys powiedziano) najwazniejsza jest Droga, to Droga jest celem, polaczenie ze zrodlem daje szczescie, a jaka droga sie to osiagnie to juz kwestia indywidualna tak mysle.W Ld-kach jak i wyjsciach najwieksza role spelnia wola, intencja, dlaczego mialoby byc inaczej tutaj? Bo materia, czyli skupiona energia, to potrzebuje wiecej wysilku, ale czy koniecznie fizycznego? (wlasciwa intencja skraca czas od mysli do efektu bez zuzycia duzej ilosci energii ) Moze lepiej energie ciala fizycznego oszczedzac aby moglo jeszcze dlugo sluzyc na tej Drodze,” ktora ludzie prozaicznie zyciem zwa
    W Ld-kach jak i wyjsciach najwieksza role spelnia wola, intencja, dlaczego mialoby byc inaczej tutaj? Bo materia, czyli skupiona energia, to potrzebuje wiecej wysilku, ale czy koniecznie fizycznego? (wlasciwa intencja skraca czas od mysli do efektu bez zuzycia duzej ilosci energii ) Moze lepiej energie ciala fizycznego oszczedzac aby moglo jeszcze dlugo sluzyc na tej Drodze,” ktora ludzie prozaicznie zyciem zwa”…

    1. Zbyszek Informacje o Hindusce Meera, były wstępnym szkicem, który zapomniałem wymienić przed publikacja tekstu.
      Herbina nadesłała mi parę uwag, które teraz zamieszczam.„Uściślając- Mutter Meera nie uwalnia energii, tylko wypełnia dwa kanały energetyczne światłem i rozwiązuje węzły (karmiczne wydarzenia). Nie wiem, czy można to nazwać uwalnianiem energii (może i tak, bo człowiek uwalnia się od jakichś skutków np.) , ale chyba pisząc zdanie, ze uwalnia energie jest dużym spłyceniem i nie wiem, czy łatwo je wlasciwie zinterpretować , choć nie wiem, czy ma to wpływ na całość tekstu, pisze to tylko dla uściślenia”Co zmyśliłem z tymi ” potrzebami „- wyjaśnię w następnym tekście. Moja żona po raz któryś zdębieje. gdyż zwalcza to moje mniemaniem już od wielu lat.
      Miałem teraz bardzo pouczające przygody z moimi i czyimiś zagubionymi aspektami. Ich natura wskazuje ze są strażnikami obciążeń karmicznych. Wypełnić światłem, i rozwiązać supły, to tak jak by się pozbyć starych szpargałów, zebranych od pokoleń w astralnej formie. Łączymy się nasza jaźnią, tworząc mściwe obciążające nas twory.
      Centrum planowania pracuje w oparciu o misterna strukturę rozbitego ducha na wiele małych elementów, towarzyszącym naszym tworom myślowym, -ta siateczka powiązań o której Bruce pisał.
      Rozerwać z nimi połączenie i ściągniecie na powrót zawartej w nich naszej cząstki jaźni, jest dla mnie uwalnianiem od obciążeń karmicznych.
    2. Herbina No to szykuje sie nastepny ciekawy tekst widze, czekam z zainteresowaniem, zwlaszcza jezeli chodzi o ten watek potrzeb.Aspekty to na pewno super interesujaca sprawa.
      Pozdrowka!
    3. Aloha Surfer Eh Zbychu…niestrudzony badaczu kosmosu:) cenny tekst a jeszcze cenniejsze to co sie pod nim kryje. Jedna Jazn!
    4. Zbyszek Sprawdzając ciałka, zlokalizowałem siebie w ciele atmicznym. Bylem tam jaźnią, odczuwającym się podmiotem , zamarłym w bezruchu, pozbawionym władz umysłowych. Wchłaniając w siebie ciało mentalne( przyczynowe z mentalnym niższym) uzyskiwałem w tym samoświadomym bezruchu wole i zdolność do myślenia, rozumowania. Pojawiała się ona wemnie świadoma siebie Jaźni,- zachodziło to pod wpływem obecnosci we mnie ciała ment. Odrzucając z ciała mentalnego płaszczyk z pamięcią, traciłem pamięć siebie, Zbyszka ze swoimi doświadczeniami. Tracąc wtedy ego , zapominałem o sobie Zbyszku , tak jak by zawarta pamięć w płaszczu mentalnym , umożliwiała mi uświadomienie sobie mojego indywidualnego trwania, z wypracowanymi prze ze mnie wnioskami w tym życiu.
      Nie wielka to różnica ale umożliwiała mi wyrażać się słowem, nadając moim myślom konkretna, łatwo wyrażalna treść myślą., oreslajac mój charakter.
      Wchłaniając ciało astralne, odżywałem w 3D przestrzeni, mogąc odczuwać w niej emocjonalne uzupełnienie myśli, odczuwać powstający we mnie ładunek uczucia.
      Nabierałem wyraźnie odczuć ciała, bardzo lekkiego i z łatwością wytwarzałem formy swoich myśli w otaczającej mnie modelinie astralnej, otaczającej mnie przestrzeni.
      Wchłaniając ciało eteryczne, postrzegałem wzrost ciężaru ciała i towarzyszyły mi zbliżone doznania jak w ciężkim ciele fizycznym. Moglem przezywać bardzo silne emocje i silne przepływy energii. Traciłem elastyczność i odczucie lekkości. Odczucie ciała atmicznego- JAŹNI przykryte zostało wypełniająca go treścią myśli.
      W ciele fizycznym, utraciłem swobodę , tracąc wgląd w zakryte dla mnie wyższe plany. Moje decyzje ograniczone zostały twardymi ramami fizycznymi, zmuszając do odpowiedzialności za myśli stające się czynem i czułem się , ze spacer po lesie miedzy drzewami, zamienił się w jazdę rowerem lesna dróżką, pełna piachu.

      1. Zbyszek Dla mnie czas jest postrzeganym przez nas ruchem , zmieniającym się światem z kręcącymi się planetami, z możliwością wyszczególnienia w nim zjawisk przed i po. Dotyczy on fizycznej strony naszej egzystencji jak i tej duchowej , współdziałającej ze sobą, przenikającej się nawzajem.. Poza ciałem można więcej przeżyć. Gdy w fizycznym świecie przeminie dzień mieszcząc w sobie tyle i tyle przeżyć, to tam można o wiele więcej . Tam podniesiesz rękę 10 razy a tutaj tylko raz, w tym tz. takim samy czasie. Tam lżejsze i szybsze są nasze ruchy. Im dalsza warstwa tym szybciej i mniej konkretnych jest rzeczy do postrzegania. Jazn przy dobrym dostrojeniu odnajduje się wspaniale w nowym środowisko, nie mogąc porównać różnicy prędkości, Dziwi się czasami po powrocie , ze tyle się tam dzialo a tutaj kolega jedynie zdarzył kichnąć.
        Znalazłem takie miejsce gdzie nic się nie dzieje i nie ma czegokolwiek do postrzegania. Gdy docieram jeszcze dalej to wzrasta mi prędkość i rozum. Dzianie się jest cząstką mnie. Postrzegam je od środka a nie na zewnatrz.
        I jak to wyrazić słowem?
        Z reinkarnacja wytworzylem sobie wersje robocza. Wieksza jazn wyszczegolnia z siebie fragmenty, mogac reinkarnowac w wielu cialach fizycznych jednoczesnie. Starsze reinkarnacje, aktualny banki danych, sa ciagkle rozwijane , wspierajac te zyjace w swiecie materialnym, udzielajac porad , wspierajac doswiadczeniem. Czy muszą zawierać w sobie fragment Jazn, myślę ,ze nie jest to konieczne. Raczej coś jak archiwum przeżyć , z kartoteka wspomnień.
        Pewnie się to zmienia, jeżeli Jazn większa, zapragnie wniknąć w geste wymiary i przyjmuje jakaś formę, Np MTjciaka- opiekuna,
        Z naszego poziomu nie odczuwamy szefa Jaźni centralnej ale ona tak. Ona wie ze jesteśmy i ma na nas skierowana swoja uwagę, dogląda i zabiega, odczuwając nas jako swój taki zagubiony aspekt,- macka w świecie materialnym. Dostarczamy je doznań a przy opanowaniu przez nas nawigacji niefizycznej wpuszczamy ja w nas. Wypowiada się wtedy ona naszymi ustami, udzielając nam czy naszym bliźnim porady, staje się elementem naszego życia..TZ,. opieka
        Herbina 30/12/2008 o 04:24Jeszcze nie doczytalam do konca, ale juz cos napisze.
        Tekst jest wspanialy, zawiera wiele watkow wiec w jednym komentarzu trudno sie odniesc do wszystkiego.
        Jest tu jeden framgent, ktory jest dla mnie niejasny:
        „Pozbywanie się potrzeb jest najważniejszym elementem połączenie z Wyższa Jaźnią. Nie by nam zabrać co smakuje. Tylko w ten sposób pozbędziemy się nieświadomych i niewłaściwych posunięć w astralnym planie. Rozbudzone potrzeby wabia wilka z lasu. który się drze i robi w naszym otoczeniu strasznego wrzasku. Wyższa Jaźń nie paraduje w swej chwale przed obliczem takiego łapczywego śmiałka.
        Ciarki mnie przechodzą, gdy czytam teksty o programowaniu umysłu i dążeniu przy pomocy intencji do korzyści materialnych”.Jakos ciezko mi przyjac pozbywanie sie potrzeb jako najwazniejszy element polaczenia z Wyzsza Jaznia.
        Skoro jestesmy stworzeni na obraz i podobienstwo Stworcy to niby czemu sami nie mielibysmy byc Stworcami?
        Dlaczego czlowiek aby miec to, czego potrzebuje musi sie napracowac „recami”, napocic sie i zyc na minimum, skoro ma do dyspozycji najwspanialsze narzedzia, ktore nadaja mu moc bycia kreatorem, czyli swoja wyobraznie, intencje?!
        Wedlug mnie roznica miedzy tym, czy ktos sie napoci czy zastosuje intencje polega glownie na tym, jak sie czlowiek z tym czuje.
        Jezeli ktos wybiera role ofiary to musi cierpiec, jezeli ktos chce miec radosc zycia, a te zapewniaja mu rzeczy, sprawy, ktore naleza do potrzeb to dlaczego mialby sie pozbawiac mozliwosci ich posiadania? Mysle, ze zarowno posiadanie potrzeb, ich realizowanie i radosc z realizacji sa dobre jak i dobre jest nieposiadanie potrzeb. Nie stawialabym jednej z tych opcji za lepsza. Kto wie, jakie zycie, jakie doswiadczenia dany czlowiek sobie na to zycie wybral; jeden moze musi nie miec potrzeb aby byc czysty, nie targany potrzebami przez to skupiony na tym, co dla niego najwazniejsze , na rozwoju duchowym chociazby a drugi moze musi miec radosc tworzenia, radosc bycia na kazdym poziomie tak, jak mu dobrze , moze musi miec potrzeby , podczas ktorych sie uczy , rozwija a w swej radosci laczy sie ze zrodlem.
        Moze sa w zyciu ludzi rozne fazy, czasem dobrze jest dla nich nie miec potrzeb a czasem dobrze miec.
        Kiedys tez chcialam zyc skromnie, staralam sie nie miec potrzeb ale nie czulam sie przez to polaczona ze zrodlem, wrecz przeciwnie, dopiero wtedy kiedy zobaczylam jakie sa zaleznosci miedzy moja intencja i moim realem zaczelam czuc to polaczenie mocno i sprawia mi ogromna radosc mozliwosc ogladania rzeczy pieknych ( na to trzeba kasy), nie chce toczyc zycia wypelnionego harowa ani takiego, w ktorym skromniutkie zycie mnie doprowadzi do swietosci przez brak potrzeb.
        Podobno (tak mi kiedys powiedziano) najwazniejsza jest Droga, to Droga jest celem, polaczenie ze zrodlem daje szczescie, a jaka droga sie to osiagnie to juz kwestia indywidualna tak mysle.W Ld-kach jak i wyjsciach najwieksza role spelnia wola, intencja, dlaczego mialoby byc inaczej tutaj? Bo materia, czyli skupiona energia, to potrzebuje wiecej wysilku, ale czy koniecznie fizycznego? (wlasciwa intencja skraca czas od mysli do efektu bez zuzycia duzej ilosci energii ) Moze lepiej energie ciala fizycznego oszczedzac aby moglo jeszcze dlugo sluzyc na tej Drodze,” ktora ludzie prozaicznie zyciem zwa”…

        Informacje o Hindusce Meera, były wstępnym szkicem, który zapomniałem wymienić przed publikacja tekstu.
        Herbina nadesłała mi parę uwag, które teraz zamieszczam.

        „Uściślając- Mutter Meera nie uwalnia energii, tylko wypełnia dwa kanały energetyczne światłem i rozwiązuje węzły (karmiczne wydarzenia). Nie wiem, czy można to nazwać uwalnianiem energii (może i tak, bo człowiek uwalnia się od jakichś skutków np.) , ale chyba pisząc zdanie, ze uwalnia energie jest dużym spłyceniem i nie wiem, czy łatwo je wlasciwie zinterpretować , choć nie wiem, czy ma to wpływ na całość tekstu, pisze to tylko dla uściślenia”

        Co zmyśliłem z tymi ” potrzebami „- wyjaśnię w następnym tekście. Moja żona po raz któryś zdębieje. gdyż zwalcza to moje mniemaniem już od wielu lat.
        Miałem teraz bardzo pouczające przygody z moimi i czyimiś zagubionymi aspektami. Ich natura wskazuje ze są strażnikami obciążeń karmicznych. Wypełnić światłem, i rozwiązać supły, to tak jak by się pozbyć starych szpargałów, zebranych od pokoleń w astralnej formie. Łączymy się nasza jaźnią, tworząc mściwe obciążające nas twory.
        Centrum planowania pracuje w oparciu o misterna strukturę rozbitego ducha na wiele małych elementów, towarzyszącym naszym tworom myślowym, -ta siateczka powiązań o której Bruce pisał.
        Rozerwać z nimi połączenie i ściągniecie na powrót zawartej w nich naszej cząstki jaźni, jest dla mnie uwalnianiem od obciążeń karmicznych.

         

        No to szykuje sie nastepny ciekawy tekst widze, czekam z zainteresowaniem, zwlaszcza jezeli chodzi o ten watek potrzeb.

        Aspekty to na pewno super interesujaca sprawa.
        Pozdrowka!

         

        Eh Zbychu…niestrudzony badaczu kosmosu:) cenny tekst a jeszcze cenniejsze to co sie pod nim kryje. Jedna Jazn!

         

        Sprawdzając ciałka, zlokalizowałem siebie w ciele atmicznym. Bylem tam jaźnią, odczuwającym się podmiotem , zamarłym w bezruchu, pozbawionym władz umysłowych. Wchłaniając w siebie ciało mentalne( przyczynowe z mentalnym niższym) uzyskiwałem w tym samoświadomym bezruchu wole i zdolność do myślenia, rozumowania. Pojawiała się ona we mnie świadoma siebie Jaźni,- zachodziło to pod wpływem obecnosci we mnie ciała ment. Odrzucając z ciała mentalnego płaszczyk z pamięcią, traciłem pamięć siebie, Zbyszka ze swoimi doświadczeniami. Tracąc wtedy ego , zapominałem o sobie Zbyszku , tak jak by zawarta pamięć w płaszczu mentalnym , umożliwiała mi uświadomienie sobie mojego indywidualnego trwania, z wypracowanymi prze ze mnie wnioskami w tym życiu.
        Nie wielka to różnica ale umożliwiała mi wyrażać się słowem, nadając moim myślom konkretna, łatwo wyrażalna treść myślą., oreslajac mój charakter.
        Wchłaniając ciało astralne, odżywałem w 3D przestrzeni, mogąc odczuwać w niej emocjonalne uzupełnienie myśli, odczuwać powstający we mnie ładunek uczucia.
        Nabierałem wyraźnie odczuć ciała, bardzo lekkiego i z łatwością wytwarzałem formy swoich myśli w otaczającej mnie modelinie astralnej, otaczającej mnie przestrzeni.
        Wchłaniając ciało eteryczne, postrzegałem wzrost ciężaru ciała i towarzyszyły mi zbliżone doznania jak w ciężkim ciele fizycznym. Moglem przezywać bardzo silne emocje i silne przepływy energii. Traciłem elastyczność i odczucie lekkości. Odczucie ciała atmicznego- JAŹNI przykryte zostało wypełniająca go treścią myśli.
        W ciele fizycznym, utraciłem swobodę , tracąc wgląd w zakryte dla mnie wyższe plany. Moje decyzje ograniczone zostały twardymi ramami fizycznymi, zmuszając do odpowiedzialności za myśli stające się czynem i czułem się , ze spacer po lesie miedzy drzewami, zamienił się w jazdę rowerem lesna dróżką, pełna piachu.

        Zbyszek Autor wpisu25/01/2010 o 08:22

        Dla mnie czas jest postrzeganym przez nas ruchem , zmieniającym się światem z kręcącymi się planetami, z możliwością wyszczególnienia w nim zjawisk przed i po. Dotyczy on fizycznej strony naszej egzystencji jak i tej duchowej , współdziałającej ze sobą, przenikającej się nawzajem.. Poza ciałem można więcej przeżyć. Gdy w fizycznym świecie przeminie dzień mieszcząc w sobie tyle i tyle przeżyć, to tam można o wiele więcej . Tam podniesiesz rękę 10 razy a tutaj tylko raz, w tym tz. takim samy czasie. Tam lżejsze i szybsze są nasze ruchy. Im dalsza warstwa tym szybciej i mniej konkretnych jest rzeczy do postrzegania. Jazn przy dobrym dostrojeniu odnajduje się wspaniale w nowym środowisko, nie mogąc porównać różnicy prędkości, Dziwi się czasami po powrocie , ze tyle się tam dzialo a tutaj kolega jedynie zdarzył kichnąć.
        Znalazłem takie miejsce gdzie nic się nie dzieje i nie ma czegokolwiek do postrzegania. Gdy docieram jeszcze dalej to wzrasta mi prędkość i rozum. Dzianie się jest cząstką mnie. Postrzegam je od środka a nie na zewnatrz.
        I jak to wyrazić słowem?
        Z reinkarnacja wytworzylem sobie wersje robocza. Wieksza jazn wyszczegolnia z siebie fragmenty, mogac reinkarnowac w wielu cialach fizycznych jednoczesnie. Starsze reinkarnacje, aktualny banki danych, sa ciagkle rozwijane , wspierajac te zyjace w swiecie materialnym, udzielajac porad , wspierajac doswiadczeniem. Czy muszą zawierać w sobie fragment Jazn, myślę ,ze nie jest to konieczne. Raczej coś jak archiwum przeżyć , z kartoteka wspomnień.
        Pewnie się to zmienia, jeżeli Jazn większa, zapragnie wniknąć w geste wymiary i przyjmuje jakaś formę, Np MTjciaka- opiekuna,

        Z naszego poziomu nie odczuwamy szefa Jaźni centralnej ale ona tak. Ona wie ze jesteśmy i ma na nas skierowana swoja uwagę, dogląda i zabiega, odczuwając nas jako swój taki zagubiony aspekt,- macka w świecie materialnym. Dostarczamy je doznań a przy opanowaniu przez nas nawigacji niefizycznej wpuszczamy ja w nas. Wypowiada się wtedy ona naszymi ustami, udzielając nam czy naszym bliźnim porady, staje się elementem naszego życia..TZ,. opieka anielska.
        W..J. ma również ograniczenia. musi się podporządkować większym regułom. Stad tak często komplikacje, te diabelskie opowieści, nieporozumienia i szarpanina. Bierzemy dział w wyścigu zdarzeń jako kierowca, ucząc się konsekwencji i ograniczeń. W.J.- zapewnia nam brykę i nawigacje szeptem.

         

         


        4. GALERIA, GILI GILI – WSPÓLNE SPOTKANIA, EKSPERYMENTY, DYSKUSJE.- TEKSTY GRUPY ASTRALNYCH PODRÓŻNIKÓW Z FORUM OOBE.PL
        EKSPERYMENT GALERIA
        Zbyszek:
        W tym eksperymencie przedstawiam wam moja astralna galerie. Postaram się was ściągnąć do pomalowanych wnętrz dyskotek w czasie waszego snu. Tym razem może nam coś ciekawego się udać, gdyż jako malarz, doskonale przypominam je sobie i to z najmniejszymi szczegółami a wy starzy podróżnicy, bywalcy astralnych imprez, dacie się pewnie z łatwością tam zaciągnąć.
        Oficjalne otwarcie galerii.!!!!!!! Godzina otwarcia 4:oo-6:00
        Hej forumowicze. Zapraszam was na wystawę mojego malarstwa. Pieczywo wkleił moje fotki około 60 obrazów. Posłużą one nam jako miejsce spotkań. Będę was wyciągał i gdzieś zaciągał na wszystkie znane mi sposoby i opowiadał jak się maluje.
        Zaraz podam numery fotek z jednego konkretnego miejsca. Zgadnąć należy państwo lub miasto gdzie jest obiekt . Nazwisko właściciela – ale nie ile zarobiłem!!
        *
        Pieczywo:
        W sumie dopiero teraz czytam o tym eksperymencie, a w nocy śniłeś mi się Zbycho.
        Ogólnie jesteśmy na sali i gramy w koszykówkę, jest drużyna OBEmaniakow i parę innych. O dziwo Zbyszek jest w drużynie damskiej tzn. zupełnie innej niż OBEmaniakowej (może dlatego, że masz w profilu tu na forum zaznaczone jako płeć “kobieta” na co ostatnio zwróciłem uwagę). Następnie zmieniamy scenerie… jestem gdzieś w jakimś wielkim mieście coś a la Warszawa. Widzę Zbyszka jak rozmawia z kilkoma osobami na chodniku, jednym z nich jest mój kolega ze studiów (reżyser amatorskich filmów). Wziąłem Zbyszka na boczek, chyba stanęliśmy gdzieś na torach i zapytałem się go czy jest świadomy… odpowiedział, że wpół świadomy. Tyle pamiętam. Może to Hollywood skoro widziałem tam mojego znajomego reżysera? ps. na zlocie mówiłeś, ze malujesz w jednym kraju ale nie będę zdradzał nazwy, może te foty nie są akurat z tego państwa.
        *
        Zbyszek: 15.08.2007 – 11:22
        Potwierdzam spotkanie z Pieczywem. Jest jeszcze jedna osoba która rozpoznałem i zagadałem- hm nie – no- było trochę więcej, ale nie potwierdzone.
        Pozostałe rozmowy odbywały się w innej prędkości niż moja, bo większą cześć ducha (świadomidło) miałem w ciele. Była impreza filmowa i panie w kapeluszach też były, nawet goście w czerni.

        *
        Pieczywo:
        no i super
        *
        Draq:
        Heh ja też potwierdzam, chyba że to jest zbieg okoliczności. Byłem astralnie na zlocie, ale jeszcze o tym nie wiedziałem. Po prostu podróżowałem sobie. Patrze, a tu Kronopio stoi. Zacząłem płakać ze szczęścia. Stał obok obe busu. Dojechały na miejsce jeszcze 2 autobusy, z których wysiedli obemaniacy. Dostrzegłem Zbyszka i podszedłem do niego, stał z dwiema osobami, ale nie pamiętam ich. Podaliśmy sobie ręce, wszyscy stanęli w szeregu (hehe) i po kolei wszyscy sie witaliśmy. Mówiłem Zbyszkowi, że zapomniałem sprawdzić kto jest posiadaczem jego dzieł. On odparł, że nie trzeba, bo już ma dowód, że to ja. Przed zaśnięciem robiłem ciekawe ćwiczenia, opiszę je, haha mają bardzo ciekawy wpływ na energetykę. Pozdro.
        *
        Zbyszek:
        Potwierdzam Draga jako drugą rozpoznaną osobę z która rozmawiałem. Wstępne spotkanie było w pałacyku i na górce.
        3 osoba. Kto machał ze mną flagą na szczycie górki. Słuchałem w międzyczasie dźwięków i mi się podrożę psuły przez to ich szemranie.
        Dzisiaj podam inne numery z innego wnętrza. Galeria otwiera o 4 w nocy
        *

        Misha:
        Ja miałem też sen, ale to chyba nie to skoro Zbyszek mówi, że akcja toczyła się na górce. Najpierw ktoś we mnie czymś rzucił (coś jakby mała kula energii) czułem, że to Zbyszek. Potem coś zaczęło walić we mnie ze wszystkich stron. Potem się znalazłem w jakimś miejscu z pomalowanymi ścianami, razem Zbyszkiem, a potem u niego w domu. Tam Zbyszek na chwilę gdzieś się udał. Usiadłem i jakaś dziewczyna koło mnie siedziała i zapytała mnie co u mnie ostatnio słychać. Odpowiedziałem, że zdaję prawo jazdy. Na to ona opowiada, że Zbyszek miał kłopoty ze zdaniem, bo w jego grupie były trzy osoby, które uległy wypadkom i on to nazbyt odczuwał. Ale skoro wszyscy inni spotkali się z nim na górce, więc to był pewnie tylko zwykły sen, albo mój interpretator, tak sobie zaszalał :p A teraz jeszcze zajrzałem to zdjęcia wyjechane w kosmos. To co pisałem, że byłem w wymalowanym pokoju, to byłem w którymś z tych niebieskich.
        *
        Pieczywo:
        nieźle… nieźle. Ja tez nie byłem na górce, a przynajmniej tego nie pamiętam :/
        *
        Zbyszek:
        U mnie córki zdają prawo jazdy. 3000 euro. Siostrzenica też w tym czasie. Maltretują mnie, gdyż ćwiczą moim autem. Razem 3 babki UUUUUUU. Jestem na wsi i ćwiczymy od wczoraj, Jutro zamieszczę w galerii zdjęcie – 3 dziewczyny w moim aucie.
        Jeszcze 2 osoby.-meldować sie!!!!
        Dziś o 4 w nocy lecimy do
        Nr
        43
        44
        45
        46 -numer poprawiony.
        47
        48
        49
        50

        Pytania te co poprzednio. Dochodzi dziś Anula i Conchita, Kronopio (poplątało mi się twoje imie z Ketrabem.) Noizz, Noble, Mavej i Amen – pająkarza i serniczka nie zabraknie!!!! Wszyscy co mnie wpuścili na zlocie i spamiętałem imiona. A jeszcze kawiarza częstującego kawą… A Darek sam przyleci jeśli nie będzie zajęty.
        Ale czy ja wszystkich spamiętam?

        Zaproszę Brucea Moena.Ten pojawia się pewnie jak kula światła i rozświetla wszystko mentalem.
        A NOBLE spróbuj coś pisnąć o tych 65%
        *
        Slothia:
        Kurcze, fajnie Wam, ja to nawet nie wiem o co w ogóle chodzi. Dzisiaj za to byłam całkiem niedaleko Jodłowa, akurat w momencie w którym prawdopodobnie kończyły się warsztaty Bruce’a Moen’a i tak w drodze sobie jakoś przypomniałam.
        Pieczywo:
        CYTAT(Zbyszek @ 15.08.2007 – 20:47) *
        45
        56
        47
        powinno być 46 zamiast 56, czy sie myle?

        Kronopio:
        CYTAT(Draq @ 15.08.2007 – 15:31) *
        Po prostu podróżowałem sobie. Patrzę, a tu Kronopio stoi. Zacząłem płakać ze szczęścia. Stał obok oobe busu.
        Taaak, na zlocie miałem wrażenie że znam kilka osób. Rzeczywiście jak wysiedliśmy z busu to Draqu rzucił mi się w oczy, później Kazik i jeszcze Anula- ale to juz inna historia.
        Ostatnio na górce spotkałem kilku podróżników. Stał sobie Amen wyraźnie zadowolony z faktu przebywania w tym miejscu. Na środku zainstalował się Zbyszek: siedzi przy biurka pisze książkę maczając pióro w kałamarzu i zajada raz po raz banany prosto z palmy. Przesunąłem go nieco w bardziej ustronne miejsce. Snaż! co robisz? – nie był zadowolony. Pacnął mnie w łeb. Zabolało:)
        *
        Misha:
        CYTAT(Zbyszek @ 15.08.2007 – 20:47) *
        “U mnie córki zdają prawo jazdy.3000 euro .Siostrzenica też w tym czasie. Maltretują mnie bo cwiczą moim autem. Razem 3 babki”

        Właśnie tak jak u Pieczywa nie wiedziałem, o tym eksperymencie w nocy. I nie chciałem pisać, żeby Cię trochę sprawdzić, czy rzeczywiście widzimy to co chcesz przekazać, czy nam się przypadkowo coś przyśniło, a Ty po prostu mówisz – tak a tak miało być, eksperyment się udał. A wszystko to bujda na resorach, ale teraz Zbyszku drogi w to wszystko naprawdę uwierzyłem, bo jak z któregoś z tych wnętrz poszedłem z Tobą do domu to było tam dużo kobiet, że aż się zdziwiłem. Oprócz żony było właśnie około trzech młodych dziewczyn. A Ty nagle choć starałem się nie sugerować o trzech babkach zdających prawo O_o!!! Nie no, respekt! Naprawdę uwierzyłem w to, że to naprawdę działa.
        *
        Noble:
        No oki dołączam do imprezy
        *
        Zbyszek:
        To o 4. Spotkanie na górce. Juhu.
        O północy zacząłem przygotowywać pomieszczenie – Ponarzekałem na właściciela, że Rumcajs okrutny. Uaktywniłem obrazy i ustawiłem krzesła naprzeciwko obciętej planety. Przywoływałem ludzi ze znanych mi najbardziej miejsc zabierając ich do sali. Brus mówił, że nie rozumie ale dal się posadzić w 1 rzędzie. Joasia tez przybyła. Pytali o okładkę do nowej książki z którą się przeciągam- wersja z kwadratem.
        Zrobiłem planetę na suficie i zacząłem rzucać kulami wszędzie i do wszystkich. Kręcąc ręką jak na zdjęciu robiłem wiry – galaktyki. Przyjaciel astralny powiedział, że i tak zasnę. Poszedłem spać. Budzenie o 4.Wszystkich wspaniale czuję i pech zasypiam – czyżby planowane z góry?
        godzina 6:38 u was cicho- śniło mi się coś ale gubię pamięć zdarzenia gwałtownie wstając. Oglądam wschód słońca na dworze i śle do was obraz na stojąco -wysyłam e-maila i lecę świadomy po Brusowemu do was może jeszcze………
        Co też astralniak robił, że głowa po obudzeniu bolała. ha ha ha:)
        Godzina 7:54 nici z tego. Wszyscy wstają i jęczą na mnie za hałasy.
        Dyskoteka była w Pressath blisko Weiden – gdzie jest ( była) moja galeria. Dysko splajtowało Kluczowe imiona – Manfred i Marco. Obok były bilardy i kawiarnia oraz dwupiętrowy korytarz obmalowany obrazami. Piętro niżej jest sklep handlowy. Na podłodze z paździerzówki blacha aluminiowa i listwy świetlne na rogach podestów. Robiłem mu sporo dyskotek-rozstaliśmy sie przy greckiej.
        *
        Pieczywo:
        u mnie się działo oj działo… ale wstrzymam się i po pracy opisze, bo teraz nawet czasu mi brak.
        Kronopio:
        o umówionej godzinie zacząłem się dostrajać do wizjera z planetą. Jakoś mi to nie szło więc po ok. pół godziny odpuściłem. Jedyne co udało mi się zaobserwować to piętrowy pomarańczowo-brązowy budynek a w nim stolik kawiarniany widoczny przez okno na 2 piętrze.
        Później krótkie wyjście. Przywołałem MTJ ale gdy się tylko rozluźniłem i zamknąłem oczy poczułem ruch… w kierunku ciała:/
        Jeszcze później miałem kilka LD ( pierwszy raz od ponad pół roku ) Akcja jednego działa się na drugim (chyba) zlocie na gołej czarnej ziemi.
        To tyle. Żadnych rewelacji:)
        *
        Misha:
        Kurde miał być Bruce, napaliłem się jak cholera proszę pomocników, żeby mi dodatkowo pomogli, a tu dupa. Jedyne co mi się śniło związanego to, to że byłem z Kronopio i z Anulą w jakimś szklanym budynku ze szkła i z metalu. Gadaliśmy wszyscy razem i nagle coś się stało Anuli (skręcona kostka, czy coś takiego). I jak się pojawiła potrzeba, to Kronopio wkroczył do akcji i wiedział, co trzeba zrobić. Czyli nic z wnętrzami, ani górką.
        *
        Kronopio:
        CYTAT(Mishah @ 16.08.2007 – 08:58) *
        jak się pojawiła potrzeba, to Kronopio wkroczył do akcji i wiedział, co trzeba zrobić.
        OUR HERO……!!! :)))))))))))))))::::::::::
        *
        Zbyszek:
        Hm budynek i kawiarenka styknęła. Kawiarnia była najważniejsza w całym obiekcie co zataiłem przed wami:). Wczoraj oglądałem jeża co kulał na nogę i się przewracał. Obserwowałem go a on się wtedy przewrócił na patyku, prawą tylną nogą. Gadania było cały wieczór przy stole. Ten jeż to przyjaciel rodziny. Hm
        *
        Conchita:
        Qrcze nie do końca wiem o co chodzi Wam tutaj:) Chwilowo nie mam internetu w domu bo się przeprowadziłam, a w pracy mam zablokowane większość stron (na szczęście oobe.pl nie:)) – nie widziałam jeszcze obrazów…
        Zbychu pisze, że mnie wciąga do zabawy.
        Miałam dziś OBE owszem. Może napiszę, może na temat – nie wiem, bo nie widziałam tych obrazów…
        Zaczęło się od LD – odzyskałam świadomość w jakimś sklepie i rzuciłam do MTJ – żeby przeżyć coś ciekawego, bo jestem otwarta:) Wciągnęło mnie do ciała – wibracje – znalazłam się przed białym pomnikiem wysokim jak budowla (w kształcie Sacre Coeur z Paryża) i wszystko tam było podwójne, był to pomnik braterstwa – dwóch braci w uścisku, dwa białe lwy i jakieś inne elementy podwójne – zbratane. Przyszła kobieta – Pomocnik i dała mi karteczkę, na której napisała, że możemy komuś cichutko pomóc. Ucieszyłam się. Wtedy przeniosła mnie gdzieś. Patrzę i własnym oczom nie wierzę – idzie facet, ale zamiast stóp ma kopytka – takie typowe ludowe wyobrażenie diabła:). Jest tam grupa ludzi, ale nie zdążyłam się przyjrzeć, bo wprowadzają Jezusa – takiego typowego z obrazów, biczują, katują. Normalnie po całym ciele chodziły mi dreszcze przerażenia – pierwszy raz w mojej obecności ktoś kogoś katował… Stwierdziłam, co ja tu robię… i zwiałam do ciała. Po obudzeniu przyszło mi na myśl, że być może miałam odzyskać jakiegoś religijnego katolika, i zamiast rozejrzeć się dookoła i sprawdzić, kto tworzy tą chrześcijańską wizję męki Jezusa to zgłupiałam i zwiałam…
        Nie wiem, czy to ma jakiś związek z tematem, ale Zbychu pisze, że wchodzę do gry, to może to już było coś na temat?
        *
        Kronopio:
        CYTAT(Zbyszek @ 16.08.2007 – 10:00) *
        Hm budynek i kawiarenka stykał. Kawiarnia była najważniejsza w całym obiekcie co zataiłem. Wczoraj oglądałem jeża co kulał na nogę i sie przewracał. Gadania było cały wieczór przy stole. Ten jeż to przyjaciel rodziny. Hm
        Ten jeż brzmi tak swojsko że aż się łezka w oku kręci i w brzuchu ściska. Post przesiąknięty emocjami do szpiku!
        Garść podstawowych pytań do niedzielnej audycji:
        Po co nam ciałka niefizyczne? Jakie pełnia funkcje? Do czego służy poszczególnie każde z nich?
        Czy podobnie jak w ciele fizycznym możliwe są niedomagania, dysfunkcje ciałek? Do czego to może prowadzić? Czy możliwa jest profilaktyka?
        i najważniejsze:
        Do czego może się przydać przeciętnemu człowiekowi znajomość ciałek i ich własności? Jak wiedza o nich wpłynie na rozwój psychologii?
        Zbyszek:
        Obok jeża biegają 2 kotki. Jedzą z jednej miski. Śmiejemy się ze tygrysy. Tata jest albinos.
        Wkleję foty jak się wspólnie opychaj- kiełbachą tylko gdzie one teraz są, hm…
        *
        Misha:
        ja jestem z roku tygrysa (1986) :p, ale nie wiem o co biega z tymi tygryskami i jeżem.
        *
        Draq:
        Heh a ja z obemaniakmi w piłkę grałem. Pamiętam że razem z Mishah’em byliśmy w drużynie i graliśmy na trawie, miejsce przypominało górkę i jednocześnie miejsce w którym rozmawialiśmy przed wyjazdem.
        *
        Pieczywo:
        U mnie było tak:
        Obudziłem się w nocy i poprosiłem NP o pomoc, wysłałem im dużo Miłości. Czekałem i czekałem… kiedy już zasypiałem usłyszałem dźwięk jakby ktoś stąpnął głośno na moje schody. Widziałem, że NP pomaga utrzymać moja świadomość. Za jakiś czas pojawiły się wibracje… nie potrafiłem ich zwiększyć, by oderwać sie normalnie, wiec próbowałem innej drogi. Przenosiłem świadomość poza ciało… tzn. wyobrażałem sobie siebie stojącego na środku pokoju. Udało się. Ciemnota, słabe dostrojenie, a ja od razu bez dostrajania o dywan poleciałem i dre się: Zbyszek!!! Zbyszek!!! Gdzie jesteś?! Nic… wyszedłem tak parę razy, później już lepszym dostrojeniem.
        Trochę polatałem, i to co pamiętam dalej: jestem z jakąś z Bułeczką (możliwe ,ze to był pomocnik w Jej skórze) w jakimś mieście, raczej nie duże… można powiedzieć, że miejscowość. Idziemy przed siebie i myślę ciągle o OBEmaniakach. Dochodzimy do jakiegoś budynku z owalnymi zadaszeniami. Przenikamy przez drzwi i oglądamy wnętrza… przez chwile myślałem, ze to “Pałacyk”. Jednak zauważyłem tu i tam jakieś grobowce. Myślę, że to była jakaś stara katedra, albo muzeum. Oglądamy jeszcze parę pomieszczeń i ja wylatuje przez okno, Bułeczka zostaje. Pogoniła mnie jeszcze jakaś pani, jakby stróż tego miejsca. byłem juz na zewnątrz i rzuciłem cegłą w okno (takie większe ale chyba nie witraż), rozbiło się… wandal ze mnie Tak jakby piętro wyżej było coś w rodzaju altanki okrągła, wklęsły parkiet, zadaszeniem była kopula. Pod kopułę prowadzi wejście… po schodach.
        Zaczyna wchodzić wtedy parę osób. Dopiero rozpoznałem ok. piątą osobę, był to Mishah. Od razu uderzyłem w gadkę… opowiedziałem jak to miałem wcześniej wibracje i nie moglem wyjść za bardzo i trafić gdziekolwiek, opowiedziałem o (mojej) dziewczynie, z która tutaj przybyłem. Mishah wydawał się raczej średnio świadomy, wyleciałem z pod kopuły i lewitowałem obok niej, Mishah podał mi rękę i mu pomogłem, również zawisł w powietrzu. Wzleciałem trochę wyżej i z samego czubka kopuły wyrwałem (…). Wróciliśmy pod kopule i dałem (…) do reki, powiedziałem, żeby zapamiętał to, ponieważ zweryfikujemy ten przedmiot po powrocie.
        Mishah zacisnął (…) w pieści. Obok wejścia pod kopule stała grupka osób. Zauważyłem tam Zbyszka, tzn poczułem, że to on ponieważ z wyglądu był młodszy niż aktualnie (brunet). To co przykuło moja uwagę to mocno zaciśnięty pasek u spodni Zbyszka, aż śmiesznie to wyglądało.
        Wśród rozmawiających, był tez mały chłopiec i koleś podobny do mojego kumpla z liceum. Niestety czułem, że to już koniec podroży (wyczerpanie)… zdążyłem tylko wyciągnąć rękę przed siebie na znak pożegnania.
        Dodam, ze cały ten budynek był jakimś miejscem pochowku Maryjnego czy coś w ten deseń… wiem, że to z chrześcijanizmem było związane.
        No i jeszcze ciekawostka… w czasie podroży zapytałem się, która teraz może byc godzina… pokazał mi się zegarek 4:10, po wszystkim otwieram oczy, a tu obraz ten sam…
        Teraz pytanie do Mishah: Jaki to (…) przedmiot?
        *
        Zbyszek:
        Z tym paskiem to mnie zaskoczyłeś i strasznie ubawiłeś. Potwierdzam, że na ostatniej budowie spadały mi ciągle stare robocze portki wprawiając mnie straszne w zakłopotanie. Ciągnąłem je w rozpaczy pod górę, wywołując wesołe grymasy na ich twarzach współpracowników. Ta bycie klaunem zalazło mi za skórę. Po paru tygodniach męczarni, skręciłem je drutem, na boku aż bolało. Sporo czasu tkwiło mi to potem w pamięci, aktywując się przy byle okazji. Zaraz znowu się stoczą mi z tyłka, muszę je łapać bo, bo, bo . … Zaowocowało to tak przedziwnym kostiumem w czasie snu. Jest to dla mnie jedna z najpiękniejszych a zarazem najweselszej weryfikacji jaką przeżyłem.
        Siwiejące moje włosy też mnie trochę irytują !!!!
        W sobotę na niedziele zrobimy jeszcze raz próbę. Będzie o czym w audycji rozmawiać. Budzi się dobrze ludzi nad ranem, gdy są wyspani. Reagujemy wspaniale na dzwonki. Historie się pokrywają choć są różnice. Kto ma silę zapraszam. Nie zaśpię. Wieczorem podam listę fotek.
        Nieświadome budzenie i oczekiwanie po zaprogramowaniu się, że astralniak zrobi za nas to na śpiąco jest stratą czasu i zakończyć się może zaskoczeniem..Wyskakują przeżyte historyjki robiące na nas wielkie wrażenie. Nie pomyślałbym, że te koty mogą wyleźć u Conchity a cierniowy jeżyk kulejący u Anuli.
        Jedyne co potwierdzam. Przyjaciel astr. powiedz- ha ha – napisz kto rzucał . Nie zrobiłem tego. Było mi tego już za wiele i stało się to …. jeszcze za dnia , w czasie gry w rzutki. Co mnie szczególnie intryguje. Pieczywo rzucał cegłami w witraże. Kto stworzył tą historie jezusową gdy wiadomo, ze Pieczywo krytykuje Jezusa? A jeszcze Draq grał w piłkę. Wczoraj bratanek grał na boisku w piłkę i zderzył się z napastnikiem, obijając dotkliwie rękę.
        Kiego licha takie wyciąganie!
        Pieczywo:
        hehe
        Dobre i te portki
        Ja dopiero będę u siebie w niedziele po południu. Jadę na off festival, kto wie… może ktoś przyleci do mnie pod namiot w razie czego wezmę jakaś kartkę i długopis.
        *
        Misha:
        CYTAT(Draq 16.08.2007 – 12:19) *
        Heh a ja z obemaniakmi w piłkę grałem. Pamiętam że razem z MIshah’em byliśmy w drużynie i graliśmy na trawie, miejsce przypominało górkę i jednocześnie miejsce w którym rozmawialiśmy przed wyjazdem.
        Hehe to na pewno tej piłki normalnie nie kopaliśmy, na pewno jakieś 540′tki odchodziły i inne mawachy
        CYTAT(pieczywo @ 16.08.2007 – 16:40) *
        Teraz pytanie do Mishah: Jaki to (…) przedmiot?
        Kurde, no ja elegancko się obudziłem o 2.30 o 3.35 położyłem się z powrotem. Zrelaksowałem się liczę od stu do 0, jeszcze raz i jeszcze, wykliknięcie, wchodzi tato do mojego pokoju, wkliknięcie 74,73,72… kurde ale zawiechę miałem. Tylko ten sen co opisałem zapamiętałem, Ale widzę że w czasie tego wykliknięcia musiałem całkiem aktywnie działać, byłem u Draq’a u Pieczywa. Sorry, stary, ale to chyba przez te wykliknięcie byłem “raczej średnio świadomy”. Nie pamiętam przykro mi, może gdybyś powiedział to coś by mi zaskoczyło, ale to już nie będzie fajny dowód, co nie?
        *
        Pieczywo:
        nic nie szkodzi… to był Aniołek, malutka rzeźba
        *
        Misha:
        Jak przeczytałem, to doznałem deja vu jakbym faktycznie przed oczami widział aniołka, ale to może faktycznie po prostu za dnia gdzieś widziałem.
        *
        Zbyszek:
        Dlaczego sie nie pamięta?
        Parę razy jak was widziałem to chwilkę potem wcinało mnie na jakiś czas. Wywala nam wtedy astralniaka z mentalnym. Oni sobie hulają we śnie a nas zamraża na ten czas – w przestrzeni, bo brak naszym ciałkom w których prawdopodobnie sie znajdujemy świadomości. Tak jak by ta świadoma substancja gubiła się w międzyczasie, czy traciła swoje świadomotwórcze właściwości.
        Ta niby podświadomość, odrobinka wypartego z nas ducha jest samodzielna. Tyle że to nasza podświadomość (wyrwaświadomość) robi to z nasza pamięcią. Dlatego korzysta to coś z naszych informacji, doświadczenia. Stąd te opowieści Bruca o Gregoru ze świadomością 4-latka.
        Śledzę te rozerwania od lat. Musimy badać dalej. Budzić śpiących!!!!!!
        Zapraszam na kolejną próbę z soboty na niedziele. 4 w nocy. Są sposoby by ilościowo zwiększyć zawartość ducha w wypartych ciałkach bez tradycyjnego oobe. A jakie możliwości w psychoterapii!!!
        Cieszę się, że tak daleko zaszło na forum. Jesteśmy przodownikami w tej dziedzinie. haha
        Trzeba sie wzywać nawzajem, przypominając się sobie z zapamiętanych i wspólnie przeżytych chwil. Wymusić akcje snu. Wtedy nacisnąć na nią, by aż zagulgotało i poleci samo.
        W sobotę w nocy kolejne spotkanie .Ostatni obiekt (dysko matrix) został przed laty zniszczony. Nie istniał wczoraj w realu. Istnieje tylko kawiarenka i budynek .Mały psikus w eksperymencie (:
        A ten wybrany na sobotę-niedziele istnieje realnie i będzie w nim ze 2 tysiące ludzi. Może się coś dziać dziwnego.
        Nr
        4
        19
        20
        21
        53
        *
        Conchita:
        Hmmm Pieczywo: motywy białego budynku z kopułą, do którego prowadzą schody pojawiły mi się także – dlatego napisałam, że wyglądało to jak Sacre Coeur z Paryża… Szkoda, że nie przyjrzałam się, kto tam był…
        Ale za to dziś nadrobiłam. Śniłam nieświadomie, ale takim jasnym snem, w którym niewiele brakowało mi do odzyskania świadomości… I zaczęłam kopać w OSPUO, chciałam wyjść poza nie, co bez rozszerzonej świadomości jest trudne. Ale w nagrodę (tak usłyszałam na moje astralne uszko) dokopałam się do czegoś takiego. Przychodzi do mnie Zbyszek i młody chłopak, blondyn, krótko ścięte włosy, pociągła twarz. Po mojej prawej stronie. Prowadzą mnie – ten młody idzie, a Zbyszek lata i wygłupia się i cieszy jak dziecko:):):), ciągnie mnie też za rękę! Z tyłu za nami idzie może 20 latek, brązowe włosy i oczy, krótkie, ale dłuższe – kilka cm. Zaprowadzili mnie pod jakiś budynek, skojarzył mi się z kościołem (może to ten Wasz pałacyk). I poszli. Zostawili mnie tam, więc zaczęłam znów zajmować się rozwalaniem OSPUO…
        A tak w ogóle to wcześniej odwiedziła mnie nasza Kahunka, tłumaczka Bruce’a i wciągnęła mnie w dziwaczną zabawę – zamiana nie wiem czy ciałka niższego, czy wchodzenie w to pole morficzne – ale była to jakby podmiana z drugą osobą, biorę jej wibracje, sposób zachowania reagowania odczuwania, (może ciałko astralne czy mentalne?) świadomość moja. Zamiana była z chłopakiem. Zaczęłam zachowywać się jak on, jakby zewnętrzne warstwy świadomości były jego, a świadomość moja. On wziął moje… hahaha. Nie podobało mi się, męski sposób bycia, poruszania się, reagowania. A jemu przypaliło i chłopak zaczął samoistnie się unosić nie mogąc utrzymać się na ziemi:). No fajnie, ale Roxy nie chciała mnie z powrotem cofnąć… W końcu zrobiła to i poszłam dalej rozwalać OSPUO.
        Krótko spałam tej nocy, bo od 2 do 5 ale za to jak pracowicie!
        Conchita:
        No nie śmiej się, pamiętasz jak to było w ustawiankach wg. Hellingera – coś działa na człowieka tak, że ma ochotę robić konkretne rzeczy, odczuwa konkretne emocje i ma pewne myśli. Ty mówisz, że to ustawiający wypiera swoje ciała, nie jestem przekonana, ale też nie zaprzeczam..

        Zbyszek:
        Co o tym myślę ? Jeszcze nie powiedziałem. Właśnie ustawiłem się między teściową a teściem. Dosłownie przed chwila, myśląc o tobie. Poznałaś, hehe?
        Znam osobę co rozmawia z astralniakami gęba. Ja czasami tez. To jest wspaniałe. Widziec jak sie WSZYSCY ustawiamy w astralu . O wypierankach rozpisuje się pół roku na forum. Nie śmieje się a cieszę że ktoś to postrzega. Na ślepo ale postrzega!!!!!
        *
        Zbyszek:
        No tak mówiłeś tam jak Imagineering nas ustawiał, ale być może przekręciłam… Jednak wydaje mi się, że mówiłeś, że Imaginnering wypiera swoje ciała i one stoją za nami i nami kierują (czy jakoś tak).
        *
        Conchita:
        Nie poznałam, że coś ustawiałeś sobie z teściami. Ale jak dla mnie robili ustawienie, a ja stałam obok, to też nic nie czułam. A Ty czułeś coś, gdy ustawialiśmy dla Ciebie?
        Qrcze, ja też znam osobę, która potrafi normalnie widzieć i gadać z astralniakami. Ja tak nie mam… Za to moja córeczka widzi niefizyczniaków włóczących się po domu… Nie wiem, czy słyszy, bo kiepsko jeszcze mówi… Tylko pokazuje i woła: pan przyszedł! Stoi koło okna! Poszedł! o jest!
        *
        Zbyszek:
        Tak coś takiego, ale w innym kontekście.
        W czasie ustawień chwycił mnie za rękę i postawił w planie – wykonałem to chętnie. Nie ma w tym raczej niczego nadzwyczajnego, nie wiem nawet czy on kierował się wtedy własną wola czy się stopił z tą wyższa siłą , o której opowiadał. Postrzegłem wcześniej świadomie, że się huśtam na krześle astralnym ciałem.
        Dla niego było to zapewne tylko pomyśleniem, gdybym to zrobił możliwe, że pod płaszczem nieświadomych pragnień, mniej lub bardziej mu postrzegalnych. W ten sposób wydawane są polecenia mentalne. On jest typem bardzo dynamicznym, energetycznym, aktywny jest wiec w dwóch ciałach astralnym i mentalnym, więcej niż spokojni zjadacze chleba.
        Prawie wszyscy oddziałując na siebie ciałem mentalnym.- standard. Tylko w wyjątkowych sytuacjach stresowych ruszają sie dwoma w poza a czasami trzema z eterycznym ciałem włącznie. Ruszają – mam na myśli wypieramy, albo jesteśmy przywołani.
        Mnie nie interesowała psychoterapia a mechanizmy wypierania. Dlaczego jedni czuja ich ruch w sobie a inni nie. Dlaczego nie pamiętamy snów, Skąd pojęcie pole morficzne, hipnoza- jak rozbudzić śpiących .Jak udowodnić ciałka i ducha? Czy ciała niefizyczne, są świadome czy duch przenikając je rozszczepia się na części. Jak zmienić jego przydziałowy rozkład.
        Zwierzaki rozmawiają miedzy sobą ustawiankami a niby takie głupie.
        Hej ludziska .Bierzmy się w garść i badajmy, gdyż nowe czasy same się nie zrobią
        W sobotę na niedziele, kolejna próba wyciągania z ciała. Galeria miedzy 4 a 6 otwarta.

        Dopisek.
        Kładąc się na leżance pociągnąłem uwaga parę razy głowa stopy( dobre na kręgosłup) i zaczęło mnie wibrować. Walczyłem ze smokiem i biegałem po zbożu robiąc na nim ślady zbożowe niezależnym ciałem astralnym. Gdy mu się przyglądałem z wysokości to pojawił mi się jakiś słoneczny blondasek. Chyba wylazł ze mnie.
        *
        Kronopio:
        Z powodu problemów z rozbudzeniem wystartowałem dziś dopiero po 5.00 choć jest to już dla mnie stracona szansa. Po chwili zasnąłem (ponieważ nie stosuję żadnych wymyślnych technik na wyjście jestem nastawiony na to, że kiedy nadejdą wibracje rozpoznam je odzyskując świadomość w najdogodniejszym momencie)
        Szary świt zastał nas w sadzie. Impreza “do białego rana” dobiega końca. Siedzę sobie wygodnie usadowiony na trawie, obok mnie Pieczywo zabawia się nastawianiem płyt, których tytuły niewiele mi mówią a dwie jego przyjaciółki tańczą śmiejąc się z tej dziwacznej muzyki. Patrząc na majaczące w porannej mgle soczyste ciała dziewczyn zastanawiam się w jaki szalony sposób skończy się ta noc – jestem na pełnym luzie absolutnie niczym się nie przejmując.
        W pewnym momencie zauważam jak Pieczywo gramoli się na huśtawkę zawieszoną na najwyższym drzewie w okolicy a już moment później śmiga ponad wierzchołkami okolicznych drzew wzbijając się na niebezpieczną wysokość. Prawo – dół – lewo – dół – prawo… Widok ten wzbudza we mnie znajome uczucie i już po chwili szukania w głowie co to takiego rozpoznaję wibracje jednocześnie czując nacisk na podeszwy stóp. To NP – nie można im zarzucić żeby byli szablonowi, za każdym razem pomagają inaczej, ostatnio wyciągnęli mnie biorąc na hol za palec serdeczny, przypominało to zrzucanie skóry przez węża.
        Niestety nie zawsze udaje im się mi pomóc w tym osobliwym linieniu – tak – linienie to dobre słowo. Opuszczając ciało czuję się jakbym zostawiał krępującą, stwardniałą, zewnętrzną powłokę.
        Pomimo tego, że dziś nawet na moment nie wyszedłem otrzymałem kolejne cenne wskazówki. Zakorzenia sie we mnie rasowy maniak – OBEmaniak
        Zbyszek: 18.08.2007 – 10:57
        U mnie podobnie. Obruszyłem się na szwagra bo naśmiewał się z moich płyt cd. W nocy obudziłem się przed telewizorem o 3 w nocy. Wspaniała dziewczyna w bikini namawiała nas na jakąś grę. 3 tysiące…… Wpadłem w telewizor i mnie wyklinowało. Kładąc się na podłodze, zacząłem was łapać. Eee… za szybko coś mi powiedziało w głowie. Zgubiłem się za jakiś czas w ciemności nie wiedząc kiedy.
        Z ta palmą i zajadaniem banana było u mnie tak. Też na swój sposób wspaniałe potwierdzenie. Siedzę w jakiejś ciemnicy. Wypuściłem astralniaka i gdzieś hulał bez mojego wglądu. Nagle zaczyna mi sie palma trząść. Ze 3 razy. Wyraźne doznanie ruchu jak chybotanie. Nie rozpoznaje czy to z pewnością ruch samej palmy czy całego planu.. Jak bym brał tylko w części mentalnej w wydarzeniu. Siedzę w ciemnicy świadomością, Chwyciłem tą palmę trochę zdziwiony. Uspokoiła się. Bez doznań wzrokowych. Świadomością byłem w świecie mentalnym. Szukałem astralniaka ale było zbyt małe miedzy nami połączenie. Akcja leciała w innej prędkości niż moja ta w świadomym duchu .Nagle wykliknięcie zatrzymuje mi obraz , zamieram w bezruchu. Potem napisałem ze flagą z kimś ruszałem bo się bałem, że palmy nikt nie widział. Musze sprawdzić z notatek czy to odbyło sie to w tym samym czasie..
        *
        Anula: 9.08.2007 – 00:04
        Na razie to co wpadło mi w oczy: Mishah, pierwsze spotkanie tuż po zlocie: dostroiłam sie do górki nie rozpoznałam nikogo bo nic chyba nie widziałam ale czułam mocne ściągnięcie za stopę w dół, jakby mnie coś pociągnęło za nogę, to było dość nieprzyjemne, na tyle mnie to zniechęciło, że już nie próbowałam wracać mentalnie na górkę.
        Zbyszek, jak szliśmy na skałkę w czasie spaceru niemiłosiernie wyłam sobie w głowie. Często tak robię – śpiewam sobie w głowie- to naprawdę świetna rozśpiewka, super ćwiczenie głosowe… a nie przeszkadza nikomu – chyba ze Ty idziesz przede mną dwa metry…
        ja się chętnie pobawię, na spokojnie tylko muszę raz jeszcze przeczytać zasady zabawy, bo zbyt mętny mam umysł by dziś to rozgryźć. :))))
        *
        Zbyszek: 19.08.2007 – 06:58
        Godz.5:30-. Wyobrażam was sobie w grocie. Po prawej stronie(nie dałem celowo zdjęcia) jest statek ze złamanym masztem. Szaleje burza. Siedzimy na maszcie i biegamy po pokładzie. W innej sali jest karuzela jak na jakiejś wsi a w korytarzy egipskie wnętrze, z moimi rzeźbami.
        Wielka sala udekorowana jest strasznymi figurami- Mayowie, Aztecy wymieszani jednym narzędziem rzeźbiarskim. Razem 5000 metrów kw.
        Łapie was po trochu myszkując w pamięci. Mam słaby kontakt. Szybko zmieniam osoby, chyba za szybko. Draqu zareagował błyskawicznie. W momencie kontaktu zapominałem często o przesyłaniu obrazów i obserwowałem co robicie. Chyba będzie wielka klapa.
        Następna próbę przeprowadzimy spontanicznie w tygodniu. Zrobię ja POTAJEMNIE!!! Nie informując was.
        *
        Misha: 19.08.2007 – 08:14
        Z pasujących to mniej więcej o tej godzinie miałem sen o piracie, który buja się na linach, między masztami tak w sposób trącający trochę magią i usłyszałem, że zaraz zrobi coś co udowodni mi istnienie Boga, po czym chamsko się obudziłem. Z wyglądu pirat przypominał kapitana Jacka Sparrow’a z “Piratów z Karaibów”. Z podobnych nieco wcześniej miałem, że byłem pod takimi altankami i kupowałem piwo o coś mi poszło z tamtejszymi ludźmi. Obrazili się na mnie, a ja coś musiałem postawić browca. Zapłaciłem skancerowaną dwuzłotówką, taką jaką ostatnio dostałem jako resztę w realu. Potem spotkałem Bolo z “Wejścia smoka”. Miał ustawić krzesła na stole, bo już zamykał i powiedział “Zrób użytek ze swoich mięśni synu i pomóż mi postawić te krzesła. Mówię o tym, bo piwo kojarzy się z klubem a kształt altanek może przypominać karuzelę. A jak już piszę o snach o tej godzinie to tak wyskoczę jeszcze jak filip z konopi czymś z innej beczki, może się z czymś skojarzy: Otóż znalazłem małego kotka w czymś w rodzaju dużej puszki po konserwach. Spotykam jakiegoś lumpa, o którym wiem, że opiekuje się zwierzętami, a on mi mówi, że nie może wziąć mojego małego kotka. Obok niego stoi duży kocur. Jest brudny i ma zmierzwione futro, ale nie mniej jest taki uroczy, że takiego brudnego przytuliłem. Lump mówi, że ten kocur byłby zazdrosny o swoje terytorium itd. Aha kociak którego znalazłem miał jedno oko inne od drugiego, jedno było białe, a drugie inne.
        *
        Pieczywo:
        CYTAT(Mishah 16.08.2007 – 21:03) *
        Jak przeczytałem, to doznałem deja vu jakbym faktycznie przed oczami widział aniołka, ale to może faktycznie po prostu za dnia gdzieś widziałem.
        bardzo podobny… tamten tez coś miał w rekach, ale nie pamiętam co
        CYTAT(Conchita17.08.2007 – 09:26) *
        wyglądało to jak Sacre Coeur z Paryża…
        Dopiero teraz zobaczyłem jak wygląda Sacre Coeur i chyba byliśmy w tym samym miejscu!
        Co do Pałacyku zobacz foty ze zlotu, może coś Ci się rozjaśni…
        Kronopio! Twój sen przypomina mój stan psychiczny podczas festiwalu OFF w Mysłowicach… co prawda na huśtawce się nie bujałem ale było dużo muzyki i sielanki.
        *
        Zbyszek:
        Hej Misza. Jeden kotek się zgubił. Znaleźli go po czasie u sąsiadki za polem kukurydzy. Co piłeś wieczorem? A z tym masztem to ci nie wierze, wydaje się wręcz nie możliwe. Naukowcy by to już dawno odkryli takie triki z manipulowaniem poprzez sen, gdyby się to dało robić- a może oni to już wiedza i……..!!!!.. Ha ha…
        Dosyć ciekawie wyszło. Dzięki, cenna jest to dla mnie weryfikacja, choć trochę wydawałoby się nieuchwytna. Jedno z pomieszczeń , w której znajduje się karuzela, stoją porozstawiane budki, drewniane, malowałem je na staro. Co jest ciekawe , pojawiły się niesnaski miedzy szefem obiektu a mną, bo coś tam…..
        *
        Misha:
        Niestety prawda, ale jak się uprzeć to zawsze się jakieś podobieństwo znajdzie. Jak się pytam rodziców ostatnio, tak z ciekawości to też jakieś podobieństwa znajduję. Myślę, że tak to można wszystko udowodnić, najbardziej prawdopodobne, że gdzieś byłem, było to w tym śnie z prawem jazdy. O! to było zadziwiające. Może eksperyment powinien bardziej zejść w kierunku przekazania jakiś konkretnych informacji, może nie jakiś super szczegółowych, żeby nie igrać z rachunkiem prawdopodobieństwa, ale takich na tyle ogólnych, żeby ich odbiór był względnie możliwy. Aha, może lepiej podawać szczegóły pod koniec dnia wtedy wszystko będzie bardziej wiarygodne.
        *
        Slothia:
        Okay Zbyszku, tak jak chciałeś – w eksperymentach. Najpierw zacznę od całości, a potem szczegóły:
        Budzę się po ok. 5tej. Zasypiam. No i nagle wychodzę poza ciało – spontanicznie. Wstaję i widzę swój pokój. Nie przyglądam się zbytnio. Myślę sobie co to zrobić i wybieram kierunek do brata. Naciskam już na klamkę, gdy nagle wpada mi do głowy ? spojrzeć na własne ciało. Patrzę na łóżko, a tam nikogo nie ma. Puste. Znów coś mi robi tego samego psikusa! Nieraz tak miałam. Więc jak w nie wejść, chyba wystarczy, że się położę. Idę jednak dalej. Wchodzę do pokoju brata, a jego też tam nie ma, pusto. Kołdra, prześcieradło także jakoś nie jego. Muszę się trzymać by nie gubić fazy. Wyobrażam sobie pokrętło na uchu, które dostrajam, a potem jakoś po prostu uwyraźniam wszystko. Przypomina mi się dziwnym trafem Zbyszek z forum i jego wczorajsza audycja. Zastanawiam się, czy w ogóle da się trafić do osoby, której się nie widziało. Odbijam w górę, ale to jest takie…. powolne i ciężkie tym razem. Przelatuję przez zieloną ścianę mojego pokoju, ciężko też. No i nagle przebijam się i… Utykam samą głową w jakiejś podłodze. Walczę by się przecisnąć. Przenikam w końcu. Co to za pomieszczenie? Deski na podłodze, takie suche, bez krzty lakieru… ciemnawo. Wędruję… Nagle? Jestem na jakichś skałach? Co to za skały? Szare, twarde…. spaceruję dalej po trawie. W pewnej chwili zmiana obrazu znajdującego się dalej – w fortecę? Zamek? Szare, wielkie mury budowli. Czym to jest? Chcę odbić i zobaczyć to z daleka, bo jestem w środku, a to jest duża budowla i nie mogę jej ogarnąć. Odbijam w górę -oglądam ją z powietrza, ale umysł płata figla i z budowli zostaje niewielka część, maleńka i zupełnie inna. Przyglądam się – pozostają dwie ścianki sufitu malutkie, pod które się nawet nie zmieszczę i jakaś deska przekrzywiona po środku…. Potem patrzę na niebo – migocą na nim gwiazdy. Chcę je uwyraźnić.
        “A może by tak w kosmos?” mówię do siebie, ale dostaję jakąś dziwną sugestię, że jeszcze chyba nie. Koniec.
        No więc – ten zamek – czy też mury obronne to były ściany szare. Wyglądało to jak jakaś ruina zamku. Niestety nie mogłam obejrzeć w powietrza, bo jak widać, trochę mi się poplątało. Zaciekawiło mnie to, że akurat tam dotarłam jak pomyślałam o tobie. Najpierw wbiłam się w podłogę z drewnianymi deskami starymi, zszarzałymi. Potem wyszłam stamtąd i jakby łąką idąc kawałek – zobaczyłam to miejsce. Niestety nie jestem w stanie dokładnie go opisać, bo potem znów kładłam się spać i mi się trochę ten obszar zatarł…. niestety. Teren był raczej taki leśny, czy też łąka. Tylko tyle. Pozdrawiam cieplutko.
        *
        Misha:
        mnie opis skał przypomina górkę ze zlotu, a opis desek itd. opis pałacyku ze zlotu, tam wszystko było wykładane drewnem. Miało to zwłaszcza górka być naszym miejscem spotkań, może dlatego trafiłaś właśnie tam.
        *
        Slothia:
        CYTAT(Mishah 20.08.2007 – 13:17) *
        mnie opis skał przypomina górkę ze zlotu, a opis desek itd. opis pałacyku ze zlotu, tam wszystko było wykładane drewnem. Miało to zwłaszcza górka być naszym miejscem spotkań, może dlatego trafiłaś właśnie tam
        Wszystko gra, gdyby nie fakt, że nie byłam na zlocie
        *
        Zbyszek:
        Po audycji upiłem się piwem ze szwagrem przy ognisku. Dowodów nie mamy, że cie spotkałem ale wygląda mi na to ze przyjaciel zaciągnął cie niepostrzeżenie w jakieś miejsce. Pamiętam dokładnie rade .Teraz to zdjęcie z zamkiem- pokaż na forum. Hm. Slothia- ja zapomniałem. A czy była to górka czy zamek ?
        Jestem już w domu Hej Mishah.- złotówka jest najlepszym dowodem dla mnie. Dałem ja mamie na pożegnanie na szczęście a przyjaciel powiedział –pomogę ci. Wydało mi się o wtedy czymś ważnym- kojarząc sie z zakrywaniem oczu monetami w ostatniej drodze..Mama oczekuje operacje oka i ma stracha na zalecana narkozę. uuu w tym wieku. Po audycji potrąciłem jedno piwo a 3 wypiłem przy ognisku u rodziny. Hm – Tyle ze ty najpierw ja we śnie znalazłeś, ta złotówkę a potem ja podarowałem…
        Przypomniałem sobie coś. Wczoraj rozmyślałem cala drogę na autostradzie i wpadłem przy 150 km na odcinek 80 km na godz. Minąłem jadących policjantów jak slepy… UUUuuuu -Mavej ty draniu!!!!!-
        Super super, tule ze ty z ta złotówką byleś pierwszy..
        Misha poprawił. mnie-mial 2 zlote. Ups-Dopisek
        *
        Slothia:
        Kurcze, tylko ja nie pamiętam, bym widziała jakieś zdjęcie? Chyba że chodzi o pałacyk w Muchowie, bo je widziałam. Jednak tamto co widziałam wyglądało inaczej. Ruina, stare mury itd. A przed tym właśnie migawka skał. Teren jakby na podwyższeniu. Gdzieś tam trawę widziałam itd. No i to było rano. Potem mi coś śmigło przypominam sobie. Po obudzeniu analizowałam te skały itd. czy może w trakcie snu nawet… skojarzyły się z jednym z twoich obrazów odrobinę, ale jednak były żywe takie. Ciemnoszare.
        *
        Amen:
        Dzisiaj w nocy miałem dziwny sen. Pierwszy, w którym pojawiają się osoby ze zlotu. Niewiele pamiętam z niego, na pewno akcja snu była dość rozbudowana. To co zapamiętałem- że pewna dziewczyna ze zlotu, jedna z tych, która przyjechała w parze (nie powiem kto bo chyba nie wypada:) powiedziała mi, że jest w ciąży. Tą sytuację zapamiętałem dokładnie…
        A poza tym snem niestety mimo corannego wstawania o 4-tej nic się u mnie nie dzieje:( Nic to, jestem wytrwały.
        *
        Slothia:
        CYTAT(Zbyszek @ 21.08.2007 – 12:40) *
        Fotka nr 52. zamek
        Patrzę na ten zameczek i coś znajomego w nim jest. Tylko u mnie to tak: Zamek miał grube mury, ale… on był taką ruiną, nie był tak jak na obrazku. To była ruina o grubych, szarych murach.
        Miejsce ze względu na naturę, przyrodę, trawę, podobne, ale znajdował się wyżej – tak, ze trzeba by pewnie zsunąć się, bądź zejść niżej.
        Co ciekawe odnoszę pewne wrażenie, może złudne, że jednak też trochę dalej mogła być woda. Nie zwróciłam na nią uwagi, ale tak mi się wydawało, gdy wracałam tam w myślach, ale chyba nie była tak blisko, dopiero po zejściu. W podróży jej nie widziałam, dopiero jak pomyślałam później mentalnie za dnia, to tak jakoś chwilowo przez sekundę wpadło mi do głowy, że tam może być woda. No i niebo z gwiazdami…. Obraz coś odrębnego a jednocześnie coś odrobinę podobnego.
        Z tymże pamiętam że był dzień, a noc chyba postanowiłam zrobić ja. I były gwiazdy. Niestety nie pamiętam szczegółów, bo… wtedy później zasnęłam ponownie. Jak byłam na tym zamku, to on jakby się budował, ciągle coś się zmieniało chyba, taki psikus podświadomości. Pamiętam chyba też coś na zasadzie balkonu, z drugiej strony, tej niewidocznej. Podoba mi się Twój zameczek..
        *
        Pieczywo:
        Mojej dziewczynie śniło sie, ze przedstawiała Zbyszka swojej mamie
        Mi dzisiaj też astralni się śnili ale ni cholera szczegółów nie pamiętam :/ i miałem OBE ale zupełnie na inny temat. Pogadam z Noble i się doda paru do Astralnych, proponuje dalsze tematy o eksperymentach robić właśnie w podforum Astralnych Podrożników.
        *
        Satrapa:
        Qrwa, pisz człowieku! Jesteś Wielki! Przeglądam to forum od kilku dni, powtarzam Wasze próby i ćwiczenia i jest!!! Qrwa!!! Mrowienie w bebechach, iskry z palców strzelają. Oglądam zdjęcia z oobezlotu, filmiki na YouTube i pytam – gdzie ja dotąd byłem?! Zbyszek zidentyfikowałem Ciebie po zdjęciach. Walnęło mnie , gdy zobaczyłem faceta w bluzie w paski jak cie zobaczyłem to aż mnie wypieprzyło astralnie, czułem jak pół mnie wychodzi ze mnie a drugie kurczowo się czepia. Potem patrze na profil na poście i co qrwa – ten sam Gość! próbuje te różne ciałka astralne, staram się powtarzać wasze wskazówki, ale nie wiem czy to to. Czy to sen czy majaki, czasami wydaje sie mi że napinam się w sobie i unoszę się w powietrzu a wkoło te kolory czarny i żółty i full fioletu. Gapie sie w zdjęcia Zbyszka i próbuje powtórzyć jego doświadczenia. Qrwa, Zbyszek kupa spraw się powtarza, ale z małymi różnicami. W nocy laska w bikini dawała 2 tysiące a nie trzy, kotek mały (u mnie szarobury) był dwa pole kukurydzy i kawałek łąki na zachód od twej lokalizacji:)
        *
        Zbyszek:
        O rety Pokrywa sie!!!!!.Przed 2 godzinami dzwoniła pani, pytając czy jest moja córką a jak nie to czy jej mężem. Ma coś do sprzedania……. a już 18 lat to może samodzielnie podejmować decyzje. Tak tak . Wspaniale ze pani dzwoni …. bo właśnie córka chce kopic 2 konie i ferrari…….
        a raz wylał mi się olej w aucie …I wiecie co było na flaszce napisane . GT
        Tera wszystko chwytam do kupy!!!!
        A jak by w wyobraźni zalać komputer pasztetem z kaczki ….
        BO W DZIECIŃSTWIE JEDEN MÓWIŁ NA MNIE KACZKA -:)
        *
        Kronopio:
        CYTAT(daywalker @ 21.08.2007 – 23:03) *
        Śmiech, pogarda… Raczej słabe wsparcie dla drużyny Astralnych… Może i nie było większych zbieżności, ale nadal czeka się na śmiałka, który odwróci bieg historii…
        Mylisz się daywalker, zbieżności były i to zbyt poważne jak na zbieg okoliczności!
        Nie pojmujesz o czym tu mowa. Chyba nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Nie śmieję się z eksperymentów bo sam w nich biorę udział, ale z kamieni materializujących się na drodze:)))
        PS. Wątek najlepiej zamknąć bo przenosi się do chronionej części.
        *
        Misha:
        Ja też w tym sensie, mówiąc, że zajawka. Swoją drogą technika, nie technika, eksperyment, nie eksperyment w dalszym ciągu wyniki zależą od dobrego dostrojenia.
        Anula:
        to trochę nie fair , ze temat sie przenosi na forum zamknięte
        *
        Slothia:
        CYTAT(anula @ 22.08.2007 – 10:35) *
        a to trochę nie fair , ze temat sie przenosi na forum zamknięte
        No właśnie…. Tak sobie myślę, czytając Anulę. Wtedy mniej osób (nawet tych spoza zlotu lub ogólnie spoza zamkniętego forum) skorzysta z Waszych doświadczeń, a szkoda, bo mogą czasami dać coś do myślenia.
        *
        Zbyszek:
        Jedyna na to rada to zwiększyć grupę astralnych podróżników albo założyć nową eksperymentalna grupę. Cały świat chce podświadomość uszczypnąć a my tak sobie ……..
        Trzeba uszczelnić temat a wyniki i opracowane ćwiczenia podać kiedyś oficjalnie,
        *
        Daywalker:
        A co tu do pojmowania? Nawet człowiek zielony w temacie, może porównać historie i je zweryfikować.. Jestem w temacie już od dosyć dawna, i obserwuje wasze poczynania. Mam chyba prawo do wypowiedzenia własnego zdania? Trzymam kciuki i liczę na to że eksperyment się powiedzie. Ale według mnie to jeszcze za mało.. Zwróciłem uwagę na twoje podejście, czasami ciężko wyczuć kiedy mówisz poważnie, i chyba nie tylko ja mam z tym problem. Może ja coś przeoczyłem, a może wypiłem o jedno piwo za dużo? Tak czy inaczej no offence i życzę powodzenia:).
        Peace.
        *
        Zbyszek:
        By zrozumieć lepiej śpiące ciała pozwoliłem sobie na parę podstępów. Daywalker masz racje że mało się działo, bo tez mało robiliśmy”
        2 razy przespałem otwarcie galerii choć się umawiałem – Ale jak ja otworzyłem to było na co patrzeć.
        *
        Pieczywo:
        Z tego co pamiętam to raczej byłem w Twojej pracowni! Napisałem “raczej” ponieważ nie jestem w stanie pamiętać wszystkich wrażeń z tej tamtej chwili. Najważniejsze jest to, ze cały układ się zgadza.
        Tak jak pisałem wcześniej przed stolikiem była jasność (może z okna i cale pomieszczenie było ogonie jasne.
        Nie jestem tylko pewien, które ponieważ na obydwóch stolik (biurko) jest w tych samych miejscach. Nie jestem pewien przy którym siedziałem/stałem po prostu. Skłaniałbym się jednak przy pierwszej fotce. Napisz Zbyszek jeszcze czy w tej niebieskiej ramce to ktoś z Twojej rodziny (córka, żona)… tzn. niby się można tego domyślić, ale pamiętam, ze tez coś tam takiego było? i czy ten “ekran” z prawej strony od stolika na ścianie to jakiś ekran informacyjny? Wiem ze na tej ścianie tak jakby widniała jakaś informacja o zmianie tej właścicielki.
        Powyższy tekst tyczy się tego postu:
        CYTAT
        Nie pisałem jeszcze o czymś, bo zapomniałem i miałem edytować posta co te tez zapomniałem. Ze dwa dni temu byłem tak jakby w Twoim gabinecie/pracowni (klimatycznie tak bym to określił, bo nie pamiętam szczegółów) i siedziałem przy Twoim biurku!!! Wiedziałem, ze to Twoja pracownia, jeden szczegół który mi zapadł w pamięci to jakaś kartka na ścianie z kobiecym imieniem i nazwiskiem. Może to nie istotne ale tak jakby ona później była właścicielka tego pomieszczenia/pracowni… nie pamiętam dokładnie. Wiem, ze przed biurkiem była jakaś jasna przestrzeń. Może masz w tym miejscu okno (w świecie fizycznym)?
        *
        Zbyszek:
        Monitor umocowany na wielkiej kolumnie, znajdującej się na środku galerii, służył informowaniu klientów, w reklamie i prezentacji prac. A fotki z niebieska ramka to nie widziałem .Nie wiem co masz na myśli. Koleżanka sprzedawczyni na imię ma Anemari. Ciekawi mnie dokładny opis, co czułeś. Czy byłeś na pól śpiąco, czy z pełna świadomością. Jak przebiegała zmiana obrazów w widzianym przez ciebie wnętrzu. Kto co mówił, buzia czy w umyśle pojawiały się myśli. Czy przesuwałeś świadomość w ciało mentalne będąc w astralnym. Jakie były przerwy w postrzeganiu obrazów czy filmu. Przyglądałeś się zdarzeniu punktowo czy peryferyjnie,- jak ci opowiadałem coś, szybko czy z zaduma …..itp. Tak chyba, powinien wyglądać opis z eksperymentów. Może dojdziemy dlaczego sie nie pamięta. Może mamy tylko do czynienia z jakąś projekcja informacji odczytanych przypadkowo w innych itp. Pytać będziemy potem po szczegółowych opisach
        *
        Pieczywo:
        Najgorsze jest to, że to tylko takie małe wspomnienie zapamiętane z jednej nocy. Nie pamiętam czy to było OBE, LD czy byłem w jakimś innym stanie… ale na pewno gdzieś głębiej niźli mentalnie. Pamiętam, że to ktoś mi opowiadał o tym miejscu, nie był to werbalny ktoś lecz głos. Może to byłeś Ty sam. Istotne jest to, że na tym albo innym monitorku wyświetliła sie zmiana właściciela tego lokalu, było tam wyświetlone imię i nazwisko jakiejś kobiety. Pamiętam, że ten monitor był właśnie na ścianie po prawej. Coś mi sie tliło w pamięci, że była jeszcze na tym biurku/stole ramka ze zdjęciem wydaje mi sie, że to była czyjaś córka ale to chyba juz nadinterpretacja. Jedyne co wiem na 100% to
        1. Jasność w pokoju, najwięcej biło z przed biurka.
        2. Z prawej strony biurka na ścianie została mi wyświetlona informacja o zmianie właściciela.
        3. O zmianie właściciela jak i o innych rzeczach mówił mi głos, chyba docierał gdzieś zza mnie, możliwe ze z tyłu głowy.
        4. To nie był film, byłem w tym miejscu, a przynajmniej tak to odczułem.
        Ostatnio daje z siebie wszystko, żeby zapamiętać cokolwiek ze środka nocy, bo sny poranne nie są takie trudne do zapamiętania.
        *
        Zbyszek:
        Jak dziwnie te infoobrazy wyskakują nam przed oczami. Jedynym obrazkiem jaki zrobiłem dla rodziny w ramce jest obrazek córki, wisi na ścianie ale u mnie w domu. Hi hi .To by sie Freud zdziwił naszym opisom.
        Szkoda ,ze nie zwracałeś uwagi na te delikatne stany świadomości. Czy ktoś mówi mentalnie myślą, czy wytwarza w nas wrażenie dźwięku, wypowiadając zrozumiale słowa. Ta nawigacja jest do wyćwiczenia. Trzeba wiele razy sobie przypominać a wtedy poprawia się percepcje. Sam się w tym ćwiczę co poprawia mi znacznie rozeznanie.
        Wyniki mnie zaskoczyły. Te wyciąganie jest naprawdę prekursorskie. U Brusa wkurzało mnie to, ze wszyscy tak poważnie brali pojawiające się obrazy. Wtedy wpadłem na pomysł, by manipulować obrazami, czego efekty właśnie przeżywamy teraz wspólnie na forum.
        Teksty nasze pozostawiam chwilowo bez komentarzy, czekając z przejęciem na przebieg kolejnych wydarzeń. Słusznie Mishah zauważył, że potwierdzenie zależny od dostrojenia.
        Mając możliwość wyszperania brakujących a potrzebnych nam informacji przy świadomym przezywaniu snów, utrudniamy sobie ich weryfikacje, udziwniając i tak już szalone przygody.
        **************************
        EKSPERYMENT GILI GILI
        Pieczywo:
        Część z Was już słyszała o moim eksperymencie, wiec pisze do całej reszty.
        19.08.07r. godz. 19:00
        Rozpoczęła się audycja ze Zbyszkiem, podczas nadawania postanowiłem zrobić mały, spontaniczny eksperyment, mianowicie mentalne gilgotanie Zbyszka pod pachami. Nie musiałem długo czekać, bo już w trakcie drugiej wizualizacji Zbyszek niespodziewanie chichotnął. Niespodziewanie, bo nie było żadnego tematu w rozmowie, który mógłby spowodować taki chichot. Moje zdziwienie było ogromne! Po audycji napisałem do Zbyszka w sprawie weryfikacji, lecz On nie pamiętał tego momentu. Sprawa ucichła aż do 7 września kiedy to Cat umieścił całość nagrania. Chichot został uchwycony, każdy może sobie go przesłuchać, oto czas w wersji dobra jakość mniejszy plik 25:23.
        Wnioski:
        Kiedy wykonywałem eksperyment tylko jakaś cześć Zbyszka odebrała moje mentalne dłonie, może wszystko ukryło się w podświadomości, ponieważ Zbyszek był skupiony na wywiadzie. A propos teorii ciałek: to tak jak było, kiedy Zbyszek zapraszał Nas śpiących do swojej scenerii, nie wszyscy pamiętali o tym (niekiedy nawet sam Zbyszek), pomimo tego na prawdę byliśmy w tych miejscach. Ciałka mogą się przenikać i odbierać bodźce z innego rodzaju ciałkiem. Jak np. pokazuje mój eksperyment. Ciałem mentalnym możemy działać na ciało fizyczne jednak do pełnego świadomego kontaktu może dojść wtedy kiedy obie osoby będą w tym samym stanie skupienia. Jeśli dwie osoby uścisną swoje dłonie fizycznie, obie poczują to wyraźnie i zachowają pamięć o tym zdarzeniu… tak samo astralnie czy mentalnie.
        To taka moja wstępna teoria otwarta na modyfikacje. Próbujemy wszystko.
        *
        Angello:
        Ściągnąłem z podanego źródła i u mnie ten śmiech był w 25:29. No, ale bardzo wyraźny.
        Można to uznać za kolejny udany eksperyment.
        *
        Hubert:
        haha… !! nieźle, do tego jaki śmiech bardzo wyraźny i taki spontaniczny.
        *
        Daywalker:
        Hehe dobry motyw, wczoraj słuchałem tego nagrania i też mnie ten śmiech trochę zdziwił, chociaż wiadomo? Mogło być różnie, jednak to raczej trochę dziwne nawet jak na zbieg okoliczności. Najlepiej zapytać o to Zbyszka. Może zaczniemy przeprowadzać takie eksperymenty na prezenterach telewizyjnych? ;). Umówimy się na konkretną audycję i wspólnie wywalimy ich mentalnie ze studia;).
        *
        Pieczywo:
        Myślę, ze takie eksperymenty mogą się udać tylko z wrażliwymi w te stronę osobami jak Zbyszek czy inni AP. Jeśli ktoś będzie bardzo przytwierdzony do ciała fizycznego to będzie czuł tylko bodźce z Tego świata.
        *
        VegOo:
        No ciekawe .. hehe
        Hmm.. Czy to na pewno efekt tego eksperymentu? ;f
        Zbysiu fajnie sie zaśmiał.. ale nie wiem do końca czy to śmiech był.
        *
        Kronopio:
        Da się da się:)
        Mnie się od lat udaje, najczęściej z księżmi na kazaniu 😛 a i z prezenterami w audycjach na żywo (np.pani pogodynka) Zamyślam się (ależ on nawija że tez tak może długo bez pomyłki) po czym następuje raptowne yyyyyyyyy….
        Zbyszek:
        Przy jedzeniu często się zakrztuszę gdy się mi ktoś przygląda i znam miliony innych przypadków na 100% pewnych. W czasie audycji z Catem miałem paru z was na łączach. Pieczywo dał się wyraźnie odczuć . Towarzyszyło mi nawet jego wyobrażenie jak siedzi przed kompem. Nie brałem tego poważnie, bo wiedziałem wcześniej, że weźmie udział w audycji. Nie rozpoznałem przyczyny śmiechu ani nie miałem jakich szczególnych powodów do tego głupawego rechotu. Jest mi nawet trochę wstyd , bo brzmi to trochę wariacko, jak by mnie pokręciło:)
        *
        Pieczywo:
        No to zaraz, której stacji to ja nie lubię? >:]
        *
        Zbyszek:
        Ups trzeba uważać . O rety!!
        Raz zrobiłem swoim ciałem astralnym komuś halucynacje i przelazłem nim przez sąsiada, stojącego murzyna, strasząc zacną osobę strasznymi kulfonami . Podskoczył z przerażeniem na metr do góry,
        *
        Purple Cat:
        Świetny news. Pieczywo, Zbyszek nie macie nic przeciwko żebym umieścił info o gilgotaniu na stronie podcastów?
        *
        Pieczywo:
        Ja jestem za, Zbyszka teraz chyba nie będzie przez jakiś czas, wiec nie odpowie ale myślę, że nie urwie Ci mentalnie głowy z tego powodu
        Pozdro!
        Ciałka.net © 2009 Wszelkie prawa zastrzeżone