Eksperyment „NIRVANA”
został przeprowadzony 23 maja 2010 o godzinie 22:00. Oto kilka słów wstępu od Zbyszka, a potem relacje uczestników.

WSTĘP
Właściwie to nie mamy co się zajmować przelewaniem energii ,może spróbujmy coś niezwykłego. Najpiękniejszy ze wszystkich możliwych eksperyment to wskoczyć w grupie w nirwanę.
Zrobiłbym tak. Utrzymujemy się przez kilkanaście minut we współczuciu, wzruszając ile wlezie, ile się tylko da wyciągnąć z tych doznań.
Potem koncentrujemy się na jednym z nas , starać mu przelać najpiękniejsze na co nas stać. Ten co dostanie, siedzi cicho i nie opuszcza ciała, siedzi w bezruchu i jedynie potęguje doznanie . Jeżeli mu się zaświeci przed oczyma i ogarnie go radocha, to obserwuje co mu się robi, by zdać pozostałym relacje..

I na zmianę, 3 razy wysyłamy a raz słuchamy.

LISTA CHĘTNYCH :
RUGWA
WARMINE
ZBYSZEK
DRAQ
Malo nas a wiec ślemy wzruszenie i radochę przez 10 minut , ekspo trwa 40 minut przesyłanie dla każdego 30 min i 10 odbiór.
Przeyslamy wedle listy . Najpierw wysyłamy do Rugwy 10 min. Potem o 22:10 do Warminy, o 22:20 do mnie, a potem do Draqa.
łatwe z zegarkiem do synchronizacji.

Jeżeli jeszcze ktoś dołączy to dochodzi automatycznie do listy.

RELACJA RUGWY

Przy nastrajaniu się do eksperymentu korzystałam z afirmacji z cyklu : JAM JEST. Po chwili moje niefizyczne serce zaczęło bić szybciej, a w jego miejscu poczułam Chrystusowe serce, oplecione różami. Zaraz zobaczyłam tez postać Jezusa, który usiłował mi coś pokazać. Z początku odebrałam to jako gra w golfa lub krykieta; Jezus cos wypuszczał z rąk po trawie. Domyśliłam się później, że były to zwierzęta. Jednym z tych zwierząt był ognisty lis, a samego lisa zobaczyłam jeszcze kilka minut później, w czasie, gdy inni uczestnicy eksperymentu mieli mi przesyłać energię. Dopiero po całym ekipo załapałam, że ognisty lis to: FireFox po angielsku, a tak właśnie nazywa się przeglądarka internetowa, z której korzystam. Po co mi ta informacja? Nie wiem, nie będę wymyślać.
W każdym razie. Zaraz po 22, w ciągu „moich” 10 minut wyłapałam parę ciekawych wizji. Bardzo wyraźnie widziałam Warmine, która pojawiła mi się na pagórkowatej łące obok wielkiego iglastego drzewa – pomyślałam, że tym drzewem może być cedr. Od razu cofnęło mnie świadomością do eksperymentu, który przeprowadzaliśmy na oobezlocie. Wtedy to ja i Warmine zobaczyłyśmy drzewo zamiast zamierzonej przez nadawców piramidy. Znów siedziałam na tym samym miejscu, co podczas zlotowego ekipo; widziałam bardzo wyraźnie wszystkich uczestników. Zobaczyłam i poczułam jak Warmine za pośrednictwem niematerialnego drzewa rozprzestrzenia złoty pył energii miłości. Poczułam bardzo przyjazną energię, po czym cofnęło mnie znów do wizji z drzewem na pagórkowatej łące. Przez cały czas odbierania przeze mnie energii Warmine znajdowała się w pobliżu owego drzewa.
Przez chwile zobaczyłam tez niemrawo Zbyszka w czerwonym sweterku i poczułam palące ciepło w moim fizycznym ciele w miejscu splotu słonecznego. To ciepło rozchodziło się wokół i w głąb mojego ciała – jakby ognista obręcz na wysokości właśnie splotu i wątroby. Dla lepszego zrozumienia tego zjawiska pojawiło mi się przed oczyma jakby ogniste oko, które stopniowo przemieniło się w ognisty wir.
Nadszedł czas, bym stała się „dawcą”, a moją pierwsza odbiorczynią była Warmine. Poczułam jak ze środka mojego ciała, na całej długości tułowia – wzdłuż kręgosłupa i głowy, wypływa bardzo przyjemna, miłująca energia . Szeroki na kilka centymetrów pas światła przenikał moje ciało od tyłu i wychodził przodem wprost do Warmine 😉 Zastanawiałam się, co jest źródłem tej przyjemnej energii i poczułam, ze ja jestem tylko przekaźnikiem, a energia przepływa przeze mnie. Zobaczyłam i poczułam, ze „leżę w Jezusie” 😀 tzn. poczułam, że moje większe od fizycznego ciało jest Jezusem, a moje c.f. się w nim zawiera i stapia się z nim. Ogarnęła mnie miłość i od tego momentu zatraciłam poczucie mojego ciała fizycznego. Przy tej błogości przesyłania Warmine energii zobaczyłam malutką sarenkę, która przemieniła się w bohatera z kreskówki Disneya pt. : „Bambi”.

Przyszła teraz chwila na transfer do Zbyszka – od razu zaczęło mnie piec w splocie słonecznym i w obręczy wokół niego. Poczułam ojcowską miłość Jezusa, w którym ciągle leżałam 😀 i zobaczyłam jak wraz z Jezusem wypuszczamy z dłoni białe gołębie do Zbyszka – bardzo wzruszająca i pełna światła scena. Zobaczyłam potem Zbyszka w szkolnej ławce, poczułam, ze dzieci go nie akceptują, bo jest „inny” – wysłaliśmy z Jezusem do małego Zbyszka kocięta na pociechę 🙂 Przez chwilę postrzegałam Zbyszka jako wilka, a Jezusa wokół mnie jako niedźwiedzia, po czym przypomniało mi się, jak kiedyś Zbyszek opowiadał mi o psach. Zarówno wtedy jak i teraz zobaczyłam rodzinny dom Zbyszka, wybudowany nieopodal jeziora/stawu i lasu. Widziałam jak codziennie Zbyszek chodzi do szkoły polną droga. Widziałam także Zbyszka wśród trzcin i tataraków nad stawem. Obok tego stawu rosło sporawe drzewo – cos jakby wierzba – i właśnie w tym drzewie młody Zbyszek znajdował ukojenie i zrozumienia dla swoich trosk. Nie wiem, jak było naprawdę, ale poczułam, że samotne zbyszkowe chwile nad jeziorem były dla niego nieocenione.
Przyznaję, ze całych 10 minut wysyłania do Zbyszka światła nie wytrzymałam, bo za bardzo mnie w tym brzuchu paliło i energia rozpierała mnie.
Gdy przyszła kolej na Draqa, wysyłaliśmy mu z Czizasem malutkie kózki i owieczki, a potem to już w ogóle wszystkie możliwe malutkie zwierzątka wysypywały się nam z rąk^^ Palenie w splocie słonecznym rozszerzyło się na moje płuca i serce. Po chwili poczułam, że staję się płucami – mnie nie ma. Byłam płucami, przez które zamiast powietrza, przechodzi złoty pył miłości. Każdy wdech i każdy wydech to wpompowywanie i wypompowywanie miłości we mnie i przeze mnie. Już nie ukierunkowywałam światła, ono rządziło się swoimi prawami. Z ta świadomością zakończyłam eksperyment.

RELACJA WARMINE
Przed samym eksperymentem wzbudziłam w sobie wiele współczucia. Wyobraziłam sobie co przeżywają ci ludzie, których domy i majątki zostały podtopione. Nie było to trudne gdyż sama parę dni temu odczuwałam duży strach gdy woda była praktycznie koło mojego domu.

Wybiła godzina 22:00. Czas na ukochanie Rugwy 😉

Skupiłam się by wytworzyć tylko jeden kanał, którym płynęłyby moje uczucia i nie rozbiegały gdzieś w przestrzeń.
Darzę Rugwę wielką sympatią więc pozytywne wibracje wręcz same popłynęły. W mojej klatce piersiowej pojawiło się jakby odrętwienie i serce zaczęło mocno i gwałtownie bić. Odczuwałam je aż na powierzchni ciała. W splocie słonecznym dało się odczuć pieczenie. Starałam się przekazać Rugwie same uczucia, bez wizji, ale nie dało się bo automatycznie mentalnie mnie do niej przenosiło. Najpierw byłam u siebie w pokoju i dużo do Rugwy mówiłam. Opisywałam jej jak ją odbieram, co do niej czuję a każde moje słowo zamieniało się w emocje. Miałam tylko przesyłać, ale i sama odczuwałam wewnętrzne ciepło. Przeniosło mnie do jakiegoś pokoju, siedziała na fotelu Rugwa, nie przyglądałam się, skupiłam się tylko na niej. Podeszłam i wtedy przelałam jej całą moc uczuć przyjaźni i miłości jakie w tym momencie się we mnie wytworzyły. Przypomniałam sobie wtedy jak spotkałam się z nią i Draqiem na dworcu PKS w Turku gdy mieliśmy jechać na zlot. Wtedy to samo czułam. Gdy tak ją przytulałam pokoju już nie było, dokoła zrobiło się zielono. Cofnęło mnie znów do mojego domu. Godzina 22:05. Wydawało się, że czas tak wolno płynie. Miałam wrażenie, że mimo iż na chwilę oderwałam się od przekazu to i tak jestem z nią połączona i uczucia nadal płyną. Zamknęłam oczy. Zobaczyłam, że na mojej klatce piersiowej pokazało się serce a z niego wyleciał biały gołąb. Był on jakiś świetlisty, niematerialny, jakby był czystą przyjaźnią. Wzbił się w powietrze a potem już zobaczyłam jak jest przy Rugwie i trafia wprost do jej serca i się rozpływa. Po tym wszystkim musiałam trochę odetchnąć bo cały czas miałam wrażenie, że nie mogę przerwać przepływu uczuć do Rugwy. Tak mnie wciągnęło 😉

Godzina 22:10. Czas na mnie.

Zamknęłam oczy i całkiem się odprężyłam. Przez jakiś czas zupełnie nic nie czułam. Nie miałam też żadnego obrazu przed oczami. Po prostu ciemność. Potem zauważyłam, że mimowolnie zaczynam się uśmiechać ciałem fizycznym. Robiło mi się tak wesoło jakby ktoś opowiadał coś śmiesznego, ale nie towarzyszyły temu wizje. Obserwowałam jak moje ciało ma radochę. Po może 5 minutach coś się zaczęło zmieniać. Dobiegały do mnie słowa. Najbardziej odczuwałam Rugwę. Mówiła: warminka fajna jesteś i zobaczyłam jej uśmiechniętą twarz. Przeniosło mnie gdzieś, w jakąś nieokreśloną przestrzeń. Dostrzegłam Rugwę i Draqa siedzących koło siebie i trzymających się za ręce. Oboje mieli zamknięte oczy i się uśmiechali, widziałam jak przesyłają mi swoją energię przyjaźni. Byłam jakby obserwatorem tego zdarzenia. Wtedy Rugwa mnie uziemiła, nie pozwoliła się tylko przyglądać hehe. Ogarnęła mnie nadzieja, jakaś dziwna tęsknota za nimi obojga, ciepło na duszy i przeświadczenie że świat jest piękny 😉 jeszcze dodam, że już pod sam koniec widziałam jak Draqu i Rugwa wysłali do mnie kotka, który mi się łasił do nóg. To chyba był ten kot ze zlotu.
Co do Zbyszka… jego praktycznie najmniej wyczuwałam. Żadnych uczuć tylko jakby podziw nad moimi oczami hehe ja nie wiem co on w nich widzi 😀 aha i usłyszałam jakby gdzieś tam wewnętrznie do mnie mówił warmina odczuj to. Tylko tyle niestety odebrałam .

Godzina 22:20. Czas na ukochanie Zbyszka 😉

Żeby za bardzo się nie zamotać postanowiłam do każdego z was podchodzić podobnie. To znaczy rozmawiać z wami i opisywać co do was czuję, jak was odbieram, jacy jesteście i ile dla mnie znaczycie. Także bardzo mi się spodobał ten patent z gołąbkiem bo to było piękne i słałam go do każdego 🙂 Ok. ale od początku.
Ciężko było mi się „podłączyć” do Zbyszka. Jakby miał w sobie jakąś blokadę. Gdy mi się to udawało to czasem mnie znienacka wyrzucało z transu. Zachciało mi się z tego śmiać, że tak sobie skaczę i pierwsze moje połączenie uczuciowe wyglądało tak: halo halo Zbyszku tu warmine, skup się chłopie bo cię zacznę łaskotać. 😀
To jakby podziałało bo przeniosło mnie do niego. Siedział na jakimś krześle. Dłonie na kolanach, oczy zamknięte, mina surowa, bardzo skupiona, miałam wrażenie, że jest spięty. Usiadłam na podłodze i tak chwilę się mu przyglądałam uśmiechając się i przesyłając mu dużo sympatii. Wcale na mnie nie reagował. Zaczęłam do Zbyszka mówić. Opowiadałam, że bardzo go lubię, darzę dużym szacunkiem, że go podziwiam, jest naprawdę ambitną i ciekawą osobowością. Bardzo się cieszyłam, że go poznałam. Każde moje słowo zmieniało się w uczucie. Słowa to była tylko oprawka dla tego co one zawierały. Wróciłam do swojego pokoju. Zebrałam w sobie całą moc przyjaźni jaką poczułam do Zbyszka i znów pojawił się gołąbek. Tym razem nie wyleciał on z mojego serca ale z nieba rozświetlonego złocistymi promieniami. Obserwowałam jak leci do Zbyszka i tu mnie trochę zaskoczył bo nie wleciał tak jak Rugwie do serca, ale do jego głowy. Rozpłynął się a ja wiedziałam, że dał Zbyszkowi całą esencję uczuć jakie chciałam przekazać.

Godzina 22:30. Czas na ukochanie Draqa 😉

Przyznam się, że Draqu dostał ode mnie największą dawkę uczuć. Ale w końcu to mój braciszek więc chyba wybaczycie 😉 Chociaż muszę powiedzieć a może już powiedziałam, że przez cały ten eksperyment najmocniej wyczuwałam Rugwę.
Do Draqa nie musiałam nic mówić, od razu narzuciły mi się myśli: Mateusz ty wiesz.. w tym momencie moje serce zaczęło wręcz kołatać, mało się z piersi nie wyrwało i wielkie ale to wielkie gorąco i pieczenie w splocie słonecznym mnie złapało. Nie przeniosło mnie do niego nawet na chwilę. Ukazała się tylko jego uśmiechnięta twarz i oczy mówiące: tak wiem. Staliśmy się jakby jednością. Całkowite połączenie, które trwało prawie przez cały czas jaki miałam mu poświęcić. Wylewała się ze mnie miłość, szczera czysta i wdzięczność. Nie taka miłość jak do chłopaka, żeby nie było 😉 tylko taka hmm jak do bratniej duszy, którą zna się całe życie. Na sam koniec jak do wszystkich wysłałam do niego gołąbka przyjaźni, który wchłonął się w piersi Draqa.

RELACJA ZBYSZKA
Już od 21 godziny , spoglądałem na żonę pełen obaw, lękając się trochę jej reakcji. Mieliśmy przecież wspólnie oglądać film, miał być rodzinny wieczór.
Wyczula ona coś i doglądało mnie co rusz jakoś podejrzliwie. Właśnie chyba dlatego o 22 godz, przyszła do mnie rozżalona wypominając mi zepsute drzwi i mnóstwo moich niedociągnięć , gdy tym czasem ja się znowu łącze z matka ziemia. Ha, znowu się łączysz z Pomarańczą, spojrzała rozżalona..
NIE DASZ RADY, słyszę gdzieś za plecami NP-ka. Czas nagli, już się zaczyna ćwiczenie.
Uspokajając żonę, czułem swoja porażkę.
Usiadłem na dziecięcym pomarańczowo czerwonym fotelu, opierając niewygodnie glowe na na zdjęciach małych dzieci rozwieszonych na ścianie,- obecnie po dwudziestce. Wtedy wpadłem w rodzaj zamyślenia, moment w którym rejestruje otoczenie, kreując potem swoje sny widzianymi w tym stanie przedmiotami, właśnie tymi, które wprawiły mnie w tym momencie w zdziwienie. Rodzaj wewnętrznej koncentracji, przypominającej stan o którym mówi Bruce Moen, mając na myśli zginanie niefizycznego palca. Bylem świadomością astralna, rejestrująca łapczywie dziwności, by wykarmić sen przedmiotami.
Trochę mnie jeszcze mroziło po rozmowie z zona i odciąłem się od astralnego ciała, nabierając dystansu do tej chłodnej emocji. Nie pomyślałem wtedy , ze moje ciało astralne może przyjąć rozsierdzone grymasy i pomimo, ze jestem od niego rozdzielony, to można wyczytać tą emocje z jego postawy i zachowania. Bylem przecież skoncentrowany na planie mentalnym nie mając z tym typkiem niczego wspólnego. Ha,- myślę sobie, ale jak wydobędę teraz z siebie wzruszenie, bez ciała astralnego. Nie dało się.
Zacząłem wiec rozmawiać z Rugwa o przeczytanym tekście z Jezusem i Świętym Duchu, przypuszczając iż jego dary, mogą być tematem kolejnego ekspo.
Treści rozmyślań, nie jestem teraz w stanie odtworzyć, gdyż myśli szybowały we mnie jak huragan. Z jej wypowiedzi wynika, ze fragmenty naszej rozmowy sobie niewizualizowana, czerwona koszulka, to chyba ten ciemnopomarańczowy fotel, a staw, i drzewo wspaniale są trafione. W rozmowie wniknęła w moje wspomnienia. Z tym samotnym Zbyszkiem, to zapewne współczucie ( konflikt na forum) a może rzeczywiście coś we mnie znalazła, o czym ja nie chce pamiętać i wyparłem z . Dystansując się do emocji wyparłem się również wzruszenia, rozmyślając nad tym zjawiskiem, wspomniałem twój list o dorosłych( historyjka z pieskami)
*
Przy Wrminie miałem trochę problemów z połączeniem. Odciąłem się od ciała astralnego tak bardzo, ze niczego nie bylem już w stanie odczuwać. Nie dało się, no może trochę się obawiałem zony z tym przelewem wzruszenia do dziewczyn, czując w sobie skrepowanie.
Gdy tak się wstrzymywałem, to zdarzyło się coś ciekawego. Jakiś wewnętrzny uśmiech się przedarł mi w głowie. Powiedziałem, wewnętrznie rozdzielony w sobie, to ja się będę śmiał, dziwiąc , ze pomimo dystansu do emocji, przedarło się we mnie uczuciem wesołości.
Czyżby wesołość była z innego planu niż astralny?
Zacząłem testować to doznanie, moglem się uśmiechać, napięcie w astralnym zmalało. O miłości nie było nadal mowy, ale moglem się uśmiechać, słać wesołość.
Gdy się roztańczyłem, to pojawiłem się przed Warmine, huśtając zamaszyście w powietrzu spoglądałem jej w oczy. Nieostra w kształcie, spojrzała chybcikiem w moja stronę, może przypadkowo, cofnęło mnie do ciała.
*
Przy Draqu bylem dziwnie napięty. Ach tak , obiecałem mu te filmy i pewnie ciągle pamięta. I ta wypowiedz na forum , ze sektę robię a ludzie zmyślają weryfikacje, jak mu przesłać wiec piękne uczucia, gdy chce się mi z nim dyskutować i przekonywać do ekspo. .
W którymś momencie ocknąłem się na łózko, -znowu doszło do rozdzielenia czegoś we mnie i obserwowałem jakby z zewnatrz wypowiadane moje słowa.
TAK TO JA NIE CHCE.
Ups, nie postrzegłem wtedy, ze wyszedłem z ciała i leząc przecież na łózko a nie siedzę na dziecięcym fotelu.

Kończąc ćwiczenia bylem zdruzgotany, gdyż jak zwykle myślałem ze nawaliłem ekspo i wyjdzie wielka lipa.

RELACJA DRAQA
Tuż przed eksperymentem objadłem się niepotrzebnie i ciągle ściągało mnie do ciała fizycznego. Nie koncentrowałem się na początku zbytnio na nikim, tylko na sobie. Oczyściłem się trochę, potem wypowiedziałem afirmacje :). Gdy ujrzałem nad moją głową białe światło to nagle zaczęły się lekkie wibracje i wtedy mogłem zacząć. Najpierw utuliłem rugwe. Potem warmine, zbycha i zrobiło mi się ciężko na żołądku. Znowu ściągnęło mnie do ciała i jakoś doświadczeń była bardzo słaba. Szczerze mówiąc słabo pamiętam to co sie działo, przypominają mi sie jeszcze drzewa, natura-podczas odwiedzania Zbyszka. Potem z rugwa trzymaliśmy się za ręce :). W pewnym momencie zrobiło mi się twardo w spodniach 😀 a wtedy rugwa oznajmiła, ze właśnie mi energia jest wysyłana. Bardzo chętnie wziąłbym udział w następnym takim doświadczeniu, tym bardziej że teraz warunki fizyczne nie odpowiadały mi i ciężko było się zaangażować. Pozdrawiam.

Rugwa
Przypomniało mi się jeszcze, że na początku mojego doświadczenia pomyliłam Jezusa z prezydentem USA, który gra w golfa 😀 Jak ktoś miał jeszcze Obamę, to by nie było nic dziwnego;)
pozdro
Zbyszek:
Hej Rugwa, zapomniałem coś dopisać.W dzień eksperymentu, bylem z rodzinka na spacerze w lesie. Tydzień wcześniej u tej samej rodzinki, na urodzinach, graliśmy w zgadywankę. Każdy miał przyklejona kartkę na głowie z czyimś nazwiskiem i miał je nadzmysłowo odgadnąć Na mojej kartce był napisany Obama.
W czasie rozmowy, poprosiłem cie o pomoc, w opracowaniu paru zagadnień religijnych, korygowaniu błędów. Wysłałem ci relacje nie poprawiając samemu byków w mojej relacji( niemiecka klawiatura). Robię to zawsze przy pomocy Firefoxa. Tym razem, jakoś stwierdziłem, w świadomym planie, ze puszcze relacje bez poprawek. Mogę się jedynie domyślać jak mogla przebiegać nasza rozmowa na półświadomym planie, w którym nie mailem w pełni kontroli..

Bardzo ucieszyło mnie to spotkanie z Warmine. Zwłaszcza to odcięcie się od emocji, przyniosło mi sporo nowego doświadczenia. Nie widziałem jej i nie czułem . Zrozumiałem , co się dzieje w człowieku gdy kwaśnieje i odcina od astralnego planu, ślepnie mu wyobraźnia i staje się nieczuły na delikatne doznania. Nie słyszałem jej slow , ze będzie mnie łaskotać ale odczułem uśmiech , rodzący się bez powodu we mnie. Sledze od dawna rozmowy cieni , szukając w nich jakich reguł i zasad.

Zbyszek
Hej Draqu , ja tez się przejadłem, często to robię. Ratuje się wtedy pewnym trikiem. Gdy coś szwankuje w brzuchu, to wytwarzamy rodzaj czernidła, które się zbiera i dostarczy nieprzyjemnego ucisku. Wyciągam wtedy tą nieprzyjemna emocje rękoma. Uśmierza to natychmiast nieprzyjemne doznanie, do czasu aż się znowu uzbiera. Tyle, ze najczęściej do tego czasu, brzuch jakoś sobie radzi z trawieniem i jest już mi trochę lżej.
Tak jakby, nie sam organ dostarczał uciążliwego doznania a gromadząca się astralna substancja w tym miejscu, powstała przy zaburzeniu trawienia.

Eksperyment wyszedł bardzo dobrze. Motyw gołąbka jest rewelacja. Jest on symbolem zsyłającego dary przez Ducha Świętego. Ten symbol wytworzyliśmy jakoś wspólnie.
Wspaniała weryfikacja:)
Jeżeli macie siły to przeprowadzajmy częściej takie ekspo,. Ćwiczenie jest dosyć intymne, ale doskonale rozbudza wrażliwość i ćwiczy percepcje niefizyczna. Samemu nie jest się w stanie, rozpoznać połączenia bez weryfikacji. Tak jak z ta głową na zlocie. Gdybyście o niej nie powiedzieli, to bym nawet się nie domyślił, ze to w ogolę jest coś takiego możliwe.

Co do weryfikacji, pamiętajmy, ze od ćwiczących zależy co się postrzega z tego co się odbywa w niefizycznym świecie. Brak weryfikacji ,znaczy najczęściej brak koncentracji na ćwiczeniu lub ignorowanie delikatnych doznań,- jednym słowem ignorowanie własnego umysłu i duchowa ślepota.
Dodatkowo utrudnieniem jest dostrajanie się do rożnych planów, uczestników. Jeden może być w astralnym dostrojony a inny do mentalnego planu i nie znajda wspólnej płaszczyzny.
Wtedy o spotkaniu świadczą pojawiając się podobne obrazy astralne, lub myśli.

Bardzo interesuje mnie powstawanie blokad emocjonalnych i dlaczego jedynie wesołość, spośród wszelkich piękności, potrafiła się przedrzeć przez moje zasieki.
Rozsupłajmy czym jest nirwana

………………………
Gdy pracuje na budowie, gonie po drabinach, jeszcze coś się nie układa i nie chcą zapłacić , to rodzi się we mnie jakiś nieświadomy zal i protest, który staram się szybko zamrozić. Czuje się dobrze w mojej skórze, tyle zęby dobrze funkcjonować, to zmniejszam moja wrażliwość emocjonalną do minimum. Nie odczuwam wtedy zbyt dużo. Zaoszczędzam sobie wewnętrznego zmęczenia. Dzieje się wtedy coś we mnie, co utrudnia mi również przezywanie pięknych doznań. Nie wzruszam się tak łatwo. TO wydaje mi się właśnie problemem . To okrojenie z doznań. Testowałem to często i za każdym razem, gdy nabierałem dystansu do emocji, to traciłem coś jak wiarę, ze jest również coś pięknego, w coś, co znajduje się na zewnatrz mnie. Automatycznie nie oczekiwałem tego już więcej, spodziewając się wszędzie ciężaru i ciężkich zmagań. W tym tkwi moim zdaniem problem. To niezwykle silna blokada . W momencie, gdy siedzimy w paraliżu, ta mało uświadamiana obawa, staje się przyczyna , powstrzymuje przed rozświetleniem własnej jaźni. Brak tego uderzenia słonecznej radości, dzięki której coś w środku umożliwia nam śmiałe spojrzenie do przodu, poza ciało. Nie wyciąga się wtedy coś z nas i nie wypycha. To coś, to jakieś zaufanie i pewność w szczęście i szlachetność.. Potrzebna jest to zaufanie, bez którego często zatrzymuje w paraliżu i nie wypuszcza z ciała na wolność..
Ćwiczmy w sobie rozjaśnianie jaźni codziennie, ile razy tylko sobie to przypomnisz. Wydobywajmy z siebie radochę sztucznie. Ćwiczmy w sobie zaufanie w szczęście, utrzymując jak najczęściej w dobrym samopoczuciu. Na sile, wbrew przeciwnościom i obowiązkom.
Tak jak religie doradzają, w modlitwie, zaufanie do Boga, czy w coś, gdzie cie poniesie. Zaufanie w piękno i szlachetność
Dziwne rzeczy się wtedy dzieją. Otworzy się wewnętrzne światło, bez którego większość doświadczeń to raczej strata czasu. No i pojawi się w nas przekonanie , ze czeka na nas coś lub ktoś, to daje bilet w rękę i puszcza w paraliżu przysennym do przodu, na spotkanie bez obaw z nieznanym.
………………………………..
Zycie, to taka gra w dziurę z rożnymi lewelami. W fizycznej można się nachlać, w astralnej wyobrażać ksztalty i odczuwać, w mentalnej rozmyślać, żonglując faktami a w przyczynowej rozumować w ideach.. Każdy lewel ma swoje deko z odmiennymi zasadami gry.Ten co gra, może wybierać w której się warstwie bawi, lub zostać w nich wszystkich jednocześnie, po trochu. Musi jednak wykryć, ze one istnieją i jak do nich trafić.

Wybierającym jest Jazn. Gdy się ona ekstra zaświeci, dostaje Jokera, mogąc wręcz bezkarnie skakać miedzy lewelami, bez konsekwencji, że za dużo spieprzy.
Większość graczy zabiega najpierw o Jokera. Gdy to im się uda, to rezygnują najczęściej z gry, wyłażąc z dziury. Za życia, przypomina to trochę wyciągniecie reki, trzymającej ciągle podszewkę kieszeni( życie z rozświetloną ciemnica w garści).

—————————————————————————————————Kolejny eksperyment:
NOWY Rok 2012
Relacje uczestników niefizycznej eksploracji:
Sorrow
Aloha
Zbyszek
sorrow:

Początek:
Czasowo wyrobiłem się dopiero kilkanaście minut po 22 . Dzieciaki jeszcze nie spały , ale znalazłem chwilę wyciszenia i wbiłem się .
Ustanowienie przepływu energii z dołu, góry , intencja i … lot.

Dostrojenie :

Najpierw próbowałem odnaleźć jakieś osoby z eksperymentu – mignęła mi biała koszula w niebieską kratkę , dalej piękna dekorowana różowa, czerwona, lub bordowa suknia wieczorowa .

Wbiłem się do kryształu jądra Ziemi i pławiłem się w energii .

Dalej przeskok do Centrum. Pierwsze wrażenie – silne odczucie DEJAVU ( chyba tak to się pisze ) . Naprawdę mocne ,na nieodczuwalną dotychczas skalę .

Pobyt w Centrum”

Centrum wygląda ,jak mała salka projekcyjna ,jak w małym kinie . Zaciemnione wnętrze , w mroku stoją osoby – kilkanaście , wszyscy spowici mrokiem .

Ekran kina jest szeroki .Okazuje się jednak czymś na kształt podświetlonej od drugiej strony fototapety przedstawiającej drzewa na tle zimowej, przygnębiającej scenerii .(taka płaska świtlista bitmapa) Czarne , smutne drzewa mocno kontrastują z białym tłem i spowitym gęstymi ,ciężkimi chmurami niebem.

Po chwili dowiaduję się od Pracownika Centrum ,że znajdujemy się w 2012 roku .Poprosiłem o spojrzenie na mnie , co w tym momencie robię ,będąc w 2012 . W dużej wysokości ujrzałem siebie idącego z psem na spacer w pobliżu mojego domu . Także jest zima , Widzę aurę , a raczej coś na kształt wymieszanej tęczy prowadzącej ode mnie w górę i znikającej wysoko w przestrzeni . (Pies też emanował aurą , ale mniejszą i pozostającą w jego obrębie ).

Pracownik po tej projekcji po moich kolejnych pytaniach powiedział ,że Tylko malutkie dzieci i niemowlaki mogą czuć się bezpiecznie ,ponieważ będą w stanie dostroić się do zmian.Reszta społeczeństwa musi pracować . Nie wiedziałem o co jeszcze pytać . Zauważyłem ,że łatwiej jest mi otrzymywać odpowiedzi wizualne,niż słowne, ponieważ te drugie jest mi trudniej zapamiętać, a później opisać . Próbowałem wsłuchać się w pytania zadawane przez chłopaka w białej koszuli w niebieską kratkę (Zbychu??? nie wiem ,w sumie słabo się znamy) . Mocno dyskutował z Pracownikiem , niepokorna bestia . Pracownikó było dwóch, lub trzech, ale pytania zadawali im wszyscy równocześnie i jakoś to szło , dało się w ten sposób rozmawiać w miarę sensowanie . Patrzxyłem na osoby w tle ,te pokryte mrokiem postaci .Wiedziałem,że część z nich to jakieś wzorce energetyczne na kształt atrap spotykanych w LD . Pracownik powiedział,że dobrze myślę ,ponieważ świadome podróże mentalne przyciągają śpiących . Powstaje coś na kształt fascynacji.

Pożegnanie ”

Chwyciłem się z jakimś mężczyzną za dłonie i w radości zaczęliśmy kołować się,aż powstał dysk energetyczny . Unieśliśmy sioę ponad Centrum i lecieliśmy nad rozległymi lasami (piękna okolica -gdzie to Centrum jest w Tajdze ?, Może w Tybecie ?) Wyglądaliśmy jak UFO . Po wylądowaniu jeszcze ucałowałem obecnych na miejscu po kolei w lewy policzek .

Powrót ”

Po chwili znalazłem się świadomością w swoim pokoju (cały czas grał po cichu telewizor, a pokoju dzieciaków leciała bajka ) . Wydaje mi się,że wypady grupowe mają większą siłę przebicia, przezde wszystkim jest łatwiej złapać Azymut .

s o r r o w

PS : Bym zapomniał o ważnej rzeczy , teraz przypomniała mi się po przeczytania moich wczorajszych szybkich zapisów na kartce :

Weryfikacja :

W pewnym momencie ,ale podczas zadawania pytań Pracownikowi poprosiłem o weryfikację ,że jestem w Centrum , cokolwiek,żeby potwierdzić,iż jestem w innym wymiarze .

Nie minęło 5 sekund , a ja poczułem ruch fizyczny – ktoś zaczął poruszać moim łańcuszkiem na szyi .Byłem mocno oparty i ułożony na oparciu kanapy i w tym miejscu ,gdzie szyja przyciskała łańcuszek (ogniwo spinające) poczułem ruch trwający kilka sekund ,ale delikatny i odbywający się fizycznie ruch .

To wszystko, DZIĘKI !!!

__________________________________________________________________–

Aloha
O 21.05 mojego czasu położyłem sié i zacząłem relaksacje. Po kilku rozluźniających oddechach, poczułem wiaterek w plecy i obecność znajomej siły. Wyraziłem intencje znalezienia obemanaików i nagle znalazłem sié w lecącej bance, która jakby pod wielkim ciśnieniem gnała bardzo szybko w górę. Skupiłem sié na Zbyszku i po kilku sekundach poczułem go obok siebie z lewej strony, po prawej widziałem wielofioletowe światło i poczułem,ze to jest Conchita. Nadal miałem silne wrażenia parcia i unoszenia. Wtedy skapnąłem się, ze jesteśmy w krysztale i to tam jest taki przeciąg z dołu do góry. Po kilku chwilach czułem obecność wielu innych znajomych wibracji dookoła (min Kronopio, Herbina) staliśmy w krégu i trzymając się za réce lądowaliśmy sié tym odwróconym prysznicem energii. W następnym momencie wyraziłem gotowość polecenia do centrum planowania i nagle wszystko zniknęło-znalazłem się w spokojnej i ciemnej przestrzeni. Z intencją odwiedzenia centrum planowania wisiałem tam dobra chwile, po czym skupiłem się na pytaniu: jaki bédzie 2012 dla ludzkości? Po chwili zaczęły pojawiać sie piękne wizje: pola i lasy kwitnące na wiosnę, młoda trawa o pięknej, świeżutkiej zieleni. Te widoki nie były oszałamiające, ale bil z nich spokój-taki symbol delikatne budzenia się , wzrastania, odwilży. Żądnych tragedii ani kataklizmów…Zacząłem latać po tych polach i cieszyć się sielanką- nie widziałem żadnego śladu człowieka. Kilka chwil po tym usłyszałem alarm-upłynęło 1,5 godziny…wróciłem cały do ciała.

*
Zbyszek
Do niedzielnych ćwiczeń przystąpiłem z godzinnym wyprzedzeniem. Chciałem się dostatecznie rozgrzać, by wyłapać wszelkie pozostawione prze zemnie astralne szpargały. Gdy wybiła 22 godz. wyobraziłem sobie kryształ Brusa. Stanąłem przy nim, obserwując otoczenie.
Zapominając o krysztale zadałem sobie stanowczo pytanie. To pokazuj!! Wiesz co, same nieszczęścia, te co się maja nam przytrafić w 2012 roku. Rozłożyłem się wygodnie i czekałem. Nic się jednak nie działo. Zawsze coś pojawiało mi się w umyśle, jakaś myśl , obraz, mgliste wspomnienie czegoś a tym razem kompletna pustka. Co jest do diabla. Eksperyment leci a mnie zacięło,- uczucie rozczarowania.
To co, nie powiesz? Spytałem wyczekująco.
Dalej nic. Czekałem niestrudzenie na jakieś przywiedzenia.
Długo czekałem w milczeniu. Ale się zaparło, nie powiedzą. Chyba przysnąłem podirytowany brakiem doznań, gdy nagle wybiła mnie ze snu rozsuwająca się we mnie świadoma przestrzeń. Ten sam ruch wewnątrz mnie, gdy pojawia się we mnie czyjaś obecność. Uff, ruszyło się coś, w trudnym do rozpoznania planie mnie samego, całkowicie mnie rozbudzając. Zobaczyłem siebie obdzierającego igły z choinki małym pędzelkiem. Trzymałem gałąź jodły na kartce papieru i tarłem z zacięciem nim po gałązkach. To co szata roślinna się zmieni, rośliny padną, idzie nowy klimat, ale dlaczego tak szybko?
Kolejna długa przerwa, nic się nie dzieje.
Wtedy usłyszałem rozbawionego znajomego. Pytałeś o wydarzenia w 2012, do sylwestra świąteczne choinki opadną z igieł! A reszta, dlaczego milczałeś, gdy pytałem? Zadałem przecież tyle pytań.
Prosiłeś, by ci pokazać, co się wydarzy strasznego a nie to czego się obawiasz.
A wojny, jak się sprawki maja.
Spytaj generała.
Hej generał jak z wojnami.
Na dzisiaj ma się spokojnie, powiedział jak spiker prognozy pogody.
Nic nie wskazuje …….

Ufa, ale dowcipas, pomyślałem. No tak, pisałem ze forma pytań nie ma znaczenia i wystarczy spytać, śląc pakiety myśli. Trafiłem na wesołka. To dobry znak, robi sobie żarty, gdy świat się ma zwalić za dwa lata.
A co ja zrobię z te dwa lata?
Cos ciekawego się wydarzy w moim życiu?
I tu usłyszałem wyraźnie słowna odpowiedz. Są rzeczy o których lepiej nie wiedzieć i przewiało mnie zrozumieniem, rozładowującym chęć dalszych pytań.
Bo ty to zrobisz!. Padło kolejne wyjaśnienie!!!
Ups, nie miałem więcej ochoty pytać co ja zrobię, samo się przecież wyjaśni w przyszłości.
Zadowolony z siebie, tą dobra nowina, wpadłem do neta, otworzyłem pewna książkę. Po paru minutach przeglądania książki utraciłem dobry nastrój. Trafiłem na opisy zmowy I strasznych spekulacji. Przeludnienie I obezwładniające czipsy były zaledwie pikusiem w obliczu koniecznych straszności, szykowanych gatunkowi ludzkiemu.
Teraz siedzę przed monitorem I zastanawiam się, czy pozbyć się tych sensacji z pamięci I spokojnie sobie jeszcze pożyć.

Kiedyś trafiłem do wyroczni delfickiej- centrum planowania.. Gościu zapewniał mnie, ze dopóki surowce naturalne się nie skończą to nic się nie będzie działo szczególnego. Na wprost mnie pojawiła się rynna z topniejącym śniegiem a wiec zmiany klimatyczne.
A wiec jednak!
W sobotę dawały mi się odczuć niedzielne eksperymenty. Malując na budowie ściany, nie moglem się opędzić od osób domagających się ze mną myślowych kontaktów. Co rusz ktoś do mnie docierał, zaciekawiony niedzielnym eksperymentem. Spowolniło to moje ruchy fizyczne, obniżając moja sprawność w pracy. Uf robiło się ciężko na ciele. Zamierałem wtedy w bezruchu, odczekując aż przejdzie. Uf, pragnąłem natychmiast się położyć. Jedynym pragnieniem była mała przerwa i błogie wylegiwanie się, choć na chwilkę, by odciążyć niewygodne ciało fizyczne. Gdy pomimo tego, starałem się nadal pracować, to uczucie ciążenia stawało się bardzo wyraźne, zajmując wręcz całą moja uwagę. Ręce traciły wrażliwość. Odczuwałem je jak wielkie i nieporadne kłody. Pracując w takich chwilkach, traciłem chwilowo dostęp do pamięci, zapominając cale doświadczenie malarskie. Nacierałem farbą powierzchnie nie mogąc nadążyć wyobraźnią za powstałym efektem mojej pracy. Nie wiedziałem co maluje. Ruszając palcami obserwowałem ich odrętwienie. Trwało to oczywiście moment, gdyż po chwili rozgaszczałem się ponownie w ciele fizycznym, mogąc sprawnie się w nim znowu w poruszać. Ten wewnętrzny ciężar, wielki dyskomfort, powodowany był uwalnianiem ciał niefizycznych z powierzchni ciała fizycznego. Dając mi swobodę, zajmowałem się gośćmi, podejmując z nim dialog. Ich rożne intencje, wywoływały rożne sposoby zachowania się moich śpiących ciał. Robiły one grymasy, wykonując przeróżne ruchy a nawet uwalniały się ze mnie, by wziąć udział w niefizycznych dysputach.
Wystarczyłoby powiedział nie, tupiąc groźnie i zdecydowanie nogami a kontakt zostałby przerwany i mógłbym się zając ponownie praca. Reakcja taka wydawała mi się niestosowna, gdyż przecież sam zachęcałem do takich wojaży, namawiając do wspólnych eksploracji.
Sadzę, ze wielu z was miało takie chwile, gdy się wciągnęliście w z kimś w wewnętrzne rozmowy. Skoncentrowani uwaga na przelewających się majakach w umyśle, nie postrzegaliście swojego udziału w niefizycznych rozmowach cieni. Jak cień, przemykają się wtedy nieostre myśli przez nasz umysł, pozostawiając zaledwie ślad swojej treści w swiadomosci.
Pamiętam doskonale, gdy nawiązałem mentalne połączenie z jakaś osoba i wciągnąłem się w rozmowy. Pojawiło się we mnie, to samo ciążenie w ciele fizycznym. W czasie rozmowy wytworzyłem kolejny aspekt siebie, podróżującego, astralnego i gadającego kosmonautę, usamodzielnionego od ciała fizycznego. Tego dnia wytworzyłem ich więcej.
Gdy to robię, to nie nadążam uzupełnić błyskawicznie ubywającej mi energii, co daje się odczuć utrudnieniem połączenia z ciałem fizyczny, Nogi staja się jak z ołowiu, osłabiona wola, brak ochoty do fizycznego ruchu są objawami rozdzielania się ze swoimi niefizycznymi czesciami. Wytworzone w zastępstwie ciało astralne, nie spełnia wystarczająco swojej funkcji. Brak energii, -stawiam wtedy diagnozę.
Podobnie pewnie dzieje się przy silnej nerwicy. Często bez zewnętrznej przyczyny, napędzani własnym szaleństwem, produkujemy mnóstw myslokształtów, pochłaniających nasza energie. Ich utrzymanie w ciągłej gotowości, by szaleństwo się wypełniło, kosztuje nas całe nasze zapasy energetyczne.

Idąc po schodach, odczułem delikatny wstrząs na całym ciele i cieple rozlewanie się po nim energii. Hura, jestem znowu sobą, chce mi się ruszać, stwierdziłem pełen wigoru. W tym momencie, udało mi się wchłonąć swoją porzuconą cześć. Tak upasiony i pełen entuzjazmu, zapomniałem ponownie o niefizycznych utrapieniach.

http://di.com.pl/news/29472,0,Rok_2012_-_NASA_zapewnia_swiat_sie_nie_skonczy_wideo.html

mrkriss
No właśnie, często zdarza mi się to uczucie ciężkości, często atakuje mnie zupełnie z nienacka, nie raz po kawie, która działa pobudzająco, podnosi ciśnienie, itp.
Gdybym chciał sprawdzić czy przyczyną nagłego osłabienia jest nadmiar wyemitowanych ciał/myślaków, to co musiałbym zrobić? I jak odzyskać tak utraconą energię?