CIAŁKA, – oobe, podróże mentalne, stany świadomości, teleportacja i sztuka ,-

1.GRUPA AP podsumowanie

2.Przygody w oobe

28.03.09

1- To już ostatni tekst, jakiego się doszukałem jeszcze na oobe.pl. zamkniętym dziale Astralnych Podróżników – AP.

Tematem MTJ, zakończam kilkanaście artykułów, które wspólnie napisaliśmy. Kilkanaście opasłych tekstów będą nas inspirować do kolejnych indywidualnych badan stanów świadomości.
Musze przyznać, ze ze wzruszeniem czytałem je powtórnie. Sporo się zmieniło od tego czasu.
By uzyskać odpowiedz od W.J, należny spełnić pewne warunki..Wiele odpowiedzi na zadane przez nas pytania są niemożliwa dla nas do przyjęcia.
Co uniemożliwia nam zatrzymanie w pamięci niefizycznej nauki?
Ona nie mieści się w ramach naszego pojmowania.
.Do zadanych pytań należy być przygotowanym a wtedy pojawiająca się odpowiedz oprze się o znane nam pojęcia. W innym wypadku prześpimy tylko kolejne wyjaśnienia naszej W.J., odpowiedz przeleci nam przez palce i zrozumiemy ja jedynie w w planie przyczynowym i to przez krotka chwilkę, bez możliwości zapamiętania jej, i wykorzystania tej wiedzy w życiu

W czasie wspólnych ćwiczeń, szukaliśmy możliwości spotykania się w czasie snu. Testowane przez nas rożne techniki śnienia zaskakiwały nas swoja absurdalnością. Praca w grupie umożliwiła nam wyszukanie wspólnych elementów rożnym formom świadomego śnienia. Wielokrotnie krzyczeliśmy , tak się nie da, to jest nie możliwe, rozkapryszeni własnymi doświadczeniem. Każdy dokładał jakiś dobrze znajomy sobie element do całości, co zaowocowało dla wielu z nas wspaniała synteza.
JESTESMY DUCHEM i wszystko co się w nas wydarza jest jego manifestacja.

Naszym sukcesem były potwierdzane niefizyczne spotkania i zrozumienie szalonych reguł wspólnego śnienia.
Odmienna postawę pośród nas prezentowali pobłażliwie nazwani przez nas sceptycy.
Byli to ci, co starali się zachować trzeźwe myślenie i wspierali swoje poszukiwania zdobyta już wcześniej wiedza. Ciężko im było brać udział w szaleństwach, gdyż tracił szybko grunt pod nogami. Wypracowane przez nich wnioski, stawały się grzęzawiskiem na którym nie dotrzymywali pozostałym kroku. Rozbieżność postaw, utrudniała współprace, hamując wielokrotnie grupowe poczynania.
Drogi czytelniku, czytając nasze teksty, zachowaj niezależność. Samodzielnie ocen nasze wysiłki. Zapewne spotkałeś się z pojęciami duszy i ducha. Te dwa bardzo ważne dla nas pojęcia oznaczają nasza psychikę i nasza Jaźń. Uogólniając to całokształt zjawisk umysłowych zachodzących w tobie, jakich jesteś świadkiem i jakie doświadczasz.
Kierowany ciekawością może pokusisz się na szperanie w zaledwie naszkicowanej płaszczyźnie, karykaturze naszych myśli o nas samych. Rozbijając te pojęcia na drobne elementy, zamienisz te gotowce w mnóstwo pytań, na które my w AP szukaliśmy odpowiedzi. Nie zasklepiaj się w tym co zastałeś i czego się już nauczyłeś. Nie zasypiaj i nie zadowalaj się już zdobytym.

28.03.2009

Swiadek, jazn, obserwator, rdzen swiadomosci.

Bezruch nie jest celem a twórcza praca.
Nasza jaźń,, nasz rdzeń swiadomosci, jest jałowym biegiem przy zmianie biegu na wyższy. Gdy dojrzejemy, to łączymy się z nasza wyższą częścią wspólna wola, zachowując własny podmiot. Wspólna tożsamość , jeden cel ale nadal ziarniści w swej naturze.Sporo relacji krąży po świecie o tym stanie, gdy wchodzi w człowieka Bóg i staje się jego narzędziem, współodczuwając jego decyzje jak swoje.
Nie jest łatwo go zaprosić i stać się fragmentem całości, Najmniejsza nieskoordynowana decyzja czy brak zrozumienia, wywołuje w nas protest. Budząc własną, pragnącą czegoś wole, zrywamy łącza, co natychmiast kieruje nas nas na indywidualne tory.
Przestrzegając przed pragnieniami, ma się na myśli ciężkie negatywne emocje, które przezywamy wciągnięci w partnerska konkurencje. Gdy się jej pozbędziemy staniemy się bardziej twórczy. Wrozwojowych programach nikt nie wzywa do utraty wszystkiego, ale jedynie tych brzydkich przywar, dla naszego dobra, bo będzie nam lżej, lepiej i piękniej.

Kazdy z nas jest świetlista i złocista postacią duchpowa. Nie widać tego, gdyż nasz blask jest zakryty, otaczającą go substancja ciał niefiz. Słuchać świetlistych znaczy słuchać kogoś okrytego jednym z dymensyjnych okryc mniej. Podróżnicy mentalni świeca się dla tych w ciele astralnym. Nie ma co wiec robić nazbyt sensacji, gdy się ktoś pojawi w naszym pobliżu i świeci jak neon. Cokolwiek by on nie powiedział, to należy zawsze samemu sprawdzac, i rozpoznajac jego intencje po czynach a nie po rozsypanych cukierkach.
Dobrze prosić świetlistych o pomoc. Pozbawieni ciała astralnego są wolni od emocji, Wchodząc w nas, wnoszą w nas swoje odczucia, delikatne doznania.
Moga przejrzeć nasze wnioski i wyłapać blednę skojarzenia, poprawia i podsuną nowe rozwiazania.
Ich pomoc jest dla nas bardzo cenna i warto z niej korzystać.
Nie ujmuje nam to naszej samodzielności ani nie dyskwalifikuje w biegu do mety.
Naszym celem jest wspólna twórczość i poznanie logicznych powiązań a nie szukanie za wszelka cenę samodzielnie rozwiązań.

OBE W KNAJPIE

Wylazłem z ciała i rozmawiałem dalej z kolega. Przez 5 minut mnie obserwował słuchając parę zdań , które wybełkotałem w tym czasie bez sensu.
Gdy staraliśmy się ustalić chronologie zajścia to okazało się, ze parę razy lądowałem w ciele fiz, i kontynuowałem dalej rozmowę, niczego nie postrzegając. ba nawet fizyczne mi gadało z sensem gdy ja świadomością bylem obok kumpla i mówiłem swoje.
Przypominając sobie zajście dostrzegłem różnice 2 stanów. .Dalo mi się wyraźnie rozpoznać przy zmianach delikatna dźwięczność, gdy bylem w ciele fiz. i lekkość. łatwość gdy mówiłem poza ciałem.
Kolega ma sztuczne zęby, co się świeciły trochę demonicznie na biało, inaczej niż jego ciało. Dodawało to piekielnego i szalonego uroku całej rozmowie. Zjadłem mu 3 kręgi cebuli i trochę kotleta , rozlewając przy tym sos. Niczego nie postrzegł w fizyku.
ZAJADAŁ W TYM CZASIE KOTLETY I ZANIM OTWORZYŁ BUZIE TO OTWIERAL CALA BUZIE ASTRALNA O 15 CM. SZERZEJ, NIŻ TEGO WYMAGA ETYKIETA , JAK JAKIŚ MONSTRUM POCHŁANIACZ.
Kolega nic nie słyszał tym razem co mówiłem do niego, ale opowiedział mi dzień potem swoje rozmyślania. Dotyczyły one moich wypowiedzi w poza. Wziął je za swoje mysli .
Potem stwierdził jednak, ze jakoś czul treść mojej wypowiedzi w czasie tych dymensyjnych zajsc.

OBE W SWIECIE RZECZYWISTYM- relacje

W czasie pracy na budowie, spotkałem starego Greka. Rozgadał się o mitologi greckiej , doszukując się w niej prawdziwych wydarzeń. Razu pewnego zrobiło mu się samo oobe i wylądował w gnieździe wielkich żmij. Wrzeszczac z przerażenia , postrzegł przybliżająca się świetlista postać . Chwyciła go ona pod ramiona i przeniosła w sielankowa scenerie miedzy pasącymi się owieczkami. To był chyba Jezus,- powiedział , cały w ekstazie. To jego światło!!!
Wracając do domu , rozpamiętywałem ta wesoła historyjkę , zapominając ze jadę samochodem na autostradzie z duża prędkością. Wyobrażałem sobie jak opowiem ja dziwiącemu się koledze .
Nagle ocknąłem się, postrzegając jak przez powiekszajaca lupę cala przestrzeń na autostradzie . Zakołysało mnie przy tym w ciele astralnym nie zaburzając stabilności pędzącego samochodu. Gdzieś w oddali usłyszałem ostrzeżenie. MUSISZ UWAŻAĆ !!

Przemykając przy ciężarówkach , odzyskałem pełna świadomość i pojechałem dalej już bez żadnych udziwnień.
Za kilkanaście minut zadzwonił do mnie Wolfgang . UUUU ale było . Wyrwałeś mnie z krzesła , szarpiąc za ramiona z tylu. Wypadłem z ciała niefizycznie a po chwili moje ciało fizyczne runęło na podłogę plecami,- zapiszczał podniecony.

Parę dni potem, spotkałem przyjaciela na innej budowie ,ubolewającego na stanem swojego zdrowia. Chorował tydzień na zaburzenia żołądka, nie znając przyczyny. Ostatni tydzień nie miał w ogóle siły się ruszać .Stal cały spocony i umęczony.
Ok, robimy czarowanie,- powiedziałem. Stan tutaj ale się nie ruszaj jakiś czas.
Po paru sekundach udało mi się osiągnąć wgląd w jego niefizyczny strukturę. Oooo co to są za dziwne sznureczki ,przy kręgosłupie.
Pierwszy raz coś takiego widzę na oczy. Ciągnąca się , rozerwana struktura czegoś przypominającego jak rozprute wnętrzności.
Sprawdzając czy uruchomiło mi się ciało astralne, dotknalem go reką astralna w podbródek i naciągajac jego ciało niefizyczne. Postrzegając go w niefizycznej płaszczyźnie, dostrzegłem jego mało świadoma reakcje na moje ruchy w astralu. Odwrócił on swoja ast. głowę dokładnie w tym momencie, gdy go dotykalem.
Ok – pomyślałem jestem na łączach.
Okręciłem go białym bandażem energii pod ramionami , dokładnie zwracając uwagę by przykryć rozerwane miejsca.
Pokleję cię bratku jak trzeba. Juź ty będziesz pracować z ochota!!
Nie postrzegłem przy tym, ze zmieniłem kat patrzenia. Stalem teraz z boku , przyglądając się mu z profilu. A TERAZ ZRÓB TO INACZEJ- usłyszałem głos niefizycznego przyjaciela gdzieś obok. Przelałem mu wewnętrzna radość i zamarłem w bezruchu.- wyklikniecie.
Postrzegłem w którymś momencie przesuwające się postacie w pomieszczeniu ale mnie ponownie wykliknelo. Wyraźnie rozpoznałem percepcje świadka- obserwatora -bycie tylko w ciele duchowym , bez możliwości jakiegokolwiek ruchu we mnie .Przed kolejnym kliknięciem, wchłonąłem w siebie jakieś ciało, umożliwiające mi już świadome postrzeżenie tego niezwykłego zjawiska.
Ale stoisz kolego w przejściu i tarasujesz drogę a my tu pracujemy-, usłyszałem gdzieś za plecami. Nagle znalazłem się przy ścianie,w stojącym tam ciele fizycznym . Cierpiący na lenistwo znajomy, gipsował już jakiś czas dziury w ścianie a prze de mną stal inny facet ,niosący pełne wiadra gruzu.
Uf ale wstyd. Znowu mnie nie było na czas w ciele.
Najprzykrzejszy był powrót. Co sobie pomyśleli? Jak długo tak stałem jak ten palant pod ściana. Dobrze, ze mnie nie przewraca gdzieś na podłogę jak starego pijusa i zastaje mieszkanie jak przed wyjściem.
Prawdopodobnie ciało astralne pozostaje na ten czas eterycznej wycieczki w ciele fizycznym utrzymując je ciągle w takiej samej pozycji.Gdy by to było wyjście astralnym ciałem to nie rozumie dlaczego w tym czasie ciało fizyczne nie runęło na podłogę. Na wyjście mentalne to mi nie wyglądało ,gdyż zachowałem obrazy jak w rzeczywistości i postrzegałem ruszające się osoby, rozróżniając w nich odcień ciała astralnego- od czerni do bieli.

Spontaniczne obe

Wchodzimy do przedszkola. Stojąc na korytarz, wołam wewnetrznym glosem córkę. Wstaje jak strzała, przy swoim stoliku, zastawionym kolorowymi literkami. Hannelore nie wytrzymuje, wykrzykując wręcz rozsierdzona,- „córka ciebie słyszy a mnie nie”. Też ją przecież zawołałam w drzwiach, językiem cieni.. Dostrajam się błyskawicznie do ciała fizycznego, uśmiechając z przekąsem. Hannelore jeszcze drga, starając się uspokoić Powiedziała to zdanie fizycznie, wzbudzając zdziwienie w mojej żonie i personelu. Wycisza się, zacierając zażenowanie. Oni nie słyszą przecież, spoglądają jedynie ironicznie, lustrując wzrokiem przybyszów. Ha, ha, wpadłaś, pomyślałem uśmiechając się szczerze od ucha. Odwróciłem niewinnie głowę w stronę żony, pytając,- co ta, twoja koleżanka miała na myśli?

Hannelore strzeliła płomieniem,- wieeeesz dobrze.

*

Siedzimy przy stole. Znajoma prezentuje masaże energetyczne na mojej czuprynie. Łaskocze za bardzo i chwytam sobowtórem jej ręce fizyczne. Gulgocze coś we mnie i wybucham wewnętrznym śmiechem. Znajoma odskakuje przerażona i wtyka ręce do wody w zlewaku. Słyszałam cię, słyszałam ciebie wyraźnie,- pierwszy raz potwierdziła.

Przeżyłam śmierć kliniczny, później się zwierzyła, teraz ich słyszę. Mówią najczęściej głupoty, zaczepiają mnie z rożnych stron. Gdy ktoś siedzi czytając gazetę, w kawiarni, to może się też do mnie odezwać. Mówi najczęściej bez znaczenia, bzdury. Oni ze sobą rozmawiają, robiąc w tym czasie coś innego. Każdy może być czymś zajęty a pomimo tego ze sobą rozmawiają, słyszę ich, zaczepiają mnie przecież czasami.

*

Znajomek na koncercie w Afryce, stal przy barku, dygocząc w rytm transowej muzyki. Przy drugim kieliszku wszyscy mu zniknęli. Rozejrzał się zatroskany i poszedł na pustynie ich szukać. Ocknął się, gdy sąsiad zaproponował trzecia kolejkę.

*

OBE.- Kolejne spodnie nie pasują. Myśląc o żonie, przeszedłem przez zasłony do wielkiego sklepu. Sporo się w nim zmieniło, inne oświetlenie, stragany z innym ubraniem i pusto, nikogo nie ma. Halo jest tam ktoś?

Krzyczę jak obdarty ze skóry. Przecież nie mogli tak wszyscy zniknąć?

*

W knajpie, Wolfgang zajada obiad, skosztuj mówi do mnie, zachęca mlaskając. Nie, przecież nie wypada. Przyglądam się mu znudzony. On się zmienia, jaśnieje jakoś, oczy nabierają mu blasku i te neonowe sztuczne zęby. Chwyciłem krążek przysmażanej cebuli z jego talerza i wpycham do buzi.

Smaczny, mówię i trzymam w zębach już kalamary.

Dziwnie się ciągną, jak guma, a przecież miała być cebula.

*

Gdy babcia zmarła, staliśmy przed trumną, ja pięciolatek, w nogach dorosłych, sięgając im do pasa. Postrzegłem siedząca babcie na łózko, przy oknie. Trumna zniknęła, ona do mnie kiwa ręka, pozdrawia serdecznie. Obok niej stoją jacyś mężczyźni, nachylają się nad nią, mówiąc z uśmiechem. Cała sala była zapełniona dziwnymi, strzelistymi postaciami, przetkanymi dziwna strukturą, to oni, goście żałobni, ci co przyszli na pogrzeb, jak dziwnie wyglądają. Mój ulubiony wujek, jest również jednym z nich i mama również. Ze strachu zaczynam płakać.

Nie płacz, rozlega się obok mnie łagodny głos, uspokaja mnie mlecznym oddechem, budzę się rozpogodzony.

Na środku pokoju stalą nadal trumna.

*

Grubo po północy, pędzę szybko autostrada. Monotonia jazdy i znowu się mi to przytrafia. Postrzegam jak wysuwa się do przodu szarawe auto, zostawiając mnie na asfalcie. Stoję bez ruchu, nie rozumiejąc co zaszło. Auto samo mi odjechało, zostawiając mnie na drodze. Wpadając w panikę pędzę za nim, cucąc się wkrótce za kierownica. Nic się nie stało, minęła zaledwie chwilka i auto jechało nadal równiutko, trzymając się swojego toru.

Wynudzony szarością asfaltu, przesunąłem się obok kierownicy na boczne siedzenie. O, nie teraz, przecież prowadzę szybko auto na autostradzie. Nie słucha się mnie ciało, huśtając niesfornie rozkołysane. Szyby mnie powstrzymują, czuje ich ostrą powierzchnie, staram się trzymać kierownicę ze wszelkich sił, przecież z tyłu na siedzeniach śpi żona z dziećmi. Nieznośne huśtanie po chwili ustaje.

Jakie to jest niebezpieczne!!!

*

Maluje obraz, potykając się na nieudolnych decyzjach. Z oporem,… nie wyszedł mi kolejny obraz.

Fala żalu mnie usypia.

Jest, dostaje wsparcie, ktoś jest we mnie i mnie wspomaga. Śmieję się, potrafiąc o wiele lepiej postrzegać, i ten żar w sercu i ta łatwość przy podejmowaniu decyzji. Przemalowuje w pospiechu obraz, dobierając pięknie kolory, wiem, ze nie będzie trwać wiecznie , spieszę się.

Po wielu latach poszukiwań, rozumiem coraz lepiej otaczające mnie duchowe zjawiska. Wyciszyła się we mnie chciwość ciekawości, umożliwiając większy oddech.

Poza pełniejszym wglądem w rzeczywistość, nie wyniosłem jakichś szczególnych korzyści, z przeżywanych, odmiennych stanów swiadomosci.

Wieloświaty przestały mnie już interesować, nie robią na mnie wrażenia. Również dzielenie siebie na wiele poziomów swiadomosci akceptuje bez sprzeciwu, potrafiac harmonijnie zintegrować swoje dolne plany osobowe.

Zastanawiam się teraz, jak najpiękniej przeżyć kolejne chwile w życiu i na co zwracać większą uwagę.

Szczególnie interesujące stały się dla mnie spotkania ze światłem.

W górnych planach wieloświata robi się coraz jaśniej, cała przestrzeń się świeci, rozjaśniając zmysłowe mroki.

Właśnie tam ogarnia mnie wspaniała radość i wesołość.

ŚWIADOMOŚĆ

Opublikowano 10/02/2010, autor: Zbyszek

Aktualizacja wątku
Wczoraj znowu odwiedziłem obcięte drzewo. Sporo się zmieniło. Nie było już wszystkich drzew. W miejscu serca strumyka, piętrzyły się stratowane gałęzie. Ławka choć ta sama, to reszta uległa jednak drastycznym zmianom.
Oto fotoreportaż


ŚWIADOMOŚĆ DRZEWA
Komentarz z 03.04.2009
Odwiedziłem ścięte drzewo. Nie było po nim już żadnego śladu . Na jego miejscu wyrosła wieża ze stali, dokładnie w tym miejscu, w którym się uniosłem duchem w górę, jak prześwitujące teraz słońce.
Czy przyczyna lotu był mysloksztalt pozostawiony przez drwali, czy ścięte drzewo?



Przypadkowo wyszło mi zdjęcie z sercem lasu w strumyku, na tle drzewa z podniesiona ręka, tak jak ja, wtedy, gdy fotografowałem pniaka. W czasie robienia zdjęcia, niczego kolorowego nie dostrzegłem w wodzie. Udało się tylko raz , pomimo, ze fotografowałem ten sam motyw dwukrotnie, z odstępem kilkunastu sekund. Czym jest ta czerwona plama? Refleksem światła na obiektywie, starym ,czerwonym workiem z foli, porzuconym przez dziada, czy mysloksztaltem, uchwyconym kamera? Fotografując za drugim razem, przekonany bylem, ze pierwsza fotka nie wyszła. Usłyszałem gdzieś w głębi umysłu, ze jest nieostre, JESZCE RAZ, powiedział bezszelestny glos. Trzęsąc się wewnętrznie, trochę zaniepokojony niepowodzeniem, ustrzeliłem sercowa fotkę. Zona doszukała się nawet kształtu krzyża z lewej strony zdjęcia a zamiast serca róży.. Czyżbym nieświadomie dostrzegł ten chrześcijański symbol i wytworzył obok niego serce, przypasowany mu element? Hm.- a może drzewa się poskarżyły?
Uuu zrobiłem cudowne zdjęcie.


27.11.2008

Siedząc na starym pniaku, pacnąłem gałęzią w potoku. Rozpryskująca się woda, chlapała pociesznie na boki. Wysunąłem astralne stopy ,zanurzając je w zimnej wodzie. Leniwie płynąca woda, dawała się odczuć rwącym chłodem. Doznanie było zbliżone do fizycznego, choć odbywało się w niefizycznym planie. Zanurzyłem ręce w potoku, wskoczyłem cały w niego. Uniosłem się jak balon na jego powierzchni, kręcąc jak roztańczone liście na wietrze. Zamierając w bezruchu, mam skupione oczy w jednym punkcie, ale przesuwam postrzegająca uwagę w miejsce, w którym unosi się na wodzie moje ciało astralne. Nie widzę go, ale doskonale czuje jego pozycje i ruch w jaki został wprawiony płynącą, chłodną woda. Znikające za zakrętem potoku wyobrażona cześć mnie, wprawia mnie w panikę. Gdzie jestem, nic już nie widzę, ruch , kręcenie i zimna woda. Zaniepokojony wpadam na chwilkę świadomością w to miejsce, ale niczego nie potrafię rozpoznać. Jakieś rozedrgane zamazane plany i bezszelestna pustka. Powrót do ciała.
Siadam wygodnie na pniaku, rozluźniam się i obserwuje ruch zielonkawej wody, zagraconej po brzegi mchem .
Czy można widzieć z zamkniętymi oczyma?
Kieruje głowę do tylu, starając się wywołać pod powiekami obraz otoczenia. Dwie szare , bezkształtne linie, pojawiają się mi nagle przed oczyma, wprawiając w zdumienie. Otwarłem je szybko, chcąc sprawdzić, co się tam znajduje. Dwa wielkie drzewa stoją dokładnie w tym miejscu. Rozbawiony, sprawdzam ponownie, tym razem spoglądając w przeciwna stronę. Pod powiekami pojawiają się mi tym razem trzy szare , rozmazane pnie,- rozpoznaje ich proporcje. Dwa razem i jedno pochylone z lewej strona. Sprawdzam, znowu trafienie. Robię to wielokrotnie. Drzewo przy strumyku ma złamanie na wysokości 2 dwóch metro, widzę je dokładnie, schylone korzeniami w wodę. Sprawdzam,- kolejne trafienie. Śmieje się do rozpuku, ponieważ tak się nie da. Nie można przecież widzieć z zamkniętymi oczyma.

Oczywiście, przyglądałem się drzewom i gdzieś w pamięci siedzi ich obraz. Przywołuje go teraz i wydaje mi się, ze je widzę. Ha ha, nie nabiorę się.
ŚWIADOMOŚĆ DRZEWA.
CO NIE WIERZYSZ- wesoły głos narratora. Nie dostrzegam go , przejęty sytuacja.
Jeśli to działa to przejdę się po lesie, przeskakując strumyk z pniami z zamkniętymi oczami. Wydawał mi się trochę szeroki, pełno dziur, można złamać nogę, -pojawia się ostrzeżenie.
NIE ROBIŁBYM TEGO- teraz uświadamiam sobie obecność niefizycznego towarzysza.
Ha ,ha ,śmiejemy się złączeni w jednym.
TRZEBA W INNYM MIEJSCU SPRÓBOWAĆ, podszeptuje, ALE TYM RAZEM NIE ROZGLĄDAJ SIĘ PO OKOLICY.
A jak można być drzewem, ziemia , ptakiem? Czytałem, ze ludzie utożsamiają się z przyroda , wyczuwając ich świadomość, ruch, ich energie.
Podchodzę do gigantycznego drzewa i staram się do niego przytulic. Nie idzie mi to zbyt dobrze. Czuje gruba korę jak papier ścierny na dłoniach, błoto pod stopami i wilgoć. Cos wciąga mnie pod obrzydliwa ziemie, zapadam się niknąc w ciemności. Brr ,brr, paskudne doznania.
Eh to jakaś lipa, z tym byciem drzewem. Chciałem z tym drzewem porozmawiać, jak rosło, jak padał deszcz i otulał je zimny śnieg a wciągnęło mnie jak pokarm w korzenie. W odpowiedzi ściąga mi oczy na rosnące drzewko, rosnące niedbale w cieniu wielkiego olbrzyma. Jest karłowate i zżółknięte.
DLATEGO.
Przedzieram się przez las aż znajduje polankę z wyciętymi drzewami. O jak pięknie. Można usiąść wygodnie na powycinanych pniach i się powygrzewać jak kocur na słońcu. Siadam na półmetrowym , podciętym przy ziemi olbrzymie.
Sprawdzam widzenie z zamkniętymi oczami. Tym razem widzę wszystko odwrotnie. W miejscach gdzie postrzegam grube pnie, rosną same kije a w miejscu widzianych poszarpanych patyków rosną potężne drzewa. Dziesięć prób , wszystkie chybione.
TEZ DZIWNE.
Ach to ty to robisz. Nie poznałem, zagapiłem się.Ha ha ha.
Spoglądam na wprost z zamkniętymi powiekami. Pojawia mi się obraz rozmazany, obraz dwóch, cienkich, zrośniętych drzewek. Spoglądam w tym kierunku, nie postrzegając niczego co by je przypominało. Gdy to sobie uświadamiam, moja uwaga zostaje przeciągnięta o 30 stopni w prawo. Widze je, dwa bliźniaczo zrośnięte drzewka, tak jak sobie je wyobraziłem
A TERAZ JE WIDZISZ ?,- ach to ty to robisz ☺)) Nie rozpoznaje twojego głosu, jego dźwięczna barwa wydaje mi się anonimowa,- kim jesteś?
STAN NA PNIU,- wstaje z niego posłusznie i wskakuje zabłoconymi buciorami.
JESTEŚ DRZEWEM- wypowiadamy wspólnie. Natychmiast jak na rozkaz , unoszę astralne ręce do góry i ruszam nimi, starając sobie wyobrazić jak z nich wyrastają małe gałęzie. Kołysze się na boki, wewnętrznym nakazem, rozciągam ręce, mam ciągle dwie, rosnące wielkie balony o nieokreślonym kształcie.
Trace poczucie mojej formy, nie odczuwając już fizycznego ciała. Jakas pustka wnętrza , staje się moim kształtem. Jestem rura, balonem, wyplenionym szarością, bez wnętrzności. Wyczuwam wyraźnie moja granice, jakąś otoczkę udzielającą mnie od zewnętrznego świata. Jestem ślepa świadomością Zbyszka w stanie atmy, bez woli. Odczuwam siebie jako monolit z jedna dolna częścią, to moja noga, gruba i potężna.
Czy ono ma ducha? Gdzie się on znajduje. Wyczytałem, ze każda istota, włącznie z roślinami go posiada, włącznie z minerałami. On ma być zalążkiem życia, przyczyna istnienia napędzająca swoja energia wzrost roślin , zwierząt i człowieka.
W odpowiedzi unoszę się na parę metrów i spoglądam pod swoja mocarną stopę. Z wysokości, dostrzegam otoczenie na 360 stopni. Jest rozmazane ale da się z tego obrazu wyciagnac jakieś spostrzeżenia. Jedna wielka powierzchnia z zarysowanymi i ledwo widocznymi małymi kształtami.
Rozpoznaje w sobie percepcje duchowa. Obserwator, postrzegający całym polem widzenia, bez zdolności koncentracji uwagi na fragmencie widzianego obrazu.Tak ma drzewo? On tak ma?
Stawiam pytania, co zmienia moje postrzeganie, tracę pozycje świadka, biernego obserwatora, stajać się sobą, porównującą i myśląca istota. Czy zapamiętam- wpadam w panikę. Dlaczego się wyrwałem, chcąc zapamiętać, zgubiłem stan odczucia się drzewem. Nie wiem teraz jak odczuwa się wole drzewa, zmieszałem ja z moja, moja jest inna , wartka i samodzielna. Masa pytań ciśnie mi się na usta.
Gdzie jesteś?

Stojąc na pniu porządkuje myśli. Odczuwam szelest z prawej strony,- idą, zatrwożenie. Odwracam spontanicznie głowę z szeroko otwartymi oczami, kierowany impulsem, koniecznością, wychwytuje wzrokiem spacerujących w oddali. Sto metrów, to za daleko, by usłyszeć cichutkich po sześćdziesiątce spacerowiczów, trzymających się za rękę. Zamykam oczy, skupiam się na wrażeniach, słyszę jak idą. Ach jak głupio, stoję jak lampa na pniaku, co tez oni sobie o mnie pomyśleli.
Uff , jak dobrze, ze nie widać przyrośniętych do mnie gałęzi:)))

FRUWAJĄCY PIES- spotkanie w parku.

Opublikowano 25/09/2008, autor: Zbyszek

Siadając na sparciałej desce, oparłem się leniwie o iglaste drzewo i zatopiłem w rozmyślaniach. Wspaniale pachniało podstarzałym lasem, strumyk szeleścił i ptaszki śpiewały.
W ciągu kilkunastu sekund, zaczęła mi się otwierać percepcja niefizyczna,- znajomy szum i poszerzające się odczucie przestrzeni przed oczyma. Gdy ogarnął mnie spokój to coś niepostrzegalnego wytrąciło mnie z tego stanu. Usłyszałem przytłumiony szept niefizycznego przyjaciela.
BĘDZIE TAK!!!
Spoglądałem w stronę czterech, ciasno rosnących drzew, przy strumyku.
Treść wypowiedziana była telepatycznie. Tłumacząc, przekształciłem ją we własne słowa i powtarzałem wielokrotnie. Brzmiały one tak cichutko, ze zignorowałem je, nie widząc w nich żadnego sensu.
Po raz któryś nie doceniłem dowcipu mojego wewnętrznego towarzysza. Po chwili wybiegły 4 wielkie psy skacząc okrakiem w strumyk. Za nimi pędził, ledwo nadążając, malutki ,niezwykle ruchliwy psiak.
Jeden z nich podszedł do mnie, przypatrując się co robię.. Zaciekawił mnie. Stojąc bokiem, wykrzywił zabawnie głowę, zaglądając mi prosto w oczy,- jakoś rozweselony, beztroski. Odwzajemniłem się mu tkliwym uśmiechem i zaczęliśmy się rozumieć w ciszy. Starając się rozpoznać jego usposobienie, wpadłem w niefizyczna przestrzeń. Jego oczy uśmiechały się i bilo od nich przyjacielskim entuzjazmem. Nie postrzegłem, ze opuściłem ciało I przyglądam się mu teraz naprzeciwko. Nie zwróciłem uwagi na zmianę kata postrzegania, będąc zajętym naszymi powitalnymi gestami. Siedziałem na ławce w odległości metra od ciała fizycznego i obserwowałem pozostałe psy, stojące bez ruchu w oddali. W momencie gdy kierowałem na nie uwagę, mój przyjacielski towarzysz, znikał mi z pola widzenia. Bylem ograniczony w postrzeganiu zawężonym polem widzenia. Spójrz (pomyślałem) do nieludzkiego przyjaciela, wysuwając jedno z niefizycznych ciał do najbliższego z jego towarzyszy.

Cale zajście przebiegało bardzo szybko. Przypominając je sobie wielokrotnie, trafiałem na puste miejsca w pamięci. W momencie, gdy przyglądałem się przyjacielskiemu psu, zaszło coś miedzy nami . Postrzegałem jego wesoły grymas na pysku. Promieniował z niego podobny entuzjazm jaki postrzec można w dobrodusznym człowieku, szczerze roześmianym od ucha do ucha. W jego oczach dostrzegłem chęć kontaktu i nieme pozdrowienie. Znajdując się poza ciałem, zaskoczony bylem przejrzystością i klarownością tego doznania, nie rozumiejąc jak może taka istota promieniować taka dobrocią i serdecznością .Przecież to pies!!! A wiec ty jesteś świadoma istota jak ja- pomyślałem. W tym momencie rozbudziła się we mnie figlarna natura. Spójrz na swoich kolegów, wyszeptałem do niego mentalnie. Skierowałem uwagę na wielkiego i wyniosłego samca, stojącego do tej pory na uboczu. Zaprezentował mi się on nieufnie, spoglądający w pobliskie krzaki. Wyskoczyłem z siebie niefizyczna częścią i stanąłem naprzeciw niego. Będąc już poza ciałem i chcąc go obserwować z bliska, wysłałem coś z siebie, coś co stanęło obok niego i zaczęło się z nim przekomarzać. Zaszła wtedy we mnie wyraźna zmiana stanu swiadomosci. Wyskakujący, mleczno szary myślokształt, wysunął się ze mnie, stajać przed wyniosłym psem. Gdy miejsce przy nim rozjaśniało złotym światłem to zacząłem tracic zmysł wzroku. Zanim to jednak nastąpiło to widziany prze zemnie pies uległ wyraźnej przemianie. Utracił swa grozę, iskrząc się w promieniach słońca. Pod Stopami zaczęła się mu wznosić strzelista górka.
Ach wiec jestem teraz w astralu?

Chwilka na rozmyślanie,- wyobrażałem sobie jak czochram go palcami po szyi. Płynące we mnie odczucia były bardzo zbliżone do tych z reala, z ta różnica , ze były wyraźniejsze z przetłaczająca wręcz przejrzystościom.
Wyobrażanie w tym stanie było rodzajem bardzo zmysłowego i przestrzennego rozmyślania a sekwencja tego wyobrażania byla natychmiast odtwarzane przez ta osobowa cześć, która mnie opuściła.Tak jak by podmiot zdarzenia utknął gdzieś w mglistej przestrzeni i zmyślając coś, wprawiał w ruch zastępującą go, śnieżnobiała kukłę, wykonywającą za niego zażyczone ruchy i dostarczająca mu zastępczych wrażeń.
…..nie ruszając się z miejsca samemu, przezywać ruchy zastępczego ciała jako własnego z którym się teraz on utożsamia.
Temu stanowi towarzyszyła gwałtowna utrata wzroku. Utracenie wgladu w astral oznaczało dla mnie brak kontroli zdarzenia, niski poziom energetyczny i powolne zapadniecie w bezruch. W tym momencie pies przejął inicjatywe w swoje łapy i chlapnął zębiskami moje ciało niefizyczne drapiące go bez przyzwolenia za uszami, .

Łącząc w całość moje osobowe części, wyraźnie odczuwałem jeszcze ciepło pyska na mojej astralnej ręce.Na krotka chwilkę bylem scalonym sobą. Gwałtowne ruchy szalejących zwierzaków naprzeciw mnie, rozerwały mnie ponownie na fragmenty. Zamarły w stalowym uścisku stałem się niemym świadkiem szybko zmieniających się scenek. Pies wściekł się i ujadając złowrogo, pędził w moja stronę. Postrzegając go, gdy jak strzała wyskoczył w powietrze, usunąłem się samoczynnie nie kontrolując tego odruchu świadomie. Odpłynąłem w stronę ciała fizycznego, nie chcąc blokować drogi lecącemu w powietrzu zwierzęciu. Pies przeskoczył wielkim lukiem ławkę w miejscu w którym siedziałem cały czas i sterowałem wypartym ze mnie moim niefizycznym duplikatem. Bylem jednym słowem tu i tam.
Jedno bycie było jednak pełniejsze. Miejsce w którym się znajdowałem, było dla mnie wyraźnie rozpoznawalne. Bylem tam świadomością a miejsce w którym się ruszałem było miejscem be zemnie i poza mną , dostarczające mi wrażenia ruchu. Trwanie w wielu miejscach jednocześnie jest wielokrotnie już opisywane przez podróżników. Nie zwracana jest w tych opisach uwaga na różnice jakie wynikają z posiadania rożnych ciał niefizycznych, gdyż żonglowanie nimi zdarza się podróżnikom sporadycznie i jest ciężkie do potworzenia. Moze moje opisy zmobilizuje kogoś do przeprowadzenia samemu prób i odczucia tych mieszanych doznań.
Tego wieczoru, projekcja eteryczna zamieniła się u mnie na chwilkę w astralna, by stać się bezcielesna wycieczka mentalna z zamarciem na krotko w stanie atmicznym. Zmiany w tym oobe następowały błyskawicznie i pomimo żmudnych przypominań nie moglem ustalić chronologii zdarzenia.Gdy pies znalazł się po drugiej stronie ławki, wytraciło mnie w całkowity bezruch. Nie rozpoznałem czy bylem wtedy w ciele fizycznym czy utknąłem samym duchem gdzieś w jego pobliżu. Usłyszałem tylko wyraźnie glosy właścicieli psów. Rozmowy odbywały się z dala, na drodze, ale brzmiały jakby mi ktoś wymawiał je wprost do ucha przez cudownie krystalicznie brzmiące głośnik.
Przecież to są psy!!
Gdy dochodzili do mnie to bylem już połączony , dysponując w całości moim ego i należytym stanem swiadomosci z całym wachlarzem odczuć wypływających z posiadania ciała fizycznego.
…..następuje połączenie z niefizycznym przyjacielem. BĘDZIE TAK: Co to miało oznaczać? Raz dwa trzy cztery wielkie drzewa. Dokładnie tam gdzie się zagapiłem, po wgramoleniu na ławkę. Przecież przyszły 4 psy ……i ten malutki. A wiec razem 5 a sa tylko 4 drzewa. Co to znaczy ? Co miał NP na myśli, mówiąc, ze BĘDZIE TAK i wytrzeszczył mi oczy na drzewa rosnące na przeciw mnie.
……….nawet ilość drzew się nie zgadza.
W tym momencie odczułem ponowne połączenie z NP i moje oczy utkwiły na 5 drzewach. Jedno mniejsze znajdowało się za strumykiem. Aha ,- wiec byleś cały czas przymnie i ja cie nie postrzegłem. Teraz wyraźnie rozpoznaje jak drapałeś zemną tego dumnego psiaka za szyje. Nawet rozpoznaje ta inicjatywa, wychodząca od ciebie. Ach, jak trudne jest do rozpoznania 2 w jednym. Nie rozpoznajemy przestrzeni w jakiej się to połączenie rozgrywa ani osoby która się z nami na chwilkę łączy.
Gdy odwiedzający mnie goście opuścili strumyk, to postanowiłem wniknąć niefizycznie w najbliższe drzewo. Wsunąłem się w w znajdującego za plecami olbrzyma.Nie odzyskałem wzroku ale trwałem w nim chcąc rozpoznać napływające wrażenia. Po chwili odczułem silne objawy alergii. Skąd pojawiły sie we mnie objawy pieczenia oczu poza ciałem fizycznym…. Pieczenie w okolicy nie istniejących oczu, wyrwało mnie z drzewa i wstałem szybko z ławki.

Odwracając głowę utkwiłem wzrok w wyciekach żywicy. ONE MAJA TO, usłyszałem wyjaśnienia NP-ka, jak zwykle w niewyczuwalnej przestrzeni. Aha,- odparłem i poszedłem do domu.
Wielokrotnie zdarzały mi sie podobne przygody. Przez wiele lat nie rozpoznawałem tego stanu. Gwałtowne zmiany miejsca mojego podmiotu nie zwracały zbytnio mojej uwagi. Ważniejsza była dla mnie rozgrywająca się szybko akcja.Te przedziwne wyjścia cechowało zaburzenie postrzegającej uwagi i błyskawiczne zmiany perspektywy patrzenia, wynikające ze zmian dymensji. Uwalniane ciała niefizyczne szybowały w otaczającą mnie przestrzeń, stajać się nawet niezależnym partnerem prowadzonych dialogów.

Wielokrotnie nie bylem w stanie rozpoznać momentu wyjścia z ciała fizycznego jak miejsca rozgrywającej się akcji. W jakim planie się znajduje? W eteryku, astralu, mentalu ciele buddycznym czy atmie?
Zbyt szybko następowały zmiany i zbyt często brakowało mi czujnej swiadomosci, umożliwiającej z dystansem postrzegać obiektywnie zjawisko.
Setki razy dziennie zamyślamy się nie zwracając uwagi na utratę kontaktu wzrokowego z otoczeniem. Jest to dla nas najzwyklejszym doznaniem. Wyobrażając sobie coś lub przypominając, szybujemy myślami do zaszłych wydarzeń lub odwiedzamy znajome nam osoby. Wspominamy dialogi, szukając błędów w wypowiadanych przez nas zdaniach, często komentując ich następstwa.
To i to można było zrobić lepiej.
W takich momentach doszukać się możemy śladu w nas naszego wyższego elementu- źródła, lub naszego anioła stróża. Ten niefizyczny, osobowy opiekun, stara się zmienić nasze przyzwyczajenia, podsuwając nam niepostrzeżone przez nas alternatywne rozwiązania.
Czy można nasze wewnętrzne monologi odróżnić od rady naszych niefizycznych przyjaciół? Może to się okazać bardzo trudne, gdyż on lubi się z nami zespolić wola, zatajając w tym swój udział. Daje nam to poczucie niezawisłości i uciechy z samodzielnie wypracowanego sukcesu.

DYWANIK MAMUNI- nocne przygody z NP

Opublikowano 09/09/2008, autor: Zbyszek

Pracując na solarium po kilkanaście godzin dziennie, odczuwałem coraz częściej zmęczenie. Odpoczywając po kilka minut, wprawiałem ciało w delikatne i odżywcze drgania. Po takiej przerwie, nabierałem ponownie ochoty i malowałem kolejne obrazy. Z konieczności musiałem pracować przez noce, co szczególnie mnie męczyło.
Nadwyrężony monotonia, usiadłem wygodnie na krześle i wywołałem podroż mentalna. W ciągu kilkunastu sekund znalazłem się w niefizycznej przestrzeni szukając jakichś wyraźnych kształtów. Wszędzie była pustka. Poruszałem się bez konkretnego celu oczekując jakichś niezwykłości. Nic, absolutnie nic, żadnych napływających postaci i całkowita nuda. Brak wyczucia ciała i nierealność przygody, uśpiła moja czujność. Zamyśliłem się, – chwila ciszy.
Nie ustaliłeś celu i niczego sobie nie wyobraziłeś, zaszeleściło znajomym szeptem w otaczającej mnie przestrzeni.
W pomieszczeniu solarium były kabiny z leżakami do opalania, super power-Ergo Line, Sonnenengel S46. Przepyszne i najnowsze modele do kąpieli solarnej nadawały się wyśmienicie na drzemkę.
W butach wskoczyłem na wyfroterowana powierzchnie zapadając w sen. Gderające radio terkotało jeszcze dłuższy czas mi w głowie, zanim straciłem poczucie swojej obecności. Jak przez mgłę usłyszałem głośne trzaski na przeciwległym końcu pomieszczenia. Hm, znowu sprzątaczka, mnie znajdzie na leżaku, – skomentowałem do siebie, – wykliknięcie.
Nagle żółtofioletowe, pulsujące światło ocknęło mnie na chwilkę, ale je również zignorowałem. Co ono tu robi? Takie samo przecież spotykałem wybierając się mentalnie do dysku, – wykliknięcie.
W radiu jakaś pani o kryształowym glosie rozprawiała coś z zacięciem o zmiennych stanach świadomości. Skąd ona to wie pomyślałem, nie zwracając uwagi na wspaniała polszczyznę na niemieckiej stacji, -wykliknięcie.
Kolejny obraz rozbudził mnie natychmiast. Znalazłem się całkiem świadomy na dywaniku z dzieciństwa.Przyglądałem się mu z zachwytem. Zielono żółte paski, pamiętam, miałem kilka lat, gdy rodzice sadzali mnie na nim bym się bawił. Po zabawkach nie było ani sladu, za to dywanik wydal mi się wspaniałym placem pod astralne eksperymenty. Chwyciłem go rękoma chcąc zrobić w nim dziury. Ledwo wgniotłem palca w twarda podłogę. A wiec nie chce się dąć przeniknąć ręka. A co ze szczegółami, warto się im przyjrzeć. Były wspaniale widoczne. Zmieniałem perspektywę patrzenia, obserwując jak wyciąga się przede mną przestrzeń astralna . Koncentrując się na szczegółach ugrzązłem w jego małym fragmencie, tracąc cały dywanik z przed oczu. Nie było go już, zniknął. Wnikając dalej, zawężałem postrzeganie jak przez teleobiektyw, wdzierając się coraz głębiej w strukturę włókna tkaniny.
Pol metrowe włosy jak trawa wyrastały na moich oczach. Pasiasty dywanik stal się zagajnikiem z ciągnącymi się z niego nitkami donikąd.. Zabawa zakończyła się, gdy pomyślałem, ze to jest przecież niemożliwe, bo, bo bez okularów nawet czytać dobrze nie potrafię. To chwila zwątpienia wystarczyła by cały obraz rozmiękł i zaczął się rozmywać.
Za plecami znajomy narrator snu wypowiedział wyraźnym glosę. Teraz wiesz, dlaczego tak się dzieje.
Znowu pusto w polu widzenia, – zamyślenie i wykliknięcie
Hm, nie mam żadnego celu a wiec muszę coś ustalić by to oobe nie zakończyło się na siedzeniu w pustce i rozmyślaniu jak to jest, gdy się jest poza ciąłem.
Dziewczyny, – podpowiedział narrator, możesz podglądać, chłopcy przecież tak robią.
Ledwo wyraziłem zgodę to wykształciły się na wprost mnie parawany z paskudna wisząca folia. Odżyło moje wspomnienie z dzieciństwa, gdy brałem lecznicze kąpiele borowe. Zaglądając zaciekawiony, co za nimi się kryje, postrzegłem otyłego mężczyznę. Zmieszany zajrzałem za kolejne. Przy każdej próbie trafiałem na coraz większego człowieka.Ostatni wylewał się jak budyń, wręcz pod sam sufit. Miedzy kolejnymi zmianami obrazów, nie dostrzegałem już jak się kształtowały. Pojawiały się one gwałtownie na wprost mnie….. zaczęły się rozmywać.

Cos się stało! Moje zmieszanie wymazało całkowicie obraz i nastąpiła wyraźna zmiana mojej percepcji, -zamyślenie i kolejne wykliknięcie.
Szedłem tym razem na rancie brodzika, chlapiąc stopami po wodzie. Zamaszyste kroki były pewne i dostarczały mi sporo uciechy. Byłem w przestrzeni bez obrazów z ledwo ukształtowaną forma brodzika tuz pod stopami a pomimo tego wiedziałem, ze jestem na basenie i brodzę w wodzie po kostki. Gdzieś w oddali rozległ się głos z głośników. Zamarłem w bezruchu ,wsłuchując się w treść komunikatu. Znana mi przestrzeń załamała się i przestała istnieć. Rozpoznałem głos znajomego Przyjaciela…… należy zdjąć buty przed wejściem i umyć nogi.
Gdy chciałem ubawiony zignorować to ogłoszenie i pomaszerować dalej to z głośników rozległo się tym razem o wiele głośniej. Hej tyyyyy, do ciebie mówię!!!!
Zamyślając się strąciłem świadomość.
Odzyskałem ja ponownie maszerując z grupka ludzi w jakimś ośrodku wypoczynkowym. Wzrosła mi ona gwałtownie tak, ze z łatwościom postrzegłem jej zmieniająca się jakość. Kilkakrotnie się to jeszcze powtórzyło. Za każdym razem to samo doznanie. Śniłem i się budziłem w śnie. Zmieniała się tylko moja trzeźwość a dekoracja pozostawała ta sama. Tak jak by nie było żadnej różnicy dla śnionej przestrzeni, czy ja śniący jestem jej świadomy. Czasami postrzegałem obrazy bardzo wyraźne a czasami ledwo widoczne w zarysach. Jakakolwiek by nie była moja percepcja to za każdym razem bylem z niej zadowolony i wystarczała mi ona w zupełności by nie trącić orientacji. Nawet, gdy całkiem zanikała rozpoznawalna mi przestrzeń to sama treść myśli stawała się dla mnie wystarczająca, by świadomie w niej uczestniczyć. Na końcu usłyszałem jeszcze parę uwag od NP., dotyczących jego udziału w tej serii snów.
Przy rozbudzeniu zachowałem wszystko wspaniale w pamięci, zapamiętując z moich nocnych przygód parę dających się rozróżnić jakościowo staw świadomości, osiąganych tej nocy w rzeczywistości niefizycznej.
Interesujące wydało mi się podobieństwo osiąganych stanów w podróżach mentalnych, rozpowszechnianych przez Bruce Moena a rodzajem stanów świadomości osiąganych w czasie oobe. Ta sama niewrażliwość na kształt i podobny stopień świadomości osiągałem przy zmyślanych eksploracjach niefizycznych światów, oobe jak i w normalnych snach. Gdy traciłem w snie precyzje pojawiających się obrazów, to błąkałem się w niewidocznych i szarych kształtach , doskonale dających się pomimo tego rozpoznać.
W czasie spotkań niefizycznych z przyjaciółmi, często traciliśmy widoczność siebie.Przebiegały one w rożnych sekwencjach snów. Pomimo, ze jeden z nas nie mógł już drugiego postrzec to był dla niego doskonale widoczny. Dekoracja w tym czasie nie musiała ulec w ogóle jakiejkolwiek zmianie. Dochodziło nawet do tego , ze traciliśmy świadomość trwania spotkania i dowiadywaliśmy się od znajomych o ich dalszym przebiegu. Wyglądało to tak ,jak by ten wykluczony z akcji tracił kontakt ze śniącym ciałem astralnym, które samodzielnie kontynuowało dalej przygodę. Brało ono odział w bardzo skomplikowanej i rozbudowanej fabule snu, reagując dokładnie tak jak by jego świadomy właściciel w takie sytuacji postąpił. Było nawet w stanie udzielać bardzo szczegółowych wyjaśnień na temat swojego świadomego reprezentanta , opowiadając fragmenty z jego życia. Nasuwa się od razu pytanie czy może ciało astralne samodzielnie i to za naszymi plecami kontaktować się z innymi śniącymi osobami , czy robimy to nadal my, zapominając potem o tym z jakiegoś nieznanego nam powodu. Po wielu próbach postrzegłem, ze gdy tracę kontakt z kimś w przygodzie to zamyślam się i tracę świadomość snu. Znika mi z przed oczu akcja gdy zajmuje się kontemplacja. Rozmyślam o osobie z jaka się spotkałem przed chwila i wyobrażam sobie dalszy jego przebieg. Wygląda to jak dialog ze sobą samym. Partnerem tego dialogu jest pojawiająca się myślo-odpowiedz, powstająca w moim umyśle. Zastępowało to w zupełności brak widocznego partnera, gdyż jednocześnie zanikała we mnie potrzeba przedmiotowego postrzegania.
Ten rodzaj wewnętrznego dialogu wystarczał by nasze śpiące ciało rozgrywało bardzo skomplikowane akcje w astralu. Brak odczuć w tym czasie ruchu astralnego ciała świadczy o tym, ze następuje wtedy jego zanik lub rozdzielenie ze świadomym duchem.Wielokrotnie dochodziło we mnie do kolejnego rozdzielenia, ciała mentalnego a nawet ciała przyczynowego. Zamierałem wtedy w bezruchu odczuwając bezczasowe trwanie.
Kontemplując w ten sposób w ciele fizycznym, słyszałem wielokrotnie od znajomych, ze odbyło się właśnie w tym czasie niefizyczne spotkanie. Widziany byłem w astralnej warstwie przez fizyczne osoby lub brałem udział w czyimś śnie.

Kiedyś opisze nasze przygody.

STUKANIE W POKOJU i LOT W PRZESTWORZACH
Przygotowując się do medytacji nie liczyłem, ze dzisiaj coś ciekawego się zdarzy. Pełen byłem energii i zatapianie się w kontemplacji, wydawało mi się strata czasu. Oczekując niespodzianek w bezruchu, usłyszałem w 2 miejscach głośne stukanie. Wielokrotnie obserwowałem to zjawisko, nie potrafiąc rozsądnie go wytłumaczyć. W dzieciństwie , przy pierwszym wyjściu z ciała, przeżyłem straszna huśtawkę astralna a gdy chciałem powtórzyć to po raz drugi świadomie, to usłyszałem głośne trzaski rozsiane w pokoju. Rozglądając się w około , szukałem sprawce tych łomotał. Cos trzaskało w rożnych miejscach, usadawiając się głownie przy wyłączniku światła.
Tym razem było inaczej. Trzaskało przy fotelu, w dużym, ogrodowym oknie i w kuchni przy mikrofalówce.
Gdy harmider stal się nieznośny to zwróciłem na niego szczególna uwagę. Trzaski pojawiały się gdy osiągałem wewnętrzny bezruch z typowym dla niego zanikiem wszelkich świadomych procesów. Oczekując ruchów energii w ciele, doznawałem w rożnych jego częściach silnych doznań ciepła i pulsowania wibrującego ruchu.
Tym razem wysunąłem subtelne zmysły na zewnatrz ,przypatrując się szelestom. Puk , puk , rozległo się ponownie w oknie. Aha, jesteś znowu. W momencie gdy uświadamiałem sobie miejsce z którego dobiegały trzaski wszystko milkło, tak jak by w samym penetrowaniu wnętrza krył się wyciszacz hałasu. Dźwięki pojawiały się gdy trawlem w stanie Atmy , bez ruchu ,oczekując jedynie jakiejś niespodzianki. Gdy skierowałem uwagę w domniemane miejsce trzasku to natychmiast hałasujące punkty zalewała bezszelestna cisza.
Zona przyznała mi się skrycie, ze będąc w ciąży obawiała się nagminnie włamywaczy. Zawieszony automat do papierosów na fasadzie naszego domu, był często używany przez nocnych spacerowiczów. Trzaski ocierających się metalowych części, były bardzo nieznośne.
Pewnego razu, przysłuchując się hałasom ulicznym, była wręcz pewna zbliżających się kroków na cieeeeemnym korytarzu. Otwierając w panicznym strachu drzwi, stwierdziła ze zdumieniem, ze nie ma za nimi nikogo i ze prawdopodobnie zmyśliła sobie ta cała niezręczną sytuacje.
Czym są te strzelające szyby i zbliżające się do nas kroki włamywaczy.
Pamiętając, ze w dzieciństwie hałasy rozlegały się w kontakcie światła a teraz w oknie , na fotelu i przy mikroweli , dostrzegłem pewien ich związek.W dzieciństwie starałem się wywołać oobe w całkowitej ciemności. Trzaskało wtedy w miejscu włączania światła i czasami w szafie. Tak jak by ,ktoś chciał się ubrać i wstając z łózka i włączał światło.
Tym razem, ten ktoś zmienił przyzwyczajenia. Siedział na krześle, podgrzewał sobie mleko do kawy w mikroweli a następnie przenikał przez szybę do ogrodu. Jakoś znajome wydało mi się to wszystko.
Koncentrując się ponownie na trzaskach postrzegłem ,ze moje niefizyczne ciało oddziela się niepostrzeżenie i przygotowuje sobie kawkę z przerwa na papieroska w ogródko, na świeżym powietrzu . Włącza światło gdy jest ciemne i ubiera się gdy jestem w pidżamie..
Mam znajomego, czującego niezwykle nieprzyjemny zapach, gdy dochodzi do dotyku ciał niefizycznych. Na codzien pozbawiony jest on prawie całkowicie zmysłu zapachu. Gdy aktywowało mu się to dziwo,mówiąc często,- hoho, zła energia jest uwalniana . Ktoś kogoś leczy. Nie słyszy trzasków a nieprzyjemny zapach, nie odczuwając go zupełnie w świecie fizycznym. Potwierdzaliśmy to wielokrotnie, symulując niefizyczne kontakty. Rodzaj doznania zależy prawdopodobnie od interpretacji niefizycznego zjawiska. Na ułamek sekundy, gdy tracimy kontakt z ciałem fiz., to rozpoznajemy nasza duchowa postać, przezywając niefizyczne wrażenia. Sam trzask jest rozpoznawalny prze zemnie jako dźwięk, choć zawiera w sobie glebie, nieosiągalna w zwykłych doznaniach. Ta glebie, mógł bym w rożny sposób starać się określić, zmuszając się zawsze do jej interpretacji. Te trzaski były czymś więcej. One były wrażeniem niefizycznym ,nie mającym fizycznego odpowiednika i wywołane uwolnionym astralnym ciałem, wykonywającym moje codzienne czynności w swojej wyśnionej rzeczywistości.

Leżąc w czasie kontemplacji, często zarzucałem sobie wygodę. Wpadając wystarczająco w trans, siadałem nie uświadamiając sobie tego ciałem subtelnym na krześle, przystępując w domniemanej dla mnie idealnej pozycji do medytacji.

Wczoraj w czasie malowania, przytrafiła mi się niezwykła sytuacja. Planując ten tekst i mając na uwadze przykład z krzesłem , przeniosłem się w wyobraźni do Wrocławia. Siedziałem na swoim bujanym fotelu, rozkoszując się huśtaniem. Hm ,- szkoda ze go teraz nie mam. Przydałby się wyśmienicie. Kierowany impulsem wszedłem do mieszkania i usiadłem wygodnie naprzeciw zony, rozmawiającej wesoło z sąsiadka. Zbyszku , zapytała sąsiadka. Siedzisz teraz wygodnie?
Czy siedzi ci się teraz wygodnie,- powtórzyła pytanie. Bo, bo …. mój znajomy ma fotel bujany i chce się go pozbyć.

Wieczorem w czasie medytacji, zawitał do mnie niefizyczny przyjaciel. Elooo,- chciałbym poszybować w przestworzach i zobaczyć planety z całym ogromem wszechświata. Proszę pokarz mi toooooo.
Niespodziewanie pojawiłem się w kosmicznej przestrzeni, naprzeciwko kręcącej się z zawrotną szybkościom ziemi. Ogromna iskrząca ręka, wprawiała je w przyspieszony ruch. Żonglujące nią palce, świeciły żółtym światłem przenikając ja iskrami błyskawic. Tak byś chciał,- zabrzmiało mi w uszach. Z osłupienia wyrwał mnie zbliżający się statek kosmiczny, otoczony niebieska łuna światła. Utracił on wkrótce rozpoznawalna dla mnie formę a ja otworzyłem oczy u siebie w pokoju.
Rozmawiając przed chwilka z Conticha , usłyszałem ciekawa historyjkę . Ah wczoraj widziałam ziemie i jakiś statek kosmiczny. Całkiem wyraźnie , ale było fajnie. Wokół ziemi kręciła się jakaś szara substancja, – jeje.
Drugi dzień maluje pejzaż morski. Czy jest ktoś, kto śnił dzisiaj o niezwykle błękitnym morzu? Jedna osoba już się zgłosiła.

Obe historia

Parę dni temu wyrzuciło mnie z ciała. Stałem obok kolegi i rozmawiałem z nim dalej. Nie zwróciłem uwagi ,ze nogi mam elastyczne, bo tak bylem zajęty wyjaśnianiem komunikacji mentalnej.Jak długo kolega był świadomy to widziałem go na ławce i rozmawiałem z jego pakietem wszystkich ciał. Słyszał mnie doskonale i reagował gdy skakałem z miejsca na miejsce.Kłopot się zaczął jak wyparł ciało astralne zamyślając się nad czymś. Wtedy ciało fiz, stało się dla mnie przezroczyste a astralniak stojący obok mnie był partnerem dalszej rozmowy.Oddaliliśmy się do 4 metrów od ciał fizycznych a on nadal słyszał. Oczywiście byl w malignie w astralu i zrobił normalne wyparcie ciał niefiz.Słyszał chyba tym fizycznym.Zanim mi się energia skończyła wróciłem na ławkę i rozmawialiśmy dalej.Często starcza mi do paru minut .Przy głośnym gadaniu ,jej szybkie wyczerpanie zaskakuje mnie i wcina minie na jakiś czas, aż się pokleję to znaczy wrócę wszystkimi częściami. Na ogol są one porozrywane i tkwią w bezruchu.Temu rodzajowi wyjścia towarzyszy inny przydzielanie energii-

ODZYSKIWANIE DUCHOW

Jak bolesne mogą być historie przy odzyskaniach ,zrozumiałem już na warsztatach. Rozmawiający ze mną sąsiad wspomniał mi raz i jaka mu się smutna rzecz przytrafiła w rodzinie.Następnego dnia przy próbie nawiązania grupowego kontaktu z przewodnikami ,przyleciał mój stary druh. Teraz będzie rzeźbienie. Pojawiło mi się narzędzie rzeźbiarskie przed oczyma.Latami spędzając z nim na rozmowach nie zdziwiłem się ani trochę. Zabrał mnie do pomieszczenia z lezącymi pokotem istotami na podłodze.Rozeźliłem się trochę bo kroiła mi sie wizyta w piekle.Zaprotestowałem.
Znalazłem się następnie w pracowni rzeźbiarskiej z czasów szkolnych.Zacząłem rzeźbić głowę.Jak w oobe ugniatałem modelinę rękoma.Twarz formowała mi sie rozciągając na wszystkie boki.Rozglądałem się a ducha ani saldu. Pytam trochę zmieszany a gdzie ona jest? Z lewej strony wyrośl mi stojak z rzeźba ,przypominający trochę organy kościelne a trochę futurystyczny kościół. Wejdź do niego-zabrzmiało. Wlazłem bez bez pytań. W górnej części było mieszkanie z wielkim, przestronnym ,na pól zaokrąglonym oknem. Całość spowita w szarościach. Gdzie jesteś zapytałem zaskoczony ta maskarada.Przewodnik opowiedział w skrócie. Joasia ma 16 lat.Zobaczyłem zalęknione oczy przyglądające mi się z cieniem niedowiedzenia.
Ha, a czy wiesz ,ze nie żyjesz! Myśląc ,ze to figle astralne chciałem być dowcipny.Przez ciebie nie żyje,cos powiedziało i zalała mnie fala żalu i pretensji.Poczułem się jak bezimienny mężczyzna. Ej , co ty opowiadasz!.Ja cię nie znam !!!Czego ty chcesz ode mnie.Troche obruszony ,chciałem już wracać po tym nie życzliwym przywitaniu. Wtedy włączył się przewodnik. Tak się tego nie zostawia. Skleiliśmy się w myślach.Kierowany przez niego zacząłem opowiadać ,ze znam menadżera sztuki ,ze chętnie po niego zadzwonię. Jeśli coś ma ciekawego to pewnie się nią zainteresuje.Podeszła bliżej trochę zaskoczona. Zadzwoniłem. Tel. komórkowy pojawił mi się w ręce.Z lewej strony wyrosły drzwi i ktoś się w nich natychmiast pojawił. Rzucili sie sobie w ramiona.Wtedy wydawało mi się to trochę naciągane.Teraz myślę ,ze była to jej mama.Siedząc metr obok mnie, brała w tym na pól świadomie udział.

Za jakiś czas zapytałem sąsiada -a jak się twoja córka nazywa. Joasia, a ile ma lat -16, zainteresowania artystyczne.Opowiedział jej smutna historie z chłopcem.
Całość przemilczeliśmy na warsztatach,
Pisza to na forum tez mam wątpliwości -ale może ta historia pomoże innym

Dziwne spotkanie

-18.10.2007 – 20:56 Śniąc, wylądowałem na ławce przy starych murach obronnych. NP szwedal sie nieopodal mnie. Nagle pojawiło się dziecko, dziewczynka a AP przysiadł po jej stronie.Dziewczynka ,cudownym głosem mówiła mi o mojej przeszłości. Odzyskałem świadomość i wtedy zaczęła przepływać miedzy nami niezwykła energia.
Odczuwałem ja jak mieszankę miłości z opiekuńczością. Intensywność była tak wielka, ze schyliłem głowę przed nieznanym ,myśląc ze mnie pochłonie na wieczność..Oślepłem ,czując jak pędzę z niezwykła szybkością w nieznanym kierunku. Intensywność doznania była tek wielka ,ze się jej poddałem nie mogąc złapać tchu. Wyrwałem się i powróciłem do ciała. Sprawdzałem pospiesznie czy łzy leja mi się po twarzy ,bo tam w tej niezwyklej przestrzeni ,wyłem z radości tryskając czymś nie możliwym do określenia
Twarz była sucha.

PRZYGODY Z POMARANCZA

PIERWSZY DZIEN
Omówiliśmy się na czacie na 3 dniowe eksp.Przygoda w astrali o 5 godz..Pracowałem do 3 w nocy i słodko zasnąłem.W śnie wylądowałem w zmilitaryzowanym mieście.Deko typowe dla 2 Wojny światowej.Lek ,strach o życie…..żołnierze. Biegnąc po niekończących się schodach napotkałem siedząca dziewczynę. Przyglądała mi się z zainteresowaniem.Jej inność na tle zniszczonej dekoracji,zdziwiła mnie na tyle,ze odzyskałem częściowo świadomość, tracąc dziewczynę z oczu.Sen zamienił sie w wyprawę mentalna.Odczuwałem ruch mojego ciała astralnego uwięzionego w konkretna akcje.Za jakiś czas wylądowałem potwornie w astralu ,śniąc w w jakimś wnętrzu dalsze przygody wojenne. Pokój był zagracony walającymi się śmieciami. W którejś ze ścian,w pojawiających się drzwiach wkroczyła uśmiechnięta dziewczyna.Zrobiło mi się wstyd za szpargały wojenne i ze zwiększona świadomości zapytałem. Czy nie widzisz ,ze jest wojna?-,oczekując zrozumienia. Podeszła zbyt blisko i jej obecność potwornie wywaliła mi świadomość do ciała mentalnego. Znowu znalazłem się w ciemności, odczuwając raczej akcje niż postrzegając ja wzrokiem. NP szepnął- to zrób to. Zirytowało mnie to bo bylem ślepy jak kret a coś się ze mną działo. Odzyskałem wkrótce oczy kierując uwagę na stertę śmieci pod którymi ukryta była płyta Darka.
Pomarańcza potwierdziła dwie wyprawy mentalne.Za drugim razem czyściła mnie raikami bo jakiegoś s…miałem pełno do okola siebie.
Dobrze ,ze choć płytę Darka chwyciłem, bo mi cala deko wojenna zepsuła.

DRUGI DZIEN
Nie mając pewności czy spotkałem pomarańcze ,przypominałem sobie pedagogów ze szkoły, planując scenerie następnej przygody.W jednym ze snów wylądowałem w szkolnej ławce.Nauczyciel pokazywał akwarele jako przykład do naśladowani. Znajome twarze ,zapomnianych przyjaciół pojawiały się w rożnej części klasy.W ławkach było pełno szarych atrap.Czując NP za plecami, malowałem malutka muszelkę ,trzymana w lewej ręce na ciemno zielono.W tym momencie odzyskałem świadomość we śnie.
Jest szósta godzina powiedział NP,gdy w pospiechu zapamiętywałem rozkład klasy ,szukając znajomych twarzy.
Pomarańcza wysłała smsa,ze o 6 godz.jakaś babka wyrwała ja z ciała i umieściła w ławce. Znalazła tam kartkę z notatka,ze zajęcia są odwołane .Potem malowałem paznokcie lewej reki na zielono.

O 6 było juz po wszystkim,klasa opustoszała haha

TRZECI DZIEŃ
Dopiero trzeciego dnia nabrałem pewności ,ze z pomarańcza nawiązałem kontakt.

Wysłała smsa o niecnym snie(wyprawie mentalnej o 20 godz.) info w jej notatniku.Stala się mała dziewczynko-chłpoczykiem zabawiająca się swoim ….

Tego wieczoru natrafiłem na opisy Freuda ,dotyczące kompleksów seksualnych.Jak to Freud ,dopatrywał się wszędzie świntuszeń. Czytając objaśnień dotyczących kompleksów członka małych dziewczynek, pękałem ze śmiechu. -ups.Wprawiony w super nastrój wyobrażałem sobie miny znajomych jak im to opowiem-włącznie z Pomarańcza.

CZWARTEGO DNIA
Załorzylem słuchawki na uszy z rytmami dysko, kolebiąc się w rytmie. Czując Pomarańcze na głowie chwyciłem ja za ręce, rozpoczynając harce po astralu. Wiry śruby ,wywijasy. Moja ulubiona zabawa.
Wczoraj wieczorem ,przepraszała za zakłócenia mentalne, o 13 godz.czując się ich sprawca nie poznala ,ze szalała niefizycznie w tym czasie ze mną w alpach szwajcarskich, na dyskotece.

19.06.2007 – 10:54
Wczoraj znajomi astr. pokazalimi mi t.z. uderzenie smoka .Wystrzeliwalismy oderwana dlon jak z kuszy wbijajac w sciane.
Dobrze ,ze to malo kto umie.

obe na mszy sw.

W czasie swiat wybralismy sie cala rodzina do kosciola. Kosciolek maly i przytulny w srodkowej Polsce.Stalism okropnie stloczeni.Od rana bolal mnie kregoslup.To co sie zaczelo w kosciele bylo iscie meka piekielna.Natlok ludzi pogarsza zawsze bule.I gdy tak wylem straszliwie zaczelo mnie wyciagac z ciala.Bedac jeszcze w ciele otworzylem oczy wewnetrzne.Zaczalem sie rozszerzac przygladajac sie otaczajacym mnie modlacym.Zawstydzilem sie troche bo wszystkim zle sie wiodlo. Metr ode mnie mlodzieniec zaslabl ,chwiejac sie na nogach.Przechwycilem jego maslane spojrzenie wzrokiem i pewien jestem ,ze mnie postrzegl.Jakas istota astralna powiedziala wyprowadzcie go. Zareagowal na to najblizszy czlowiek i zajal sie chlopcem.Nie smiem przypuszczac co ten mlodzieniec zobaczyl. Astr.przyjaciel powiedzial. On nie zapomni tego widoku do konca zycia.
Probowalem z przyjacielem emanowac uczucie milosci po kosciele ale nie mialem na tyle sily. Udalo mi sie jedynie wzniesc 3 metry nad glowami, falujace , piekne, blekitne niebo.Gdyby bylo to grzechem ,nie dostal bym o dziwo , pierwszy komuni w calym kosciele i nie zobaczyl pieknej istoty o ciemnej karnacji, wyrastajacej ponad tlumem.Chyba tez jej nie zapomne.Hm A moze ona tez…

ZEMSTA LASU .
Jako dziecko uwielbiałem tłuc patykami obsychające gałęzie z drzew. Toro walem sobie
miedzy nim drogę ciesząc się powstającym przejęcie którymś momencie coś wlazło mi do głowy i spytało karcąco .Dlaczego je tak bijesz. Czyszczę je bo poschnięte, odpowiedziałem z duma. Zatrwożyłem się troch ,ze może z tym czyszczenie to trochę coś nie tak i odszedłem z tego miejsca zdziwiony. Zapomniawszy to upomnienie, jeszcze wielokrotnie rozbijałem się w lesie.
Tuz przed ślubem wybrałem się na przejażdżkę rowerowa. Jechałem dosyć szybko delektując się pędem mijanych drzew. Nagle las strasznie zaciemnia i nabrał tajemniczej,oślepiającej mocy. Przestrzeń się załamała i sosny wydały mi się wielokrotnie większe i znajomo poobrywane. Pomimo szybkiej jazdy zamarłem w bezruchu ,obserwując to dziwo. C hoc droga była szeroka ,coś jak pokrzywa dotknęło mnie w udo. Otrząsłem się rozglądając. W domu ślad po pacnięciu miał już 10 centymetrów,był czarny i palił okrutnie. Wyraźnie widziałem jak coś w nim wiruje. Następnego dnia dostałem zastrzyk .Czarna plama ,skwiercząc, zmieniła się wkrótce w olbrzymi pęcherz wodny i to przed sama ślubem.

WYSTEPY MAGA
Pol pobliskiej kamienice wynajmowali Świadkowie Jehowy. Nad drzwiami wisiał potężny,czerwony szyld. Dziwnym trafem, na dole budynku,miało się odbyć przedstawienie znanego maga. Przed występem, asystenci, zasłonili czarna tkanina na fasadzie domu,wszystko co kolorowe. Gnany ciekawością ,postanowiłem ich odwiedzić. Ubrałem córkę w cudowny, czerwony, płaszczyk i poszliśmy na tajemnicze spotkanie. Większość była ubrana w czarne garnitury i nie zwracała na nas uwagi. Czarodziej rozwiązywał sznurki i wsysał uchem papierosy,wyskakujące mu nosem..Rzucał również sylikonowymi, smażonymi omletami do góry. Nie wiedząc skąd biorę,dałem córce zimnego ognia. Podgrzewając go wysłałem ja na środek sali by pomachała nim do publiczności. Zapalił się majestatycznie dokładnie na środku sali. Cos się nie spodobało czarodziejowi bo ,córka straciła równowagę ,przewracając się na pupę. Musze nadmienić ,ze w tym czasie z łatwością przemieszczałem się w 2 płaszczyznach. Wstając niefizycznie,podirytowany tym zajściem, przegnałem zbliżającego się asystenta,chcącego pomoc córce przy wstawaniu. On, zataczając się pognał natychmiast ze skarga do mistrza. Pozostawiono nas w spokoju. Byly jeszcze ciekawe wydarzenia w w astralnej odbitce rzeczywistości, które przemilczę.
Pełen obaw ,zaprowadziłem dziecko do domu szykując się na pomstę.
Po powrocie, rozdrażnienie mi przeszło, widząc jak wspaniale publiczność się bawi. Na zakończenie wystraszyłem brzuchomówstwem maga i o mało nie poprzewracałem garnków pełnych gotowanego mięsa. Słuchając na końcu wyjaśnień astralnych przyjaciół na temat magi, musiałem czarodzieja wprawić w osłupienie. Widoczne było ,ze słyszy ale nic nie rozumie, bo mówiliśmy po polsku,
.Raz jeszcze ,tym razem we Włoszech, przeszkadzałem grupie magom. Z nimi nie poszło mi tak gładko i musiałem uciekać z ciała,wychylając się na bok.

ODWIEDZINY BYBCI
Wszyscy babcie strasznie kochaliśmy. Przytulała ,kołysała i była zawsze gdy coś się złego z nami działo Teraz staliśmy,stłoczeni starzy i młodzi, popłakując. Wyraźnie przypominam sobie jak wyjąc z żalu zmieniłem świadomość. Pomieszczenie rozjaśniło się i wszyscy zniknęli. Została tylko babcia siedząca na łózko obok mglisty tego martwego ciała. Schylało się nad nią parę postaci, pokazujących na mnie ręką. Pokiwała mi wesoło i w głowie usłyszałem. Zapamiętaj ,to jest ciało. To coś leżało bez znaczenia na łózku. I nie płacz!. Ogarnęła mnie euforia. Znajdując się ponownie w rozpaczającym tłumie,chciałem wszystkim powiedzieć .Dlaczego płaczecie ,przecież ona tam siedzi. Zamilkłem wystraszony, bo wyglądali jak przytłaczające,strzeliste strzępy.
Jakiś czas później,tęskniąc za babcia,znalazłem się nagle na korytarzu w piwnicy. Śmiało wchodząc w rozrastająca się ciemność spotkałem ja przykucniętą na końcu przestrzeni. Ciesząc się przywitałem ja okrzykiem . To ty żyjesz!Co robisz babciu w tej ciemnicy?,Opowiadała coś ze już,już jest gotowa ,3 w kolejce gdy nagle z boku wyszła męska sylwetka, zatrważający mnie cię ,sporych rozmiarów,zaczynający coś ze mną robić. Trzymał mnie w potrzasku a ja zrozumiałem pytanie . Co tu robisz! Zły bylem okrutnie na niego bo popsuł wszystko a na dodatek groził. Długo unikałem w myśli ta dziwna ciemność, planując jak wykraść babcie temu facetowi.

MAMINE OPOWIESCI
Ciotka pracowała na kolei. W nocy wciskała guziki w skrzynce ,przestawiając pociągi. Jedna minute w nocy nie mogła w żadnym wypadku przegapić. Towarowy na jednym torze z pospiechem i zasnęła. Obudziło ja energiczne szarpanie ,wysokiego mężczyzny w ciemnym płaszczu. W panice zdążyła wcisnąć ten zapomniany guzik. Zwolniła się potem z pracy a rodzinie opowiedziała. Drzwi były na klucz zamknięte,pokój 3x3metry i nikt nie mógł wejść….i..i to jest niemożliwe. Uwierzyliśmy,choć bo było wiadome w rodzinie ,ze jeśli COS jest to jej się ostanie ukarze.

SKOK W SZCZELINE
Jako dzieci często bawiliśmy się w starym,poniemieckim bunkrze. Jako próba odwagi służyło nam skakanie przez szczelinę. Na dnie jak w grocie piętrzyły się się potężne wielometrowa,strzaskane bryły cementu. Tych którym kolana zmiękły, wyśmiewaliśmy gromkim śmiechem. Chcac poprawić swoja odwagę wybrałem się samotnie na skakanie. Szczelina wydawała mi się od raz dziwna. Chcąc ja przeskoczyć odzieliśmy się od ciała i wpadłem na dol. Jakież było moje zdumienie gdy wstałem z głazów nie postrzegając śladów skaleczeń .Bylem wystarczająco mały by uznać to za szczęście a nie za szaleństwo. Powciskałem się jeszcze w wąskie szczeliny co rusz niknąc w ciemnościach. W którymś momencie bylem w drodze do domu i przedzierałem się przez wysokie trawy. Nie zdziwili się nawet, gdy ponownie znalazłem się na skałkach. Zapominając częściowo wydarzenie, zniechęciłem się do dalszego skakanie i zawróciłem do domu, idąc rzeczywiście przez ta wysoka trawę. Gryzło mnie trochę i nie dopuszczałem nawet myśli ,ze spadłem .Co powiem mamie,ze się zabiłem! .Jakiś czas potem myślałem, ze mnie Bóg uratował,
Przypomina mi się ze studiów,znany profesor, psychologi ,rozprawiający z cieniem kpiny o dzieciach, nie myślących analitycznie, przeskakujących w marszu przeszkody wysokie na kilkanaście metrów.


LABORATORIUM CHEMICZNYM
Przypominam sobie jak w szkole podstawowej bez obecności nauczyciela, wrzucalismy co się dało do rożnych kwasów . Ilość wydobywającego się chloru przegnała nas z laboratorium. Zdobywajac się na odwagę ,wszedłem spowrotem. Zdarzylo się coś dziwnego, co jest do tej pory dla mnie lamiglowka. Zatykajac nos i usta odczulem dlawiacy smrod chloru. Wtedy opuściłem cialo. Pomieszczenie rozjaśniało a ja zacząłem oddychac. Hm ,dziwiąc się odrobinę pobiegłem do stolika z przezroczysta mikstura. Do flaszki nie weszły szczypki, bo były za duże. W głowie coś mi powiedziało. Przelej to. Podniosłem butelkę z dwu centymetrowym otworem i wsadziłem zniecierpliwiony rękę , wyciągając ze środka szaroa masę..Kładąc ja na spodeczku ucieszyłem się ,ze po tragedii i nie oberwę za to od nauczycielki. Przestalem się spieszyc. Cieszylem się ze tak fajnie widać przez ten chlor. Przestrzen się nadymała i była inna. Wreszcie opuściłem laboratorium spotykając za drzwiami przerażona nauczycielkę .Opowiadałem chaotycznie,ze posprzątane bo ja mogę oddychać chlorem. A to ,wyciągnąłem ręka bo szyjka była za mala. Ktos skarżył ,ze bylem tam 4 minuty. Nie spodziewałem się ,ze tak potrafi skakac. W ułamku sekundy, nauczycielka była przy mnie, obmacując ze wszystkich stron. Jakimś zmienionym glosęem powiedzialem powaznie,ze zartowalem a w glowie powiedzialo mi niech sama to zrobi i otworzcie okna…..Przypomniałem sobie ta kretyńską butelkę i nie bylem już pewien,ze wyciągnąłem ręką coś z flaszki do której wejdą zaledwie moje dwa palce nie mówiąc już o chlorze



WIZYTA U MISTRZA
Przyjaciel od dawna opowiadał mi o duchowym mistrzu. Razu pewnego zaprosił mnie do niego. Mistrz kilkadziesiąt razy bywał w najwyższych strefach i opowiadał ze Pan Bóg zaproponował mu powrót do macierzy lub misje. Nauczac ludzi. Wchodzac do sali spotkań , zaskoczony bylem wewnętrzną uroda jego uczniow. Atmosfera była uroczysta. Nie znając nikogo stanąłem na środku sali mocno zmieszany. Pierwsza pozdowila mnie uśmiechem mila, starsza pani. Ktos z boku pocałował mnie astralni w policzek. Zmieszalem się troche. Robiac poziomkowe oczka, zacząłem zapadać się w środku. Zobaczyłem cale wnętrze lsniaco na żółto i ogarnęło mnie wspaniale uczucie. Ktoś mi chyba przypiekl mnie ddawkąbezgranicznej,czystej miłości Brucea Moena, prowokując we mnie wyjście z ciała. Postrzegałem osoby,zwracając bardziej uwagę na panie,chcąc znaleźć ta niezwykłą przyczyne. Zobaczylem za plecami mistrza. Przygladal mi się jak na intruza, wywalając przy tym galy. Jakos zaświeciły mu się oczy płomykami i odwrócił się bez zainteresowania. Odczulem śmieszność swojego ciała fiz. stojącego na środku sali i usiadłem fiz. obok przyjaciela. Wszystko zajęło to 3 minuty. Mistrz zaczął opowiadać bardzo zaangażowanie, cały czas pochrzakujac. Zaczelo mi się nudzic. Mowil rozwlekle, skakajac w podnieceniu po sali. Pomyslalem sobie . Zrobię mu psikusa. Jeśli taki mistrz to się postrzeze. Zaczalem go ciągnąc mentalnie za nogawki. Jakos nie reagował co mnie rozzloscilo. Wzrastajace emocje uwolniły we mnie dodatkowa energie Dokuczałem mu już astralni, pozostając nadal w ciele..Cos takiego nawet ślepy postrzeże. A on nadal nic. Wytracilem go tylko parę razy z koncentracji ,gdyż zgubił watek. W czasie przerwy poprosiłem go o rozmowe. Wytwarzal tak silne zaburzenia ,ze w odległości metra, nie mogłem sklecić prostych zdań. Po godzinie słuchania wspólnych nauk poprosiłem przyjaciela byśmy wyszli bo nudno. Zegnajac uroczego sąsiada ,wślizgnąłem mu się do głowy,przelewając mu silna dawkę sympatia. Zaskoczony zapytal. A czy my się nie znamy z poprzedniej reinkarnacji?.Bulgocząca odpowiedz przyjął z dezaprobata. Chyba nie rozpoznał,ze bylem przyczyna tego serdecznego uscisku. W takich chwilach myślę sobie o wszystkich zakochanych od pierwszej chwili .Opuszczając dom uważałem by się nie poślizgnąć bo była zmarzlina. Cos mnie nagle chwyciło,grzmocąc w pośrodku w głowie zadźwięczało ,MIALES NIE PALIC!..Runąłem jak kłoda na snieg. Przed samym uderzeniem z astralna wręcz zręcznością zamortyzowałem rękoma upadek..Dopiero wtedy rozpoznałem swojego astralnego przyjaciela,który po raz któryś uratował mnie przed stluczka. Skarcil mnie trochę za głupoty pokazując coś jak porozwieszane światełka choinkowe na domu, których tak naprawdę to nie było .Wstając wygrażałem astralnymi rękoma pozostawiając je tym razem grzecznie przy sobie a w duchu się rechotałem. Dobry mistrz,pomyślałem!!!

OBECNOSC W PRZECZKOLU
Na festynie w przedszkolu dzieci wybierały losy,wygrywajac zabawki stojące na polce. Moje dwie córki wróciły rozżalone nic nie wygrawajac. Czujac obecność w sobie zabrałem je na ponowne losowanie. Pokazując im palcem najciekawsze zabawki zaczęliśmy losowac. Wybraly pierwsze z brzegu. Oddalem je bez otwierania wybierając inne. Zrzucajac mnie w bezczasowa otchłań,przejęto,kontrole nad moja ręka, wybierając pewnie losy. Wygralismy najlepsze zabawki. Widzac zazdrosne dzieci było mi wstyd i prosiłem by więcej mi tej laski w życiu nie robiono.
Innym razem tez w przedszkolu, astralni przyjaciele,pomagali mi w rozwiązywaniu pętli na grubej linie.. Wyraźnie rozpoznawałem szybkie ruchy cieni przy sznurze gdy sznurek robił się bez węzłów. Nosili ze mną tez ciężkie stoly. Tym razem dyskretnie. Nie licząc pewnej pani, której stół zrobił się nagle ciężki i nie mogła go więcej przesunac. Jakis czas nosiła sama składane stoły, śmiejąc się z mezczyzn,ze robią to w 2 osoby. W

RATUJACA REKA
Wracałem 800km do domu po 3 dniach pracy bez spania. Z zepsutym grzaniem w samochodzie,okręcony kocem parłem byle do domu. Walczac z sennoscia ostatnie.40km ,pamiętam jak mi się głowa zapadła i było mi wszystko obojetne. Nagle z lewej strony wyskoczyła świetlista ręka, przekręcając gwałtownie kierownice .Wyprowadzające się auto na prosta rozbudziło mnie wystarczająco bym zdążyłem zobaczyć zgrzytające na mnie bajerki autostrady .Pamiętam ,ze ręka przenikla przez szybę stajać się powyżej łokcia nie widoczna. Do tej pory nie rozumie co zaszlo. Po latach przypominam sobie doskonale wchodząca wtedy we mnie obecność, której wtenczas nie rozpoznawałem. Nie jestem tylko pewny czy wykorzystała ona moja fizyczna rękę ,zrzucając moja świadomość w inne ciałka czy wykonała ruch kierownicy swoja konczyna. O dziwo,przed samym zasnieciem pomyslalem jak bardzo jestem nierozsadny.Przypuszczam ,ze cale zajscie zostalo sprowokowane bym sie czegos nauczyl.Rozpoznawal kiedy sie glowa zapadnie.Teraz gdy postrzegam w czasie jazdy dziwne cienie na autostradzie, pozdrawiam je zabobonnie skinieniem reki. A niech sie nie nudza.